Umarzając śledztwo w sprawie manifestacji, której uczestnicy powiesili na symbolicznych szubienicach zdjęcia kilku europosłów PO, prokuratura uznała, że inscenizacja "miała charakter symboliczny, nawiązujący do historycznych wydarzeń z XVIII wieku, a utrwalonych na obrazie Jana Piotra Norblina". Co przedstawia to dzieło i jakie dokładnie wydarzenia upamiętnia?

Po dwóch latach od wydarzeń na placu Sejmu Śląskiego w Katowicach i wszczęcia śledztwa w tej sprawie, katowicka Prokuratura Okręgowa podjęła decyzję o umorzeniu postępowania.

Przez ten czas prokuratorzy oceniali, czy powieszenie "portretów polityków na konstrukcjach naśladujących szubienice" wypełniło znamiona czynu zabronionego w artykule Kodeksu karnego mówiącego m.in. o stosowaniu gróźb bezprawnych z powodu przynależności politycznej". Politykami było sześciu ówczesnych europosłów PO, którzy w Parlamencie Europejskim zagłosowali za rezolucją w sprawie praworządności w Polsce.

W wyjaśnieniu swojej decyzji rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach Marta Zawada-Dybek przekazała, że "krytyka wiązała się przy tym ze sposobem głosowania, a nie przynależnością polityczną europosłów. Jak ustalono, żaden z uczestników manifestacji nie kierował wobec polityków gróźb i nie nawoływał do popełnienia przestępstwa ani nie wypowiadał się personalnie na temat europosłów".

Dodano także, że "będąca elementem happeningu inscenizacja, polegająca na wieszaniu portretów polityków na konstrukcjach naśladujących szubienice, miała charakter symboliczny, nawiązujący do historycznych wydarzeń z XVIII wieku, a utrwalonych na obrazie Jana Piotra Norblina".

Stanowisko Prokuratury Okręgowej w Katowicach w sprawie umorzonego śledztwa. CZYTAJ TUTAJ >>>

Obraz

W centralnej części obrazu Norblina, na który powołała się katowicka prokuratura, widać portret. W uwiecznionej chwili kilku mężczyzn wciąga go na linie do góry, a jeden z nich przybija gwoździem do drewnianej podwyższanej konstrukcji. Niżej widać następny portret, który zawiśnie na tej nietypowej szubienicy w następnej kolejności. Kolejne trzy można dojrzeć w prawej części obrazu.

"Wieszanie zdrajców", obraz Jana Piotra Norblina, 1794
"Wieszanie zdrajców", obraz Jana Piotra Norblina, 1794 Foto: Wikipedia

Ta scena została uwieczniona w tym samym roku, w którym miała miejsce - 1794. Autorem "Wieszania zdrajców" był urodzony we Francji malarz Jan Piotr Norblin (Jean Pierre Norblin de la Gourdaine), który trzydzieści lat swojej kariery - od 1774 do 1804 - spędził w Polsce.

Wydarzeniem, które zainspirowało go do stworzenia dzieła, były tzw. egzekucje "in effigie" (łac. "w obrazie"), polegające na symbolicznym powieszeniu obrazów przedstawiających osoby, które zostały skazane na taką karę, jednak nie można było ich doprowadzić na stryczek (ponieważ na przykład nie udało się ich znaleźć). Czym zawiniły sobie postacie przedstawione na obrazie Norblina?

Konfederacja targowicka

Aby wyjaśnić wydarzenia tego wycinka historii Polski, należy przenieść się do roku 1792, a więc dwa lata przed powieszeniem portretów i powstaniem obrazu. W maju tego roku w miasteczku Targowica (obecnie Ukraina) grupa magnatów niezadowolonych z działań Sejmu Czteroletniego i treści Konstytucji 3 maja (którą nazywali "spiskiem monarchicznym") zawiązała konfederację, której głównym celem miało być obalenie ustawy zasadniczej.

"Akt konfederacji generalnej koronnej, która ze względu na miejsce powstania równie dobrze mogłaby nosić miano petersburskiej, unieważniał uchwały Sejmu Wielkiego i przywracał stare prawa kardynalne. Władze konfederackie, powołując się na gwarancje, zwróciły się formalnie o pomoc do Katarzyny II", pisał Aleksander Czaja w "Latach wielkich nadziei". 

