Internauci rozpowszechniają fałszywą informację o rzekomym zakazie używania ikonek brzoskwini i bakłażanów na Facebooku i Instagramie. W rzeczywistości platformy zabraniają publikowania materiałów, które noszą znamiona nagabywania seksualnego. Nie można publikować treści, które są napastliwe seksualnie i które jednocześnie zawierają emotikony uważane za nacechowane seksualnie. Żadne konkretne ikony nie są jednak wskazane.

Na portalach internetowych i w mediach społecznościowych pojawiła się fałszywa informacja o rzekomym zakazie używania na Facebooku oraz na Instagramie emotikonów obrazujących brzoskwinie i bakłażany.

Emotikony to kombinacja znaków dostępnych na klawiaturze, stosowana w portalach społecznościowych i w innych formach komunikacji internetowej do wyrażania uczuć i nastrojów, a także do obrazowania przedmiotów czy zjawisk. Niektóre programy służące do komunikacji automatycznie zmieniają emotikony na ich graficzny odpowiednik, tzw. emoji, choć często i na nie mówi się po prostu emotikony.

"Facebook i Instagram zdecydowały, że będą blokować konta osobom, które połączą ze sobą emotikony bakłażana oraz brzoskwini" - napisał jeden z użytkowników Twittera.

Niektórzy internauci przekonywali nawet, że z Facebooka, a nawet z Twittera, mają "zniknąć" emotikonki brzoskwini i bakłażana. Z kolei na Wykopie można przeczytać, że oba znaki zostały "zakazane".

"Brzoskwinie zbyt ofensywne seksualnie"

Na mniejszych portalach można odnaleźć pisane w sensacyjnym tonie artykuły. "Cenzura internetu może przyjmować zdumiewające formy" - głosi portal Zmianynaziemi. "Często nie chodzi o przekaz tylko o to, z czym on się kojarzy cenzurującemu" - dodał autor tekstu. Napisał również, że "na listę symboli zakazanych wprowadzono wizerunek brzoskwini i bakłażanów, które zostały uznane za zbyt ofensywne seksualnie".

Fragment artykułu na stronie "Zmiany na ziemi"
Fragment artykułu na stronie "Zmiany na ziemi" Foto: zmianynaziemi.pl

Portal Najwyższy Czas informuje z kolei w tytule, że "Szaleństwo politycznej poprawności trwa! Brzoskwinia i bakłażan są owocami zakazanymi na Facebooku". Autor wyjaśnił, że konta użytkowników będą blokowane za "nieodpowiednie" zestawianie emotikon bakłażana i brzoskwini. "Możliwe, że już niedługo Facebook anihiluje setki stron kulinarnych" - podsumowuje.

Większe portale informacyjne są oszczędniejsze w komentarzach, a autorzy artykułów starają się podejść do problemu bardziej rzeczowo.

"Facebook i Instagram mogą za te emotki zablokować konta! Bakłażan i brzoskwinia na cenzurowanym" - informował w tytule portal "Gazety Wrocławskiej". W treści artykułu zamieszczono informację, że przyczyną opisywanych zmian są modyfikacje w regulaminach obu platform. W treści artykułu zawarto jednak niezgodne ze stanem faktycznym stwierdzenia. "Bakłażan i brzoskwinia to na Facebooku i Instagramie zakazane owoce. Za te dwa owoce, a w zasadzie za emotikony przedstawiające właśnie te owoce, konto na Facebooku i Instagramie może zostać zablokowane" - napisano w tekście.

Dwa kryteria niedozwolonych treści

W standardach społeczności Facebooka, w sekcji "Treści budzące zastrzeżenia", można odnaleźć zasady postępowania Facebooka w sytuacji publikacji przez użytkowników treści rozpoznanych przez platformę jako nagabywanie seksualne.

Stawiamy granicę w miejscu, w którym treści zaczynają służyć do ułatwiania, promowania lub koordynowania kontaktów seksualnych między osobami dorosłymi. Ograniczamy też posługiwanie się językiem nacechowanym seksualnie, co może prowadzić do nagabywania, ponieważ członkowie naszej globalnej społeczności mogą być wrażliwi na tego typu treści. Mogą one przeszkadzać im w nawiązywaniu kontaktu ze znajomymi i pozostałymi osobami w społeczności.

Standardy społeczności Facebooka

W standardach wyszczególniono jakiego rodzaju treści nie wolno publikować. W jednym z punktów podkreślono, że niedozwolone jest publikowanie treści, które spełniają dwa kryteria:

Kryterium 1 - Oferowanie lub poszukiwanie: "Treści, które w sposób zawoalowany lub pośredni (zwykle poprzez podanie formy kontaktu) służą oferowaniu lub poszukiwaniu: nagich zdjęć; seksu lub partnerów seksualnych; czatu lub rozmów erotycznych".

Kryterium 2 - Elementy nacechowane: "Treści, które służą oferowaniu lub poszukiwaniu za pomocą jednego z poniższych nacechowanych seksualnie elementów: ikon emoji specyficznych dla danego kontekstu i powszechnie uważanych za nacechowane seksualnie; regionalnego języka potocznego nacechowanego seksualnie; treści wymieniających lub opisujących czynności seksualne (...) materiały wizualne prawdziwych osób".

W standardach społeczności nie wspomina się ani o emotikonie brzoskwini, ani bakłażana.

