Czterokrotnie pełnomocnik, 20 tysięcy i służbowe auto


Michał Woś - obecny minister do spraw pomocy humanitarnej - w marcu 2018 roku stracił stanowisko wiceministra sprawiedliwości po zapowiedzi premiera Morawieckiego o redukcji liczby wiceministrów. Jeszcze tego samego dnia został powołany na stanowisko eksperta i pełnomocnika Ministra Sprawiedliwości do czterech obszarów tematycznych. Jego pensja wzrosła dwukrotnie - do 20 tys. zł - podaje NIK i wytyka, że do zatrudnienia Wosia potrzebna była specjalna zgoda, ponieważ nie spełniał warunków formalnych.

Aby zostać zatrudnionym w charakterze eksperta w Ministerstwie Sprawiedliwości trzeba mieć wyższe wykształcenie oraz minimum trzyletni staż pracy. Wymogi określa załącznik do rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 2 lutego 2010 r. w sprawie zasad wynagradzania pracowników niebędących członkami korpusu służby cywilnej zatrudnionych w urzędach administracji rządowej i pracowników innych jednostek.

Tylko w uzasadnionych przypadkach, można wymagany okres stażu skrócić i przyjąć osobę do pracy. Konieczna jest specjalna zgoda. Mówi o tym par. 15 rozporządzenia.

NIK wytyka ministerstwu

Najwyższa Izba Kontroli w opublikowanym w czerwcu na sejmowych stronach dokumencie "Analiza wykonania budżetu państwa i założeń polityki pieniężnej w 2018 r." podaje, że dwie takie sytuacje miały miejsce w zeszłym roku w resorcie sprawiedliwości.

Kontrolerzy NIK opisują tam (bez podawania imion i nazwisk), że jedna z osób zatrudniona w charakterze eksperta w biurze szefa resortu sprawiedliwości, pełniąca też funkcje pełnomocników ministra, "nie posiadała żadnego stażu zawodowego przed zatrudnieniem w Ministerstwie, poza stażami i praktykami studenckimi".

Jak ustalił Konkret24, chodzi między innymi o Michała Wosia, byłego wiceministra sprawiedliwości, a obecnie ministra-członka Rady Ministrów do spraw humanitarnych.

Informację tę potwierdziło biuro prasowe NIK. "Powierzenie funkcji czterech pełnomocników dotyczyło jednej osoby – Pana Michała Wosia" - poinformowało w odpowiedzi na nasze pytania.

Redukcja czasem tylko na papierze

W lutym 2018 roku premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że w ciągu kilku tygodni zredukuje liczbę wiceministrów. Była to odpowiedź na ujawnienie informacji o wysokich premiach członków rządu.

- Zredukujemy stanowiska wiceministrów w porównaniu do łącznej liczby stanowisk ministerialnych i wiceministerialnych, jaka była w roku 2017. Pokażemy bardziej szczupłą, oszczędną, mniej zbiurokratyzowaną strukturę rządową. W związku z tym również dokonamy pewnych przeglądów, nie tylko personalnych, ale również finansowych – zadeklarował szef rządu.

"Dokonuję teraz przeglądu stanowisk wiceministerialnych"
"Dokonuję teraz przeglądu stanowisk wiceministerialnych"tvn24

25 wiceministrów straciło wtedy pracę. Jednak część z nich wróciła, ale na inne stanowiska.

- Ja robię dokładnie to samo z tym, że nie jestem wiceministrem - przyznawał w kwietniu 2018 roku reporterce programu "Polska i Świat" Jarosław Pinkas, pełniący wówczas funkcję pełnomocnika premiera do spraw wprowadzenia nowej inspekcji bezpieczeństwa żywności. Poprzednio - wiceminister zdrowia.

Piotr Woźny, który był wiceministrem cyfryzacji, został rządowym pełnomocnikiem do spraw smogu.

Rafał Bochenek, były rzecznik rządu premier Beaty Szydło był podsekretarzem stanu w kancelarii premiera Morawieckiego. Gdy stracił tę funkcję, został pełnomocnikiem ministra środowiska do spraw organizacji w Katowicach szczytu klimatycznego ONZ.

- Widocznie można robić wszystko, więc ludzie, którzy pracowali jako wiceministrowie w jednej branży, mogą być pełnomocnikami rządu w innej. Ważne, żeby wspólnym mianownikiem była wysoka pensja i rządowa pensja - krytykował wówczas Cezary Tomczyk, z Platformy Obywatelskiej.