Wszystko odbyło się w ścisłej współpracy z Imperium Rosyjskim, jako że tak naprawdę magnaci już miesiąc wcześniej zawiązali spisek pod patronatem carycy Katarzyny II, a samą treść aktu konfederacji stworzył Wasilij Popow - rosyjski generał. Po zwróceniu się o pomoc do Rosji, na terytorium Rzeczypospolitej Obojga Narodów wkroczyło ok. 100 tys. żołnierzy, którzy mimo początkowych porażek ostatecznie pomogli targowiczanom zająć wszystkie województwa Rzeczypospolitej.

Targowiczanie utrzymywali, że działają, aby zbawić Rzeczpospolitą i w obronie "złotej wolności".

Ostatni król Polski, Stanisław August Poniatowski, który nie mógł w tym czasie liczyć na niezbędną pomoc swojego pruskiego sojusznika, w obliczu coraz większych strat zaproponował Katarzynie II sprzymierzenie się i swoją abdykację na rzecz jej wnuka, Konstantego. Postulat carycy był jednak jasny: monarcha ma przystąpić do konfederatów. Zagrożony bankructwem kraju Poniatowski zgodził się na ten warunek. Po uprzednim przedstawieniu swojego stanowiska przed zebraniem ministrów Rzeczypospolitej, 24 lipca oficjalnie złożył swój akces do konfederacji targowickiej.

We wrześniu Najjaśniejsza Konfederacja Obojga Narodów, do której weszli targowiczanie, zaczęła pracę nad likwidacją zmian wprowadzonych przez Konstytucję 3 maja. Zerwano także stosunki dyplomatyczne z Francją, odwołano przedstawicieli dyplomatycznych przy obcych dworach. Wojsko i szlachtę zmuszano do akcesu do konfederacji. Kraj pogrążał się w finansowej ruinie.

1793 r. przyniósł wejście wojsk pruskich do zachodnich województw Rzeczypospolitej, a także cesji dużej części terytorium kraju Rosji i Prusom. Przegrana w starciu z Rosją była zatem przyczyną II rozbioru Polski między Rosję a Prusy w październiku 1793 roku. Miesiąc wcześniej przestała istnieć konfederacja targowicka, która po prostu przestała być potrzebna Rosjanom. Jednak to właśnie za doprowadzenie do rozbioru konfederaci do dziś określani są jako "zdrajcy Polski".

Insurekcja warszawska

Niemogące się pogodzić z utratą państwowości grupy patriotyczne w kraju i na emigracji w 1794 roku zdecydowały o wszczęciu powstania, które przeszło do historii jako insurekcja kościuszkowska po tym, jak w marcu jej naczelnikiem mianowano Tadeusza Kościuszkę.

Jej częścią stała się tzw. insurekcja warszawska. W ciągu dwóch kwietniowych dni polskie wojska wraz z mieszkańcami Warszawy pokonały stacjonujące tam oddziały rosyjskie i przejęły kontrolę nad stolicą.

Bardzo szybko przystąpiono do rozliczania się z przebywającymi w Warszawie konfederatami, z których większość została skazana na śmierć. Dochodziło także do samosądów rozwścieczonego tłumu.

Wieszanie zdrajców na Rynku Starego Miasta, Jan Piotr Norblin, 1794
Wieszanie zdrajców na Rynku Starego Miasta, Jan Piotr Norblin, 1794 Foto: Wikimedia Commons

Egzekucje bez skazanych

Najważniejsi przywódcy konfederacji w tym czasie przebywali już jednak za granicą, przez co wyroki o ich straceniu wydawano bez ich obecności. 29 września 1794 r. utworzony na doraźne potrzeby powstańców kościuszkowskich Sąd Najwyższy Kryminalny skazał targowiczan: Stanisława Szczęsnego Potockiego, Franciszka Ksawerego Branickiego, Seweryna Rzewuskiego, Jerzego Wielhorskiego, Antoniego Polikarpa Złotnickiego, Adama Moszczeńskiego, Jana Zagórskiego i Jana Suchorzewskiego na karę śmierci przez powieszenie.

W ten właśnie sposób postacie określane dzisiaj jako "zdrajcy" trafiły na wieszane portrety, a następnie na obraz Norblina. W centralnym punkcie dzieła właśnie wieszana jest podobizna Szczęsnego Potockiego. Nieco niżej przygotowany do "podzielenia jego losu" jest portret Seweryna Rzewuskiego. Na pierwszym z powozów, które dostarczyły następne podobizny, można rozpoznać także Ksawerego Branickiego.

Dzisiaj temu obrazowi można przyjrzeć się bliżej w Muzeum Narodowym w Warszawie. O przedstawionych na nim wydarzeniach śpiewa także Jacek Kaczmarski w swojej piosence "Wieszanie zdrajców (Norblin)".

