"Rutynowe loty", "żadna anomalia". Dziesięć godzin czekania na informacje

Źródło:
Konkret24, OKO.press, białystok.wyborcza.pl, RMF24.pl, wp.pl
Białoruskie śmigłowce w rejonie Białowieży. Relacja Artura Molędy
Białoruskie śmigłowce w rejonie Białowieży. Relacja Artura MolędyTVN24
wideo 2/4
Białoruskie śmigłowce w rejonie Białowieży. Relacja Artura MolędyTVN24

Chociaż rano 1 sierpnia mieszkańcy okolic Białowieży dostrzegli białoruskie śmigłowce nad Polską, resort obrony zaprzeczył, że do takiego incydentu doszło. Przez cały dzień nie wyjaśniano opinii publicznej, co się naprawdę stało.

Dopiero o godzinie 19.25 we wtorek, 1 sierpnia, Ministerstwo Obrony Narodowej przyznało w oficjalnym komunikacie, że tego dnia doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez dwa białoruskie śmigłowce. Było to dziesięć godzin po tym, jak pierwsze sygnały o takim incydencie pojawiły się na profilach społecznościowych osób prywatnych i świadków wydarzenia. Jednak aż do wieczora Ministerstwo Obrony Narodowej i Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych zaprzeczały, że naruszono polską przestrzeń powietrzną. Rzecznik Dowództwa Operacyjnego podawał, że Białorusini zgłaszali Polakom, iż przy granicy będą latać białoruskie śmigłowce, więc "to nie jest żadna anomalia".

Na podstawie doniesień mediów (m.in. OKO.press, "Gazety Wyborczej", RMF FM, wp.pl), cytowanych relacji świadków, materiałów z mediów społecznościowych i oficjalnych komunikatów instytucji państwowych prezentujemy, jak wyglądało informowanie społeczeństwa przez państwowe służby i władzę o tym, co się wydarzyło nad Białowieżą.

1 sierpnia: od "nie odnotowało naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej" do "przekroczenie granicy miało miejsce"

około godziny 8.30: Profesor Rafał Kowalczyk z Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk w Białowieży wraca z monitoringu żubrów w Puszczy Białowieskiej i widzi dwa śmigłowce. "Ja miałem wrażenie, że one ode mnie były kilkaset metrów, a byłem ponad trzy kilometry od granicy" - relacjonuje potem w rozmowie z Wp.pl. "Widujemy śmigłowce polskie, które patrolują granicę. Te jednak były o wiele bliżej. Moim zdaniem były nad terenem polskim" - ocenił.

około godziny 8.45: Sławomir Przygodzki, przewodnik z Białowieży, widzi dwa śmigłowce przelatujące obok jego podwórka w Podolanach. "Kiedy zaczęły skręcać, zobaczyłem sowiecką gwiazdę. Pobiegłem po aparat, ale gdy wróciłem, już były za drzewami. Leciały w stronę hotelu Żubrówka w centrum Białowieży" - opowiadał dziennikarzowi OKO.press. Dodał, że rano dzwonił do Straży Granicznej w Białymstoku (w której nikt nie odebrał); potem na policję (funkcjonariusze "nie pytali, ani ile tych helikopterów było, ani w którą stronę poleciały"); w końcu do Straży Granicznej w Białowieży. Według relacji Przygodzkiego pracownicy placówki SG "mówili, że dobrze wiedzą o helikopterach". "Nawet mnie poprawiali, że nie 'sowieckie', jak twierdziłem, ale że białoruskie" - opowiadał świadek.

Portal OKO.press cytuje też innego świadka: Annę Tkaczenko, mieszkankę osady Grudki niedaleko Białowieży. "Ja ich nie widziałam, ale słyszałam – nad moim domem leciały. Na pewno nad – było bardzo, bardzo głośno. Sąsiedzi za to je widzieli" - mówiła dziennikarzowi portalu.

godzina 9.09: Eliza Kowalczyk, fotografka i aktywistka pracująca w Białowieży, publikuje na Facebooku trzy zdjęcia śmigłowców z widoczną białoruską flagą. "Co oprócz bocianów lata dziś nad Białowieżą?" - pisze.

