W sobotę, 11 lipca 2026 roku odbędą się obchody 83. rocznicy zbrodni wołyńskiej. Od 2025 roku ten dzień jest świętem państwowym - Narodowym Dniem Pamięci o Polakach - Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej. Termin nawiązuje do "krwawej niedzieli" - punktu kulminacyjnego rzezi wołyńskiej, czyli wydarzeń z 11 lipca 1943 roku. Oddziały UPA dokonały wtedy skoordynowanego ataku na 99 polskich miejscowości na Wołyniu. Historycy szacują, że tego dnia mogło zginąć nawet osiem tysięcy Polaków.
Na tegorocznych obchodach cieniem kładzie się największy od lat kryzys w relacjach polsko-ukraińskich, wywołany przez kwestie pamięci i polityki historycznej. Rozpoczął się po tym, gdy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał jednej z jednostek wojskowych imię "Bohaterów UPA". W konsekwencji prezydent Polski Karol Nawrocki zdecydował o odebraniu Orderu Orła Białego ukraińskiemu prezydentowi, a ten odesłał odznaczenie.
Ocena działalności Ukraińskiej Powstańczej Armii i OUN-B (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów - frakcja Bandery) w czasie II wojny światowej jest najbardziej spornym tematem w relacjach dwustronnych. OUN-B i UPA są odpowiedzialne za zamordowanie ok. 100 tys. Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Strona ukraińska widzi w UPA przede wszystkim partyzantkę antysowiecką i w związku z tym uznaje działaczy tej organizacji za ważne postaci dla ukraińskiej pamięci historycznej.
Różnice w ocenie historii i obecne napięcie w relacjach polsko-ukraińskich stanowią pożywkę dla fake newsów, dezinformacji i manipulacji. Ostrzeżenie przed dezinformacją w kontekście rocznicy zbrodni wołyńskiej wydało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Dlatego zwracamy uwagę na próby dezinformacji, manipulowania przekazem oraz sztucznego wzmacniania emocjonalnych treści za pośrednictwem zautomatyzowanych kont (botów) i fałszywych profili. Tego rodzaju działania mogą mieć na celu pogłębianie podziałów społecznych, eskalowanie napięć oraz podważanie zaufania do instytucji publicznych.Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Próby dzielenia Polaków i Ukraińców w związku z rocznicą rzezi wołyńskiej zapewne są i będą celem propagandy rosyjskiej. Nawet w ostatnich dniach pojawił się nowy przekaz - straszący tym, że wydarzenia z 1943 roku mogą się powtórzyć. A fake newsów nawiązujących do wydarzeń wołyńskich w ostatnich latach było dużo więcej.
"1943 możemy to powtórzyć". Co to za siekiery?
Już kilka dni przed rocznicą rzezi wołyńskiej internauci rozpowszechniali zdjęcia siekier z motywem odwołującym się do tej zbrodni. Zamieszczano też zrzuty ekranu z ogłoszeniami o sprzedaży tych narzędzi. Na jednej ze sprzedawanych siekier rzekomo wygrawerowano napis: "'43 możemy powtórzyć" oraz tryzub, czyli herb Ukrainy. Natomiast na drugiej miał być zamieszczony napis: "Wszystko przemija, wszystko się zmienia. Historia lubi się powtarzać" z datami "1943-202...". Internauci przekonywali, że siekiery te można kupić w ukraińskiej sieci. "Skandal", "plucie na pamięć ofiar ludobójstwa" - komentowali oburzeni.
Zdjęcia nie są autentyczne. W ukraińskim serwisie znaleźliśmy "ofertę" z siekierami i motywami odwołującymi się do rzezi wołyńskiej, ale towarzyszące jej zdjęcia zostały przerobione, najprawdopodobniej za pomocą AI. Konto, które wystawiło tę ofertę, nie jest wiarygodne, powstało w dniu publikacji ogłoszenia. Ponadto w sieci znaleźliśmy ofertę sprzedaży bardzo podobnej siekiery, ale bez inskrypcji. Wydaje się, że zdjęcia tego produktu wykorzystano i przerobiono do stworzenia nieprawdziwej oferty. Przedstawiciel polskiego sklepu, który sprzedawał tę siekierę, w odpowiedzi na pytanie Konkret24 napisał, że "karta produktu nie zawierała i nie zawiera żadnych napisów, haseł ani treści", a przedstawiciele ukraińskiego sklepu, który również sprzedaje te toporki, stwierdzili, że "nigdy nie zrobiliby czegoś tak absurdalnego".
