Pierwsze posiedzenia nowo wybranych izb parlamentu skłoniły polityków zarówno opozycji, jak i partii rządzącej do wzajemnych oskarżeń o łamanie długoletnich zwyczajów parlamentarnych. Dotyczyło to kolejności ślubowań poselskich, a głównie kwestii personalnych - wysuwania kandydatur na marszałków i liczby wicemarszałków obu izb. Nie wszystkie te kwestie są zapisane w regulaminach parlamentu.

Wobec braku uregulowań w niektórych kwestiach, często parlamentarzyści odwołują się do tzw. "zwyczaju parlamentarnego", czyli praktycznych rozwiązań, jakie wykształciły się w toku wszystkich kadencji obu izb. W niektórych przypadkach rozwiązania, które były praktyką w latach 90. XX wieku, nie dotrwały do czasów obecnych.

Tak, jak np. praktyka alfabetycznej kolejności składania ślubowań poselskich.

Najpierw PiS, potem inni

Jeszcze przed rozpoczęciem pierwszego posiedzenia Sejmu w nowej kadencji poseł KO Sławomir Nitras napisał na Twitterze: "Zmiana sposobu ślubowania. Najpierw będą ślubować wszyscy posłowie PIS potem pozostali to absolutny skandal. Winny nie jest Macierewicz tylko prezydent @AndrzejDuda lepszy sort?" (pisownia oryginalna).

Jego wpis zyskał ponad 1,7 tys. polubień, a zasięg na portalu społecznościowym mógł wynieść prawie 11 tys. użytkowników (wg narzędzia CrowdTangle).

Jak później poinformował posłów prowadzący obrady marszałek senior Antoni Macierewicz: "nazwiska posłów będą odczytywane w kolejności od największego do najmniejszego klubu, następnie koło, poseł niezrzeszony, posłowie sekretarze tymczasowi powołani do przeprowadzenia ślubowania oraz w kolejności zgodnej z porządkiem zajmowanych miejsc w poszczególnych sektorach na sali posiedzeń Sejmu".

I w tej kolejności, poczynając od posłów Błaszczaka, Kaczyńskiego i Terleckiego, przebiegło poselskie ślubowanie.

Regulamin milczy, zmienna praktyka

Regulamin Sejmu w kwestii kolejności ślubowania nie zawiera żadnych wskazań. Przez pierwsze trzy kadencje zwyczajem było, że nowo wybrani posłowie składali ślubowanie w kolejności alfabetycznej. Od IV kadencji ślubowanie przebiegało już inaczej – według kolejności zajmowanych miejsc, począwszy od posłów zajmujących miejsca po lewej stronie marszałka. "Zmianę tę motywowano względami praktycznymi, aby umożliwić telewizji pokazanie osoby ślubującego posła, co przy kolejności opartej na alfabecie było bardzo utrudnione" – przypomina prof. Zubik w wydanej w 2018 r. pracy zbiorowej "Komentarz do Regulaminu Sejmu".

W poprzedniej kadencji kierunek ten odwrócono, rozpoczynając ślubowanie od posłów z prawej strony. Nikt wówczas nie protestował. "Trudno jeszcze przewidzieć, czy precedens ten był podyktowany chęcią podkreślenia miejsca zasiadania klubu poselskiego, mającego w tej kadencji większość, czy też kryła się za tym głębsza chęć wykreowania nowego zwyczaju" – stwierdził konstytucjonalista.

Tegoroczna kolejność ślubowania potwierdza więc hipotezę prof. Zubika, że chodzi o nowy "zwyczaj parlamentarny".

Pewne zaskoczenie

Regulaminy i Sejmu, i Senatu nie precyzują też sposobu wyłaniania kandydatów na marszałków obu izb. Nie ma w nich zapisu, że kandydaturę na marszałka ma prawo wysunąć to ugrupowanie, które w wyborach miało największą liczbę posłów czy senatorów.

Dlatego poseł PiS Marcin Horała, komentując na antenie TVN24 wysunięcie przez KO prof. Grodzkiego na marszałka Senatu, odwołał się do "zwyczaju parlamentarnego".

- Było to pewne zaskoczenie, bo jednak do tej pory raczej zwyczajem parlamentarnym honorowanym było to, że największy klub przedstawiający formację, która wygrała wybory do danej izby parlamentu, nominuje marszałka tej izby - skomentował w "Jeden na jeden". - Tym razem ten zwyczaj nie został zachowany, ale cóż zrobić – dodał poseł PiS, podkreślając, że najwięcej głosów do Senatu zdobyło Prawo i Sprawiedliwość, bo "nie ma takiego komitetu wyborczego jak opozycja".