Post fotografki i aktywistki Elizy Kowalczyk z ranka 1 sierpniaFacebook

godzina 9.59: Serwis RMF24.pl informuje, że Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych zapewnia, iż polska przestrzeń powietrzna nie została naruszona. "Oficjalnie wojsko zapewnia, że śmigłowce nie przekroczyły polskiej granicy, a planowane loty zostały wcześniej zgłoszone przez stronę białoruską" – podaje RMF24.pl. Dodaje też: "żołnierze przyznają, że maszyny przy odpowiedniej widoczności mogły być dostrzegalne z Białowieży i mogły sprawiać wrażenie, jakby były po polskiej stronie".

godzina 10.36: Na stronie białostockej "Gazety Wyborczej" ukazuje się artykuł z relacjami świadków, którzy widzieli i słyszeli przelatujące śmigłowce. Dziennik pisze: "Wleciały do Polski w okolicy wsi Grudki, dotarły około trzech kilometrów w głąb kraju, zawróciły nad cerkwią św. Mikołaja, przeleciały nad Białowieżą w kierunku Podolan. Przelatywały ludziom nad domami. Dość nisko, na pułapie 200-300 metrów. Momentami schodziły na wysokość kilkudziesięciu metrów". Właścicielka obiektu turystycznego znajdującego się niecałe trzy kilometry od granicy w rozmowie z "GW" wspomina: "Miałam wrażenie, że nie wyrobią się na zakręcie i wlecą mi na dach". Ale cytowane w artykule "GW" Centrum Operacyjne MON zaprzecza naruszeniom polskiego przestrzeni powietrznej:

Centrum Operacji Powietrznych nie odnotowało naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej. Wg przekazanych informacji strona białoruska prowadzi rutynową działalność w rejonie przygranicznym po swojej stronie z użyciem statków powietrznych (loty szkoleniowe). Były to najprawdopodobniej dwa śmigłowce Mi-8 oraz bezzałogowiec.

godzina 10.49: Sewis tvp.info za Polskim Radiem Białystok podaje "pilny komunikat" rzecznika Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych podpułkownika Jacka Goryszewskiego. W rozmowie z Polskim Radiem Białystok ppłk Goryszewski zapewnia:

Nie zarejestrowano przekroczenia przestrzeni powietrznej.

Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych podaje, że białoruskie wojsko zgłaszało wcześniej, iż w terenie przygranicznym będzie wykonywało loty ćwiczebne.

godzina 12.02: Kamil Syller, prawnik zaangażowany w pomoc migrantom na granicy polsko-białoruskiej, publikuje na Facebooku otrzymane od kogoś zdjęcie spodu śmigłowca. Zamieszcza także mapę, na której zaznacza, że zdjęcie zrobiono około trzy kilometry od granicy nad wschodnią częścią Białowieży. "Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych podało, że polska przestrzeń powietrzna nie została naruszona koło Białowieży przez białoruskie statki powietrzne, a planowane loty patrolowe zostały wcześniej zgłoszone przez białoruskie władze. Podali też, że chodzi o śmigłowiec i bezzałogowiec" - pisze Syller. "Spójrzcie na zdjęcie śmigłowca. Autor zdjęcia sfotografował obiekt częściowo od spodu. Wnioski dla osoby nawet tylko przeciętnie pojmującej rzeczywistość są raczej proste: śmigłowiec musiał być bardziej nad osobą fotografującą niż z jej boku. Spójrzcie teraz na drugie zdjęcie. Na mapce jest zaznaczone miejsce, w którym znajdował się autor zdjęcia. Do granicy jest ok. 3 km. Z takiej odległości nie da się sfotografować 'brzucha' śmigłowca zwykłym aparatem w taki sposób, jak zrobił to autor zdjęcia. (...) Nie wierzę, że naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej nie było. Wierzę znajomym, którzy widzieli białoruskie statki powietrzne nad swoimi wioskami" - dodaje (pisownia oryginalna).

