Morawiecki: "ponad 300 tysięcy ludzi wróciło z emigracji". Nie, tego nie wiadomo

Źródło:
Konkret24
Mateusz Morawiecki na konwencji programowej PiS w miejscowości Łyse 15 kwietnia 2023 roku
Mateusz Morawiecki na konwencji programowej PiS w miejscowości Łyse 15 kwietnia 2023 rokutvn24
wideo 2/5
Mateusz Morawiecki na konwencji programowej PiS w miejscowości Łyse 15 kwietnia 2023 rokutvn24

Na konwencji PiS premier Mateusz Morawiecki stwierdził, że "dziś jest pierwszy raz w historii Polski", gdy "ponad 300 tysięcy ludzi wróciło z emigracji". Wskazał na ostatnie trzy lata, powołując się na dane GUS. Jednak w statystykach urzędu o emigracji tymczasowej, które by to miały potwierdzać, brakuje danych z ostatnich dwóch lat. GUS tezę premiera koryguje.

Sytuacja i problemy polskiej wsi były głównym tematem konwencji Prawa i Sprawiedliwości 15 kwietnia w miejscowości Łyse koło Ostrołęki. Poza Jarosławem Kaczyńskim przemawiał m.in. premier Mateusz Morawiecki. Rolnikom zmagającym się z kryzysem wywołanym importem ukraińskiego zboża obiecywał pomoc. A przy okazji wymieniał, z jakich zobowiązań miał się wywiązać jego rząd, a których nie spełnili poprzednicy. "Rolnicy, obronimy was, obronimy was przed tym kryzysem. To nasze zobowiązanie, a my naszych obietnic nie łamiemy, tylko jak jest kryzys jeszcze gorszy, jeszcze głębszy, zakazujemy rękawy, nie chowamy głowy w piasek, tylko po prostu działamy. Pamiętamy obietnice naszych poprzedników, którzy mówili o tym, że podatki będą obniżać - podatki podnieśli, a my obniżyliśmy podatki i na rolniczy handel detaliczny i na wszystkich pracowników pracujących na wsi i w miastach z 18 procent na 12. I kwota wolna do 30 tysięcy złotych. Dziś miliony polskich rodzin dostają zwroty podatku na swoje konta" - mówił Morawiecki. Następnie przeszedł do tematu rządów PO-PSL, stwierdzając: "Pamiętamy tamte obietnice, że Polacy będą wracali z emigracji. Te łzy w wielu polskich rodzinach związane z emigracją. Nie dotrzymali tamtej obietnicy. Polacy masowo migrowali w ich czasach". Po czym dodał:

Dziś jest pierwszy raz w historii Polski, ostatnie trzy lata, dane GUS-u, kiedy ponad 300 tysięcy ludzi wróciło z emigracji - także do naszych polskich wsi, do powiatów i do gmin.

Czy premier ma rację? Jak sprawdziliśmy, z dostępnych danych takiego wniosku nie można wyciągnąć.

Nie ma aktualnych danych GUS. A dostępne to "wartości przybliżone", "strumienie migracyjne"

Premier mówił o "ostatnich trzech latach, danych GUS". Główny Urząd Statystyczny co roku publikuje "Informację o rozmiarach i kierunkach czasowej emigracji z Polski". Zestawienie teraz dostępne dotyczy lat 2004-2020 - ostatnią aktualizację opublikowano w październiku 2021 roku. Opracowań za lata 2021 i 2022 urząd jeszcze nie opublikował. Konkret24 zapytał GUS, kiedy można się spodziewać statystyk za ostatnie dwa lata. W odpowiedzi Wydziału współpracy z mediami GUS czytamy: "Publikacja opracowań dotyczących rozmiarów i kierunków czasowej emigracji z Polski w latach 2021 oraz 2022 planowana jest na drugą połowę br. Przesunięcie terminu publikacji tych danych wynika z konieczności opracowania wyników Narodowego Spisu Powszechnego 2021". Poinformowano nas także: "Na chwilę obecną GUS nie dysponuje bardziej szczegółowymi szacunkami dotyczącymi liczby obywateli Polski przebywających czasowo za granicą".