Jeśli jednak przejrzymy historię wyborów marszałków Senatu, to trzykrotnie zdarzyło się, że na czele tej izby stawał polityk spoza ugrupowania, które uzyskało największą liczbę senatorskich foteli. Tak było w II kadencji Senatu, kiedy najwięcej senatorów miała Unia Demokratyczna, ale na skutek politycznych kalkulacji marszałkiem został August Chełkowski z NSZZ Solidarność.

W kolejnej kadencji marszałkiem Senatu został Adam Struzik z PSL, a wybory senackie wygrało SLD. Gdy w 2005 r. wybory do Senatu wygrało PiS, marszałkiem został jednak senator niezależny, Bogdan Borusewicz. Miał wtedy poparcie i PiS, i PO, które planowały zawrzeć powyborczą koalicję.

W Sejmie podobna sytuacja zdarzyła się tylko dwa razy – po wyborach w 1991 r. marszałkiem izby został Wiesław Chrzanowski, reprezentujący Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, choć wybory wygrała Unia Demokratyczna (ale bez zdolności koalicyjnej). W marcu 1995 r., gdy marszałek Sejmu Józef Oleksy został premierem, na stanowisku w Sejmie zastąpił go Józef Zych z PSL.

Marszałkowie parlamentu spoza zwycięskich partii
Marszałkowie parlamentu spoza zwycięskich partii Foto: MAREK LASYK/REPORTER STANISLAW KOWALCZUK/East News/Senat RP/tvn24

Nie istnieje już w Sejmie "niepisana zasada", że wobec kandydata na marszałka wysuwanego przez zwycięskie ugrupowania, inne nie proponują kontrkandydata. Tak było tylko w II, III i IV kadencji Sejmu. Józef Oleksy, Maciej Płażyński i Marek Borowski nie mieli kontrkandydatów.

W Senacie natomiast, odwrotnie – tylko w II, VIII i X kadencji kandydat zwycięskiego ugrupowania miał konkurentów do fotela marszałka. W pozostałych siedmiu kadencjach był tylko jeden kandydat, co wynikało z dużej przewagi liczbowej zwycięzców wyborów nad pozostałymi partiami.

Popisowe Prezydium

Dopełnieniem polityczno-personalnych układanek w parlamencie jest wybór wicemarszałków izb. Regulamin Sejmu nie wskazuje ilu ma ich być, ani kogo oni reprezentują. Zapisano jedynie, że o liczbie marszałków w danej kadencji rozstrzygają posłowie na pierwszym posiedzeniu w kadencji.

W ostatnich trzech kadencjach było ich pięcioro. Wicemarszałkami  zostają, wedle parlamentarnego zwyczaju, przedstawiciele klubów poselskich. Od Sejmu III kadencji utrwaliła się także niepisana zasada, że ugrupowanie, którego reprezentantem jest marszałek, ma także swojego wicemarszałka.

Sprawę kształtu Prezydium w nowym Sejmie poruszył sejmowy debiutant, poseł Konfederacji Grzegorz Braun. Jego zdaniem, prezydium izby przybiera "charakter dyktatu silniejszego, porozumienia ponad podziałami. To będzie popisowe Prezydium" –  stwierdził poseł.

I dodał: "Dobrym obyczajem tej Izby w poprzednich kadencjach było włączanie do składu Prezydium Sejmu… (Głos z sali: Nie.) …włączanie do składu Prezydium Sejmu tych… (Głos z sali: Nieprawda.) …którym przypada w udziale zaszczyt zasiadania w Konwencie Seniorów. (Poseł Władysław Kosiniak-Kamysz: Nieprawda.)"

Prezes PSL miał rację – Prezydium Sejmu zawsze składało się wyłącznie z przedstawicieli klubów poselskich. Przedstawiciele posłów, zgrupowanych w kołach (co najmniej trzech posłów) mogli zasiadać w Konwencie Seniorów (marszałek, wicemarszałkowie, szefowie klubów i kół poselskich). Konfederacja jest właśnie kołem poselskim - klub tworzy bowiem co najmniej 15 posłów, a ugrupowanie Grzegorza Brauna ma ich 11.

