Blue Monday wcale nie taki smutny. Gdzie kończy się nauka, a zaczyna PR
Teoria o przypadającym dzisiaj Blue Monday, czyli "najbardziej depresyjnym dniu w roku", mimo że została utworzona za pomocą rzekomo "matematycznego" wzoru, ma niewiele wspólnego z nauką. Jej stuprocentowej wiarygodności zaprzeczył nawet... sam autor.

Jak co roku, i dziś ma rzekomo być "najbardziej depresyjny dzień w roku". Artykuły i wpisy w internecie na ten temat często opatrzone są zdjęciami przygnębionych lub nawet załamanych osób, których sam widok może już przyprawić o smutek. Czytając kolejne teksty, można rzeczywiście stracić motywację do wielu działań. Jeśli ktoś jednak rzeczywiście poczuł się dzisiaj przybity, może się zmartwić jeszcze bardziej - Blue Monday (z ang. dosłownie Niebieski / Siny, ale i Depresyjny Poniedziałek) to bardziej (dosyć udany) chwyt PR-owy, ewentualnie pseudonaukowe twierdzenia niż teoria potwierdzona jakimikolwiek badaniami.

Przychodzi firma do naukowca

Najwięcej o przydatności i rzetelności teorii o Blue Monday może powiedzieć historia jej powstania. W 2005 roku w mediach pojawiła się informacja prasowa donosząca o odkryciu dr. Cliffa Arnalla - psychologa, korepetytora, a w przeszłości współpracownika Uniwersytetu w Cardiff. Pisano w niej, że Brytyjczyk opracował wzór, za pomocą którego możliwe jest określenie dnia w roku, w którym istnieją największe szanse występowania depresyjnego samopoczucia u ludzi. Jak się potem okazało, wzmianka została wysłana do redakcji przez firmę reklamową obsługującą biuro podróży Sky Travel, które postanowiło wykorzystać ustalenia Arnalla i w ten sposób zachęcić ludzi do kupowania wycieczek. W założeniu miały one pomóc w walce ze złym samopoczuciem.

Jak zauważa tvn24bis.pl, część sklepów nadal wykorzystuje ten dzień i zachęca "do poprawienia sobie humoru", oferując specjalne promocje.

W 2010 roku brytyjski dziennik "The Telegraph" ujawnił, że agencja reklamowa zapłaciła Arnallowi za stworzenie wzoru i sformułowanie teorii o Black Monday. Nie było to zresztą jedyne komercyjne "wymyślenie" daty przez Arnalla na życzenie danej firmy. Brytyjczyk został także poproszony o ustalenie dla odmiany "najszczęśliwszego dnia w roku", ponieważ taka data była potrzebna producentowi lodów do rozpropagowania swoich produktów. Arnall ustalił, że najszczęśliwsi jesteśmy 19 czerwca.

Za stworzenie wzorów dla obu dat otrzymał w przeliczeniu prawie 8 tys. złotych.

Wypadkowa promieni słonecznych i Bożego Narodzenia

Wzór na "najbardziej depresyjny dzień roku" składa się z następujących zmiennych: pogoda, dług, miesięczne wynagrodzenie, czas od Bożego Narodzenia, niedotrzymanie postanowień noworocznych, niski poziom motywacji, poczucie konieczności podjęcia działań. W "matematycznym" zapisie wzór przedstawia się następująco:

Wzór Arnalla z wspomnianymi zmiennymi
Wzór Arnalla z wspomnianymi zmiennymi Foto: facebook

W jaki sposób Arnall na podstawie tych danych stwierdził, że najmniej radośni jesteśmy w trzeci poniedziałek stycznia? Składają się na to: krótki dzień i mała dostępność promieni słonecznych, brak pieniędzy po Bożym Narodzeniu, duża odległość od świątecznych dni wolnych, rozczarowanie związane z niewypełnianiem noworocznych postanowień, ogólny niski poziom motywacji.

W tym wzorze nie określono jednak jednej ważnej kwestii - w jaki sposób uzyskuje się wynik. Warto zauważyć, że przytoczone przez Arnalla dane nie są mierzalne - nie podano jednostek, w jakich powinno się prezentować choćby poziom motywacji do działania.

Po rozpowszechnieniu się informacji prasowej ze wzorem, Uniwersytet w Cardiff zdecydowanie odciął się od Arnalla, wskazując, że nie był on nigdy pracownikiem uczelni, a jedynie prowadził na niej dodatkowe zajęcia. Podkreślono także, że ich współpraca zakończyła się w lutym 2004 roku, a więc 10 miesięcy przed publikacją artykułu. Dean Burnett - który rzeczywiście pracował na walijskim uniwersytecie jako neurobiolog - określił wzór jako "farsę zawierającą nonsensowne pomiary".

Autor dementuje

Jednym z poważniejszych argumentów za tym, że podana teoria nie jest zbyt wiarygodna, jest dementi samego Arnalla, którym podzielił się on podczas wywiadu, jakiego udzielił przed piątym kolejnym Blue Monday w 2010 roku dziennikowi "The Telegraph". Brytyjczyk mówił wtedy: - Pierwotnie poproszono mnie o wymyślenie najlepszego dnia na rezerwację wakacji, ale kiedy myślałem o motywach rezerwacji wakacji, zacząłem zastanawiać się nad tym, co tysiące ludzi powiedziało mi podczas warsztatów zarządzania stresem lub szczęściem. Tak wpadłem na czynniki, które wskazywały na trzeci poniedziałek stycznia jako szczególnie przygnębiający.