- Pan premier powołał mnie jednak dalej. To znaczy, że moja praca nie była fikcyjna, tylko z niej coś konkretnego wynikało - odpierał wówczas zarzuty Jarosław Pinkas.

Redukcja stanowisk, pensje bez zmian
Redukcja stanowisk, pensje bez zmiantvn24

Pełnomocnik. Z dwukrotnie większą pensją

Michał Woś przyszedł do resortu sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry już po wygranych przez Prawo i Sprawiedliwość wyborach w 2015 roku. Początkowo był asystentem, potem w listopadzie 2015 roku został szefem gabinetu politycznego ministra.

Na początku czerwca 2017 roku (10 miesięcy po ukończeniu studiów) został podsekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. Objął między innymi nadzór nad sprawami rodzinnymi i nieletnich, zakładami poprawczymi oraz informatyzacją wymiaru sprawiedliwości.

W związku z ograniczaniem liczby wiceministrów, 16 marca 2018 roku przyjęto dymisję Wosia z funkcji podsekretarza stanu w resorcie sprawiedliwości.

"W tym samym dniu został powołany na stanowisko eksperta i pełnomocnika Ministra do czterech obszarów tematycznych, z jednoczesnym dwukrotnym zwiększeniem wynagrodzenia (20 002,8 zł wobec wynagrodzenia na stanowisku Podsekretarza Stanu w MS - 10 020,9 zł)" - informuje Konkret24 Wydział Prasowy NIK.

Minister Zbigniew Ziobro zdecydował wówczas o stworzeniu stanowisk czterech pełnomocników: do spraw Funduszu Sprawiedliwości, reformy prawa rodzinnego, reformy systemu prawa karnego w zakresie postępowania w sprawach nieletnich oraz do spraw informatyzacji i cyberbezpieczeństwa.

Informacje o tym, że Michał Woś był m.in. pełnomocnikiem ds. Funduszu Sprawiedliwości i że również zajmował się, jako pełnomocnik, reformą prawa rodzinnego, można znaleźć na stronach internetowych ministerstwa.

Kontrolerzy NIK wytykają, że osoba, pełniąca funkcje tych pełnomocników, "realizowała te same zadania jako Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości".

W swojej analizie NIK podaje też, że jako pełnomocnikowi przyznano służbowy samochód z możliwością (odpłatnego) wykorzystania do celów prywatnych.

Według ostatniego oświadczenia majątkowego, złożonego przez Michała Wosia jako członka zarządu oraz radnego województwa śląskiego, zarobił on w 2018 roku "tytułem zatrudnienia" (łącznie z ekwiwalentem za niewykorzystany urlop) 239 tysięcy złotych. Daje to średnio miesięcznie niemal 20 tysięcy złotych. Natomiast "z tytułu działalności wykonywanej osobiście" Woś wpisał w oświadczenie kwotę 25 tysięcy złotych.

NIK: nie spełniał warunków formalnych

Zdaniem NIK, Woś rozpoczynając pracę po dymisji na stanowisku eksperta, nie spełniał warunku określonego w rozporządzeniu Rady Ministrów, czyli 3-letniego wymaganego stażu pracy.

W resorcie był zatrudniony na umowę o pracę od listopada 2015 roku - poinformował Wydział Prasowy NIK - czyli trzyletni okres wypadał w listopadzie 2018 roku, a pełnomocnikiem został w marcu 2018 r.

Wcześniej studiował. Najpierw prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, a potem w Warszawie w Szkole Głównej Handlowej na studiach menadżerskich. Był stypendystą Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Prezesa Rady Ministrów.

Wprawdzie w latach 2014-2017 był raciborskim radnym, ale NIK podaje, że funkcja radnego "nie jest zaliczana do stażu pracy".

W oświadczeniach majątkowych, jakie składał nie ma informacji o innym zatrudnieniu na etacie, niż w resorcie. Są jedynie wzmianki o umowach cywilno-prawnych za niewielkie pieniądze.

Nowe stanowisko

26 listopada 2018 roku minister Ziobro zdecydował o likwidacji dwóch z czterech stanowisk jakie pełnił Woś - pełnomocnika do spraw reformy prawa rodzinnego oraz pełnomocnika do spraw reformy systemu prawa karnego w zakresie postępowania w sprawach nieletnich.