GUS zastrzega, że we wspomnianym wyżej opracowaniu są dane o liczbie Polaków przebywających za granicą czasowo: dla lat 2004-2005 – powyżej dwóch miesięcy, dla lat 2010-2020 – powyżej trzech miesięcy. "Nie powinny być traktowane jako 'twarde' dane, a jedynie jako wartości przybliżone" - wyjaśnia GUS. Jest to więc tylko szacunek, w dodatku utrudniony przez "różne systemy ewidencjonowania przepływów migracyjnych funkcjonujące w poszczególnych krajach oraz różną dostępność danych o migracjach". Co więcej: "pewnym utrudnieniem przy szacowaniu danych dla poszczególnych krajów jest też dość częsta sytuacja 'migracji ciągłych', w której osoby po opuszczeniu Polski zmieniają kraj przebywania, wyjeżdżając np. z Wielkiej Brytanii do Norwegii, po czym do Danii lub innego kraju – bardziej atrakcyjnego pod względem łatwości znalezienia pracy, oferowanych wynagrodzeń czy dostępu do szerszych świadczeń społecznych" - wyjaśnia GUS. 

Wskaźnikiem, na podstawie którego można szacunkowo oceniać skalę migracji, jest podawana przez GUS liczba Polaków, którzy danego roku wymeldowali się ze stałego pobytu w Polsce. Takie dane GUS publikuje w zestawieniu "Główne kierunki emigracji i imigracji na pobyt stały". Najnowsze obejmuje lata 1966-2021 (aktualizowano je na początku marca 2023 roku); nie ma więc danych za rok 2022. W tym opracowaniu GUS prezentuje statystyki historyczne o głównych kierunkach emigracji z Polski oraz imigracji do Polski na pobyt stały. "Dane te obrazują tzw. strumienie migracyjne w poszczególnych latach, odnosząc się jedynie do udokumentowanych faktów emigracji (wymeldowanie się z pobytu stałego w Polsce w związku z wyjazdem za granicę) oraz imigracji (zameldowania się na pobyt stały w Polsce w związku z przybyciem z zagranicy)" - wyjaśnia GUS. Odnoszą się do ogółu ludności emigrującej bądź imigrującej, ale bez względu na obywatelstwo.

Oprócz danych o imigracji i emigracji, GUS podaje też bilans migracyjny, czyli saldo zameldowań. W 2020 roku w Polsce na stałe zameldowały się 13 263 osoby, wymeldowało się na stałe 8780 - a więc dodatni bilans migracyjny wyniósł 4483 osoby. W 2021 roku zameldowało się 15 409 osób, a wymeldowało 12 005, zatem bilans migracyjny wyniósł 3404 - to nieco mniej niż rok wcześniej. Jednak należy podkreślić, że nawet te statystyki GUS nie pokazują pełnego obrazu migracji. Powodem wymeldowania się nie musiała być wcale migracja na stałe za granicę, a poza tym wielu rodaków, którzy wyjechali, nadal jest zameldowanych w naszym kraju. Jak ocenił pytany przez Konkret24 dr hab. Maciej Duszczyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego i ekspert w zakresie polityki migracyjnej, dane o bilansie migracyjnym "nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, ponieważ pokazują tylko kwestie meldunkowe".

O co chodzi z liczbą 300 tysięcy

Skąd się wzięło 300 tys., które "wróciło z emigracji" - jak mówił premier Morawiecki? We wspomnianej wyżej publikacji GUS są dane o "Szacunku emigracji z Polski na pobyt czasowy w latach 2004-2020 (liczba osób przebywających za granicą w końcu roku)". Podano szacunek ogólny oraz w podziale na kraje przebywania emigrantów. Liczba 301 tys. to różnica między ogólną liczbą imigrantów na koniec 2017 roku (2 mln 540 tys.) i na koniec 2020 roku (2 mln 239 tys.).

Liczba 300 tys. nie może natomiast pochodzić z zestawienia o emigracji z Polski na pobyt stały GUS za lata 1966-2021 (bez względu na obywatelstwo). Mimo że są to bardziej aktualne dane, różnice rok do roku nie dotyczą setek tysięcy osób. I tak np. w 2019 roku w Polsce na stałe zameldowało się 16 909 osób, a wymeldowało 10 726. Jak pisaliśmy wyżej, w 2020 roku na stałe zameldowało się 13 263 osoby, a wymeldowało 8780. W 2021 zameldowało się 15 409, a wymeldowało 12 005.

