Alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, droższe paliwo na stacjach (z powodu sytuacji na Bliskim Wschodzie), rosnące ceny gazu i niepokój związany z sytuacją na światowych rynkach energii. To właśnie te tematy pojawiają się w przekazach sugerujących, że Polacy coraz bardziej odczuwają koszty polityki energetycznej i powinni wrócić do tańszych dostaw z Rosji.
"Dość Alertów i straszenia Rosją! Polacy chcą taniego gazu, ropy i prądu z Rosji!" - głosi post opublikowany 12 września na Facebooku (pisownia wszystkich postów oryginalna). Ma już ponad 3,3 tys. reakcji, niemal 1,5 tys. komentarzy i ponad 500 udostępnień.
Dzień później na Facebooku pojawił się niemal identyczny wpis, według którego "Polacy chcą taniego gazu i prądu z Rosji". Zebrał on ponad trzy tysiące reakcji, a udostępniono go ponad 300 razy. Post wykorzystano w facebookowej rolce, którą wyświetlono już ponad 56 tys. razy. Na nagranie zwrócił uwagę nasz czytelnik, pan Darek, który zgłosił je do weryfikacji Konkret24.
W komentarzach spora część internautów przekonywała: "chcemy normalnych stosunków i cen". Niektórzy twierdzili, że to Ukraina ma być "wrogiem", a nie Rosja. "Konflikt ma Ukraina z Rosją, a nie my"; "Strasznie Rosją to bzdura"; "Polityka nie powinna mieć wpływu na gospodarkę. Rosją powinno się robić interesy" - komentowali. Jeden z internautów domagał się uruchomienia rurociągu, bo jak tak dalej pójdzie "to końmi będziemy jeżdzić".
Tylko nieliczni nie zgadzali się z przesłaniem, a autorów postów nazywali "zdrajcami". Przed przekazem przestrzegali natomiast inni internauci, szczególnie w serwisie X. Wskazywali, że wpisy nawołujące do powrotu do rosyjskich surowców są elementem rosyjskiej propagandy.
Na jeden z postów zwróciła uwagę ukraińska twórczyni internetowa. "Po prostu brak mi słów. I to wcale nie są boty. To prawdziwy profil, żadna podróbka ani fejk. Ludzie w Polsce chcą Rosji? No cóż… Niektórzy na Ukrainie też chcieli Rosji. Teraz ją mają" - stwierdziła w facebookowym poście.
Nie jest przypadkiem, że to właśnie teraz krąży taki przekaz. To element stałej gry Kremla.
Szef Gazpromu z uśmiechem o zimie w Europie, liderka AfD: "potrzebujemy taniego gazu z Rosji"
Podobny przekaz we wrześniu pojawia się nie tylko wśród polskich internautów. Promują go osoby związane z Kremlem i sprzyjający mu europejscy politycy.
"W Europie nadejdzie zima" - tak z lekkim uśmiechem 3 września miał stwierdzić prezes Gazpromu Aleksiej Miller, informuje rosyjska agencja informacyjna TASS. W ten sposób Miller miał odpowiedział na pytanie, czy zgromadzone przez Europę zapasy gazu wystarczą na nadchodzący sezon grzewczy.
Gazprom to rosyjski koncern gazowy kontrolowany przez państwo. Jego działalność jest jednym z głównych źródeł finansowania rosyjskiej inwazji na Ukrainę, ale też jednym z narzędzi rosyjskiej polityki zagranicznej.
14 września do powrotu do rosyjskiego gazu przekonywała Alice Weidel, współprzewodnicząca Alternatywy dla Niemiec (AfD). "Potrzebujemy taniego gazu ziemnego z Rosji. Będziemy do tego dążyć" - zapowiedziała w Bundestagu.
Wypowiedź Weidel wpisuje się w dotychczasowe stanowisko AfD wobec Rosji. Niemiecka skrajnie prawicowa partia opowiada się za odbudową relacji z Moskwą i jednocześnie sprzeciwia się dalszemu wsparciu wojskowemu dla Ukrainy. Po zwycięstwie AfD w wyborach do parlamentu Saksonii-Anhaltu 6 września, w których partia zdobyła 43,8 proc. głosów, jej stanowisko wobec Rosji wybrzmiewa jeszcze mocniej, zauważa redakcja DW.
Obie wypowiedzi, jak i internetowe wpisy opierają się na podobnym przekazie: powrót do rosyjskich surowców ma być odpowiedzią na wysokie ceny energii w Europie, a rezygnacja z rosyjskich dostaw przedstawiana jest jako źródło problemów gospodarczych. Wszystkie skrzętnie pomijają kluczowy kontekst: to Rosja napadła Ukrainę, a odejście Unii Europejskiej od rosyjskich surowców jest konsekwencją tej agresji.