4 czerwca 2019 Michał Woś został powołany na ministra-członka Rady Ministrów do spraw pomocy humanitarnej. Wcześniej został szefem Centrum Analiz Strategicznych Ministerstwa Sprawiedliwości.

Zapytaliśmy za pośrednictwem Centrum Informacyjnego Rządu ministra Wosia o komentarz. CIR odesłał nas do resortu sprawiedliwości. Stamtąd również odpowiedzi na pytania nie nadeszły.

Gdy zadzwoniliśmy do ministra Wosia, nie odbierał telefonu. W odpowiedzi na nasz SMS, odpisał, że jest na Ukrainie i że oddzwoni jak wróci.

Michał Woś wypowiadał się między innymi w "Tak jest" w kontekście reformy sądownictwa
Michał Woś wypowiadał się między innymi w "Tak jest" w kontekście reformy sądownictwatvn24

"Czteromiesięczny okres zatrudnienia"

NIK podaje też w swoim dokumencie, że druga osoba została zatrudniona w resorcie sprawiedliwości jako ekspert po specjalnej zgodzie wydanej przez Dyrektora Generalnego, ponieważ nie miała wymaganego 3-letniego stażu pracy. " Legitymowała się jedynie czteromiesięcznym okresem zatrudnienia na stanowisku specjalisty do spraw komunikacji marketingowej" - piszą kontrolerzy. Podają też jej miesięcznie wynagrodzenie - 9,2 tys. zł.

Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, chodzi o jedną z pracownic biura prasowego.

Co roku to samo

Co roku od kilku lat, kontrolerzy NIK wytykają resortowi sprawiedliwości, że zatrudnia osoby, które nie spełniają wymaganego trzyletniego stażu pracy dla ekspertów i konieczna jest wtedy zgoda Dyrektora Generalnego resortu na skrócenie tego czasu.

W wynikach kontroli za 2015 rok (przeprowadzonej jeszcze w sierpniu 2015 roku), NIK podał, że resort zatrudniał ekspertów bez wymaganego wykształcenia i wymaganego stażu pracy, co stanowiło naruszenie obowiązujących przepisów.

W dokumencie podsumowującym 2016 rok, kontrolerzy NIK napisali, że "wszyscy eksperci zatrudnieni zostali w 2016 roku bez zastosowania otwartego i konkurencyjnego naboru". Trzynastu z nich nie spełniało wymogu co najmniej trzyletniego stażu pracy. Za każdym razem Dyrektor Generalny musiał wydać specjalną zgodę. Kontrolerzy wskazali również, że "jednemu ekspertowi przyznano, na okres pięciu miesięcy, dodatek specjalny w wysokości 516 procent podstawy wynagrodzenia".

W wynikach kontroli za 2017 rok, kontrolerzy NIK podali, że wówczas "w Ministerstwie zatrudniono 18 nowych ekspertów, z których żaden nie został zatrudniony w drodze otwartego konkursu. Siedmiu ekspertów nie spełniało wymogu co najmniej trzyletniego stażu pracy". Potrzebna była zgoda Dyrektora Generalnego.

Autor: Jan Kunert / Źródło: Konkret24; zdjęcie: Piotr Nowak/PAP

Pozostałe wiadomości

Internauci chwalą rzekome "odchudzenie" kalendarza szczepień dzieci w USA - i jednocześnie krytykują aż "88 szczepionek" w polskim kalendarzu. Na dokładkę snują teorie spiskowe o nazistowskiej symbolice. Cała ta narracja to zlepek nieporozumień i błędnego porównywania liczby zastrzyków do liczby podawanych szczepionek.

Kalendarz szczepień, 88 szczepionek i liczba Hitlera. Tym razem sięgają po "magię liczb"

Kalendarz szczepień, 88 szczepionek i liczba Hitlera. Tym razem sięgają po "magię liczb"

Źródło:
Konkret24

Unia Europejska "przyjęła nas do swojego grona, aby doić z kasy" - tak internauci komentują informację o horrendalnej kwocie 2,5 biliona złotych, które Polska miałaby rzekomo zapłacić za unijny system handlu uprawnieniami do emisji CO2. To jednak podwójna manipulacja związana z raportem pewnej fundacji. Pokazujemy, kto za nią stoi.