Rok temu w Konkret24 pokazywaliśmy dane o liczbie obywateli Polski, którzy od 2010 do 2020 roku emigrowali bądź meldowali się na pobyt stały w Polsce. Były to jeszcze niższe liczby. W roku 2018 i w 2019 rosła liczba Polaków, którzy na stałe wrócili do Polski - odpowiednio 10 636 i 11 858. W 2020 roku, czyli w pierwszym roku pandemii, liczba powracających na pobyt stały Polaków zmalała do 8969. Zapytaliśmy GUS o dane za lata 2021 i 2022, czekamy na odpowiedź.

Gdyby więc za podstawę wypowiedzi Morawieckiego uznać szacunki GUS o czasowej emigracji z Polski kończące się na roku 2020, to czy można powiedzieć, że od roku 2017 do 2020 do Polski z emigracji wróciło 300 tys. osób? Otóż nie. GUS w swojej publikacji o tłumaczy: "Prezentowany szacunek przedstawia liczbę emigrantów z Polski przebywających czasowo za granicą – według stanu w końcu każdego roku (w okresie 2004-2005 i 2010-2020). Dane te nie są zatem strumieniami migracji, czyli liczbą wyjazdów w poszczególnych latach, i nie można ich sumować".

GUS pytany przez nas o wypowiedź premiera ("dziś jest pierwszy raz w historii Polski, ostatnie trzy lata, dane GUS-u, kiedy ponad 300 tysięcy ludzi wróciło z emigracji") przesłał nam jej korektę. Prawidłowe sformułowanie brzmi: "Od czasu wejścia do UE lata 2018-2020 były pierwszymi, w których zaobserwowano zmniejszanie się liczby Polaków przebywających za granicą. Liczba ta zmniejszyła się o około 300 tysięcy". Bo "przebywanie za granicą" a "powrót z emigracji" to różne wskaźniki.

- "Informacja o rozmiarach i kierunkach czasowej emigracji" jest od wielu lat wykorzystywana przez badaczy migracji, ale za każdym razem z kilkoma istotnymi zastrzeżeniami, które nakazują interpretować te dane z ostrożnością - komentuje dr hab. Paweł Kaczmarczyk, profesor na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego i dyrektor Ośrodka Badań nad Migracjami UW. Przypuszcza, że prawdopodobnie premier odniósł się do tego właśnie opracowania. Według niego ma ono istotne ograniczenia: - Dotyczy bowiem osób, które czasowo przebywają za granicą, będąc w tym czasie zameldowanymi w Polsce, czyli występują w polskich rejestrach. Oznacza to, że dane te nie dotyczą wszystkich emigrantów z naszego kraju. Paradoksalnie, liczba ta mogłaby się zmniejszyć, gdyby część z polskich migrantów zdecydowała się na stałe osiedlić się za granicą, co do pewnego stopnia dotyczy Polaków przebywających w Wielkiej Brytanii.

Dużo poważniejszym problemem dla Kaczmarczyka jest to, że GUS "nie podaje szczegółowej metodologii tych szacunków". - Wiemy jedynie, że wykorzystuje dane krajowe na przykład Badanie Ekonomicznej Aktywności Ludności, ale przede wszystkim dane pochodzące z krajów docelowych. Oznacza to, że musimy liczyć się z tym, że uzyskany obraz odnosi się tyleż do rzeczywistości, co jest pochodną na przykład zmian w raportowaniu różnych zdarzeń w systemach statystycznych czy generalnie zmian o charakterze systemowym - mówi.

Dlaczego wracają?

