"Podwójny rocznik" wychodzi ze szkół. Czy wszyscy znajdą miejsce w szkołach średnich?

W poniedziałek rozpoczynają się egzaminy maturalnetvn24

W 2019 roku w kolejce do liceów, techników i szkół branżowych ustawią się nie tylko absolwenci gimnazjów, ale także VIII klas szkół podstawowych. Łącznie ponad dwukrotnie więcej kandydatów niż rok wcześniej. Czy wystarczy dla nich miejsc, klas i nauczycieli? Jak do przyjęcia "podwójnego rocznika" przygotowują się szkoły? Raport Konkret24.

Półtora roku po wprowadzeniu reformy nadejdzie jeden z najważniejszych momentów dla oceny jej działania. Z końcem roku szkolnego 2018/2019 naukę w szkołach zakończą zarówno uczniowie VIII klas szkół podstawowych, jak i III klas gimnazjów. Dla tych ostatnich placówek będzie to także oznaczało koniec istnienia w obecnym systemie.

Powstanie tzw. "podwójnego rocznika" oznacza, że zamiast 358 tys. absolwentów, tak jak to miało miejsce na koniec ostatniego roku szkolnego, w kolejce do szkół ponadgimnazjalnych i ponadpodstawowych ustawi się ponad 727 tys. uczniów. Będą musieli wybrać między liceum ogólnokształcącym, technikum i szkołą branżową I stopnia, która w myśl reformy zastąpiła szkoły zawodowe.

Ta sytuacja spotka młodzież z roczników 2003 (absolwenci gimnazjów), 2004 (kończący VIII klasę podstawówki) i niewielką grupę uczniów z rocznika 2005, którzy poszli do szkoły w wieku 6 lat.

Pod koniec grudnia zapytaliśmy wszystkie wojewódzkie kuratoria oświaty, czy szkoły są gotowe na przyjęcie ponad dwukrotnie większej liczby uczniów. Mimo że w tym momencie posiadają one wyłącznie szacunkowe dane dotyczące rekrutacji 2019/2020, na ich podstawie można sformułować pewne prognozy. Będziemy je w przyszłości uzupełniać o oficjalne, ostateczne dane.

Minister edukacji o rekrutacji do szkół średnich w 2019 roku
Minister edukacji o rekrutacji do szkół średnich w 2019 roku

Obawa nr 1: nie starczy miejsc

Na nasze pytania odpowiedziało wszystkie 16 kuratoriów oświaty. W niemal każdej odpowiedzi podkreślano, że oficjalne dane dotyczące liczby miejsc, jakie będą przygotowane dla kandydatów w rekrutacji na rok szkolny 2019/2020, nie są jeszcze dostępne. Wszystkie placówki mają czas na zgłaszanie liczby otwieranych przez siebie oddziałów do końca lutego. Z tego powodu przesłane wyliczenia bazują głównie na ankietach, jakie kuratoria rozsyłały do szkół celem sprawdzenia przygotowania do przyjęcia "podwójnego rocznika". Takich prognozowanych danych na tę chwilę nie były w stanie dostarczyć kuratoria w Gdańsku, Opolu, Krakowie, Poznaniu, Warszawie.

Nie licząc więc województw pomorskiego, opolskiego, małopolskiego, wielkopolskiego i mazowieckiego, aktualnie w ostatnich klasach szkół podstawowych i gimnazjów uczy się 416 992 uczniów. Jak podkreślano w kilku odpowiedziach przesłanych przez kuratoria, ta liczba najprawdopodobniej nie będzie jednak tożsama z liczbą absolwentów (ze względu np. na nieukończenie klasy, migrację absolwentów do innych województw czy poza granice kraju).

Niezależnie od tego, w rekrutacji na rok szkolny 2019/2020 w skali kraju w szkołach średnich miejsc wystarczy dla wszystkich kandydatów. Przewidywana łączna liczba miejsc z 11 województw wynosi niemal 440 tys. Tak duża nadwyżka w stosunku do liczby absolwentów wynika między innymi z faktu, że w województwach podkarpackim i śląskim przewidziano o ponad 10 tys. miejsc więcej niż wynosi przypuszczalna liczba kandydatów.

Podkreślany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej fakt stworzenia wystarczającej liczby miejsc dla kandydatów do szkół średnich nie jest jednak dla rodziców i samych uczniów przejrzystą statystyką. Wysokie nadwyżki chociażby w województwach podkarpackim i śląskim powodują, że dane dla całego kraju powinny być zestawiane z wyliczeniami dla konkretnych województw.

