Austriacki poseł przeprowadził test antygenowy na koronawirusa, ale zamiast wymazu z nosa lub gardła użył coca-coli. Test dał wynik pozytywny, co zdaniem posła dowodzi niewiarygodności takich testów. Wirusolodzy tłumaczą Konkret24, na czym polega tu przekłamanie - i radzą powtórzyć chemię.

Deputowany izby niższej austriackiego parlamentu, Rady Narodowej, Michael Schnedlitz na posiedzeniu w czwartek 10 grudnia przeprowadził eksperyment: zrobił test antygenowy na koronawirusa, używając coca-coli.

Schnedlitz jest sekretarzem nacjonalistycznej, eurosceptycznej Wolnościowej Partii Austrii (Freiheitliche Partei Österreichs, FPÖ). Po tym, jak w trakcie swojego wystąpienia przeprowadził test antygenowy z wykorzystaniem coca-coli i wynik był dodatni, poseł stwierdził, że w ten sposób udowodnił tezę o niewiarygodności takich testów. "Ten test to nonsens, który kupiliście za pieniądze podatników, a nawet za więcej pieniędzy podatników, niż byłoby to konieczne, aby utrzymać emerytury dla najciężej pracujących" – perorował z mównicy Schnedlitz.

Partia FPO nagranie eksperymentu zamieściła na YouTube, tytuł filmu: "Niepojęte: cola pozytywnie przetestowana na koronawirusa"
Partia FPO nagranie eksperymentu zamieściła na YouTube, tytuł filmu: "Niepojęte: cola pozytywnie przetestowana na koronawirusa" Foto: YouTube/fpoetv

Na nagraniu z wystąpienia posła widać, jak odpakowuje test i patyczek do pobierania wymazów, a następnie zanurza go w szklance z coca-colą. Tak pobraną próbkę aplikuje bezpośrednio do testera. