"12 czerwca wchodzi w życie pakt migracyjny. Co to oznacza dla nas wszystkich?" - pyta na nagraniu zamieszczonym w serwisach społecznościowych była premier, a obecnie europosłanka PiS Beata Szydło. I od razu odpowiada: "Albo będziemy przyjmować nielegalnych migrantów, albo będziemy płacić ogromne kary, ogromne miliony za to, że nie chcemy tego robić". I kończy: "Zgodził się na to Tusk, zgodził się na to rząd Tuska".
Unijny pakt migracyjny rzeczywiście wszedł w życie w całej Unii Europejskiej. Z tego powodu data 12 czerwca 2026 roku już od dawna wywoływała emocje w sieci. Poza Beatą Szydło podgrzewali je inni politycy prawicy, którzy szerzyli katastroficzne wizje tego, co teraz zacznie dziać się w Polsce.
Poseł PiS Kazimierz Smoliński zapowiedział, że "od 12 czerwca Polska zacznie się zmieniać", na dodatek "bezpieczeństwo stanie się wspomnieniem". Przed tym samym ostrzegała Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna, na której koncie pisano, że po 12 czerwca "w błyskawicznym tempie Polska zmieni się nie do poznania", a "bezpieczeństwo na naszych ulicach stanie się wspomnieniem".
Wielu internautów, ostrzegając przed wchodzącym w życie paktem migracyjnym, odnosiło się też wprost do rządzących. Mogliśmy przeczytać, że rząd "milczy i liczy na to, że nie zauważymy, że pakt migracyjny wchodzi w życie" lub nawet specjalnie organizuje tego dnia przeloty samolotów F-35 nad polskimi miastami, żeby "przykryć pakt". Poza tym rząd miał "zgodzić się na przyjęcie paktu migracyjnego" lub "nie kiwnąć palcem, by go zatrzymać". Pojawiły się także sugestie, że jeśli pakt wchodzi w życie, to Donald Tusk nie spełnił swojej obietnicy, że Polska nie będzie implementować jego zapisów.
Temat rozbudza polityczne emocje od kilku lat, to według zapowiedzi polityków właśnie teraz mamy zacząć odczuwać jego realne skutki. Ale co tak naprawdę oznacza wejście w życie paktu migracyjnego?
1. Co się zmieni po wejściu w życie paktu migracyjnego?
Pakt o migracji i azylu, czyli tak zwany pakt migracyjny, został przyjęty w Unii Europejskiej w maju 2024 roku. Wbrew powszechnej opinii nie jest to jeden dokument, a dziesięć aktów prawnych, które kompleksowo reformują politykę migracyjną Unii Europejskiej. Żeby wszystkie kraje zdążyły przygotować się na wdrożenie nowych przepisów, datę wejścia w życie wyznaczono na 12 czerwca 2026 roku.
Z punktu widzenia polskiej dyskusji o pakcie migracyjnym najważniejsze jest, że od tego dnia zacznie obowiązywać rozporządzenie w sprawie zarządzania azylem i migracją. Wprowadza ono mechanizm solidarności, czyli konieczność pomocy państwom poddanym presji migracyjnej. Dla Polski jednak nic się nie zmienia, ponieważ już wcześniej została zwolniona z mechanizmu solidarności do końca 2026 roku. Więcej na ten temat piszemy w kolejnym punkcie.
Polska będzie musiała spełnić jednak inne obowiązki. Wspomniane rozporządzenie zmieniło chociażby zasady ubiegania się o azyl. Teraz migranci będą musieli wnosić wnioski w państwie pierwszego wjazdu lub legalnego pobytu. Dodano jedynie wyjątki: wniosek można złożyć w innym państwie, jeśli ma się tam legalnie przebywających członków najbliższej rodziny (małżonek, rodzice, dzieci), w ciągu ostatnich sześciu lat ukończyło się w nim placówkę oświatową lub posiada się ważny dokument pobytowy, na przykład wizę, wydaną przez ten kraj.
Ponadto od 12 czerwca 2026 roku w stosunku do niektórych migrantów Straż Graniczna będzie musiała stosować nową procedurę, która pozwoli szybko ocenić, czy wnioski o azyl nie są bezzasadne lub niedopuszczalne. Osoby podlegające tej procedurze nie będą mogły wjechać na terytorium państwa członkowskiego do jej zakończenia. Poza tym Polska będzie musiała prowadzić kontrolę przesiewową przybywających do UE migrantów o nieuregulowanym statusie i wprowadzać ich dane do wspólnego systemu Eurodac (z którego od teraz będą mogły korzystać też organy ścigania).
Jak widać, wejście w życie paktu migracyjnego oznacza dla Polski głównie obowiązki administracyjne i proceduralne. Zaprzecza to tezom polityków, którzy ostrzegają, że od 12 czerwca 2026 roku "bezpieczeństwo na naszych ulicach stanie się wspomnieniem".
