Polski rząd i przedstawiciele Komisji Europejskiej podpisali umowę pożyczkową w ramach SAFE 8 maja 2026 roku. Polska była pierwszym krajem, z którym ją zawarto. To otwiera nam drzwi do wypłat z unijnego programu SAFE, które to środki zostaną przeznaczone na wzmocnienie obronności. Oczywiście proces wypłat i realizacji zleceń dopiero się zaczyna, a jego skutki poznamy po latach - co umożliwia szerzenie manipulacyjnych tez, bazujących na niewiedzy obywateli co do szczegółów takich kontraktów. Bo krytycy pożyczki SAFE nie wszystko mówią.
"Pomimo kłód rzucanych pod nogi, pomimo braku podpisu nie ulegliśmy pokusie zatrzymania procesu modernizacji polskiej armii" - mówił 12 czerwca o programie SAFE minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Odnosił się w ten sposób do wypowiedzi przedstawicieli opozycji, która sprzeciwiała się zaciągnięciu unijnej pożyczki na obronność. Ta kampania zakończyła się pamiętnym wetem prezydenta Karola Nawrockiego do ustawy o specjalnym funduszu, który miał właśnie obsługiwać pieniądze z SAFE.
Po podpisaniu umowy z KE zakładającej, że pieniądze z SAFE trafią jednak do Polski, tylko że bezpośrednio do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych pozostającego w dyspozycji Ministerstwa Obrony Narodowej, mamy otrzymać w sumie niemal 44 mld euro w formie preferencyjnych pożyczek. Szef MON uważa, że "zobaczenie tego wszystkiego, co się dzieje dzisiaj w polskich zakładach zbrojeniowych", przekona tych, którzy wciąż nie popierają unijnego programu.
Choć pierwsze kontrakty w ramach SAFE już są zawierane, przeciwnicy programu przekonują, że unijny program nie wzmocni polskiej armii. Posłowie PiS odwiedzali zakłady zbrojeniowe, z którymi w maju podpisano już umowy w ramach SAFE, a po tych wizytach punktowali, dlaczego ich zdaniem "SAFE jest niewypałem". Krytykę SAFE kontynuują też politycy Konfederacji, strasząc, że Polska zadłuża się w Unii Europejskiej, by na koniec te pieniądze i tak trafiły na Ukrainę.
Wielu te narracje przekonują. Tym bardziej że są "zaczepione" o jakieś fragmenty umów czy ustaleń, co nadaje im rysu wiarygodności. Sęk w tym, że bazują na populizmie. Przedstawiamy twierdzenia rozpowszechniane w ostatnich tygodniach, w których jest nie tylko manipulacja, ale też populizm i hipokryzja. Nie o wszystkim bowiem politycy PiS i Konfederacji mówią obywatelom.
Manipulacja 1: "żadnej nowej zdolności wojska z SAFE"
To teza szczególnie populistyczna, ponieważ umowę SAFE dopiero co zawarto, a już się ocenia jej skutki. Jednak jest chwytliwa. Jeden z głównych krytyków programu, były szef MON Mariusz Błaszczak, stwierdził 9 czerwca, że "pożyczka z SAFE nie przyniosła żadnej nowej zdolności dla Sił Zbrojnych RP".
Nowa zdolność w siłach zbrojnych to - w uproszczeniu - możliwość wykonania zadania, którego wcześniej armia nie była w stanie wykonać. Na przykład gdy kraj kupuje system antydronowy, najpierw musi połączyć wszystkie jego elementy (radary, naprowadzanie, wyrzutnie), a następnie przeszkolić operatorów i żołnierzy, żeby zyskać zdolność eliminowania wrogich dronów.