Liczby rekrutacji 2019/2020 z podziałem na województwaKonkret24

Na edukacyjnej mapie można zauważyć, że w trzech województwach liczba przygotowanych miejsc jest mniejsza niż uczniów aktualnie uczących się w ostatnich klasach. Zwróciliśmy się do kuratoriów w Szczecinie, Bydgoszczy i Wrocławiu z pytaniem, czy są przygotowane na ewentualną nadwyżkę kandydatów względem dostępnych miejsc w szkołach ponadpodstawowych i ponadgimnazjalnych.

W odpowiedzi rzecznik Zachodniopomorskiego Kuratorium Oświaty Małgorzata Duras poinformowała, że "miasta Szczecin, Koszalin i Świnoujście oraz powiaty myśliborski, świdwiński, wałecki i stargardzki stwarzają liczbę miejsc równą lub większą od liczby absolwentów szkół podstawowych i gimnazjalnych, co stanowi 38 proc. spośród wszystkich powiatów woj. zachodniopomorskiego. Pozostałe 62 proc. powiatów planuje utworzyć mniejszą liczbę miejsc w szkołach w stosunku do liczby absolwentów. Jest to spowodowane bliskością dużych miast – Szczecina i Koszalina, w których wielu uczniów ościennych powiatów kontynuuje naukę. Organy prowadzące deklarują jednak, że w związku z tym, że dysponują wolnymi miejscami cały czas jest możliwość stworzenia dodatkowych oddziałów jeżeli będą chętni, bez ryzyka dwuzmianowości".

Dyrektor Wydziału Organizacyjnego Kuratorium Oświaty w Bydgoszczy odnosząc się do naszego pytania, podkreślił, "że na terenie naszego województwa, oprócz szkół samorządowych, są również szkoły resortowe i niepubliczne, które również będą prowadzić rekrutacje".

"Podane liczby dotyczą szkół publicznych, które odpowiedziały na ankietę kuratorium oświaty. Ankieta nie objęła szkół niepublicznych i specjalnych. Ankietowane szkoły na rok szkolny 2018/2019 przyjęły 21 660 uczniów, podczas gdy gimnazja ukończyło 23 568 uczniów. Pozostali, czyli blisko 2000 uczniów, trafiło do szkół niepublicznych i specjalnych. Tak jest co roku i z pewnością tak będzie w roku 2019. Nie ma powodu do obaw. Dla każdego absolwenta szkoły podstawowej i gimnazjum będzie miejsce w szkole ponadpodstawowej lub ponadgimnazjalnej" - napisała Krystyna Kaczorowska, rzecznik prasowy Kuratorium Oświaty we Wrocławiu.

Obawa nr 2: podwójni kandydaci na jedno miejsce

Liczba miejsc zostanie odpowiednio zwiększona, ale samych szkół nie przybędzie. To jeszcze niedawno wywoływało dużo pytań dotyczących zdwojonej liczby kandydatów do klas w tych samych placówkach. Rodzice bali się, że konkurencja będzie dwa razy większa, a tym samym szansa ich dziecka na dostanie się do wymarzonej klasy w szkole tzw. "pierwszego wyboru" mniejsza. Te obawy zostały jednak rozwiane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, a komunikaty resortu znajdują potwierdzenie w przesłanych nam danych.

Zgodnie z liczbami oszacowanymi przez MEN, z końcem roku szkolnego 2018/2019 szkoły podstawowe opuści ok. 377 tys. uczniów, a gimnazja ok. 350 tys. Nie oznacza to jednak podwojenia konkurencji o miejsca w liceach, technikach i szkołach branżowych, ponieważ wszystkie te placówki będą prowadziły osobną rekrutację dla uczniów podstawówek i osobną dla byłych gimnazjalistów. Liczba kandydatów na jedno miejsce w przyszłej klasie nie zmieni się więc diametralnie.

Dokładne liczby z podziałem na przygotowywane miejsca w obu rekrutacjach przesłało nam dziewięć kuratoriów. Wynika z nich, że w województwach dolnośląskim, kujawsko-pomorskim, lubelskim, lubuskim, łódzkim, podkarpackim, podlaskim, warmińsko-mazurskim i świętokrzyskim VIII klasę szkoły podstawowej skończy ok. 155 tys. uczniów (przy 100 proc. zdawalności), dla których przewidziano prawie 162 tys. miejsc w rekrutacji. W przypadku gimnazjów będzie to maksymalnie 153 tys. absolwentów, którzy będą walczyć o prawie 160 tys. miejsc.

Dwie rekrutacje, dwa programy, trzy możliwości

Prowadzenie osobnych rekrutacji, a w rezultacie stworzenie osobnych klas dla obu grup kandydatów w obrębie jednej szkoły, ma konkretne powody. Absolwenci podstawówek i gimnazjów będą przyjmowani do liceów, techników i szkół branżowych na podstawie różnych egzaminów. Ci drudzy będą musieli zmierzyć się przykładowo z historią, wiedzą o społeczeństwie i przedmiotami przyrodniczymi, których absolwenci podstawówek nie znajdą w swoich arkuszach egzaminu ósmoklasisty. Inna jest również podstawa programowa realizowana dla obu grup, mimo że będą się one uczyć teoretycznie w tej samej szkole w tym samym budynku.