Post, który ukazał się na Facebooku w południe 1 sierpniaFacebook

To samo zdjęcie od jednego z mieszkańców Białowieży otrzymała białostocka redakcja "Gazety Wyborczej". Według autora, który chciał zachować anonimowość, zostało zrobione 1 sierpnia o godzinie 7.47 na ul. Południowej w Białowieży. Zgadza się to z lokalizacją podaną w poście Kamila Syllera.

godzina 15.05: Polska Agencja Prasowa informuje o rozmowie z podpułkownikiem Jackiem Goryszewskim, rzecznikiem Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Powtarza on: "Nasze systemy radiolokacyjne nie stwierdziły naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej". Dodaje, że strona białoruska zgłosiła stronie polskiej, iż we wtorek przy granicy z polską mogą poruszać się maksymalnie trzy śmigłowce, a loty miały charakter szkoleniowy. Pytany, czy w lotach brały udział również śmigłowce rosyjskie, odpowiada: "Uzyskaliśmy informację wyłącznie dotyczącą białoruskich statków powietrznych". "Można to traktować jako rutynowe loty, to nie jest żadna anomalia. W rejonie przygranicznym to częste" – podkreśla.

godzina 19.25: Ministerstwo Obrony Narodowej publikuje na Twitterze komunikat, w którym przyznaje:

Dzisiaj, 1 sierpnia 2023 r. doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez dwa śmigłowce białoruskie, które realizowały szkolenie w pobliżu granicy.

"Przekroczenie granicy miało miejsce w rejonie Białowieży na bardzo niskiej wysokości, utrudniającej wykrycie przez systemy radarowe. Dlatego też w porannym komunikacie Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że polskie systemy radiolokacyjne nie odnotowały naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej" - wyjaśnia resort. Informuje, że minister Mariusz Błaszczak zwołał posiedzenie Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i Spraw Obronnych, polecił zwiększyć liczbę żołnierzy na granicy oraz wydzielić dodatkowe siły i środki, w tym śmigłowce bojowe. O incydencie poinformowano NATO, a charge d'affaires Białorusi został wezwany do polskiego MSZ w celu wyjaśnienia zdarzenia.

godzina 20.15: Rzecznik Pentagonu generał Pat Ryder, pytany podczas briefingu prasowego o sprawę białoruskich śmigłowców, przekazuje, że nie ma nic do ogłoszenia w kwestii wysłania dodatkowych sił na wschodnią flankę NATO, a po szczegółowe informacje odsyła do polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej. "Powiem tylko jeszcze raz, że będziemy nadal bardzo poważnie podchodzili do bezpieczeństwa NATO. I będziemy nadal pracować z naszymi sojusznikami z NATO, by zapewnić, że każdy centymetr kwadratowy NATO pozostanie bezpieczny" - podkreśla.

godzina 20.35: Białoruskie ministerstwo obrony publikuje na Telegramie oświadczenie, w którym zaprzecza, że doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez białoruskie śmigłowce Mi-24 i Mi-8. Pisze, że oskarżenia wysuwane przez stronę polską są "daleko idące" i mają "uzasadniać gromadzenie sił i środków w pobliżu granicy z Białorusią". "Rano Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych RP uspokajało ludność oświadczeniami, że polskie radary nie wykryły naruszenia granicy państwowej, a wieczorem (najwyraźniej po konsultacji ze swoimi zagranicznymi gospodarzami) już poinformowało, że 'przekroczenie granicy miało miejsce na bardzo niskiej wysokości, co uniemożliwiło wykrycie przez systemy radarowe" - napisano w oświadczeniu.