W Senacie natomiast regulamin ogranicza liczbę marszałków do czterech. Dlatego jego prezydium składało się z przedstawicieli ugrupowań z największą liczbą senatorów. W latach 2007-2019 stanowiska wicemarszałków dzieliły między sobą PO i PiS (bo zdobywały łącznie ponad 90 mandatów). Dopiero teraz, w X kadencji wicemarszałkami Senatu zostali przedstawiciele ugrupowań, które zdobyły trzy i dwa miejsca w Senacie.

"Nie neutralny marszałek"

Wybory organów kierowniczych Sejmu i Senatu przebiegają według kryteriów politycznych. Jak zauważa prof. Zubik (3 grudnia kończy dziewięcioletnią kadencję w Trybunale Konstytucyjnym), "nie udało się ukształtować trwałych zwyczajów, które separowałyby osobę pełniącą stanowisko kierowniczego, jednoosobowego organu izby od bieżących ustaleń macierzystego klubu", ani też "uznania 'neutralności' marszałka Sejmu w sporach przez wszystkich uczestników życia politycznego na terenie izby".

Autor:  Piotr Jaźwiński
Źródło:  Konkret24

Pozostałe

Czy Polska trafi do klimatycznego celu Unii Europejskiej? Dane EEA nie są optymistyczne

Polska może okazać się jedynym krajem Unii Europejskiej, który obecnie nie spełnia żadnego z trzech celów polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Takie dane przynosi najnowszy raport Europejskiej Agencji Środowiska (European Environment Agency) dotyczący postępu w ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych, zwiększenia udziału odnawialnych źródeł energii w energetyce i ograniczeniu konsumpcji energii.

Hollywoodzka superprodukcja o Polsce to "wymysł dziennikarzy"? Bynajmniej

"Sformułowanie ‘hollywoodzka superprodukcja’ to jest wymysł dziennikarzy” - tak wiceminister kultury Jarosław Sellin odniósł się w radiowej rozmowie do kwestii realizacji we współpracy z kinematografią amerykańską filmu o polskich bohaterach. Jednak to między innymi prezes PiS Jarosław Kaczyński cztery lata temu, tuż przed wyborami parlamentarnymi, mówił o tym, by zebrać środki na "dwa, trzy wielkie filmy hollywoodzkie".

PiS szykuje "powrót projektu fanatyków"? Posłanka alarmuje, ale to zwykła procedura ustawodawcza

"Prawica chce zmusić Polki do donoszenia ciąży nawet gdy płód jest trwale i nieodwracalnie uszkodzony" – w taki sposób posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk odniosła się na Twitterze do decyzji marszałek Sejmu o nadaniu numeru druku sejmowego obywatelskiemu projektowi ustawy zakazującej aborcji. Powrót tego projektu do Sejmu wynika jednak, na co posłance zwrócili uwagę inni użytkownicy Twittera, wprost z przepisów prawa.

Reasumpcja głosowania. Jak powinna wyglądać?

Nocny wybór członków nowej Krajowej Rady Sądownictwa przebiegł w burzliwej atmosferze. Prowadząca obrady marszałek Elżbieta Witek przed podaniem wyników anulowała głosowanie i zarządziła ponowne. Regulamin Sejmu przewiduje możliwość reasumpcji, ale tylko po podaniu wyników głosowania i w razie "uzasadnionych wątpliwości". CIS w wydanym komunikacie stwierdziło, że anulowanie i powtarzanie głosowań to "wieloletni obyczaj parlamentarny".

Ilu sędziów zaczynało orzekanie jeszcze w PRL-u? Sprawdzamy słowa prezydenta

Prezydent Andrzej Duda zarzucił "wielu sędziom" związki z poprzednim ustrojem oraz orzekanie w stanie wojennym. Co dziesiąty sędzia sądów powszechnych i co najmniej 36 sędziów Sądu Najwyższego zaczynało swoją karierę w PRL-u. Trzech ze 101 obecnych sędziów SN orzekało w sprawach karnych w stanie wojennym, ale w sądach powszechnych i wojskowych. W obecnym składzie SN nie ma nikogo, kto byłby w tym sądzie w poprzednim ustroju.

Muzea, których nie można jeszcze odwiedzić, ale premier się już nimi pochwalił

W odpowiedzi na jedno z pytań po swoim expose premier Mateusz Morawiecki poinformował o "liście zakończonych inwestycji" w sferze kultury i wymienił nazwy sześciu muzeów. Żadne z nich nie znajduje się w państwowym rejestrze muzeów, obejmującym najważniejsze placówki muzealne, cztery są w stadium organizacyjnym, dwa pozostałe organizują wystawy tymczasowe, nie w swoich siedzibach.