Absolwenci VIII klas podstawówek od początku roku szkolnego 2019/2020 będą mogli wybierać między czteroletnim liceum ogólnokształcącym, pięcioletnim technikum i branżową szkołą I stopnia prowadzoną specjalnie dla nich, podczas gdy byli gimnazjaliści (zgodnie z poprzednimi zasadami) spędzą trzy lata w liceum lub cztery w technikum, chyba że wybiorą szkołę branżową I stopnia, która jednak będzie prowadzona inaczej niż dla byłych ósmoklasistów.

Typy szkół do wyboru w rekrutacji 2019/2020MEN

Obawa nr 3: Nie wszyscy załapią się do liceów

Kwestia podwójnej rekrutacji prowadzonej równolegle dla obu roczników odpowiada też na pytania rodziców, którzy niepokoili się, że ich dzieci będą miały utrudniony dostęp do konkretnego typu szkoły. Obawiali się, że uczeń, który chciałby pójść np. do liceum ogólnokształcącego, ale z powodu zbyt słabych wyników z egzaminu nie dostałby się do wybranego "ogólniaka", będzie zmuszony wybrać technikum lub zawodówkę.

W tym roku, mimo "podwójnego rocznika", szansa na dostanie się ucznia do liceum, technikum lub szkoły branżowej będzie - w skali kraju - statystycznie bardzo podobna jak w rekrutacji 2018/2019. Są jednak województwa, w których liczba oddziałów (np. o konkretnym profilu) zostanie zmniejszona. Przykładowo w województwie wielkopolskim na początku obecnego roku szkolnego dla absolwentów gimnazjów oferowano 419 oddziałów w liceach, 461 w technikach i 225 w szkołach branżowych. Z szacunków Kuratorium Oświaty w Poznaniu wynika, że w nadchodzącej rekrutacji uczniowie dostaną do wyboru o 11 mniej oddziałów licealnych, 3 klasy mniej w technikach, ale jednocześnie liczba oddziałów w szkołach branżowych wzrośnie o o 37.

Podwójny rocznik. Uczniowie niewiele wiedzą o tym, czy będą dla nich miejsca
Podwójny rocznik. Uczniowie niewiele wiedzą o tym, czy będą dla nich miejscaFakty w Południe

Zupełnie inną kwestią jest natomiast obawa rodziców, że trudniej może być się dostać do najlepszych, najbardziej prestiżowych liceów i techników. Rzeczywiście, takie zagrożenie wynika z faktu, że placówki zmuszone do otwarcia tej samej liczby oddziałów dla absolwentów podstawówek i gimnazjów często łącznie otworzą więcej klas, jednak dla konkretnego typu kandydatów miejsc będzie mniej.

Przykładem może być Technikum nr 7 w Nowym Sączu - najlepsza tego typu placówka w zeszłorocznym Rankingu "Perspektyw". Rok temu dla absolwentów gimnazjów otwarto tam 6 klas. W nadchodzącej rekrutacji łącznie otworzy się 10 oddziałów, jednak dla samych kandydatów z egzaminem gimnazjalisty w porównaniu z zeszłym rokiem technikum zaproponuje jedną klasę (ok. 30 osób) mniej. Oznacza to, że kilkudziesięcioro uczniów, którzy jeszcze w 2018 roku dostaliby się do tej szkoły ponadgimnazjalnej, na rok szkolny 2019/2020 będzie zmuszonych szukać miejsca w placówkach o niższej renomie. Ten skutek kumulacji roczników jest zauważalny w wielu renomowanych polskich szkołach ponadgimnazjalnych.

Obawa nr 4: szkoły nie są z gumy

Niektórzy przeciwnicy reformy podkreślają, że "szkoły nie są z gumy" i że o ile miejsc w klasach powinno wystarczyć, o tyle samego miejsca w budynku szkoły będzie zdecydowanie mniej (uczniów będzie ok. dwa razy więcej). Chodzi przede wszystkim o wolne klasy do prowadzenia zajęć, dostępność sal gimnastycznych, ale i komfort przebywania na szkolnych korytarzach.