Dlatego twierdzenia o niemożliwości pozyskania nowych zdolności dzięki środkom z SAFE są teraz bezzasadne, bo taki proces wymaga lat, a Polska dostała pierwszą zaliczkę z unijnego programu dopiero 29 maja 2026 roku. Już wcześniej podpisywano umowy, które będą finansowane z tego programu, lecz sprzęt wyprodukowany lub zakupiony w ich ramach będzie punktem wyjścia do tworzenia nowych zdolności polskiej armii w kolejnych latach.
I oczywiście tak samo działało to za kadencji Mariusza Błaszczaka jako szefa MON, dlatego hipokryzję byłemu ministrowi zarzucił m.in. analityk wojskowy Jarosław Wolski. "W zasadzie żaden za Pana czasów kupiony sprzęt nie zdążył zbudować 'zdolności'" - zauważył w serwisie X (pisownia postów oryginalna). Ekspert wyjaśnił, że według programu szkolenia zaakceptowanego właśnie przez Błaszczaka przygotowanie zdolności w optymalnych warunkach trwa minimum dwa lata. "Trudno żeby dwa tygodnie po podpisaniu SAFE jakakolwiek zdolność na jego bazie się pojawiła. Napiszę więcej: owe zdolności się pojawią za 2 do 5 lat od teraz. Najszybciej. I nie ma w tym nic złego bo tak to systemowo wygląda" - podkreślił Wolski.
Manipulacja 2: "największy sukces SAFE to zakup hełmów"
To nowa w ostatnich tygodniach narracja opozycji, mająca podważać zasadność umowy z KE: że "największe sukcesy" programu SAFE do tej pory to "refinansowanie umów i hełmy". Tak stwierdził m.in. wicerzecznik PiS Mateusz Kurzejewski, publikując 7 czerwca na platformie X grafikę, według której za 180 mld zł z unijnego programu Polska miała kupić tylko hełmy, refinansować dwa wcześniejsze kontrakty i aneksować jedną umowę.
Zacznijmy od hełmów. Ministerstwo Obrony Narodowej na początku czerwca 2026 roku ogłosiło, że przeznaczy 700 mln zł z programu SAFE na krajową produkcję nowoczesnych polskich hełmów HBT-02. Mariusz Błaszczak kpił, że rząd wziął "44 mld euro pożyczki, a wiceminister od Tuska (Cezary Tomczyk - red.) za największy sukces uznaje… zakup hełmów".
Jednak nie jest prawdą, że hełmy to najważniejsze zakupy z programu SAFE - rząd zgłosił do sfinansowania z unijnych środków łącznie 139 projektów. Największa część pieniędzy pójdzie na systemy artyleryjskie (48 mld zł, 28 procent) i ochronę przeciwlotniczą, przeciwrakietową i antydronową (44 mld zł, 26 procent).
Z listy opublikowanej przez MON i wiceministra Cezarego Tomczyka wiemy, że z SAFE sfinansowane zostanie także między innymi:
- 1000 wozów towarzyszących dla południowokoreańskich wyrzutni rakiet Chunmoo
- 146 pływających bojowych wozów piechoty Borsuk
- 96 armatohaubic samobieżnych Krab
- 18 baterii systemu przeciwlotniczego, czyli 350 radarów i 350 karabinów i armat, drony kamikadze i systemy walki radioelektronicznej
- kilkaset tysięcy sztuk bojowej amunicji artyleryjskiej kalibru 155 mm.
Manipulacja 3: "SAFE to tylko refinansowanie umów"
Drugim zarzutem m.in. Kurzejewskiego jest, jakoby "największym sukcesem" SAFE było "refinansowanie umów" - czyli że za pieniądze z tej pożyczki rząd wcale nie podpisuje nowych kontraktów z firmami zbrojeniowymi, tylko zmienia typ finansowania dotychczasowych umów. Konkretnie: to, na co miały iść pieniądze z polskiego budżetu, zostanie opłacone ze środków unijnych.