2 sierpnia: "Przeloty na bardzo niskiej wysokości", "w systemach radiolokacyjnych pewnych rzeczy nie stwierdzono"

"Co się właściwie wydarzyło na granicy polsko-białoruskiej?" – zapytał 2 sierpnia wiceministra obrony narodowej Wojciecha Skurkiewicza prowadzący poranne "Sygnały dnia" w Polskim Radiu. Wiceminister odpowiedział: "Bez wątpienia to są działania prowokacyjne wymierzone we wschodnią flankę NATO i Rzeczpospolitą. My oczywiście poinformowaliśmy o tym incydencie również Kwaterę Główną NATO, wczoraj odbyło się posiedzenie Komitetu do spraw Bezpieczeństwa, wydane zostały określone dyspozycje dla sił zbrojnych. Również Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało charge d’affaires ambasady białoruskiej. (…)". Dziennikarz zapytał: "Czy nasze służby monitorowały sytuację i miały pełną wiedzę w czasie rzeczywistym?". Wiceminister odpowiedział tylko: "To jest rzecz, która stawała wczoraj na Komitecie do spraw Bezpieczeństwa, bo oczywiście to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, my bacznie obserwujemy. Te przeloty miały miejsce na bardzo niskiej wysokości, więc trudne do zauważenia przez radary i tutaj ślad radarowy był znikomy, czy nie było go wcale. Tutaj też wypowiadało się Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych". 

Z kolei wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński w porannej "Rozmowie RMF FM" został zapytany: "Kiedy MSZ dowiedział się, że polska przestrzeń powietrzna została naruszona przez białoruskie śmigłowce?". "My działamy w oparciu o informacje ministerstwa obrony, więc wtedy, kiedy te informacje były przekazywane z ministerstwa obrony, wtedy te informacje trafiły również do nas" – odpowiedział wiceminister.

"A kiedy ta informacja przyszła z ministerstwa obrony do państwa?" - dopytywał dziennikarz. "Ja nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie, o której to było godzinie, dlatego że ja akurat w MSZ nie nadzoruję bezpośrednio Departamentu Polityki Bezpieczeństwa, natomiast komunikacja, zakładam, była w momencie niezwłocznie, kiedy to zostało potwierdzone to wszystkie odpowiednie instytucje były informowane" - dodawał Jabłoński.

Na uwagę prowadzącego, że do południa wojsko informowało, iż przestrzeń nie została naruszona, a potem MON podało co innego, Jabłoński odpowiedział: "My opieramy się tutaj o informacje ministerstwa obrony. Jak w tym komunikacie wskazano, wynikało to z faktu, że w systemach radiolokacyjnych pewnych rzeczy nie stwierdzono, natomiast później na podstawie innych informacji to zostało zweryfikowane i po kilku godzinach informacja została skorygowana". I tłumaczył: "W sprawach bezpieczeństwa właściwym ministrem jest minister obrony. Minister obrony przekazuje informacje innym instytucjom, tak dokładnie było również wczoraj". 

Radosław Fogiel z Prawa i Sprawiedliwości w porannym programie "Tłit" Wirtualnej Polski też był pytany: "Dlaczego ustalenie tego trwało tak długo, około dziesięciu godzin?". Odpowiedział: "Nie znam szczegółów. Wiem tyle, co pan z doniesień medialnych. Potwierdziło Ministerstwo Obrony Narodowej, że faktycznie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Wcześniej Białorusini informowali o lotach ćwiczebnych w pobliżu granicy. Nie wiemy jeszcze, przynajmniej ja nie wiem, czy mieliśmy do czynienia z przypadkowym incydentem, czy rzeczywiście z jakąś prowokacją. Z tych informacji, które MON przekazywał, wiemy, że było to na niskim pułapie, co dodatkowo utrudnia wykrycie. Tutaj już tak naprawdę takie zwykłe radary tracą swoje możliwości". Dziennikarz dopytywał: "Ale skoro rano, we wtorek rano, mieszkańcy Białowieży informowali, że białoruskie śmigłowce latały im nad głowami, skoro pojawiły się w internecie zdjęcia, no to rozumiem, że skoro mieszkańcy widzieli, to i również była szansa zaobserwowania tego przez wojsko?". Na to Fogiel odparł: "Powiem raz jeszcze: nie znam dokładnie szczegółów i całego ciągu zdarzeń".