Dla zespołów szkół, w których aktualnie prowadzone są gimnazja, problem nie będzie aż tak widoczny, ponieważ po wygaszeniu tego typu placówek szkoły ponadpodstawowe i ponadgimnazjalne zajmą klasy zwolnione przez gimnazja. Do takiej zamiany dojdzie m.in. w warszawskim XIV Liceum im. Stanisława Staszica. - Jesteśmy w komfortowej sytuacji - mówi w rozmowie z Konkret24 Regina Lewkowicz, dyrektor najlepszego liceum 2019 w Rankingu "Perspektyw". - Wraz z końcem tego roku szkolnego w naszym budynku wygaszamy gimnazjum i w jego miejsce przyjmujemy uczniów po VIII klasie szkoły podstawowej.

Liczymy się jednak z tym, że nasze liceum może być bardziej oblegane. Po raz pierwszy otworzymy jednocześnie 14 oddziałów licealnych, więc może sam ten fakt zachęci więcej uczniów do wybierania naszej szkoły. Regina Lewkowicz

- Problem mogą mieć te szkoły, które nie były w zespołach szkół i prowadziły tylko licea. My szacujemy, że większa liczba uczniów będzie starała się o miejsce w naszym liceum, ale najważniejsza zasada się nie zmienia. Dostaną się absolwenci z najlepszymi wynikami - dodaje Lewkowicz.

W gorszej sytuacji są szkoły, które w swoich budynkach będą musiały zmieścić więcej uczniów na tej samej przestrzeni. W ich kontekście mówi się m.in. o wynajęciu nowych sal, a nawet całych budynków. Taka sytuacja spotka przykładowo VI Liceum Ogólnokształcące w Gdyni, gdzie już rozpoczęto przygotowania do przyjęcia większej liczby uczniów.

- W roku szkolnym 2019/2020 otworzymy pięć oddziałów dla absolwentów podstawówek i pięć dla byłych gimnazjalistów, czyli dziesięć zamiast dotychczasowych sześciu. Powinniśmy jednak przejść tę rekrutację dosyć gładko. Powodem tego jest fakt, że nasz budynek w przeszłości mieścił już podobną liczbę uczniów - komentuje tę sytuację dyrektorka gdyńskiego liceum Ewa Śliwińska. - Aktualnie jest u nas 500 uczniów, a od września będzie ich około 600. Oczywiście czasy się zmieniły. To, że kiedyś mieściliśmy nawet 23 oddziały, nie oznacza, że teraz będzie komfortowo.

Aktualnie szukamy wolnych pomieszczeń w szkole, które dałoby się przekształcić z powrotem w sale lekcyjne. Mamy kilka takich sal, na przykład takie, w których teraz stoją szafki dla uczniów, a będzie można urządzić tam klasy. Ewa Śliwińska

- Miasto po konsultacjach z nami podjęło decyzję, żeby otworzyć tyle samo oddziałów dla absolwentów podstawówek i gimnazjów, więc tak zrobimy. Generalnie mam dużo wątpliwości, ale też nie jestem tym przerażona - podsumowuje.

Przykładem szkoły, dla której rekrutacja "podwójnego rocznika" stanowi prawdziwe wyzwanie, jest III Liceum Ogólnokształcące we Wrocławiu. Michał Głowacki, dyrektor placówki, wyjaśnia, skąd biorą się problemy. - W przeciwieństwie do Zespołów Szkół u nas nie będzie lżej. Jesteśmy szkołą obleganą, popularną na naszym lokalnym rynku wrocławskim, a nasz budynek jest mały - mówi dyrektor w rozmowie z Konkret24.

- W ostatnich latach mieliśmy stale 18 oddziałów. Na każdym poziomie (w liceach przed reformą było ich trzy - red.) mieliśmy sześć klas, odpowiadających naszym sześciu profilom. Z tych sześciu cztery profile stanowią podstawowy trzon kształcenia oferowany przez szkołę. W ostatniej rekrutacji zmniejszyliśmy "profilaktycznie" nabór, przyjmując tylko pięć oddziałów, żeby przygotować dodatkowe miejsce na przyjęcie "podwójnego rocznika" - tłumaczy. - Teraz jesteśmy w stanie przyjąć maksymalnie osiem, po cztery dla absolwentów podstawówek i cztery dla byłych gimnazjalistów. To spowoduje oczywiście pewne przepełnienie, w szkole będzie 19 klas (osiem nowo przyjętych, pięć na poziomie drugim, sześć na poziomi trzecim - red.), o jedną więcej niż pierwotnie, ale chcemy dzięki temu zachować ciągłość naszych czterech kluczowych profili.

Aktualnie nasza infrastruktura jest wykorzystana w 120%, od nowego roku szkolnego będzie to pewnie 140%. Nie mamy na przykład wystarczającej infrastruktury sportowej. Mamy jedną salę gimnastyczną z lat 50./60. ubiegłego wieku, w której będziemy musieli pomieścić zajęcia dla wszystkich oddziałów. Michał Głowacki

Obawa nr 5: późniejszy koniec zajęć

Inną kwestią, która może być przeszkodą dla dyrektorów w prawidłowym wypełnieniu założeń reformy, jest niewystarczająca liczba nauczycieli. Podwojenie klas, realizujących dwie różne podstawy programowe, ale funkcjonujących w obrębie jednej szkoły, oznaczać może zwiększenie obowiązków dla nauczycieli. Ta problematyczna kwestia może być rozwiązana przez dyrektorów szkół na co najmniej trzy sposoby.