2. Czy Polska będzie musiała przyjmować migrantów?
Te ostrzeżenia dotyczą jednak zapewne rozporządzenia w sprawie zarządzania azylem i migracją, a konkretnie wprowadzanego przez ten dokument mechanizmu solidarności. W jego ramach Komisja Europejska co roku będzie określać, które państwa są poddane presji migracyjnej - na przykład muszą rozpatrywać szczególnie dużo wniosków azylowych - i wymagają pomocy innych krajów członkowskich.
Pod tym względem od 12 czerwca Polska jednak nie "zacznie się zmieniać", jak straszyli politycy prawicy, ponieważ już w listopadzie 2025 roku Komisja Europejska uznała, że Polska zmaga się z "poważną sytuacją migracyjną" związaną głównie z przyjęciem uchodźców z Ukrainy. Oznacza to, że mimo wejścia w życie paktu migracyjnego i mechanizmów solidarnościowych, Polska nie będzie musiała pomagać żadnym krajom. Ta decyzja obowiązuje do końca 2026 roku, a w październiku KE zdecyduje, czy zostanie przedłużona na kolejny rok.
Przypomnijmy jednak, że nawet gdyby Polskę obowiązywał mechanizm solidarności, nie oznaczałoby to konieczności przyjmowania relokowanych migrantów lub "płacenia ogromnych kar", jak twierdziła Beata Szydło. Zamiast tego kraje mogą wybrać pomoc techniczną, na przykład wysłanie strażników granicznych do obsługi wniosków w innym państwie. Jak informował Maciej Sokołowski z TVN24, tę formę pomocy zadeklarowało najwięcej państw niezwolnionych z mechanizmu solidarności.
3. Czy polski rząd mógł zablokować pakt migracyjny?
Wszystkie 10 aktów prawnych składających się na pakt przeszło standardową procedurę legislacyjną. Po zatwierdzeniu przez Parlament Europejski ostateczną zgodę na przyjęcie dokumentów podejmowała Rada Unii Europejskiej zrzeszająca ministrów wszystkich państw członkowskich.
Pakt zatwierdzano w drodze głosowania w maju 2024 roku, a do jego przyjęcia wystarczyła zgoda większości krajów. Polska nie miała więc prawa weta i samodzielnie nie mogła zablokować paktu. Reprezentujący polski rząd na tamtym posiedzeniu minister finansów zagłosował przeciwko wszystkim aktom prawnym, ale nie wystarczyło to do zablokowania paktu.
4. Czy Polska może nie wdrażać paktu migracyjnego?
Dzięki tamtemu głosowaniu z maja 2024 roku pakt migracyjny stał się teraz prawem obowiązującym wszystkie kraje Unii Europejskiej: niezależnie od tego, jak głosowały w jego sprawie. Mimo tego wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Maciej Duszczyk 6 czerwca 2026 roku w rozmowie z Polskim Radiem i PAP zapowiedział, że nasz kraj nie wdroży wszystkich przepisów paktu migracyjnego.
Argumentował, że część przepisów "mogłaby osłabić bezpieczeństwo państwa" i dlatego Polska będzie korzystać tylko z tych elementów paktu, które pomagają uszczelnić politykę migracyjną, ale nie zamierza automatycznie wdrażać wszystkich aktów prawnych.
Wyjaśnijmy jednak, że większość dokumentów składających się na pakt to rozporządzenia, które nie wymagają implementacji ustawami do polskiego prawa i stają się jego częścią - cytując Macieja Duszczyka - "automatycznie". Wiceminister zapowiedział jednak, że rząd nie będzie wdrażać części przepisów, czyli w domyśle: nie będzie realizować wszystkich obowiązków wynikających z unijnych dokumentów.
Komisja Europejska może jednak uznać to za nieprzestrzeganie prawa unijnego i wszcząć procedurę naruszeniową. Przy dalszym sprzeciwie Polski sprawa może trafić do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który ma możliwość nałożenia kar finansowych. Maciej Duszczyk zapewnił jednak, że rząd jest przygotowany na taką ewentualność i ma argumenty do potencjalnej dyskusji z Komisją Europejską.
O "ogromnych karach" pisała była premier Beata Szydło, ale przypomnijmy, że politycy prawicy często pisali o "karach", mając na myśli wkłady finansowe w ramach mechanizmu solidarności. Na przykład poseł PiS Robert Telus w grudniu 2024 roku pisał o "20 tysiącach euro kary za każdego nieprzyjętego uchodźcę". To jednak straszenie i manipulacja, ponieważ wkłady finansowe to nie "kary" i zamiast nich można zaoferować innym państwom wsparcie techniczne. Ewentualne kary za niewykonywanie przepisów paktu będą natomiast zależeć od decyzji KE i TSUE, tak jak działa to w przypadku każdego innego prawa przyjętego w Unii Europejskiej.
Dlatego też Duszczyk uspokajał: "12 czerwca nic się tutaj nie wydarzy. Wstaniemy rano, to będzie taki sam dzień jak poprzedni wieczór". Odniósł się też do twierdzeń przekonujących, że tego dnia drastycznie zmieni się polska polityka migracyjna, stwierdzając: "mogę zapewnić, że nic takiego się nie wydarzy".