Autorka/Autor:Michał Istel, współpraca Renata Gluza, Piotr Jaźwiński, Krzysztof Jabłonowski

Źródło: Konkret24, OKO.press, białystok.wyborcza.pl, RMF24.pl, wp.pl

Pozostałe wiadomości

Po zawetowaniu przez prezydenta ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy niektórzy zwracają uwagę na fakt, że Ukraińcy nie tylko korzystają z naszej pomocy, ale też zasilają polski budżet. Według dostępnych danych w 2024 roku tylko z podatków i składek przez nich płaconych wpłynęło ponad 18 miliardów złotych.

Miliardy złotych. Jak Ukraińcy zasilają polski budżet

Miliardy złotych. Jak Ukraińcy zasilają polski budżet

Źródło:
Konkret24

Rzekomy zakaz wywieszania flag Wielkiej Brytanii i Anglii na Wyspach Brytyjskich zainteresował wielu polskich internautów. Szczególnie że miał o nim informować brytyjski premier. W rzeczywistości mówił jednak o zupełnie innej sprawie.

W Wielkiej Brytanii już nie można wieszać flag? Co powiedział premier

W Wielkiej Brytanii już nie można wieszać flag? Co powiedział premier

Źródło:
Konkret24

Tam, gdzie stoi najwięcej wiatraków, tam jest najdroższy prąd - przekonują ci, którzy popierają zawetowanie nowelizacji ustawy wiatrakowej przez prezydenta. Jako dowód na swoją tezę wskazują ceny energii w Niemczech i Danii. Wyjaśniamy, dlaczego ta teza jest jednak fałszywa.

Im więcej wiatraków, tym droższy prąd? Nie. Inny "cichy bohater" kształtuje ceny

Im więcej wiatraków, tym droższy prąd? Nie. Inny "cichy bohater" kształtuje ceny

Źródło:
Konkret24

Jarosław Kaczyński na spotkaniach z elektoratem krytykuje rząd Donalda Tuska - między innymi za politykę obronną. Twierdzi, że kupujemy mniej czołgów, niż planowano, że wyłączono instalację antydronową, a Fundusz Wspierania Sił Zbrojnych "ma już nie funkcjonować". Jak jest naprawdę?

Kaczyński opowiada o "obcinaniu i ograniczaniu" armii. Trzy razy nieprawda

Kaczyński opowiada o "obcinaniu i ograniczaniu" armii. Trzy razy nieprawda

Źródło:
Konkret24

Poseł Konfederacji Konrad Berkowicz postuluje, by rządzący wypowiedzieli unijny system ETS, skoro im "tak bardzo zależy na obniżce cen prądu". Pomysł chwytliwy, ale eksperci nie pozostawiają złudzeń.

Berkowicz: rządzący mogą wypowiedzieć ETS. Co by to oznaczało?

Berkowicz: rządzący mogą wypowiedzieć ETS. Co by to oznaczało?

Źródło:
Konkret24

O powitaniu przez Ochotniczą Straż Pożarną w Lewiczynie na Mazowszu dwóch samochodów napisał pod koniec sierpnia marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik. Tyle że wozy trafiły do jednostki już jakiś czas temu.

Marszałek Struzik: "druhowie powitali dwa wozy". Tak, ale wcześniej

Marszałek Struzik: "druhowie powitali dwa wozy". Tak, ale wcześniej

Źródło:
Konkret24

Według medialnych doniesień ma się to wydarzyć już w 2026 roku: Chiny staną się pierwszym krajem, w którym roboty będą rodzić dzieci. Ma to być efekt pracy naukowców, a cena takiego robota ma sięgać 14 tysięcy dolarów. Sprawdziliśmy, o jaki projekt chodzi i co o nim wiadomo. Jak się okazuje, niewiele. W dodatku w Chinach obecnie nie można wprowadzić na rynek robota-surogatki.