Pierwszym jest zatrudnienie nowych nauczycieli, co jednak wiąże się ze znacznym wzrostem kosztów prowadzenia placówki w najbliższych latach. Innym wyjściem, sugerowanym już przez niektórych dyrektorów, jest konieczność wydłużenia lekcji dla niektórych klas. Może to oznaczać, że uczniowie będą zmuszeni przebywać w szkole nawet do późnych godzin popołudniowych.

Wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska przyznawała w rozmowie z TVN24, że w tym kontekście w stołecznych placówkach jako absolutną ostateczność rozważa się nawet rozpoczęcie nauki w soboty. Pod koniec grudnia MEN wydało oświadczenie, w którym zapewniało, że "nie ma i nie będzie konieczności organizowania obowiązkowych lekcji w soboty".

Problemy po reformie edukacji
Problemy po reformie edukacjitvn24

- Nie planuję zatrudniać nowych nauczycieli, przynajmniej nie na etat, ewentualnie na pojedyncze godziny. Tak naprawdę jednak wszystko wyjdzie, kiedy zamkniemy arkusz organizacyjny na przyszły rok. Konieczność uzupełnienia kadry według naszych wyliczeń wystąpi za to w roku szkolnym 2020/2021 - mówi nam Ewa Śliwińska z liceum w Gdańsku. - Nie chcemy też wydłużać godzin zakończenia zajęć, np. po godzinie 16-tej, ponieważ wielu uczniów i uczennic dojeżdża do naszej szkoły spoza Gdyni. Tak samo nie planujemy prowadzić nauki w soboty. Na pewno to wszystko będzie dla nas bardziej uciążliwe, bo opuści nas 6 oddziałów, a przyjmiemy 10, ale nie chcemy, żeby to biło w uczniów - dodaje.

Prowadzona przez Michała Głowackiego placówka potrzebuje "minimum dwóch lub trzech dodatkowych sal". - Mamy zapewne dwa wyjścia. Jednym jest na przykład wydłużenie zajęć o jedną, dwie lekcje. Zamiast o 16:30 uczniowie będą kończyć o 17:30. Inną opcją jest wykorzystanie miejsca w zaprzyjaźnionych instytucjach zewnętrznych. Myślimy o podnajęciu sal w pobliskiej podstawówce albo w pomieszczaniach pobliskiej parafii - wymienia dyrektor wrocławskiego III LO. - W dużych salach katechetycznych nasi uczniowie od lat piszą już np. maturę, ponieważ nie mamy odpowiedniej sali audytoryjnej - dodaje.

Teraz planuję poprosić proboszcza, żebyśmy mogli też prowadzić lekcje "na parafii". Do parafii trzeba jednak trochę przejść, więc jest to na pewno obniżenie jakości i komfortu dla uczniów, ale alternatywą jest m.in. nauka w sobotę, a tego bardzo chcielibyśmy uniknąć. Michał Głowacki

O sytuację nauczycieli w kontekście rekrutacji "podwójnego rocznika" zapytaliśmy też Związek Nauczycielstwa Polskiego. - Dla szkół będzie to bardzo trudny rok i ogromne wyzwanie organizacyjne - odpowiada rzecznik ZNP Magdalena Kaszulanis.

Wygaszane będą gimnazja, uczący tam nauczyciele stracą miejsce pracy, a nie zawsze będą mogli ją znaleźć w ośmioletnich podstawówkach czy liceach. Jest to jeden z negatywnych skutków reformy edukacji. Magdalena Kaszulanis

- Generalnie nie będzie łatwo od strony organizacyjnej. Jakość warunków nauki i pracy ulegnie, niestety, pogorszeniu - podsumowuje dyrektor Michał Głowacki. - Niemniej, dzięki naszym dotychczasowym przygotowaniom, ujemny efekt zmiany zostanie w jakimś stopniu zminimalizowany. Liczymy, że nasi uczniowie i rodzice przyjmą wszystkie niedogodności ze zrozumieniem. Myślę, że dla naszych władz oświatowych ta sytuacja stanie się dodatkowym argumentem przemawiającym za przyspieszeniem od dawna projektowanej rozbudowy szkoły. Patrzymy więc z optymizmem w najbliższą przyszłość.