I choć rzeczywiście w niektórych umowach zmieniono tylko źródło finansowania, to jednak większość tych już podpisanych dotychczas w ramach SAFE to nowe kontrakty. Jak przekazała Polska Grupa Zbrojeniowa, w jej wypadku refinansowanie obejmuje tylko 12 z 62 umów.
Ponadto spółka podkreśliła w komunikacie - "odkłamując fake newsy o SAFE" - że refinansowanie nie oznacza, iż sprzęt jest zbędny lub że środki znikają. "Wręcz przeciwnie: pozwala odzyskać część wcześniej zaangażowanych środków i przeznaczyć je na kolejne inwestycje w bezpieczeństwo. To więcej możliwości dla Wojska Polskiego, większa przestrzeń budżetowa dla państwa" - zapewniła.
Manipulacja 4: "SAFE to nie są dodatkowe środki na armię"
To ostatnie zdanie z cytowanego komunikatu PGZ jest reakcją na stwierdzenie europosła PiS Radosława Fogla z 9 czerwca, że pożyczka z SAFE "to nie są dodatkowe środki na armię, jeżeli zastępują finansowanie, które już istniało". Jego zdaniem mamy do czynienia "z kreatywną księgowością" i "ogromnym oszustwem".
Rozdzielmy dwie sprawy. Po pierwsze, większość kontraktów w ramach SAFE jest nowa i zostanie sfinansowana z nowych, dodatkowych środków na armię, które pochodzą z unijnych pożyczek. Po drugie, przeznaczenie pieniędzy z SAFE na refinansowanie dotychczasowych kontraktów sprawi, że przewidziane na to środki budżetowe wrócą do dyspozycji MON - czyli powiększą polski budżet obronny.
Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział już, że 17 mld zł z tej nadwyżki rząd przeznaczy na potrzeby służb mundurowych i rozwój infrastruktury. Co istotne: sfinansowanie tych zadań byłoby możliwe bezpośrednio z SAFE, gdyby nie weto prezydenta Karola Nawrockiego.
Manipulacja 5: "zaciągamy dziesięć miliardów kredytu na rzecz Ukrainy"
"10 mld zł z funduszu SAFE ma zostać przekazane na Ukrainę" - alarmował już w grudniu 2025 roku Mariusz Błaszczak. Przekaz powrócił w czerwcu, gdy m.in. rzecznik prasowy PiS Rafał Bochenek stwierdził w wideo na YouTube, że w ramach SAFE "zaciągamy dziesięć miliardów kredytu na rzecz Ukrainy". 10 czerwca w Radiu Wnet poseł Konfederacji Grzegorz Płaczek mówił, że sam "pełnomocnik do spraw programu SAFE poinformował opinię publiczną, że z całej kwoty SAFE około cztery-pięć procent, to jest około dziewięciu miliardów złotych, zostanie przekazane na Ukrainę" oraz że we wniosku wysłanym do Komisji Europejskiej "jest część poświęcona SAFE i Ukrainie".
Teza, że 9-10 mld zł z polskiej puli środków zostanie przekazane Ukrainie to manipulacja. "Żaden sprzęt nie trafi do Ukrainy" - wyjaśniał na konferencji prasowej 9 czerwca szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. "Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych finansuje tylko zakupy dla polskich sił zbrojnych, tak jest w ustawie i tak to będzie realizowane" - dodał. "Żadne środki z SAFE nie mogą być tam [do Ukrainy] przekazane i nie będą przekazane" - podkreślił kolejnego dnia w poście na platformie X.
Zaś Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocniczka rządu ds. SAFE (obecnie również wiceminister w MON), tak reagowała na post posła Konfederacji Bartłomieja Pejo, który zarzucał jej niespójność w kwestii przekazywania sprzętu z tego programu Ukrainie: "To kłamstwo. Nie przekazujemy ani pieniędzy, ani sprzętu w ramach SAFE Ukrainie".