Teza o wracaniu Polaków z emigracji pojawiła się np. w 2021 roku w artykule "Rzeczpospolitej" z 25 października zatytułowanym "Polacy wracają do kraju. Największa fala powrotów od czasu wejścia do UE". Czytamy tam: "Wypychani przez pandemię i brexit Polacy wracają z migracji zarobkowej. Według szacunków GUS w 2020 r. liczba osób przebywających za granicą ponad trzy miesiące zmniejszyła się nawet o 176 tys. W ciągu trzech lat do Polski mogło wrócić nawet 300 tys. rodaków, głównie z Wielkiej Brytanii". Liczba 176 tys. pochodzi z informacji GUS zatytułowanej: "Informacja o rozmiarach i kierunkach czasowej emigracji z Polski w latach 2004-2020".

Premier Morawiecki, mówiąc o powrotach Polaków z emigracji, sugerował, że dzieje się tak dzięki temu, co jego rząd robi w Polsce. Na to jednak dowodu nie ma. Zapewne wpływ na powroty Polaków z emigracji miało wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Ten proces zakończył się 1 stycznia 2021 roku; wówczas w życie weszły istotne zmiany, w tym m.in. w systemie imigracyjnym Wielkiej Brytanii.

- Z jednej strony udostępniane od jakiegoś czasu dane brytyjskie wskazywały, że mógł nastąpić spadek liczby obywateli Polski w Wielkiej Brytanii w ostatnich latach o nawet 200-300 tysięcy. Opublikowane kilka miesięcy temu dane z brytyjskiego spisu powszechnego z 2021 roku prowadzą jednak do ciekawej obserwacji. Wynika z nich, że 593 tysiące osób identyfikowało się jako osoby narodowości polskiej, a liczba ta jest niemal identyczna z tą zarejestrowaną w spisie z 2011 roku - komentuje Kaczmarczyk.

Od razu zaznacza, skąd to mogło się wziąć: - Być może system pozyskiwania danych spisowych nie był tak samo efektywny w obu przypadkach. Ale może być też tak, że te prawie 600 tysięcy to liczba względnie stałych migrantów z Polski w Wielkiej Brytanii, a pozostała część to są osoby, które wyjeżdżały tam czasowo, cyrkulowały między domem a Wielką Brytanią - mówi Dyrektor Ośrodka Badań nad Migracjami UW.

- Z danych tych wynikałoby więc raczej nie to, że owa zmiana [wyjazdy Polaków z Wielkiej Brytanii] wynika z rosnącej atrakcyjności Polski, ale przede wszystkim z sytuacji w Wielkiej Brytanii – referendum "Vote to Leave" ("Zagłosuj za wyjściem" - to hasło zwolenników wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE w 2016 roku - red.) i samego procesu opuszczania przez ten kraj struktur unijnych. Ponieważ według naukowca część Polaków krążących między Polską a Wielką Brytanią zdecydowała się tam osiedlić na stałe, a część opuściła ten kraj, udając się do innego państwa unijnego, w tym Polski "ale wcale nie jest jasne, czy są obecnie w Polsce albo jak długo tutaj pozostaną".

Potwierdza to GUS. Z jego danych wynika, że na koniec 2017 roku w Wielkiej Brytanii przebywało 793 tys. polskich emigrantów, a w 2020 już tylko 514 tys. Jak przekazał nam GUS: "Należy mieć na uwadze, że zmniejszenie się liczby wolumenu emigracji z Wlk. Brytanii nie oznacza, że nastąpiły powroty do Polski, Polacy mogli bowiem przenieść się z Wlk. Brytanii do innych krajów UE".

Jak pisaliśmy w Konkret24, z danych GUS wynika, że liczba Polaków przebywających za granicą od wejścia Polski do UE rosła do 2007 roku (podobnie jak liczba osób, które wymeldowały się z Polski na stałe). W 2007 roku (w drugim roku rządów PiS) wyniosła 2,27 mln osób, po czym spadła do 1,87 mln w 2009. Od 2010 przez cały okres rządów PO-PSL liczba Polaków za granicą stopniowo rosła – do 2,397 mln w 2015. Najwyższą wartość osiągnęła w okresie rządów PiS – w 2017 roku za granicą było 2,54 mln Polaków.

Liczba Polaków czasowo przebywających za granicą (stan na koniec każdego roku) Główny Urząd Statystyczny

W kolejnych latach liczba Polaków za granicą stopniowo malała – w 2019 roku było ich 2,415 mln, w 2020 roku - 2,239 mln, czyli o 176 tys. osób mniej niż w 2019 roku, z czego 164 tys. przypada na Wielką Brytanię. Jak zauważał GUS, rok 2020 był trzecim z kolei rokiem, w którym odnotowano zmniejszenie się liczby stałych mieszkańców Polski przebywających w Wielkiej Brytanii.