"Polska zapłaci aż 2,5 biliona złotych za ETS2?"

"Polska zapłaci aż 2,5 biliona złotych za ETS2?"

Źródło:
Konkret24

W Niemczech zarabia się lepiej, a że ceny w Polsce mamy już podobne jak tam, to poziom życia Polaków jest trzykrotnie niższy niż Niemców - taką ekonomiczną tezę ogłosił sędzia Kamil Zaradkiewicz. Tylko że posłużył się złymi wskaźnikami i starymi danymi. Co więc dane ekonomiczne mówią o życiu w Polsce i Niemczech?

"Polak ma trzy razy niższy poziom życia niż Niemiec"? Aż tak to nie

"Polak ma trzy razy niższy poziom życia niż Niemiec"? Aż tak to nie

Źródło:
Konkret24

Tysiące wyświetleń generuje w sieci nagranie z polskimi dziećmi śpiewającymi ukraiński hymn. Sprawę nagłośnił poseł PiS Dariusz Matecki - wraz z przekazem, że "dzieci zmuszane są do śpiewania hymnu Ukrainy". Nie ma na to potwierdzenia, nagranie jest stare, a publikowanie go teraz ma zapewne służyć wzmacnianiu antyukraińskich nastrojów.

Matecki i "dzieci zmuszone do śpiewania ukraińskiego hymnu". Polityczna gra fałszem

Matecki i "dzieci zmuszone do śpiewania ukraińskiego hymnu". Polityczna gra fałszem

Źródło:
Konkret24

Amerykańskie działania w Wenezueli miały wywołać masowe protesty w Stanach Zjednoczonych - twierdzi poseł Włodzimierz Skalik z Konfederacji Korony Polskiej. Tylko że nagrania, które ma potwierdzać jego tezę, nie mają związku z aktualnymi wydarzeniami.

"Masowe protesty" przeciwko interwencji Trumpa w Wenezueli? Nie na tych nagraniach

"Masowe protesty" przeciwko interwencji Trumpa w Wenezueli? Nie na tych nagraniach

Źródło:
Konkret24

Tłumowi ludzi na ulicach Madrytu towarzyszy podniosła muzyka w tle. To nagranie, które zdobywa popularność w sieci, ma być dowodem na "chrześcijańskie przebudzenie" Hiszpanii. W rzeczywistości filmik nie pokazuje żadnej manifestacji religijnej.

Wyszli na ulice i "ogłaszają Hiszpanię narodem chrześcijańskim"? Nie po to się zebrali

Wyszli na ulice i "ogłaszają Hiszpanię narodem chrześcijańskim"? Nie po to się zebrali

Źródło:
Konkret24

"Maduro jest wożony po Nowym Jorku i pokazywany mieszkańcom miasta", "Trump woził go po ulicach jak schwytane zwierzę" - twierdzą internauci, którzy zamieszczają i komentują nagranie pokazujące przejazd otwartej furgonetki. Nic nie wskazuje, że był w niej przewożony wenezuelski dyktator.

Maduro wożony ulicami Nowego Jorku "jak trofeum"?

Maduro wożony ulicami Nowego Jorku "jak trofeum"?

Źródło:
Konkret24

Prezydent USA Donald Trump mówi o "doktrynie Donroego", która ma być czymś więcej niż słynna doktryna Monroego. Eksperci dostrzegają podobieństwa, ale też wskazują różnice. Co takiego ogłosił piąty prezydent Stanów Zjednoczonych James Monroe?

Donald Trump "reaktywuje" doktrynę Monroego. Czyli co?

Donald Trump "reaktywuje" doktrynę Monroego. Czyli co?

Źródło:
Konkret24

"Zobacz Donaldzie Tusku, jak kończą dyktatorzy" - napisał na platformie X były minister w rządzie Zjednoczonej Prawicy Mariusz Kamiński, zamieszczając rzekome zdjęcie Nicolasa Maduro pojmanego przez żołnierzy USA. To nie tylko "przekroczenie kolejnych granic", lecz przede wszystkim fałszywka.