"To zrobili nasi bracia Ukraińcy". Nie oni
Przykładów wykorzystania zbrodni wołyńskiej do siania dezinformacji jest więcej. Przykładowo w połowie maja 2026 roku internauci rozpowszechniali zdjęcie przedstawiającą prace nad odkopaną zbiorową mogiłą. Widać na niej grupę archeologów, badającą i fotografująca szczątki ludzkie. Zdjęcie krążyło z opisem, że to ofiary zbrodni dokonanych przez UPA i komentarzami: "To zrobili nasi bracia Ukraińcy".
Jednak zdjęcie nie ma żadnego związku ze zbrodnią wołyńską. Znaleźliśmy tę fotografię w artykule "Kuriera Galicyjskiego" z kwietnia 2013 roku. W tekście opisano ekshumacje masowych grobów we Włodzimierzu (Volodymyr, Wołodymyr) na zachodzie Ukrainy. Miasto leży na Wołyniu i kiedyś funkcjonowało jako Włodzimierz Wołyński. W mogiłach nie ma ofiar zbrodni wołyńskiej. "We Włodzimierzu spoczywają Polacy i Ukraińcy zamordowani przez NKWD w latach 1939-1941, jednakże oprócz nich są też ofiary mordów dokonywanych już podczas niemieckiej okupacji" - tłumaczył "Kurierowi Galicyjskiemu" Adam Kaczyński z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
Tym razem w szerzeniu dezinformacji pomogła sztuczna inteligencja, bowiem niektórzy komentujący posty na X pytali Groka (narzędzia AI działającego w serwisie X), czy to rzeczywiście ofiary UPA. Ten jednoznacznie potwierdzał: "To jest zdjęcie z ekshumacji masowej mogiły ofiar zbrodni wołyńskiej z 1943 roku" i tym samym podbijał nieprawdziwą narrację.
Czyj to grób
To niejedyny fałszywy przekaz oparty na fotografii opisanej jako mogiła ofiar zbrodni wołyńskiej. W lipcu 2025 roku, tuż po obchodach rocznicy rzezi wołyńskiej, po polskiej sieci krążyło zdjęcie masowego grobu. Widać na nim kilkadziesiąt szkieletów, czaszek i wiele innych ludzkich kości. Miały być to szczątki polskich dzieci zabitych przez członków UPA.
Zdjęcie wywołało wiele emocji, chociaż tak naprawdę nie ma nic wspólnego z rzezią wołyńską. Pochodzi z 2011 roku i faktycznie przedstawia mogiłę odkrytą w Ukrainie. Jednak, jak ustaliła już w 2020 roku redakcja fact-checkingowa AFP Fact Check, to nie szczątki ofiar rzezi wołyńskiej.
Redakcja skontaktowała się z dr Dominiką Siemińską z Wydziału Kresowego w Biurze Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej, która zdementowała ten przekaz. "Fotografia została wykonana w dniu 10 września 2011 r. w trakcie ekshumacji prowadzonych we Włodzimierzu Wołyńskim przez polsko-ukraińską ekspedycję na zlecenie Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa" - powiedziała dr Siemińska. Co istotne, dodała, że "z całą pewnością nie są to ofiary rzezi wołyńskiej".
Przedstawicielka IPN skomentowała, że są to najprawdopodobniej ofiary zbrodni niemieckich. "W przeciwieństwie do nas, badacze ukraińscy nie wykluczają, że mogą tam też być ofiary zbrodni sowieckich. Czyli można mówić o ofiarach dwóch totalitaryzmów: niemieckiego i sowieckiego, a z pewnością nie nacjonalistycznej armii UPA, która stała za zbrodnią wołyńską" - powiedziała w rozmowie z AFP.