Autor: Michał Istel / Źródło: Konkret24; zdjęcie tytułowe: TVN24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Pozostałe wiadomości

W sieci rozchodzi się opowieść o tym, jak to prezydent Wołodymyr Zełenski rzekomo kupił kasyno i hotel na Cyprze - posty o tym wrzucane są przy okazji różnych wypowiedzi dotyczących Ukrainy. To kolejny przykład historii stworzonej przez rosyjską propagandę po to, by zdyskredytować ukraińskiego prezydenta - ale też tych, którzy pomagają Ukrainie. W tym między innymi polski rząd.

Zełenski, hotel i kasyno na Cyprze. Jak rosyjska propaganda tworzy napięcia dyplomatyczne

Zełenski, hotel i kasyno na Cyprze. Jak rosyjska propaganda tworzy napięcia dyplomatyczne

Źródło:
Konkret24

Uczestnicy rolniczego protestu w Brukseli utrzymują, że jedną z przyczyn interwencji policji był fakt, że nieśli polskie flagi. Tak samo sugerował w swoim tekście rolniczy portal. Brukselska policja wyjaśnia, dlaczego polscy rolnicy "zostali poproszeni o przeniesienie się" w inne miejsce. Nie o flagę chodziło.

Rolnicy w Brukseli "osaczeni", bo "chodzili z polską flagą"? Policja wyjaśnia powód

Rolnicy w Brukseli "osaczeni", bo "chodzili z polską flagą"? Policja wyjaśnia powód

Źródło:
Konkret24

Jedni krytykują grafiki zdobiące autokar polskiej reprezentacji na Euro 2024, inni oburzają się, że taki sam autobus dostała reprezentacja Ukrainy. Dlaczego tak jest i skąd takie zdobienie wozów? Wyjaśniamy.

"Ukraina ma taki sam autobus jak Polska"? Nie tylko ona

"Ukraina ma taki sam autobus jak Polska"? Nie tylko ona

Źródło:
Konkret24

Jedni twierdzą, że zastrzeganie numeru PESEL to wstęp do likwidacji gotówki, inni - że chodzi o większą inwigilację obywateli. Wokół nowej usługi narosło już wiele fałszywych przekazów. Weryfikujemy je.

"Jest drugie dno" przy zastrzeżeniu numeru PESEL? Rozwiewamy mity

"Jest drugie dno" przy zastrzeżeniu numeru PESEL? Rozwiewamy mity

Źródło:
Konkret24

Samolot podnosi się z pasa startowego, gdy tuż za nim, na tym samym pasie, ląduje już inny - taką scenę widać na filmie opublikowanym w mediach społecznościowych. Komentujący uznał to "przykład synchronizacji lądowania", ale wielu internautów nie wierzy w prawdziwość filmu. Jaka jest prawda?

"Ciekawy przykład synchronizacji" lądowania i startu samolotów? Wręcz przeciwnie

"Ciekawy przykład synchronizacji" lądowania i startu samolotów? Wręcz przeciwnie

Źródło:
Konkret24

Politycy PiS i Suwerennej Polski wykorzystują pismo wysłane przez Podlaski Urząd Wojewódzki do samorządowców jako dowód, jakoby rząd wydał "polecenie szukania miejsc na ośrodki dla nielegalnych migrantów". To przekaz nieprawdziwy, wzbudzający niepokój w lokalnej społeczności. Dokument dotyczy czego innego, a procedurę tę opisał dwa lata temu rząd Zjednoczonej Prawicy.

Rząd "szuka miejsc dla nielegalnych migrantów" na Podlasiu? O co chodzi z pismem wojewody

Rząd "szuka miejsc dla nielegalnych migrantów" na Podlasiu? O co chodzi z pismem wojewody

Źródło:
Konkret24

Według wielu internautów polsko-rosyjskę granicę na Mierzei Wiślanej wyznacza niski płot z siatki. Nagrania i zdjęcia publikowane w mediach społecznościowych pokazują dość liche ogrodzenie, które biegnie w poprzek plaży. Tyle że granica państwowa przebiega w innym miejscu i w inny sposób jest ochraniana. Wyjaśniamy.

"Tak wygląda nasza granica z Rosją"? Nie. Wygląda inaczej

"Tak wygląda nasza granica z Rosją"? Nie. Wygląda inaczej

Źródło:
Konkret24

W rozpoczynającym się jutro posiedzeniu Sejmu już nie będą brać udziału, a na mandaty posłów Parlamentu Europejskiego jeszcze czekają. Wyjaśniamy, jaka jest teraz sytuacja posłów, którzy w wyniku niedzielnych wyborów pojadą do Brukseli. I kiedy ich miejsca w Sejmie zostaną uzupełnione.