"Sezonowa kampania strachu" rosyjskiej propagandy
Wraz z początkiem sezonu grzewczego wraca znajomy przekaz: bez rosyjskiego gazu będzie drożej, a Europie może zabraknąć energii. To jeden z regularnych chwytów kremlowskiej propagandy i taki, który równie regularnie się nie sprawdza.
"Nie jest to pierwszy raz, jak Rosja straszy Europę trudną zimą. To mantra, którą nie bez powodu Rosja powtarza" - zauważa w rozmowie z portalem Money.pl dr Szymon Kardaś, analityk z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych. Jak ocenia, celem Kremla jest "przestraszyć Europejczyków i złamać ich jedność". "To stała rosyjska strategia straszenia i nęcenia zarazem" - dodaje dr Kardaś.
Rosyjski przekaz sprowadza się do prostego komunikatu: rezygnacja z rosyjskich dostaw energii się Europejczykom nie opłaca, a wyższe ceny mają być dowodem na to, że polityka UE jest nieracjonalna.
Narracja, według której bez rosyjskiego gazu Europie grozi ciężka zima i niedobory energii, wyraźnie nasiliła się po aneksji Krymu w 2014 roku. Rosyjska propaganda przedstawiała wówczas Zachód jako uzależniony od rosyjskich surowców i osłabiony przez własne sankcje. Zależność ta była wówczas realna - około jedna trzecia gazu importowanego do UE pochodziła z Rosji. Już wtedy kraje wspólnoty zaczęły szukać alternatywnych źródeł dostaw i wzmacniać bezpieczeństwo energetyczne.
Rosyjskie straszenie "zamarzającą Europą" nasiliło się po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku. We wrześniu Gazprom opublikował nagranie przedstawiające Europę skutą lodem. Spot sugerował, że po odcięciu dostaw rosyjskiego gazu kontynent czeka "wielka zima".
W grudniu tego samego roku głośno zrobiło się o świątecznych spotach kontrolowanej przez Kreml telewizji RT (dawniej Russia Today). Pokazywały one zmanipulowany, katastroficzny obraz nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia w Europie - gdzie ludzie z powodu sankcji rzekomo musieli spędzać święta bez ogrzewania i elektryczności, a nawet zjadać zwierzęta domowe. Kolejny spot wieścił, że już zimą 2023 powodu braku paliwa Europejczycy zaczną... zaprzęgać konie do swoich aut. Pokłosie tego ostatniego przekazu widać dziś w komentarzach polskich internautów.
Nagrania te służyły jako narzędzie wojny psychologicznej Kremla. Miały wzbudzać w nas strach i wzmacniać przekonanie, że rezygnacja z rosyjskich surowców jest dla Europy zbyt kosztowna.
Analitycy EUvsDisinfo określają powracające przekazy jako "sezonową kampanię strachu". Wskazują, że Rosja wykorzystuje w niej europejskie obawy dotyczące cen energii i bezpieczeństwa dostaw. Celem jest wzmocnienie i wyolbrzymienie trwających w Unii dyskusji na temat odpowiedniego kursu polityki bezpieczeństwa energetycznego. EUvsDisinfo zwraca uwagę, że rosyjskie straszenie Europy kolejną "katastrofalną zimą" od lat kończy się tak samo: zapowiadany kryzys nie nadchodzi.
Rosja sama mierzy się z kryzysem paliwowym
Tymczasem problemy z paliwami dotykają samej Rosji. Kryzys paliwowy pogłębiły intensywne ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie i infrastrukturę paliwową. Doprowadziły do niedoborów paliwa w wielu regionach, wzrostu cen i kolejek na stacjach. Władze w Moskwie przedłużyły zakaz eksportu oleju napędowego do końca września.
A jak wygląda sytuacja w Europie? Jeśli chodzi o gaz, Unia Europejska utrzymuje obowiązek napełnienia magazynów przed sezonem zimowym na poziomie 90 proc., z możliwością elastycznego terminu osiągnięcia tego poziomu. Poziom zapełnienia europejskich magazynów jest niższy niż w poprzednich latach o tej porze roku. 16 września wynosił 68,7 proc. - wynika z szacunków firmy Gas Infrastructure Europe. Jednocześnie państwa członkowskie i Komisja oceniają, że nie ma obecnie bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa dostaw gazu w UE. Wskazuje przy tym na większą dywersyfikację dostaw, rozwiniętą infrastrukturę LNG i zmniejszone zapotrzebowanie na gaz.
W Polsce sytuacja jest znacznie lepsza. Gas Storage Poland, operator systemu magazynowania gazu w Polsce, poinformował, że "napełnienie polskich magazynów gazu przekroczyło na początku września 90 proc.". 15 września było to już 98 proc.