"Główną przyczyną obecnych zmian jest naturalnie brexit, jednak pewną rolę odgrywają również stopniowo poprawiające się warunki życia w Polsce" - komentował w 2021 roku dla "Rzeczpospolitej" Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. Wyliczył, że w 2004 roku, gdy Polska wchodziła do UE, wskaźnik rzeczywistego poziomu indywidualnej konsumpcji na osobę wynosił 57 proc. średniej unijnej, a w 2021 roku oscylował wokół 80 proc. "Wydaje się, że dzięki temu możliwa jest kontynuacja trendu powrotu emigrantów do kraju – choć studziłbym entuzjazm tych, którzy oczekują, że zjawisko to przybierze równie masową skalę jak emigracja poakcesyjna" - dodał.

Wobec braku danych za lata 2021-2022 trudno dziś ocenić, czy trend powrotu emigrantów do kraju trwał nadal i z jakim nasileniem.

Autorka/Autor:

Źródło: Konkret24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Pozostałe wiadomości

Przeciwnicy farm wiatrowych triumfują: oto rolnik wziął sprawy w swoje ręce i zwalił wiatrak postawiony na jego terenie. Nagranie robi furorę w sieci, a rolnik opisywany jest jako bohater. Nieważne, że nie zgadzają się ani wskazywany kraj, ani podawane powody zdarzenia. Gdy obraz odpowiada emocjom i pasuje do przekazu - szczególnie politycznego - prawda przegrywa.

Rolnik się wkurzył i wiatrak zburzył. Dlaczego? Nieważne, ale pasuje do tezy

Rolnik się wkurzył i wiatrak zburzył. Dlaczego? Nieważne, ale pasuje do tezy

Źródło:
TVN24+

Wśród przywilejów dla górników jest ponoć i taki, że po ślubie mogą dostać 100 tysięcy złotych pożyczki "na start", a po pięciu latach pracy w kopalni dług ten zostaje umorzony. Sprawdziliśmy - taki przepis istnieje. Ale nie obowiązuje, choć wyjaśnienia powodów są różne.

100 tysięcy złotych pożyczki dla górnika, której nie musi zwracać? Wyjaśniamy

100 tysięcy złotych pożyczki dla górnika, której nie musi zwracać? Wyjaśniamy

Źródło:
Konkret24

"Pomimo że są tak daleko, to miga. Dziadostwo" - mówi kobieta na nagraniu mającym pokazywać, jakie problemy mają właściciele domów stojących niedaleko wiatraków. Film notuje miliony wyświetleń w sieci i budzi skrajne komentarze. Uspokajamy: to efekt bardzo rzadki i nie wpływa negatywnie na zdrowie.

"Życie 500 metrów od wiatraka". Co to za efekt?

"Życie 500 metrów od wiatraka". Co to za efekt?

Źródło:
Konkret24

Polscy pogranicznicy mają rzekomo zmuszać Ukraińców na granicy do rozbierania się aż do bielizny, bo szukają banderowskich tatuaży. To dezinformacja generowana przez rosyjską propagandę, ale wykorzystująca bieżące wydarzenia w Polsce.

Polacy "rozbierają Ukraińców do bielizny"? Kreml gra nastrojami w Polsce

Polacy "rozbierają Ukraińców do bielizny"? Kreml gra nastrojami w Polsce

Źródło:
Konkret24

"Najtańsza ze wszystkich" jest energia produkowana z węgla z kopalni "Bogdanka" - uważa poseł Radosław Fogiel. Jedną sprawą jest jednak koszt wydobycia surowca, a zupełnie inną - koszt wytworzenia z niego energii.