W książce "Hańba! Opowieść o polskiej zdradzie" dr Agnieszka Haska - także przywołując obraz Norblina - pisze, że "targowica dla polskiego dyskursu zdrady jest opowieścią nie tylko o tych, którzy sprzeniewierzyli się ojczyźnie, współpracując z wrogiem, ale i o karze, którą trzeba im wymierzyć, nawet jeśli wiesza się nie skazańca, lecz jego portret. Dawno jednak przypominanie wydarzeń sprzed ponad dwustu lat przestało być prostym ostrzeżeniem, częściej zaś jest oskarżeniem. Zdrady nie można zmazać; zdrajców należy oskarżyć, odnaleźć i przykładnie ukarać. Tylko wtedy wspólnota tych, którzy zostali zdradzeni, może się oczyścić i odbudować".

Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24, dzieje.pl, historiaposzukaj.pl; Zdjęcie tytułowe: katowice24.info/Wikipedia Commons

Pozostałe

Nie, "polskie władze" nie zawiesiły tablic "strefa wolna od LGBT". To projekt artystyczny

Spore poruszenie w sieci wywołały zdjęcia tablic wjazdowych do czterech polskich gmin, przy których zawieszono dodatkowe tablice z napisem "strefa wolna od LGBT". Niektórzy internauci i politycy oburzyli się takimi działaniami "polskich władz", które jednak nie są odpowiedzialne za wywieszenie tablic. Zdjęcia są częścią projektu artystycznego, a tablica jest umieszczana na znakach tylko na czas wykonania fotografii.

Nie, Paweł Kukiz nie był na niedawnym spotkaniu prezydenta z górnikami

Opis zdjęcia przedstawiającego prezydenta Andrzeja Dudę i Pawła Kukiza wprowadził w błąd wielu internautów. Fotografia obu polityków powstała w ubiegłym roku. Wielu użytkowników Facebooka uwierzyło jednak, że Paweł Kukiz wziął udział w ostatnim spotkaniu prezydenta z przedstawicielami górniczej Solidarności.

Postanowienia WSA, które nie potwierdzają tez sędziego Nawackiego

Sędzia Maciej Nawacki napisał na Twitterze, że "ci, którzy twierdzą, że Kancelaria Sejmu łamie wyrok NSA w sprawie list poparcia do KRS mijają się z prawdą". Jako dowód podał cztery orzeczenia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Jak sprawdziliśmy, nie odnosiły się one jednak merytorycznie do wydanego w tej sprawie nakazu wstrzymania publikacji list. Co więcej, w styczniu WSA wyraźnie wskazał, że wydane przez PUODO postanowienia nie mogą wstrzymać działań sądu w tej sprawie.

Rząd Tuska sprzedał Zakłady "Łucznik" za 1,5 mln zł? Internauci mylą fabrykę i liczby

W sieci można natrafić na grafikę sugerującą, że rząd Donalda Tuska "sprzedał za 1,5 mln" Zakłady Metalowe w Radomiu, które rzekomo "przetrwały II wojnę światową, czasy komuny, a nie przetrwały rządów PO-PSL". Podane na grafice liczby wskazują jednak, że autor pomylił Zakłady "Łucznik" z Fabryką Łączników w Radomiu. Wokół prywatyzacji tej drugiej prokuratura rzeczywiście prowadzi śledztwo, ale powstała z "Łucznika" Fabryka Broni funkcjonuje do dzisiaj.

Marian, który został Krzysztofem, i Maria, która została Elżbietą

W sieci krąży dramatyczna historia mężczyzny, którego miała zostawić żona i który przejechał swojego syna. Jest ona przekazywana dalej od co najmniej dwóch lat, a facebookowy profil, który ostatnio opublikował ten wpis jest fałszywy. Jego zdjęcie profilowe nie jest autentyczne. Tak jak fotografie jego rzekomej żony i dzieci. Konkret24 pokazuje, jak szybko i łatwo sprawdzić autentyczność odnalezionych w internecie zdjęć.

Za kradzież cukierka do więzienia? Nie, ale z wyrokiem

Internauci są oburzeni decyzją Sądu Rejonowego w Kołobrzegu. Piszą, że skazał obywatela na więzienie za kradzież cukierka. Wyrok za kradzież rzeczywiście zapadł, ale nie orzeczono kary więzienia. Jak ustaliliśmy, sprawa wróci na wokandę.