O co więc chodzi z tą Ukrainą? Wyjaśnialiśmy to już obszernie w Konkret24, więc w skrócie tylko przypomnijmy.
Sobkowiak-Czarnecka 17 lutego w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24 stwierdziła: "SAFE mówi o współpracy z Ukrainą w trzech formach: kupowanie dla, od albo z Ukrainą". A 4 maja w Radiu Zet: "W ramach mechanizmu SAFE nie ma takiej możliwości, żeby przekazywać jakieś pieniądze na Ukrainę. To, co robimy ze stroną ukraińską (...), to kupujemy od Ukraińców technologie dronowe".
Bo od początku program SAFE miał też wspierać walczącą Ukrainę. Włączono ją do programu, żeby integrować ją z europejskim przemysłem obronnym. Sama nie może dostawać pożyczek z Brukseli, ale musi współpracować z innym krajem lub krajami unijnymi jako (pod)wykonawca lub partner. O tym właśnie mówiła minister Sobkowiak-Czarnecka: sprzęt wojskowy można kupować od Ukrainy (jako producenta), z Ukrainą (jako partnerem) lub dla Ukrainy (jako kontynuowanie wsparcia wojennego).
Już od końca 2025 roku wiadomo, że część projektów finansowanych z programu SAFE Polska będzie realizować z Ukrainą. Wiceminister obrony Paweł Zalewski 1 grudnia 2025 roku w Brukseli potwierdził, że zapisano to w planie inwestycyjnym, który Polska złożyła w Komisji Europejskiej (to o tym mówił poseł Płaczek). Główną formą współpracy polsko-ukraińskiej w ramach SAFE będzie pozyskiwanie technologii od Ukrainy. W lutym MON w odpowiedzi na pytania Konkret24 potwierdził, że w kontekście współpracy polsko-ukraińskiej w ramach programu SAFE "priorytetem Polski jest pozyskanie ukraińskiej technologii dronowej, głównie technologii dronowych". Ale zastrzegł też, że trwały "rozmowy ze stroną ukraińską dotyczące zakresu współpracy".
Skąd wzięła się kwota 10 mld zł? Chodzi o słowa Sobkowiak-Czarneckiej z 28 listopada 2025 roku w Polsat News. Na pytanie o to, ile z 44 miliardów euro z SAFE "popłynie do Kijowa" w ramach "jednej z furtek pod tytułem 'zakup sprzętu dla Ukrainy", pełnomocniczka odpowiedziała: "To będzie niewielka część, która myślę, że będzie zbliżona, bliżej do czterech-pięciu procent całości kwoty". 44 mld euro z SAFE wówczas przeliczano na około 188 mld zł (obecnie mowa o 183 mld. Pięć procent tej kwoty to 9,4 mld, co niektórzy zaokrąglają do 10 mld).
Trudno nam wyrokować, co miała na myśli minister i na jakiej podstawie mówiła o 4-5 proc., ponieważ ani z późniejszych jej wyjaśnień, ani z ujawnionych planów MON nic takiego nie wynika. Dlatego wszystkie twierdzenia o "dzieleniu się pożyczonymi miliardami z Ukrainą" są dowolną interpretacją publicznych wypowiedzi przedstawicieli rządu czy ramowych informacji o SAFE. Wiemy z nich, że we wniosku przesłanym przez Polskę do Komisji Europejskiej jest rozdział poświęcony współpracy z Ukrainą - bo musiał się tam znaleźć, jeśli nasz kraj chce rozwijać wspólne projekty ze wschodnim sąsiadem (taki był formalny wymóg SAFE). Nie ma tam jednak mowy o tym, że Polska przekaże pieniądze lub sprzęt Ukrainie. Nasz rząd poinformował jedynie KE o planowanych wspólnych projektach - w tym współpracy przy technologii dronowej, którą Polska ma pozyskać od sąsiadów i wykorzystać do produkcji dronów w polskich zakładach. Bo to do nich trafią pieniądze z SAFE.
