Polscy pogranicznicy mają rzekomo zmuszać Ukraińców na granicy do rozbierania się aż do bielizny, bo szukają banderowskich tatuaży. To dezinformacja generowana przez rosyjską propagandę, ale wykorzystująca bieżące wydarzenia w Polsce.
Większość pytanych Polaków (niemal 60 proc.) popiera decyzję prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy - wynika z sondażu pracowni SW Research przeprowadzonego na zlecenie Onetu. To pokazuje, że nastroje antyukraińskie w polskim społeczeństwie są mocne, co działa na korzyść Kremla i jego ośrodków propagandy. Prezydent Nawrocki złożył do Sejmu swój projekt ustawy, w którym zaproponował m.in. ograniczenie przyznawania 800 plus tylko dla pracujących Ukraińców, ale też wniósł o zmiany w Kodeksie karnym - chce, by propagowanie banderyzmu było karane na takich samych zasadach jak propagowanie nazizmu, komunizmu i faszyzmu.
Nie umknęło to uwadze ośrodków rosyjskiej dezinformacji. 26 sierpnia w mediach społecznościowych zaczęto szerzyć informacje, jakoby na przejściach granicznych do Polski Ukraińcy muszą się rozbierać do bielizny, bo polscy pogranicznicy szukają na ich ciele tatuaży z symbolami Bandery. Jako rzekomy dowód pokazywane są zdjęcia ulotki i plakatu w języku ukraińskim, które miały się pojawić na polskich przejściach. Przedstawiają albo ulotkę przyczepioną do szyby, albo planszę tej samej treści wiszącą na metalowym ogrodzeniu. Miejsce zrobienia tych fotografii jest trudne do zweryfikowania z uwagi na brak przydatnych szczegółów.
"Przygotuj wcześniej dokumenty i telefon!" - głosi tekst pisany cyrylicą u góry planszy, a dalej czytamy: "Przeprowadzana jest wyrywkowa kontrola obywateli pod kątem posiadania symboli ideologii OUN-UPA. Odblokuj telefon komórkowy i przekaż go pracownikowi punktu kontrolnego. W celu kontroli należy rozebrać się do bielizny. W przypadku odmowy przekroczenie granicy zostanie odmówione" (tłum. red.).
Zgodnie z instrukcją w języku ukraińskim należy odblokować swój telefon i przekazać przedstawicielowi Straży Granicznej, a następnie rozebrać się do bielizny, by można sprawdzić, czy osoba ma na ciele "symbole ideologii OUN-UPA". W powyższym tłumaczeniu na polski zignorowaliśmy kilka błędów popełnionych w pisowni, które wpływają na sens tekstu. Jest on pełen rusycyzmów i błędów językowych.
Rosyjskie media: "na polskiej granicy uchodźcy z Ukrainy zaczęli być rozbierani do bielizny"
"Polska zaostrza kontrole Ukraińców na granicy: szukają symboli nazistowskich" - głosi tytuł tekstu opublikowanego 26 sierpnia na portalu Drugaja Ukraina. Ta rosyjskojęzyczna strona znana jest z propagowania narracji Kremla o Ukrainie. Autor tekstu, powołując się na "doniesienia medialne", stwierdza, że na przejściach granicznych z polską "niektórzy obywatele Ukrainy są zmuszani do rozebrania się do bielizny, aby poddać się badaniu ciała pod kątem tatuaży". Dodatkowo mają być też sprawdzane ich smartfony. Jako dowód opublikowano opisane wyżej zdjęcia rzekomych instrukcji. Nie podano, z którego przejścia miałyby pochodzić.
Autor pisze dalej, że "podobna praktyka stosowana jest w Rosji: na lotniskach w Moskwie Ukraińcy z nazistowskimi tatuażami lub podejmujący wątpliwą aktywność w mediach społecznościowych nie są przepuszczani przez kontrolę". Rzekomym kontrolom na polskiej granicy nadano aktualny kontekst - czyli przypomniano, że w polskim parlamencie trwają prace nad zmianami w Kodeksie karnym (chodzi o te zaproponowane przez prezydenta). "Jesienią tego roku symbole Bandery mogą zostać oficjalnie zrównane z symbolami faszystowskimi" - czytamy w tekście.