W Chinach "robot urodzi dziecko". Ile w tym prawdy, ile science fiction

W Chinach "robot urodzi dziecko". Ile w tym prawdy, ile science fiction

Źródło:
TVN24+

Poseł Konfederacji Konrad Berkowicz twierdzi, że olimpijska medalistka w boksie Imane Khelif zakończyła karierę. Sprawdziliśmy, skąd te doniesienia i co na ten temat twierdzi sama zawodniczka.

Imane Khelif zakończyła karierę? Poseł Konfederacji nie ma racji

Imane Khelif zakończyła karierę? Poseł Konfederacji nie ma racji

Źródło:
Konkret24

Według rozpowszechnianego w sieci przekazu Ukrainiec zakładający firmę ma otrzymywać "na start" niemal 300 tysięcy złotych, a Polak - prawie sześć razy mniej. Informacja wzbudza oburzenie wśród internautów i krytykę polityki rządu - bezpodstawnie. Po pierwsze, kwoty zestawiono manipulacyjnie. Po drugie, dotyczą różnych etapów działalności. Po trzecie, Polacy otwierający firmy mogą liczyć na wiele wyższe wsparcie.

300 tysięcy złotych "na start" dla Ukraińca, dla Polaka mniej? Potrójna manipulacja

300 tysięcy złotych "na start" dla Ukraińca, dla Polaka mniej? Potrójna manipulacja

Źródło:
Konkret24

Pomoc przekazana Ukrainie i Ukraińcom przez Polskę według niektórych internautów jest zbyt dużym obciążeniem dla budżetu. To nie tylko manipulacja, ale i błędna interpretacja danych.

Pomoc dla Ukraińców. Aż niemal siedem procent PKB? Nie

Pomoc dla Ukraińców. Aż niemal siedem procent PKB? Nie

Źródło:
Konkret24

W dyskusji o rosyjskim dronie, który spadł na terytorium Polski, poseł Marek Suski skrytykował ministra obrony za jego rzekomą wypowiedź o tym, że "deszcz pada i też drony spadają". Tylko że te słowa pochodzą z przerobionego filmiku.

Suski: minister opowiada, że deszcz pada i drony też spadają. Na co się nabrał?

Suski: minister opowiada, że deszcz pada i drony też spadają. Na co się nabrał?

Źródło:
Konkret24

"Zakończyłem sześć wojen" - powtarza wielokrotnie prezydent USA Donald Trump podczas rozmów z szefami różnych państw. Analiza sytuacji w krajach wskazywanych przez Trumpa pokazuje jednak, że jego deklaracje są na wyrost. Obecnemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych nie można odmówić jednak tego, że jako szef supermocarstwa ma świadomość posiadania narzędzi globalnej polityki.

(Nie)skończone wojny Trumpa. Jak mówi prezydent USA, a jak jest naprawdę

(Nie)skończone wojny Trumpa. Jak mówi prezydent USA, a jak jest naprawdę

Źródło:
TVN24+

Nagranie, na którym brytyjscy policjanci zatrzymują nastolatkę, obejrzało miliony osób. W sieci zawrzało - internauci twierdzili, że uczennicę zatrzymano za wejście po godzinie 17 do baru fast food. Jednak przyczyna była inna.

Nastolatka aresztowana za wejście do baru po godzinie 17? Internauci w szoku, rzeczywistość jest inna

Nastolatka aresztowana za wejście do baru po godzinie 17? Internauci w szoku, rzeczywistość jest inna

Źródło:
Konkret24, Reuters

Były premier Mateusz Morawiecki twierdzi, że deficyt budżetowy jest o ponad 100 miliardów złotych wyższy, niż podaje rzecznik rządu Adam Szłapka. Alarmuje, że "cel deficytu na grudzień został osiągnięty niemal w całości w lipcu". To nieprawda.