Manipulacja 6: "kredyt w obcej walucie"
To teza czysto populistyczna, budowana na złych skojarzeniach z kredytami walutowymi. Przeciwnicy pożyczki z programu SAFE alarmują, że zadłużamy się w obcej walucie, co wiąże się z ryzykiem kursowym. "Dzisiejsza UE wykorzystuje takie mechanizmy w formie szantażu wobec państw członkowskich. Zgoda na to oznacza utratę suwerenności" - perorował Mariusz Błaszczak. Poseł PiS Jacek Sasin zauważył, że wzrosty kursu euro mogą nas "drogo kosztować".
O czym politycy PiS nie mówią opinii publicznej? Że będąc u władzy, sami zadłużali Polskę w obcej walucie. To za ich rządów Polska zaciągnęła wysoko oprocentowane kredyty w euro i dolarach na zakup uzbrojenia w Korei Południowej. Pokazał to w reportażu "Chwilówka Błaszczaka" dziennikarz "Czarno na białym" TVN24 Piotr Świerczek.
Chodzi o umowy polsko-koreańskie z 2022 roku. Wówczas minister obrony Mariusz Błaszczak podpisał umowy ramowe z Koreą Południową na podobną kwotę jak ta, którą pożyczamy w programie SAFE. To 44 mld dol. w przypadku kontraktu koreańskiego i… 44 mld euro w przypadku SAFE. W 2023 prezes Banku Gospodarstwa Krajowego podpisała cztery umowy kredytowe z koreańskimi bankami eksportowymi. Aby móc to zrobić, BGK wziął dwa kredyty pomostowe - w euro! - na łączną kwotę 4,4 mld. Pożyczki udzieliły hiszpański Banco Santander i szwedzki Swedish Export Credit Corporation.
Wówczas też istniały ryzyka kursowe, lecz politycy PiS jakoś tego nie podkreślali.
Ekonomista Marek Zuber w komentarzu dla Konkret24 zauważył, że polskie państwo - w przeciwieństwie do obywatela, który jest uzależniony od kursu walutowego - może ograniczać ryzyka związane z zaciąganymi pożyczkami w obcych walutach. - Polska ma przychody w euro na przykład z eksportu i jednocześnie ponosi wydatki w tych walutach, między innymi na import. Mówię oczywiście o skali całej gospodarki - tłumaczył ekonomista. Jak dodał, poprzez rolę Narodowego Banku Polskiego można na poziomie państwa zarządzać ryzykiem kursowym. Co więcej, istnieją instrumenty finansowe pozwalające ograniczać takie ryzyko.
Manipulacja 7: "szkodliwy kredyt na wysoki procent"
To teza powiązana z poprzednią. Czyli że pożyczka z SAFE to "szkodliwy kredyt z Brukseli", bo ma być wysoko oprocentowany: od 4 do 6 proc. Jednak politycy PiS nie mówią, że będąc u władzy, kredyty koreańskie oprocentowano na 5,5 proc. - co wynika z ustaleń dziennikarza "Czarno na białym" TVN24 Piotra Świerczka.
Natomiast obecny koszt unijnych pożyczek w ramach SAFE to 3,32 proc. Mimo że oprocentowanie nieznacznie wzrosło (z 3,17 proc.), taka pożyczka wciąż się Polsce opłaca. "Koszt pożyczania przez Polskę, w tym samym okresie, wzrósł znacznie bardziej" - tłumaczył 8 czerwca minister finansów Andrzej Domański w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24. Bo w takich momentach jak po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie na rynkach pojawia się niepokój. To przekłada się na wzrost rentowności polskich obligacji, która - jak mówił minister Domański - wzrosła "w ciągu dosłownie kilku tygodni z trochę poniżej pięciu procent do prawie sześciu procent". Rosnąca rentowność obligacji państwa oznacza, że musi ono więcej płacić za pożyczanie pieniędzy.