Kamiński o aresztowaniu Maduro. "Przekroczenie granic". W dodatku fejk

Kamiński o aresztowaniu Maduro. "Przekroczenie granic". W dodatku fejk

Źródło:
Konkret24

Zdaniem części wojskowych opublikowanie tych zdjęć było "absolutnie niedopuszczalne" i "kompromitujące". Według ekspertów wojskowości - na pewno niepotrzebne. I choć Biuro Bezpieczeństwa Narodowego ripostuje, że zdjęcia z wizyty prezydenta na wschodniej granicy nie ujawniają wrażliwych danych, to pewne informacje zawierają. Komu i do czego przydatne?

Stoją i patrzą w mapy. Przeciwnik też patrzy. Co widzi?

Stoją i patrzą w mapy. Przeciwnik też patrzy. Co widzi?

Źródło:
TVN24+

Witajcie w roku, w którym świat będą wam objaśniać już niekoniecznie eksperci, tylko sztuczna inteligencja. Gdy algorytmy staną się tak potężne jak rządy - a te będą się mierzyć z masowym eksportem chaosu, nie tylko ze strony Kremla. Przedstawiamy pięć głównych zagrożeń w sferze dezinformacji w 2026 roku, których trzeba być świadomym.

"Eksport chaosu". Co nam grozi w 2026 roku

"Eksport chaosu". Co nam grozi w 2026 roku

Źródło:
TVN24+

To nie przypadek, że kolejne incydenty dotyczące bezpieczeństwa Polski szybko stają się paliwem do podsycania antyukraińskich nastrojów. I że treści takie pojawiają się na profilach niemających nic wspólnego z polityką. Kto sądzi, że to tylko opinie "zwykłych Polaków" - jest w błędzie. To skoordynowane akcje sieci fałszywych kont, których mechanizm ujawnili właśnie analitycy DFRLab.

Jesteś na grupie dla biegaczy? Albo o nieruchomościach? Oni też tam są

Jesteś na grupie dla biegaczy? Albo o nieruchomościach? Oni też tam są

Źródło:
Konkret24, DFRLab

Setki tysięcy wyświetleń generuje w mediach społecznościowych nagranie mające pokazywać, jak zachowywali się mieszkańcy Niemiec - głównie przybysze z innych krajów - w ostatnią sylwestrową noc. Film rozpowszechniają zarówno polscy, jak i zagraniczni internauci, pisząc na przykład, że to Berlin. Sprawdziliśmy, skąd i z kiedy on pochodzi.

"Wczoraj przejęli miasto"? Ani to "wczoraj", ani Berlin

"Wczoraj przejęli miasto"? Ani to "wczoraj", ani Berlin

Źródło:
Konkret24

Poseł PiS Michał Wójcik ostrzega, że rząd "prowadzi kraj na ścianę". Przekonuje, że "nikt nie chce kupować polskiego długu" mimo tego, że polskie obligacje są oprocentowane wyżej niż obligacje innych państw UE. A jak jest naprawdę?

Wójcik: nikt nie chce kupować polskich obligacji. "Bzdura"

Wójcik: nikt nie chce kupować polskich obligacji. "Bzdura"

Źródło:
Konkret24

Doszło do tego, że odczłowieczamy wyimaginowanego wroga. Że reagujemy stadnie na mentalne kotwice, które zostały sprytnie aktywowane w debacie publicznej. I że tezy dotychczas wątpliwe zaczęliśmy uznawać za prawdę, bo legitymizują je politycy. To, co się wydarzyło w dezinformacji w 2025 roku, pokazuje, że wystarczy zmodyfikować metody i przesunąć granice, by polityka strachu zbierała swoje żniwo.

Osiem trendów dezinformacji w 2025 roku. Jak pękały kolejne granice

Osiem trendów dezinformacji w 2025 roku. Jak pękały kolejne granice

Źródło:
TVN24+

Po zakończeniu wojny z Rosją Polska i Ukraina mogłyby się połączyć - informacja o petycji z takim postulatem wywołuje falę oburzenia w sieci, podsycając antyukraińskie nastroje. Bo taki właśnie jest cel tego manipulacyjnego przekazu.

"Petycja o połączeniu Polski i Ukrainy". Tak się sieje zamęt

"Petycja o połączeniu Polski i Ukrainy". Tak się sieje zamęt

Źródło:
Konkret24

Politycy piszą o "sięganiu do kieszeni Polaków", internauci o planowanym wzroście VAT z 5 do 23 procent. Krążące w sieci komentarze o decyzji co do "gigantycznej podwyżki" podatku w handlu i gastronomii generują kolejne spekulacje. Sprawdziliśmy, o co chodzi.