Energia z "Bogdanki" jest "najtańsza ze wszystkich"? Co myli poseł PiS

Energia z "Bogdanki" jest "najtańsza ze wszystkich"? Co myli poseł PiS

Źródło:
Konkret24

Po zawetowaniu przez prezydenta ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy niektórzy zwracają uwagę na fakt, że Ukraińcy nie tylko korzystają z naszej pomocy, ale też zasilają polski budżet. Według dostępnych danych w 2024 roku tylko z podatków i składek przez nich płaconych wpłynęło ponad 18 miliardów złotych.

Miliardy złotych. Jak Ukraińcy zasilają polski budżet

Miliardy złotych. Jak Ukraińcy zasilają polski budżet

Źródło:
Konkret24

Rzekomy zakaz wywieszania flag Wielkiej Brytanii i Anglii na Wyspach Brytyjskich zainteresował wielu polskich internautów. Szczególnie że miał o nim informować brytyjski premier. W rzeczywistości mówił jednak o zupełnie innej sprawie.

W Wielkiej Brytanii już nie można wieszać flag? Co powiedział premier

W Wielkiej Brytanii już nie można wieszać flag? Co powiedział premier

Źródło:
Konkret24

Tam, gdzie stoi najwięcej wiatraków, tam jest najdroższy prąd - przekonują ci, którzy popierają zawetowanie nowelizacji ustawy wiatrakowej przez prezydenta. Jako dowód na swoją tezę wskazują ceny energii w Niemczech i Danii. Wyjaśniamy, dlaczego ta teza jest jednak fałszywa.

Im więcej wiatraków, tym droższy prąd? Nie. Inny "cichy bohater" kształtuje ceny

Im więcej wiatraków, tym droższy prąd? Nie. Inny "cichy bohater" kształtuje ceny

Źródło:
Konkret24

Jarosław Kaczyński na spotkaniach z elektoratem krytykuje rząd Donalda Tuska - między innymi za politykę obronną. Twierdzi, że kupujemy mniej czołgów, niż planowano, że wyłączono instalację antydronową, a Fundusz Wspierania Sił Zbrojnych "ma już nie funkcjonować". Jak jest naprawdę?

Kaczyński opowiada o "obcinaniu i ograniczaniu" armii. Trzy razy nieprawda

Kaczyński opowiada o "obcinaniu i ograniczaniu" armii. Trzy razy nieprawda

Źródło:
Konkret24

Poseł Konfederacji Konrad Berkowicz postuluje, by rządzący wypowiedzieli unijny system ETS, skoro im "tak bardzo zależy na obniżce cen prądu". Pomysł chwytliwy, ale eksperci nie pozostawiają złudzeń.

Berkowicz: rządzący mogą wypowiedzieć ETS. Co by to oznaczało?

Berkowicz: rządzący mogą wypowiedzieć ETS. Co by to oznaczało?

Źródło:
Konkret24

O powitaniu przez Ochotniczą Straż Pożarną w Lewiczynie na Mazowszu dwóch samochodów napisał pod koniec sierpnia marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik. Tyle że wozy trafiły do jednostki już jakiś czas temu.

Marszałek Struzik: "druhowie powitali dwa wozy". Tak, ale wcześniej

Marszałek Struzik: "druhowie powitali dwa wozy". Tak, ale wcześniej

Źródło:
Konkret24

Według medialnych doniesień ma się to wydarzyć już w 2026 roku: Chiny staną się pierwszym krajem, w którym roboty będą rodzić dzieci. Ma to być efekt pracy naukowców, a cena takiego robota ma sięgać 14 tysięcy dolarów. Sprawdziliśmy, o jaki projekt chodzi i co o nim wiadomo. Jak się okazuje, niewiele. W dodatku w Chinach obecnie nie można wprowadzić na rynek robota-surogatki.

W Chinach "robot urodzi dziecko". Ile w tym prawdy, ile science fiction

W Chinach "robot urodzi dziecko". Ile w tym prawdy, ile science fiction

Źródło:
TVN24+

Poseł Konfederacji Konrad Berkowicz twierdzi, że olimpijska medalistka w boksie Imane Khelif zakończyła karierę. Sprawdziliśmy, skąd te doniesienia i co na ten temat twierdzi sama zawodniczka.