25 wybranych. Jeszcze nie są europosłami, a w Sejmie już nie zagłosują

25 wybranych. Jeszcze nie są europosłami, a w Sejmie już nie zagłosują

Źródło:
Konkret24, PAP

"W zamian za to wejdą prażone chrząszcze", "chyba trzeba wyjść z Unii, bo za chwile nic nie zjemy" - piszą oburzeni internauci, komentując rozpowszechnianą w sieci informację, jakoby Unia Europejska zakazała produkcji chipsów o smaku bekonowym. Tylko że to fake news. Chodzi o inny zakaz.

Unia zakazała chipsów o smaku bekonu? To nie tak, wyjaśniamy

Unia zakazała chipsów o smaku bekonu? To nie tak, wyjaśniamy

Źródło:
Konkret24

Czy Mariusz Kamiński, Maciej Wąsik i Daniel Obajtek mogą się już czuć bezpieczni, bo immunitet europosła "nie dotyczy czynów popełnionych przed wyborem"? Dyskusja na ten temat rozpoczęła się w sieci zaraz po ogłoszeniu wstępnych wyników głosowania. Tłumaczymy, czym różnią się sytuacje trójki przyszłych europosłów.

Immunitet europosła "nie dotyczy czynów popełnionych przed otrzymaniem mandatu"? To zależy

Immunitet europosła "nie dotyczy czynów popełnionych przed otrzymaniem mandatu"? To zależy

Źródło:
Konkret24

Podczas wizyty w Brukseli Jarosław Kaczyński przestrzegał przed "szaleństwem klimatycznym". Mówił, że człowiek nie wpływa na zmiany klimatu. Sugerował, że aby zredukować emisję CO2 do zera, trzeba by "zlikwidować ludzi w Europie". Przywoływał wątpliwe tezy naukowe. Nic z tego nie jest prawdą.

Kaczyński mówi o "szaleństwie klimatycznym" Brukseli. Cztery fałsze naraz

Kaczyński mówi o "szaleństwie klimatycznym" Brukseli. Cztery fałsze naraz

Źródło:
Konkret24

Telewizja Polska udostępniła redakcji Konkret24 informacje o zarobkach Jacka Kurskiego w latach 2016-2023. Startujący teraz do Parlamentu Europejskiego z list PiS były prezes TVP zarobił w sumie ponad 4,6 miliona złotych brutto. Wynagrodzenie rosło z roku na rok, w samym 2020 roku było to ponad milion.

Ile Jacek Kurski zarobił w TVP? Mamy pełne dane

Ile Jacek Kurski zarobił w TVP? Mamy pełne dane

Źródło:
Konkret24

W popularnym przekazie Niemcy i niemiecka firma rzekomo mają kontrolować poszukiwania "złóż surowców krytycznych" w okolicy Suwałk. Bogate złoża m.in. tytanu i wanadu jakoby "mają trafić do UE, a głównie do Niemiec". Poszukiwania rzeczywiście miały miejsce, ale ich celem wcale nie było wydobycie.

Na Suwalszczyźnie poszukują złóż krytycznych, "które mają trafić do Niemiec"? Wyjaśniamy

Na Suwalszczyźnie poszukują złóż krytycznych, "które mają trafić do Niemiec"? Wyjaśniamy

Źródło:
Konkret24

Po polskich ulicach "chodzą nielegalni, niezidentyfikowani migranci" - alarmują politycy PiS i Suwerennej Polski. Opowiadają, że relokacja w ramach paktu migracyjnego się już zaczęła, bo Niemcy przysłali nam tysiące migrantów "w ostatnich kilku miesiącach". Przestrzegamy: to przekaz fałszywy. Pakt migracyjny nie wszedł w życie, nie ma relokacji w jego ramach. Wyjaśniamy, jakie dane wykorzystano w tej narracji.

Prawica: "pakt migracyjny już działa", "Polska przyjmuje migrantów z Niemiec". Nie, to fałsz

Prawica: "pakt migracyjny już działa", "Polska przyjmuje migrantów z Niemiec". Nie, to fałsz

Źródło:
Konkret24

Pomagaliśmy straży pożarnej i szpitalom, nie braliśmy pieniędzy dla siebie, prawo na to pozwalało - tłumaczą politycy Suwerennej Polski i PiS, odpierając zarzuty w aferze Funduszu Sprawiedliwości. Rafał Bochenek mówi o "odwracaniu pojęć" i "nadawaniu nowego znaczenia" temu, co robił rząd Zjednoczonej Prawicy. Jednak to Suwerenna Polska stosuje strategię "odwracania pojęć" i manipuluje opinią publiczną. Wyjaśniamy.

Afera Funduszu Sprawiedliwości. Manipulacje Suwerennej Polski po ujawnieniu taśm

Afera Funduszu Sprawiedliwości. Manipulacje Suwerennej Polski po ujawnieniu taśm

Źródło:
Konkret24

"Ktoś wie co to za bydło było wczoraj na Placu Zamkowym?" - zapytał jeden z internautów, którego wpis ze zdjęciem pokazującym zaśmieconą ulicę zatacza coraz szersze kręgi w sieci. Nie ma ono jednak nic wspólnego z wiecem w Warszawie.