Dzień później podobnie informował portal gazeta.ru, którego właścicielem jest spółka zależna od Sbierbanku, państwowego rosyjskiego banku. "Na polskiej granicy uchodźcy z Ukrainy zaczęli być rozbierani do bielizny" - głosi tytuł tekstu. Redakcja powołuje się na telegramowy wpis z 27 sierpnia. A we wpisie czytamy: "Jak nam doniesiono, na granicy ukraińsko-polskiej wprowadzono wzmożoną kontrolę obywateli Ukrainy przybywających do kraju. Teraz każdy przybywający z Niezależnej jest dokładnie sprawdzany, niezależnie od celu wizyty. Straż graniczna sprawdza również zawartość telefonów Ukraińców – przegląda subskrypcje i memy".
Gazeta.ru także sugeruje, że rzekome kontrole mają związek z obecną sytuacją polityczną w Polsce. I także przypomina o projekcie polskiego prezydenta skierowanym do Sejmu. Zauważa, że Kijów wyraził niezadowolenie wobec tej propozycji.
Z rosyjskich do polskich mediów społecznościowych
Przekaz szybko trafił do rosyjskojęzycznych mediów społecznościowych. 26 i 27 sierpnia zaczął krążyć m.in. w serwisie VK (dawniej WKontaktie; rosyjski odpowiednik Facebooka); publikowali go rosyjskojęzyczni użytkownicy Telegrama, TikToka i serwisu X. Na tym ostatnim aktywność kont z tą informacją była wyjątkowo widoczna - przekaz powielano mniej więcej w tym samym czasie na licznych anonimowych profilach z niewielkimi zasięgami, co wygląda na skoordynowane działanie w celu rozpowszechniana przekazu.
"No i polsko-ukraińska unia w praktyce. Polscy pogranicznicy zaczęli kontrolować czubatych (pogardliwe określenie na Ukraińców - red.) pod kątem banderowskiej symboliki. Jak rozbierają chłopów do bielizny, to oglądają tatuaże, sprawdzają telefony" - donosił jeden z rosyjskojęzycznych wpisów w serwisie X. "Kto tam jeszcze narzekał na Szeremietiewo (lotnisko pod Moskwą - red.)?" - pytał na koniec użytkownik. Wpis wyświetlono ponad 118 tys. razy.
Przekaz dotarł też do polskich mediów społecznościowych. "Polscy strażnicy graniczni zaczęli przeszukiwać Ukraińców pod kątem symboliki banderowskiej. Wielu prosi się o rozebranie się do bielizny, aby obejrzeć tatuaże. Sprawdzają też subskrypcje i memy w telefonach" - napisał 26 sierpnia w serwisie X Piotr Panasiuk, załączając te same zdjęcia, które krążą w rosyjskim internecie. Ten użytkownik znany jest z szerzenia przekazów zbieżnych z kremlowską dezinformacją -jego wprowadzające w błąd prorosyjskie lub antyukraińskie treści weryfikowaliśmy w Konkret24.
Wśród komentarzy były głosy poparcia rzekomego zaostrzenia kontroli wobec Ukraińców. "Nie widzę wad"; "I dobrze"; "Ku**a, pięknie. Czy to efekt prezydenta?" - pisali.
Tak skoordynowana akcja wygenerowana w rosyjskojęzycznej sieci, przekaz rozpowszechniany przez wiele profili w różnych językach oraz powiązanie go z bieżącymi wydarzeniami politycznymi w Polsce wyraźnie pokazuje, jak skutecznie kremlowskie ośrodki dezinformacyjne potrafią przenikać ze swoimi tezami do dyskursu publicznego i znajdują podatny grunt w nastrojach społecznych w Polsce.
"Karmią idiotów rosyjską propagandą, a oni nie mają dość... dosmotr to rosyjskie słowo, nie potrafią pisać po ukraińsku, kretyni" - komentował jeden z internautów, który pojął cel tej akcji.