Imane Khelif zakończyła karierę? Poseł Konfederacji nie ma racji

Imane Khelif zakończyła karierę? Poseł Konfederacji nie ma racji

Źródło:
Konkret24

Według rozpowszechnianego w sieci przekazu Ukrainiec zakładający firmę ma otrzymywać "na start" niemal 300 tysięcy złotych, a Polak - prawie sześć razy mniej. Informacja wzbudza oburzenie wśród internautów i krytykę polityki rządu - bezpodstawnie. Po pierwsze, kwoty zestawiono manipulacyjnie. Po drugie, dotyczą różnych etapów działalności. Po trzecie, Polacy otwierający firmy mogą liczyć na wiele wyższe wsparcie.

300 tysięcy złotych "na start" dla Ukraińca, dla Polaka mniej? Potrójna manipulacja

300 tysięcy złotych "na start" dla Ukraińca, dla Polaka mniej? Potrójna manipulacja

Źródło:
Konkret24

Pomoc przekazana Ukrainie i Ukraińcom przez Polskę według niektórych internautów jest zbyt dużym obciążeniem dla budżetu. To nie tylko manipulacja, ale i błędna interpretacja danych.

Pomoc dla Ukraińców. Aż niemal siedem procent PKB? Nie

Pomoc dla Ukraińców. Aż niemal siedem procent PKB? Nie

Źródło:
Konkret24

W dyskusji o rosyjskim dronie, który spadł na terytorium Polski, poseł Marek Suski skrytykował ministra obrony za jego rzekomą wypowiedź o tym, że "deszcz pada i też drony spadają". Tylko że te słowa pochodzą z przerobionego filmiku.

Suski: minister opowiada, że deszcz pada i drony też spadają. Na co się nabrał?

Suski: minister opowiada, że deszcz pada i drony też spadają. Na co się nabrał?

Źródło:
Konkret24

"Zakończyłem sześć wojen" - powtarza wielokrotnie prezydent USA Donald Trump podczas rozmów z szefami różnych państw. Analiza sytuacji w krajach wskazywanych przez Trumpa pokazuje jednak, że jego deklaracje są na wyrost. Obecnemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych nie można odmówić jednak tego, że jako szef supermocarstwa ma świadomość posiadania narzędzi globalnej polityki.

(Nie)skończone wojny Trumpa. Jak mówi prezydent USA, a jak jest naprawdę

(Nie)skończone wojny Trumpa. Jak mówi prezydent USA, a jak jest naprawdę

Źródło:
TVN24+

Nagranie, na którym brytyjscy policjanci zatrzymują nastolatkę, obejrzało miliony osób. W sieci zawrzało - internauci twierdzili, że uczennicę zatrzymano za wejście po godzinie 17 do baru fast food. Jednak przyczyna była inna.

Nastolatka aresztowana za wejście do baru po godzinie 17? Internauci w szoku, rzeczywistość jest inna

Nastolatka aresztowana za wejście do baru po godzinie 17? Internauci w szoku, rzeczywistość jest inna

Źródło:
Konkret24, Reuters

Były premier Mateusz Morawiecki twierdzi, że deficyt budżetowy jest o ponad 100 miliardów złotych wyższy, niż podaje rzecznik rządu Adam Szłapka. Alarmuje, że "cel deficytu na grudzień został osiągnięty niemal w całości w lipcu". To nieprawda.

157 czy 261 miliardów złotych? Ile wynosi polski deficyt

157 czy 261 miliardów złotych? Ile wynosi polski deficyt

Źródło:
Konkret24

Głodujące palestyńskie dziecko przedstawiane jako jazydka. Aktualne fotografie tłumaczone jako stare. Lokalizacje biolaboratoriów w Ukrainie, które nie istnieją. Fake newsy? Owszem, w odpowiedziach generowanych przez sztuczną inteligencję. Ośrodki wpływu próbują manipulować treściami, które trafiają do modeli językowych - przestrzegają eksperci. Oto jak się to robi.

"Ja nie wiem, co jest prawdą". Sztuczna inteligencja bije się w piersi - i nadal kłamie

"Ja nie wiem, co jest prawdą". Sztuczna inteligencja bije się w piersi - i nadal kłamie

Źródło:
TVN24+

Zamieszanie mogły wprowadzić pozornie sprzeczne komunikaty po konferencji Karola Nawrockiego. Strona rządowa pisze o "zawetowaniu tańszego prądu dla Polaków", a Kancelaria Prezydenta o "podpisaniu projektu zamrażającego ceny energii elektrycznej". A to dwie różne decyzje.

