Do końca sierpnia przedstawimy ustawę budżetową i wtedy będzie wszystko jasne - zapowiedział 5 sierpnia 2026 roku w TVN24 minister finansów Andrzej Domański. Odpowiedział w ten sposób na wypowiedź byłego premiera Mateusza Morawieckiego, który stwierdził, że według jego nieoficjalnych informacji "szykuje się kolejna dziura w okolicach 300 miliardów złotych". Budżet powstaje więc w atmosferze coraz większych obaw o stan finansów publicznych, które u wielu osób spotęgowała tylko seria wpisów o "przekroczeniu konstytucyjnego limitu zadłużenia".
"Wielki sukces Donalda Tuska. Polska pierwszy raz w historii przekroczyła konstytucyjny limit zadłużenia (60 proc. PKB)" - czytamy we wpisie zamieszczonym 29 lipca 2026 roku w serwisie X, do którego dołączono film z klaszczącymi przywódcami Polski i Francji. "Polska pod rządami Donalda Tuska, po raz pierwszy w historii, przekroczyła konstytucyjny limit zadłużenia 60 procent PKB!" - informowano też w końcu lipca 2026 roku we wpisach na Facebooku.
W większości wpisów na ten temat dodawano jednak, że chodzi o dług publiczny Polski liczony metodą unijną. "No to już oficjalnie. Polska, pierwszy raz w historii, przekroczyła konstytucyjny limit zadłużenia (60 proc. długu do PKB Polski), mierzony metodą unijną" - pisał na Facebooku poseł PiS Michał Woś. "Mamy to!!! Polska pod rządami Tuska, po raz pierwszy w historii, przekroczyła konstytucyjny limit zadłużenia, który wg norm UE wynosi 60 procent długu do PKB" - informował również na Facebooku inny parlamentarzysta tej partii, Tomasz Zieliński (pisownia wszystkich postów oryginalna).
Już w dniu publikacji tych wpisów - 29 lipca - zaniepokojeni internauci masowo wyszukiwali frazy "limit zadłużenia" w wyszukiwarce Google, co potwierdzają dane narzędzia Google Trends. Nic dziwnego: przekroczenie konstytucyjnego limitu mogłoby mieć konsekwencje zauważalne dla obywateli, więc takie informacje mogły zaniepokoić niektórych odbiorców. Wyjaśniamy, czy jest się czego obawiać.
Krajowy dług poniżej progu
W największym skrócie dług publiczny to suma długów zaciągniętych przez władze centralne i samorządowe państwa. Kraje zapożyczają się na rynkach, między innymi, żeby finansować swój deficyt, czyli różnicę między dochodami a wydatkami, czy po to, aby mieć odpowiednie środki na inwestycje i zabezpieczenie w razie nadzwyczajnych sytuacji.
Zbyt wysoki dług, szczególnie przy niewystarczająco dużym PKB, grozi jednak spowolnieniem gospodarczym, a w skrajnym przypadku nawet niewypłacalnością. Dlatego w Konstytucji RP zapisano, że jeśli dług publiczny przekroczy 60 procent PKB, "nie wolno zaciągać pożyczek lub udzielać gwarancji i poręczeń finansowych". Państwo musi wtedy szukać oszczędności i ograniczać wydatki publiczne.
Konstytucja mówi jednak jasno, że limit 60 procent PKB dotyczy państwowego długu publicznego (PDP). Według danych Ministerstwa Finansów na koniec 2025 roku wyniósł on 48,9 proc., a na koniec I kwartału 2026 roku wzrósł do 50,6 procenta.
Polska nie przekroczyła więc konstytucyjnego limitu zadłużenia, jak twierdzono w niektórych sieciowych wpisach. Skupmy się zatem na sformułowaniu: "dług mierzony metodą unijną".
Dług wysłany do Brukseli nad kreską
Sposób obliczania PDP ustala mianowicie minister finansów, podczas gdy Unia Europejska wymaga od Polski raportowania bardziej kompleksowych danych. Z tego powodu Ministerstwo Finansów oblicza także tzw. dług EDP (z ang. Excessive Deficit Procedure) lub dług według metodologii unijnej, który przesyła do Brukseli. Rządzący muszą wliczać do niego więcej zobowiązań niż do długu krajowego: między innymi zadłużenie tzw. funduszy pozabudżetowych nadzorowanych przez Bank Gospodarstwa Krajowego takich jak Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych.
I to właśnie dług EDP przekroczył granicę 60 procent polskiego PKB. Według danych Ministerstwa Finansów na koniec I kwartału 2026 roku wyniósł 61,6 proc.
W Unii Europejskiej dług przekraczający 60 procent PKB również może wiązać się z konsekwencjami, ale nie są one zapisano na sztywno, tak jak w polskiej Konstytucji. Główna sankcja to możliwe objęcie państwa procedurą nadmiernego deficytu przez Komisję Europejską. Wymusza ona na kraju przedstawienie Brukseli planu naprawy finansów, a tym samym planowanych cięć lub oszczędności.
Polska została już objęta tą procedurą w 2024 roku za zbyt wysoki deficyt (powyżej trzech procent PKB) rok wcześniej. Została ona tymczasowo zawieszona, ponieważ Komisja Europejska pozytywnie oceniła plan naprawy finansów publicznych przedstawiony przez polski rząd i jego dotychczasową realizację.
Nie należy jednak mylić tego z krajowym limitem zapisanym w Konstytucji, ponieważ niesie on dla państwa znacznie poważniejsze konsekwencje niż unijna procedura nadmiernego deficytu. Państwowy dług publiczny jest wciąż poniżej poziomu alarmowego.
Zaważyły fundusze
Rodzi to więc pytanie, z czego wynika taka różnica między długiem liczonym według metodologii krajowej i unijnej. Odpowiedź również można znaleźć w danych Ministerstwa Finansów. W I kwartale 2026 roku różnica między długiem PDP a EDP wyniosła 436 mld zł. Głównie złożyło się na to zadłużenie trzech pozabudżetowych funduszy BGK: Funduszu Przeciwdziałania COVID-19, Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych i Krajowego Funduszu Drogowego.
Pierwsze dwa fundusze powstały w czasach rządów Zjednoczonej Prawicy jako odpowiedź na pandemię COVID-19 i wybuch wojny w Ukrainie. Dlatego różnica między dwoma długami zaczęła gwałtownie rosnąć w 2020 roku. Rząd koalicji 15 października podkreśla, że obecna sytuacja budżetowa to wina poprzedników. "(Mateusz Morawiecki - red.) zostawił polską gospodarkę w fatalnym stanie" - stwierdził 5 sierpnia minister finansów Andrzej Domański.
Rządzący kontynuują jednak praktykę poprzedników w sprawie funduszy pozabudżetowych. Dane o długu według metodologii unijnej pokazują, że jeśli zaczęliby włączać wydatki funduszy do budżetu, Polsce realnie groziłoby przekroczenie progu alarmowego określonego w Konstytucji.