Tak wyglądał plac Zamkowy w Warszawie po manifestacji 4 czerwca? To inne miasto

Tak wyglądał plac Zamkowy w Warszawie po manifestacji 4 czerwca? To inne miasto

Źródło:
Konkret24

Jarosław Kaczyński na wiecach uspokaja Polaków, że żyją w bezpiecznym kraju. Tłumaczy, że "rozpoczął to jego świętej pamięci brat, kiedy został ministrem sprawiedliwości". Wtedy to bowiem według prezesa PiS przestępczość w Polsce zaczęła spadać. Dane pokazują raczej trend przeciwny.

Jarosław o Lechu: "mocno dokręcił śrubę" i przestępczość "zaczęła spadać". Dane nie potwierdzają

Jarosław o Lechu: "mocno dokręcił śrubę" i przestępczość "zaczęła spadać". Dane nie potwierdzają

Źródło:
Konkret24

"Wystarczyło kilka miesięcy rządów koalicji 13 grudnia, a zyski Orlenu spadają" - oświadczył poseł PiS Radosław Fogiel, komentując wyniki spółki za pierwszy kwartał 2024 roku. Eksperci przeanalizowali dokładnie te dane i wskazują rzeczywistych "trzech głównych winowajców".

Fogiel o spadku zysku Orlenu po "kilku miesiącach rządów". Eksperci: oto winowajcy

Fogiel o spadku zysku Orlenu po "kilku miesiącach rządów". Eksperci: oto winowajcy

Źródło:
Konkret24

Kandydatka PiS do europarlamentu Małgorzata Gosiewska broni prezesa partii - jej zdaniem Jarosław Kaczyński nigdy nie mówił, że migranci przenoszą pasożyty. Przypominamy, kiedy takie słowa padły.

Kaczyński, migranci i pasożyty. Gosiewska: nie ma takiego cytatu. Jest

Kaczyński, migranci i pasożyty. Gosiewska: nie ma takiego cytatu. Jest

Źródło:
Konkret24

Europoseł Adam Bielan twierdzi, że obecna koalicja rządząca nie protestowała w 2017 roku przeciwko ustawie, która zmieniła zasady funkcjonowania Funduszu Sprawiedliwości. To nieprawda. Przypominamy, jak wyglądało głosowanie nad ustawą z wrzutką o Funduszu.

Bielan: obecnie rządzący nie protestowali, gdy zmieniano przepisy o Funduszu Sprawiedliwości. To nieprawda

Bielan: obecnie rządzący nie protestowali, gdy zmieniano przepisy o Funduszu Sprawiedliwości. To nieprawda

Źródło:
Konkret24

Po meczu siatkarskim w Suwałkach pojawiły się informacje o rzekomym wpuszczaniu za darmo ukraińskich kibiców. Te doniesienia nie są prawdziwe, a ich celem jest antagonizowanie obu narodów.

"Polscy kibice 130 złotych za bilet, Ukraińcy za darmo"? Nieprawda

"Polscy kibice 130 złotych za bilet, Ukraińcy za darmo"? Nieprawda

Źródło:
Konkret24

Były prezes Rządowego Centrum Legislacji Krzysztof Szczucki twierdzi, że nie wykorzystywał tego stanowiska i publicznych pieniędzy do walki o fotel posła. Prześledziliśmy jego aktywności w okręgu, z którego startował. Już w prekampanii prezes RCL jeździł tam, by przekazać wozy strażakom, wspierać lokalnych polityków PiS, odsłaniać pomnik, wmurowywać kamień węgielny, rozdawać na ulicy kwiaty czy nawet papieskie encykliki.

"Co w tym złego?". Jak Szczucki za publiczne pieniądze promował samego siebie

"Co w tym złego?". Jak Szczucki za publiczne pieniądze promował samego siebie

Źródło:
Konkret24

W przekazie polityków Prawa i Sprawiedliwości rząd znacząco obniżył 14. emeryturę i wprowadził "program 1000 minus". Tyle że wysokość tego świadczenia była znana już dawno i zapisana w przepisach przyjętych jeszcze w 2021 roku, a ubiegłoroczna nadzwyczajna podwyżka wynikała z pomyłki Jarosława Kaczyńskiego.

PiS: rząd obniża 14. emeryturę. Takie przepisy przyjęto już w 2021 roku. Wyjaśniamy

PiS: rząd obniża 14. emeryturę. Takie przepisy przyjęto już w 2021 roku. Wyjaśniamy

Źródło:
Konkret24