Rusycyzmy, błędy interpunkcyjne i rosyjski szyk zdań
Warto przyjrzeć się treści plansz w języku ukraińskim, które widać na zdjęciach wykorzystanych w przekazie. Już sama warstwa językowa budzi pierwsze wątpliwości. Na przykład użyte słowa "dosmotr" i "dosmotru" (stosujemy tu polski zapis słów w cyrylicy) przetłumaczone jako "kontrola" i "kontroli" - to kalka z rosyjskiego. Nie ma takich słów w języku ukraińskim. Instruując, że należy rozebrać się do bielizny, mylnie użyto ukraińskiego słowa "rosihnytysja", które oznacza "wyprostować się". W języku ukraińskim poprawne byłoby napisać "rosdiahnutysja", co oznacza "rozebrać się".
Są też błędy interpunkcyjne czy błędne końcówki. Konstrukcje wielu zdań są typowe dla rosyjskiego szyku.
Rosyjska przeróbka. Plansza informowała jak korzystać z toalety
Przekaz o specjalnych kontrolach wobec Ukraińców szybko zdementowała polska Straż Graniczna. "To klasyczny przykład dezinformacji! Wykorzystano w niej rzeczywisty element infrastruktury przejścia granicznego w Hrebennem informujący o korzystaniu z toalety!" - wyjaśnia w poście z 27 sierpnia.
Straż Graniczna zestawiła dwa zdjęcia. Po lewej - fotografia wykorzystywana w dezinformacyjnym przekazie; po prawej - zdjęcie z tego samego miejsca pokazujące, że to tablica informująca o zasadach korzystania z płatnej toalety za ogrodzeniem. Instrukcja widnieje w trzech językach: polskim, ukraińskim i angielskim. Na tej samej planszy jest również informacja o zakazie fotografowania terenu.
Również 27 sierpnia dezinformacyjny przekaz zdementowało ukraińskie Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji (CCD). "Informacje o brutalnych działaniach podczas kontroli Ukraińców na granicy polsko-ukraińskiej są nieprawdziwe!" - stwierdziło w wątku w serwisie X. "Wykorzystywane w przekazie zdjęcia zostały przerobione" - wyjaśniło Centrum. Podobnie jak polska Straż Graniczna, opublikowało porównanie przeróbki z oryginałem. Widać tu o wiele lepiej szczegóły instrukcji toalety. W kadrze widać też metalową obrotową bramkę, a nad nią niewielką tabliczkę z napisem: "Toaleta płatna 3 PLN".
CCD zauważa, że przerobione wersje tablic mają wiele rusycyzmów, błędów ortograficznych i interpunkcyjnych - co jest typowe dla rosyjskiej dezinformacji.
"Celem dezinformacji jest zasianie nieufności między Ukraińcami a Polakami, zniszczenie partnerstwa i solidarności, które szczególnie umocniły się od początku pełnej inwazji Rosji" - stwierdza CCD.
Problem pogłębiania podziałów między Polakami i Ukraińcami skomentowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy. "Nasilenie nastrojów antyukraińskich w sąsiedniej Polsce, obserwowane w ostatnim czasie i aktywnie podsycane przez niektóre polskie siły polityczne oraz działaczy poprzez jednostronne i nie zawsze obiektywne interpretowanie tragicznych wydarzeń na Wołyniu podczas II wojny światowej, budzi poważne zaniepokojenie na Ukrainie" - stwierdza w oświadczeniu wiceminister MSZ Ukrainy Oleksandr Miszczenko. A odnosząc się do propozycji prezydenta Nawrockiego zrównania symboli UPA z symboliką nazistowską, Miszczenko pyta: "Dokąd nas to doprowadzi? A przede wszystkim - czyje interesy będzie realizować taki konflikt?".
Przekaz o rzekomym "rozbieraniu Ukraińców do bielizny" w celu poszukiwania symboli banderowskich jest przykładem na to, które ośrodki próbują ten konflikt wykorzystywać.
Źródło: Konkret24