Zamrożenie cen energii. Co podpisał, a czego nie podpisał Nawrocki

Zamrożenie cen energii. Co podpisał, a czego nie podpisał Nawrocki

Źródło:
Konkret24

Prezydent Karol Nawrocki podpisał projekt ustawy o zwolnieniu rodziców co najmniej dwójki dzieci z podatku PIT. Według ministra Marcina Przydacza z kancelarii prezydenta jest to odpowiedź na kryzys demograficzny w Polsce, bo jesteśmy "najmniej dzietnym społeczeństwem w całej Unii Europejskiej". A co na to dane?

Przydacz: jesteśmy najmniej dzietnym społeczeństwem w UE. Sprawdzamy dane

Przydacz: jesteśmy najmniej dzietnym społeczeństwem w UE. Sprawdzamy dane

Źródło:
Konkret24

Podczas gdy przywódcy europejskich krajów byli jeszcze w Białym Domu na spotkaniu z Donaldem Trumpem, w sieci furorę robiła już fotografia mająca pokazywać, jak wszyscy oni siedzieli grzecznie przed drzwiami, oczekując na to spotkanie. Publikujący zdjęcie kpili, że "widać na nim wyraźnie potęgę Unii Europejskiej". Fake newsa publikowali między innymi zwolennicy PiS, a także konta Kanału Zero. Popularność tego obrazu pokazała jednak co najwyżej potęgę rosyjskiej dezinformacji. Także w Polsce.

"Zdjęcie, które przejdzie do historii"? Tak, siły rosyjskiej propagandy

"Zdjęcie, które przejdzie do historii"? Tak, siły rosyjskiej propagandy

Źródło:
Konkret24

Dzień po rozmowach liderów europejskich krajów z Donaldem Trumpem zorganizowano spotkanie państw należących do tak zwanej koalicji chętnych. Ta grupa krajów Europy powstała kilka miesięcy temu. Jednak wbrew rozpowszechnianej teraz narracji nie wyłącznie po to, by wysyłać wojska do walczącej Ukrainy. Przedstawiamy, co wiadomo o celach tej politycznej inicjatywy.

Koalicja chętnych. Kto i w jakim celu się spotykał

Koalicja chętnych. Kto i w jakim celu się spotykał

Źródło:
Konkret24

Wojskowy pojazd szturmujący ukraińskie pozycje, a na nim zatknięte flagi Rosji i Stanów Zjednoczonych - taki film rozchodzi się w sieci, wywołując masę komentarzy. Rosyjska propaganda podaje, że ukraińska armia "zaatakowała amerykański transporter opancerzony z amerykańską flagą". Ukraińcy piszą o "maksymalnej bezczelności", a internauci pytają o prawdziwość nagrania.

Flagi Rosji i USA na transporterze. "Znak przyjaźni"?

Flagi Rosji i USA na transporterze. "Znak przyjaźni"?

Źródło:
Konkret24

Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański uważa, że rząd spełnia obietnice. Według niego "dowiezionych konkretów jest naprawdę bardzo, bardzo dużo" i już w czasie pierwszych stu dni rządzenia wiele z nich zrealizowano. Fakty temu przeczą.

Domański: "wiele ze 100 konkretów zostało zrealizowane". No nie

Domański: "wiele ze 100 konkretów zostało zrealizowane". No nie

Źródło:
Konkret24

Pielgrzymki na Jasną Górę jak co roku obfitowały wieloma zdjęciami i filmami publikowanymi w internecie. Szczególne zainteresowanie wzbudziła fotografia grupki pielgrzymów trzymających rzekomo obraz z Karolem Nawrockim. "Paranoja", "to się nie dzieje", "polska wersja katolicyzmu" - komentowali internauci. Bo wielu uwierzyło, że to prawda.

Obraz z Nawrockim na pielgrzymce? Niesłusznie uwierzyli

Obraz z Nawrockim na pielgrzymce? Niesłusznie uwierzyli

Źródło:
Konkret24