Ekonomiści potwierdzają, iż pożyczka SAFE jest dla Polski korzystniejsza niż samodzielne zadłużanie się na rynku. "Dzięki mechanizmowi SAFE Polska zapłaci o jedną trzecią mniej za pożyczone pieniądze" - ocenił w "Dniu na świecie" w TVN24 BiS Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Jak podkreślił, SAFE pozwala Polsce utrzymać korzystne warunki zadłużania. "Gdybyśmy do obecnego deficytu dodali jeszcze środki z SAFE pozyskane samodzielnie, inwestorzy uznaliby, że Polska pożycza za dużo i zażądali wyższej ceny za nasz dług" - zauważył ekspert.
Mikołaj Raczyński, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju, już w lutym w serwisie X zwracał uwagę, że właściwym punktem odniesienia dla pożyczek na zbrojenia są długoterminowe euroobligacje BGK - a nawet ich oprocentowanie jest wyższe od pożyczek SAFE (ok. 4,4 proc.). Według eksperta wstępne wyliczenia resortu finansów o miliardowych oszczędnościach z SAFE (wówczas szacowane na 36-60 mld zł) "wyglądają wręcz konserwatywnie".
Manipulacja 8: "prawdziwym beneficjentem SAFE są Niemcy"
Politycy opozycji przekonują, że to właśnie Niemcy, a nie Polska skorzystają najwięcej na polskiej pożyczce z SAFE. Czyli że zamówienia w ramach tego programu otrzymają głównie niemieckie firmy. Takie obawy miał m.in. prezydent Karol Nawrocki na lutowym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Zaś Błaszczak nazwał SAFE wprost "niemieckim kredytem".
Ta teza nabrała jeszcze rzekomej wiarygodności po ukazaniu się informacji, że niemiecka firma Rheinmetall złożyła polskiemu MON ofertę inwestycji w Polsce - chodzi o budowę fabryki amunicji w województwie pomorskim. Jeśli dojdzie do porozumienia i budowy fabryki, będzie to jednak inwestycja w polski, a nie niemiecki przemysł zbrojeniowy oraz w polskie miejsca pracy.
Ale jeszcze w lutym Magdalena Sobkowiak-Czarnecka zauważała, że obawy, iż wydamy pieniądze z SAFE w przemyśle niemieckim, zostały rozwiane. "Posłowie z komisji obrony mają dostęp do listy zakupowej i Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. I każdy, kto się z tą listą zapoznał, wycofuje argument o Niemcach (…) każdy, kto przeczyta, [wie - red.], co kupujemy, że to są produkty, które powstają w polskim przemyśle zbrojeniowym, między innymi w Hucie Stalowa Wola".
Z kolei premier Donald Tusk poinformował, że do niemieckiego przemysłu z polskiej puli SAFE trafi tylko 0,37 proc. jej wartości. Jak podkreślił, mowa tu o szwedzko-niemieckiej firmie.
Pod koniec maja Polska otrzymała pierwszą zaliczkę z SAFE - 6 mld euro. Kolejna transza planowana jest na jesień tego roku. Rząd podtrzymuje deklarację, iż "89 proc. pieniędzy z SAFE trafi do polskich firm zbrojeniowych".
Oczywiście, wciąż jesteśmy na etapie planów i założeń. Te pieniądze dopiero zaczynają być wydawane. Dopiero po realizacji deklaracji złożonych przez MON będzie je można weryfikować - na to potrzeba jednak kilku lat. Dlatego wyrokowanie już teraz, że pożyczka SAFE to najgorsze i niebezpieczne rozwiązanie dla Polski, że jakaś część naszych pieniędzy zostanie przekazana innym państwom, że można było znaleźć tańszy kredyt... itd. jest snuciem nieuzasadnionych tez na polityczne potrzeby i wprowadzaniem opinii publicznej w błąd.