157 czy 261 miliardów złotych? Ile wynosi polski deficyt

157 czy 261 miliardów złotych? Ile wynosi polski deficyt

Źródło:
Konkret24

Głodujące palestyńskie dziecko przedstawiane jako jazydka. Aktualne fotografie tłumaczone jako stare. Lokalizacje biolaboratoriów w Ukrainie, które nie istnieją. Fake newsy? Owszem, w odpowiedziach generowanych przez sztuczną inteligencję. Ośrodki wpływu próbują manipulować treściami, które trafiają do modeli językowych - przestrzegają eksperci. Oto jak się to robi.

"Ja nie wiem, co jest prawdą". Sztuczna inteligencja bije się w piersi - i nadal kłamie

"Ja nie wiem, co jest prawdą". Sztuczna inteligencja bije się w piersi - i nadal kłamie

Źródło:
TVN24+

Zamieszanie mogły wprowadzić pozornie sprzeczne komunikaty po konferencji Karola Nawrockiego. Strona rządowa pisze o "zawetowaniu tańszego prądu dla Polaków", a Kancelaria Prezydenta o "podpisaniu projektu zamrażającego ceny energii elektrycznej". A to dwie różne decyzje.

Zamrożenie cen energii. Co podpisał, a czego nie podpisał Nawrocki

Zamrożenie cen energii. Co podpisał, a czego nie podpisał Nawrocki

Źródło:
Konkret24

Prezydent Karol Nawrocki podpisał projekt ustawy o zwolnieniu rodziców co najmniej dwójki dzieci z podatku PIT. Według ministra Marcina Przydacza z kancelarii prezydenta jest to odpowiedź na kryzys demograficzny w Polsce, bo jesteśmy "najmniej dzietnym społeczeństwem w całej Unii Europejskiej". A co na to dane?

Przydacz: jesteśmy najmniej dzietnym społeczeństwem w UE. Sprawdzamy dane

Przydacz: jesteśmy najmniej dzietnym społeczeństwem w UE. Sprawdzamy dane

Źródło:
Konkret24

Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański uważa, że rząd spełnia obietnice. Według niego "dowiezionych konkretów jest naprawdę bardzo, bardzo dużo" i już w czasie pierwszych stu dni rządzenia wiele z nich zrealizowano. Fakty temu przeczą.

Domański: "wiele ze 100 konkretów zostało zrealizowane". No nie

Domański: "wiele ze 100 konkretów zostało zrealizowane". No nie

Źródło:
Konkret24

Podczas gdy przywódcy europejskich krajów byli jeszcze w Białym Domu na spotkaniu z Donaldem Trumpem, w sieci furorę robiła już fotografia mająca pokazywać, jak wszyscy oni siedzieli grzecznie przed drzwiami, oczekując na to spotkanie. Publikujący zdjęcie kpili, że "widać na nim wyraźnie potęgę Unii Europejskiej". Fake newsa publikowali między innymi zwolennicy PiS, a także konta Kanału Zero. Popularność tego obrazu pokazała jednak co najwyżej potęgę rosyjskiej dezinformacji. Także w Polsce.

"Zdjęcie, które przejdzie do historii"? Tak, siły rosyjskiej propagandy

"Zdjęcie, które przejdzie do historii"? Tak, siły rosyjskiej propagandy

Źródło:
Konkret24

Dzień po rozmowach liderów europejskich krajów z Donaldem Trumpem zorganizowano spotkanie państw należących do tak zwanej koalicji chętnych. Ta grupa krajów Europy powstała kilka miesięcy temu. Jednak wbrew rozpowszechnianej teraz narracji nie wyłącznie po to, by wysyłać wojska do walczącej Ukrainy. Przedstawiamy, co wiadomo o celach tej politycznej inicjatywy.