Ta teoria nie jest jednak szczególnie pomocna przez te czynniki. Stała się w zasadzie samospełniającą się przepowiednią o tym, że jest to najbardziej przygnębiający dzień.

Cliff Arnall

 

Nie lubimy poniedziałku?

Przez pierwsze sześć lat Blue Monday przypadał w ostatni poniedziałek stycznia, ale w 2011 r. Arnall zmienił zdanie i stwierdził, że od tego momentu ludzie będą najsmutniejsi na początku trzeciego pełnego tygodnia tego miesiąca. Tę zmianę argumentował kryzysem finansowym. Z tego powodu rozstrzał między datami Blue Monday był dosyć spory - w 2011 był to 24. dzień stycznia, podczas gdy siedem lat później tę datę wyznaczono już na 15-tego.

Brytyjski nadawca publiczny BBC postanowił sprawdzić, co badania naukowe mówią o naszym ogólnym stosunku do poniedziałku jako potencjalnie najgorszego dnia tygodnia. Przytoczone przez nich prace pokazują ciekawe zależności.

Badania australijskich naukowców wykazały, że jeśli ankietowani byli jednorazowo pytani o najmniej lubiany dzień tygodnia, w większości wskazywali poniedziałek. Jeśli jednak pytano ich codziennie o ich aktualne samopoczucie, z tych danych wynikło, że najwięcej negatywnych odpowiedzi udzielano... w środę. Nowsze badania ze Stanów Zjednoczonych z 2012 roku, w których wzięło udział 340 tys. osób, przyniosły jeszcze inną interpretację tej kwestii. Ankietowani pytani o swoje samopoczucie jako najweselszy dzień tygodnia zgodnie wskazywali piątek, ale żaden z pozostałych dni nie wypadał szczególnie źle. Wskazywałoby to, że pojmowanie poniedziałku jako najgorszego dnia tygodnia to kwestia wykreowana przez naszą kulturę.

Wypłata = brak depresji

Za rok rzekomy Blue Monday przypadnie dzień wcześniej - 20 stycznia. Ciekawa sytuacja nastąpi jednak za dwa lata. Według "wzoru" powinien to być 25 stycznia, ponieważ w 2021 roku właśnie wtedy przypadnie trzeci poniedziałek miesiąca. W tej sytuacji jednak zadziała dodatkowa zasada dotycząca "najbardziej depresyjnego dnia roku" - Blue Monday nie może być 25 stycznia, ponieważ w wielu krajach ten dzień jest... datą wypłat wynagrodzeń. Z tego względu najsmutniejszy dzień zostanie przeniesiony na wcześniejszy tydzień. Zgodnie z tą pokręconą logiką Arnalla w 2021 roku najsmutniejsi powinniśmy być 18 stycznia. Chyba że akurat wtedy dostajemy wypłatę.

Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24; BBC; Zdjęcie tytułowe: Shutterstock

Pozostałe

Walka z rakiem szyjki macicy i szczepienie chłopców przeciwko HPV? Nie ma powodu do żartów

Paweł Rabiej zakomunikował, że w Warszawie będą wprowadzone szczepienia przeciwko HPV. Nie tylko dziewczynek, ale i chłopców. I wbrew wyśmiewającym tę zapowiedź głosom, jest to postępowanie zalecane przez ekspertów. Przeprowadzone w odpowiednim momencie pozwala skutecznie ograniczyć zachorowania nie tylko na raka szyjki macicy, ale i w szeregu innych lokalizacji. Także u mężczyzn.

Czy wirus HIV na ubraniu jest groźny?

Włosi nakazali w listopadzie konfiskatę statku ratującego migrantów, twierdząc, że ubrania osób na statku mogły być skażone m.in. wirusem HIV. Wyjaśniamy dlaczego, jeśli nawet tak by było, nie stanowi to zagrożenia.

Odkasłać zawał, czyli nawrót szkodliwej "porady"

Po dłuższej nieobecności, do mediów społecznościowych w nowej szacie graficznej powróciła stara "porada", by kaszleć w przypadku zawału. Jest potencjalnie bardzo szkodliwa, ale niestety od lat wykazuje dużą żywotność. Na prośbę czytelników, sprawdzamy jak sugestie z grafiki mają się do zaleceń lekarzy.

Media "straszą epidemią", bo trzeba pozbyć się zalegających w magazynach szczepionek?

Co miałoby wynikać z tego, że w lipcu w poznańskiej WSSE było 5132 szczepionek przeciwko odrze, śwince i różyczce z terminem ważności do końca grudnia? Nic. Zużyto je, równolegle dostarczając nowe. Zatem bazujące na takich "danych" sugestie, że "straszenie epidemią" wynika z chęci pozbycia się zalegających w magazynach szczepionek to po prostu manipulacja.