"Gigantyczna podwyżka podatku VAT"? O jaką decyzję chodzi

"Gigantyczna podwyżka podatku VAT"? O jaką decyzję chodzi

Źródło:
Konkret24

Młode, atrakcyjne Polki zachwalają w sieci korzyści z wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Od początku wygląda to podejrzanie, ale generuje setki tysięcy wyświetleń. To "wejście na nowy poziom" z antyunijnym przekazem.

"Prawilne Polki", eurokołchoz i polexit. Antyunijna propaganda napędzana przez AI

"Prawilne Polki", eurokołchoz i polexit. Antyunijna propaganda napędzana przez AI

Źródło:
Konkret24

Poruszająca historia 91-letniej Amerykanki, którą postawiono przed sądem w szpitalnej koszuli i skutą kajdankami, obiegła media społecznościowe jako dowód okrucieństwa systemu. Gdy jednak się jej przyjrzeć bliżej, narracja przestaje się kleić.

91-letnia Helen "aresztowana za kradzież leków". Coś tu się nie klei

91-letnia Helen "aresztowana za kradzież leków". Coś tu się nie klei

Źródło:
Konkret24

Minister energii od miesięcy obiecuje, że koniec mrożenia cen prądu nie oznacza gwałtownej podwyżki rachunków. Ale opozycja straszy, że drożej będzie nawet o 10 procent. Politycy się sprzeczają - my z ekspertami liczymy, jak odmrożenie cen energii może wpłynąć na wysokość naszych rachunków. Kluczowe są ich składowe.

Koniec mrożenia cen prądu. "Zapłacimy więcej?" Policzyliśmy

Koniec mrożenia cen prądu. "Zapłacimy więcej?" Policzyliśmy

Źródło:
Konkret24

170 milionów złotych miał według internautów wydać polski Narodowy Fundusz Zdrowia na leczenie HIV w Ukrainie. Przekaz niesie się w sieci szeroko, lecz chodzi o zupełnie inne pieniądze. Mamy wyjaśnienie NFZ.

"Okradli Polaków ze składek zdrowotnych"? NFZ wyjaśnia

"Okradli Polaków ze składek zdrowotnych"? NFZ wyjaśnia

Źródło:
Konkret24

Unijni sędziowie stawiają się ponad polskim systemem konstytucyjnym, Trybunał Sprawiedliwości "zakazał Polsce powoływania się na swoją konstytucję" - tak politycy PiS przedstawiają wyrok TSUE dotyczący Trybunału Konstytucyjnego. Grzmią, że to próba odebrania Polsce suwerenności. Konstytucjonaliści tłumaczą: to nieprawda.

Politycy PiS: TSUE "zakazał powoływać się na konstytucję". Nieprawda

Politycy PiS: TSUE "zakazał powoływać się na konstytucję". Nieprawda

Źródło:
Konkret24

Do budynku urzędu wchodzi mężczyzna, a wraz z nim krowa, lama i kozy. Film pokazujący taką scenę krąży w sieci z wyjaśnieniem, że to rolnik, który z powodu umowy Unii Europejskiej z Mercosur nie daje już rady płacić podatków. Po pierwsze, ta umowa jeszcze nie obowiązuje. Po drugie..., rzeczywiście, coś takiego się wydarzyło, ale nie teraz.

"Przyszedł do urzędu skarbowego zapłacić podatki zwierzętami". Co to za historia

"Przyszedł do urzędu skarbowego zapłacić podatki zwierzętami". Co to za historia

Źródło:
Konkret24

"Niemądra decyzja", minister "przekroczył swoje uprawienia", "samodzielnie nie może przekazać takiej kwoty" - grzmią politycy opozycji, krytykując decyzję ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego o przeznaczeniu 100 milionów dolarów na zakup amerykańskiego sprzętu dla Ukrainy. I dywagują, z jakich funduszy pójdzie ta pomoc. MSZ odpowiedział nam na to pytanie.

Sikorski: "dam 100 milionów dolarów Ukrainie". Z czego? Mamy odpowiedź MSZ

Sikorski: "dam 100 milionów dolarów Ukrainie". Z czego? Mamy odpowiedź MSZ

Źródło:
Konkret24