Koalicja chętnych. Kto i w jakim celu się spotykał

Koalicja chętnych. Kto i w jakim celu się spotykał

Źródło:
Konkret24

Wojskowy pojazd szturmujący ukraińskie pozycje, a na nim zatknięte flagi Rosji i Stanów Zjednoczonych - taki film rozchodzi się w sieci, wywołując masę komentarzy. Rosyjska propaganda podaje, że ukraińska armia "zaatakowała amerykański transporter opancerzony z amerykańską flagą". Ukraińcy piszą o "maksymalnej bezczelności", a internauci pytają o prawdziwość nagrania.

Flagi Rosji i USA na transporterze. "Znak przyjaźni"?

Flagi Rosji i USA na transporterze. "Znak przyjaźni"?

Źródło:
Konkret24

Pielgrzymki na Jasną Górę jak co roku obfitowały wieloma zdjęciami i filmami publikowanymi w internecie. Szczególne zainteresowanie wzbudziła fotografia grupki pielgrzymów trzymających rzekomo obraz z Karolem Nawrockim. "Paranoja", "to się nie dzieje", "polska wersja katolicyzmu" - komentowali internauci. Bo wielu uwierzyło, że to prawda.

Obraz z Nawrockim na pielgrzymce? Niesłusznie uwierzyli

Obraz z Nawrockim na pielgrzymce? Niesłusznie uwierzyli

Źródło:
Konkret24

Miliony wyświetleń w internecie generuje informacja, jakoby Biały Dom miał zażądać od prezydenta Zełenskiego założenia garnituru na spotkanie z prezydentem USA - i że to był warunek odbycia tego spotkania. Przekaz ten w polskiej sieci szeroko rozpowszechniały anonimowe konta. To narracja zgodna z prorosyjską dezinformacją, której celem jest dyskredytowanie prezydenta Ukrainy. Jednak nie ma potwierdzenia, że Biały Dom postawił taki warunek.

Zełenski "musi założyć garnitur"? Propaganda reaguje na wizytę w Białym Domu

Zełenski "musi założyć garnitur"? Propaganda reaguje na wizytę w Białym Domu

Źródło:
Konkret24

"Czego amerykańskie media nie pokazały" - brzmi komentarz do rozpowszechnianego w mediach społecznościowych filmu. Ma przedstawiać scenę, gdy amerykańscy piloci "narysowali" na niebie gwiazdę dla Putina podczas szczytu na Alasce. Film robi wrażenie, ale nie wierzcie w te opisy - choć rosyjska propaganda bardzo próbuje nas do tego przekonać.

"Gwiazda" od Trumpa dla Putina? Tak głosi przekaz Kremla

"Gwiazda" od Trumpa dla Putina? Tak głosi przekaz Kremla

Źródło:
Konkret24

Prezydent Karol Nawrocki złożył projekt ustawy o ochronie polskiej wsi - w tym przed wyprzedażą ziemi obcokrajowcom. Teraz politycy przeciwnych opcji kłócą się, za których rządów sprzedano więcej polskiej ziemi. Obie strony jednak wprowadzają w błąd, prezentując dane albo wybiórczo, albo bez kontekstu. A ten jest istotny.

Nawrocki o "wyprzedaży polskiej ziemi", rząd podaje dane. Czego nie pokazują?

Nawrocki o "wyprzedaży polskiej ziemi", rząd podaje dane. Czego nie pokazują?

Źródło:
Konkret24

W sieci od lipca rozchodzi się przekaz, jakoby rolnicy byli karani "za korzystanie z własnej studni" - co wielu internautów rozumie jako sytuację nową, wymuszoną kolejnymi restrykcjami Unii Europejskiej. To manipulacja, choć kary rzeczywiście są - lecz za coś innego i nie od dzisiaj. Natomiast resort infrastruktury analizuje inny problem.

"Kary za korzystanie z własnej studni"? Ministerstwo: "trwa analiza problemu"

"Kary za korzystanie z własnej studni"? Ministerstwo: "trwa analiza problemu"

Źródło:
Konkret24