Badacze datują grób na 1944 rok. Według nich pozostałości ubrań świadczą o tym, że ofiary przed zabiciem rozbierano. "Było to też charakterystyczne dla mordów popełnianych przez Niemców na ludności cywilnej w tym regionie" - dodała dr Siemińska.
Trzy palce, czyli widły
Inny przypadek niesłusznych oskarżeń wobec Ukraińców pochodzi z jesieni 2025 roku. Wtedy internauci rozpowszechniali nagrania z wydarzenia kulturalnego, na których wszyscy widzowie mają uniesione w górę trzy palce, a w tle słychać pieśń po ukraińsku. "Trzy palce uniesione symbolizujące widły" - sugerowała autorka wpisu.
Sugestia jest jasna: widły nawiązują do zbrodni wołyńskiej, w trakcie której oprawcy wykorzystywali narzędzia gospodarcze - siekiery (stąd też wyżej opisana "oferta" z siekierą z inskrypcją), kosy czy właśnie widły. Jednak, jak ustaliliśmy, znak prezentowany przez ludzi na widowni na nagraniu ma zupełnie inne znaczenie. Film pochodzi z 30 sierpnia 2025 roku i pokazuje publiczność zgromadzoną w lwowskiej operze na spektaklu muzycznym "Rebelia (1991)". To przedstawienie o ukraińskiej walce o niepodległość głównie w czasach Związku Radzieckiego: od lat 50. XX wieku aż do 2001 roku. W pewnym momencie musicalu artyści wykonują patriotyczną pieśń "Za Ukrainę" i zachęcają publiczność, żeby wstała i podniosła w górę trzy palce. Ten gest nie symbolizuje jednak wideł, a trójząb (z ukr. тризуб, tryzub) widniejący na herbie Ukrainy. Dla Ukraińców jest to symbol ich państwa, niepodległości i przede wszystkim wolności, używany w ukraińskiej symbolice państwowej już od X wieku.
Zdjęcie zabitych dzieci. To nie Wołyń, tylko II RP
Temat Wołynia od dawna wykorzystują także politycy. W 2024 roku Karolina Pikuła, współpracowniczka Grzegorza Brauna i ówczesna kandydatka na stanowisko prezydenta Rzeszowa, opublikowała w serwisie X post uderzający w Ukrainę i Ukraińców.
Wykorzystała w nim materiały z wizyty premier Danii Mette Frederiksen w Ukrainie. Pikuła skleiła post Wołodymyra Zełenskiego i zdjęcia, na których widać premierkę Danii, jej męża Bo Tengberga i prezydenta Ukrainy na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie, a za ich plecami powiewają flagi Ukrainy, wśród nich też czerwono-czarne, ze zdjęciem zamordowanych dzieci. Fotografia przedstawia czwórkę dzieci powieszonych na drzewie. Morderstwa dokonała ich matka w 1923 roku, na długo przed zbrodnią wołyńską. Zdjęcie nie ma więc z nią nic wspólnego.
Kontrowersje w Polsce mogą wzbudzać same czerwono-czarne flagi, które widać na zdjęciach, bo tymi barwami posługiwali się bojownicy UPA i członkowie OUN-B. Tylko że czerwono-czarna flaga ma w Ukrainie o wiele dłuższą historię - co wyjaśniał m.in. portal Fakenews.pl. Te kolory, podobnie jak żółć i błękit, towarzyszą Ukraińcom od czasów kozackich.
Przestrzegamy przed podobnymi przekazami, które mogą nasilić się przed Narodowym Dniem Pamięci o Polakach - Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej. Napięcie w relacjach Warszawa-Kijów, a także takie wydarzenia, jak obchody rocznicy rzezi wołyńskiej są dobrym gruntem dla szerzenia dezinformacji, mającej antagonizować Polaków i Ukraińców.