Mimo że obywateli Indii coraz łatwiej zobaczyć na polskich ulicach - zwłaszcza w dużych miastach - to wielu internautów zaskoczyła informacja, która pojawiła się w serwisach społecznościowych, jakoby Hindusów w Polsce miałoby być ponad 190 tysięcy. Niechętni imigrantom komentujący pisali więc o "inwazji", "potopie" lub nawet nawiązywali do teorii spiskowej o wielkiej podmianie populacji (w dalszej części artykułu przeczytasz, o co chodzi z tą teorią).
"Od 2018 roku potroiła się liczba Hindusów w Polsce i aktualnie jest już ich aż 191 000. Warto dodać, że inwazja dopiero się rozkręca, o co zadba np nowa umowa UE-Indie. Brawo!" - stwierdził jeden z anonimowych użytkowników serwisu X, powołując się na dane podane na profilu Monitor Imigracji (pisownia wszystkich wpisów oryginalna). Na koncie o takiej nazwie w anglojęzycznym wpisie 6 czerwca 2026 roku podano, że od 2018 roku Polska wydała 191 tysięcy zezwoleń na pracę obywatelom Indii.
Takie dane komentował między innymi bliski współpracownik Grzegorza Brauna, prawicowy publicysta Marek Skalski. "To prawdziwy potop! Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że to nie jest robione świadomie i celowo?" - napisał w serwisie X. Podobnych komentarzy z anonimowych kont było więcej. "Już się nawet nie kryją specjalnie z podmianą społeczeństwa na szaro burą"; "Niedobrze"; "Chyba nie myśleliście że system pozwoli na załamanie się demografii, konsumpcji i rynku nieruchomości. Co nie? Biali sami się wyniszczają" - pisali.
Część komentujących sugerowała jednak, że podane dane wcale nie oznaczają liczby Hindusów mieszkających w Polsce. "Pozwolenia na pracę to nie pobyty... Przedszkolny niemal błąd"; "Ilość pozwoleń na pracę ma jest myląca" - zauważali.
I to ci drudzy mają rację.
Prawie 200 tysięcy Hindusów w Polsce? Na pewno nie
Od razu zaznaczmy: nie ma żadnych danych, które potwierdzałyby, że w Polsce aktualnie mieszka ponad 190 tysięcy obywateli Indii. Rzeczywiście nasz kraj od 2018 roku wydał Hindusom 193 tys. zezwoleń na pracę (czyli więcej niż w cytowanych wpisach), ale na tej podstawie nie można stwierdzić, ilu imigrantów z tego kraju przyjechało do Polski.
Po pierwsze - samo zezwolenie na pracę nie wystarcza do legalnego przekroczenia granicy. Po uzyskaniu go cudzoziemiec musi jeszcze uzyskać dokument pobytowy. Dla obywateli Indii może być to wiza krajowa lub wiza Schengen wydawana przez polskie placówki dyplomatyczne w Indiach.
Po drugie - zezwolenia pozwalają na pracę tylko przez określony czas, nie dłuższy niż trzy lata. Jedno pozwolenie w statystykach nie musi więc odpowiadać jednemu cudzoziemcowi, bo od 2018 roku mógł on otrzymać kilka dokumentów, na przykład w zależności od rodzajów prac, które wykonywał od tego czasu.
Po trzecie - nawet jeśli obywatele Indii po uzyskaniu zezwolenia na pracę rzeczywiście przyjechali do Polski, mogli już opuścić nasz kraj, czego nie widać w takich statystykach. Tym bardziej, że autor zestawienia brał pod uwagę okres od 2018 roku, a od tego czasu Hindusi mogli już wrócić do ojczyzny lub wyjechać do innego państwa.
Ilu jest Hindusów w Polsce?
W rzeczywistości Hindusów w Polsce jest zdecydowanie mniej. Według Urzędu do Spraw Cudzoziemców ważne dokumenty pobytowe ma obecnie nieco ponad 25 tysięcy obywateli Indii.
Oczywiście posiadanie takich dokumentów nie oznacza, że wszyscy ich właściciele aktualnie przebywają w Polsce, ale ta dana jest zdecydowanie bliższa prawdziwej populacji Hindusów w Polsce niż zezwolenia na pracę. Tym bardziej, że potwierdza je Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Według jego statystyk w grudniu 2025 roku do ubezpieczeń w Polsce było zgłoszonych 25,1 tys. obywateli Indii.
Spośród 25 tys. Hindusów zdecydowana większość, bo 23 tys., posiada pozwolenie na pobyt czasowy. To sugeruje, że przebywają oni w Polsce głównie ze względu na pracę lub studia. Najwięcej pozwoleń na pobyt obywatelom Indii wydał wojewoda mazowiecki (8,2 tys.), następnie małopolski (4,3 tys.), dolnośląski (2,5 tys.) i wielkopolski (2,3 tys.). Nie musi to być jednoznaczne z tym, gdzie obecnie mieszkają poszczególni Hindusi, ale pokazuje, w jakich regionach może być ich najwięcej.
Zarówno ZUS, jak i Urząd do Spraw Cudzoziemców, w komentarzu do swoich danych zauważają, że Hindusi są istotną grupą cudzoziemców w Polsce. ZUS pisze, że w stosunku do 2016 roku obywateli Indii zgłoszonych do ubezpieczeń jest dziewięć razy więcej, a UdSC nazwał Hindusów "liderem migracji z krajów pozaeuropejskich" i dodał: "Powyższe dane rejestrowe potwierdzają, że Polska ewoluuje z kraju o charakterze migracji wyłącznie regionalnej (koncentrującej się na państwach sąsiednich) w kierunku istotnego, globalnego punktu docelowego dla pracowników kontraktowych i specjalistów z rynków azjatyckich i dalekowschodnich".
Nie zmienia to jednak faktu, że pisanie o 190 tysiącach obywateli Indii w Polsce to manipulacja danymi, która ma napędzać antyimigranckie nastroje w Polsce.
O co chodzi z teorią wielkiej podmiany
Teorię wielkiej podmiany lub wielkiego zastąpienia sformułował w 2010 roku francuski pisarz Renaud Camus, który sprzeciwia się masowej migracji. Według ukutej przez niego teorii europejskie elity - czyli rządy krajów europejskich, zwłaszcza Europy Zachodniej - sprowadzają do swoich państw specjalnie tysiące migrantów, głównie z Azji i Afryki, żeby zastąpić nimi rdzennych, "białych" Europejczyków.
Do "podmiany" lub "zastąpienia" miałoby dojść, ponieważ wskaźnik dzietności Europejek nie gwarantuje zastępowalności pokoleń, a jest znacznie wyższy u kobiet spoza Unii Europejskiej. Mimo że ta teoria była obalana już nawet przez demografów, mocno odwołują się do niej europejskie ruchy prawicowe, zwłaszcza te skrajnie prawicowe. Politycy straszą, że dalsze przyjmowanie migrantów doprowadzi do wypierania białych Europejczyków z kolejnych krajów.