"Treści zawierające ikony emoji powszechnie uważane za nacechowane seksualnie będą usuwane z Facebooka oraz Instagrama tylko wtedy, gdy służą zawoalowanemu oferowaniu lub poszukiwaniu nagich zdjęć, seksu, partnerów seksualnych lub rozmów erotycznych. Nie podejmujemy natomiast działań w stosunku do samych emoji występujących bez określonego kontekstu" – podkreślono w mailu do Konkret24 z biura prasowego Facebooka.

"Aktualizacja językowa"

Na stronie Facebooka można zobaczyć historię zmian Standardów społeczności. Fragmenty dotyczące emotikonów zostały dodane w lipcu 2019 r. Wcześniej w miejscu obecnie obowiązujących przepisów zamieszczone były podobne zasady, ale napisane bardziej ogólnym językiem. Zmiana wprowadzona w lipcu ukonkretnia jakiego rodzaju treści Facebook uznaje za niezgodne ze standardami.

W komentarzu zamieszczonym pod historią aktualizacji zaznaczono: "Aktualizacje przedstawione tutaj nie są zmianami w naszej polityce, ale są dalszymi próbami wyjaśnienia jej języka".

Przy zmianach dokonanych w grudniu 2018 r. zawarto podobne tłumaczenie. Zaznaczono, że użytkownicy zwracali uwagę na niejasność zasad w standardach społeczności. "Definiujemy domniemane nakłanianie seksualne jako ofertę lub angażującą prośbę w połączeniu z co najmniej jednym elementem sugestywnym, który nie naruszyłby norm sam w sobie" - podkreślono na stronie Facebooka.

Autor:  kjab
Źródło:  Konkret24; zdj. tytułowe: Facebook

Pozostałe

Popularne w sieci wideo nie jest z Hongkongu. To projekt artystyczny

W mediach społecznościowych bardzo dużą popularność zyskuje krótkie wideo z wynalazkiem, który ma pomóc zmylić system rozpoznawania twarzy. Przekazujący sobie to nagranie internauci piszą, że pochodzi ono z Hongkongu. Jednak przenośny projektor twarzy to część projektu artystycznego holenderskich studentów sprzed dwóch lat. Podkreślają, że produkt tak naprawdę nie działa i apelują o niewykorzystywanie go w celach politycznych.

Dezinformacja - prognozy przed wyborami w USA w 2020 roku

Deep fake może być jednym z najpotężniejszych narzędzi w rękach twórców dezinformacji przed nadchodzącymi wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych. Według raportu opublikowanego przez Uniwersytet Nowojorski, technologia może zostać wykorzystana w kampanii wyborczej, by przypisać kandydatom nieprawdziwe słowa lub zachowania. Raport wskazuje, że źródłami dezinformacji oprócz Rosji mogą być Chiny oraz Iran. Najwięcej sfałszowanych treści będzie jednak pochodziło nie z zagranicy, a z samych Stanów Zjednoczonych.

Tweety, których nie napisali Dominika Wielowieyska i Marcin Gortat

Na Twitterze pojawił się wpis podpisany nazwiskiem Dominiki Wielowieyskiej. Bardziej uważni użytkownicy serwisu bez trudu wychwycili, że jego autorką wcale nie jest dziennikarka "Gazety Wyborczej". Tweet zamieszczono na koncie, które tymczasowo zmieniło nazwę użytkownika. Podobnie wykorzystano nazwisko Marcina Gortata. Wielu komentujących, krytykujących treść wpisu, było jednak przekonanych, że uczestniczy w dyskusji właśnie ze sportowcem.

Odtworzyli głos szefa firmy. Wyłudzili 243 tys. dolarów

Korzystając ze sztucznie wygenerowanego głosu prezesa dużej firmy, przestępcy zadzwonili do dyrektora jednej z jej spółek zależnych i poprosili o wykonanie przelewu. Udało im się wyłudzić w ten sposób 243 tys. dolarów. To prawdopodobnie pierwszy opisany przykład oszustwa z wykorzystaniem dźwięku stworzonego w technologii deepfake.

Chińska aplikacja do podmieniania twarzy podbija rynek. I budzi obawy

Chińska aplikacja ZAO pozwala użytkownikom na "podmienienie" twarzy aktora w klipie z serialu lub filmu na swoją twarz. Efekt jest realistyczny i dostępny w ciągu chwili. Program budzi kontrowersje - nie tylko ze względu na swoje możliwości, ale i na politykę prywatności. Jednocześnie bije jednak rekordy popularności w Azji - w ciągu kilku dni od premiery stała się najczęściej ściąganą aplikacją.

Wyścig zbrojeń XXI wieku. Technologie deepfake coraz lepsze i groźniejsze

O deepfake jest głośno wraz z każdym takim materiałem wstawionym do sieci. Na początku sierpnia zaskoczenie zaawansowaniem tej technologii wywołał filmik, w którym komik Bill Hader zamienia się w Toma Cruise'a. Zastosowanie takich manipulacyjnych rozwiązań staje się jednak coraz groźniejsze - jedna z firm w USA miała stracić z tego powodu kilka milionów dolarów. Rząd Stanów Zjednoczonych chce stworzyć zaawansowane narzędzia do identyfikowania sfałszowanych treści pojawiających się w sieci.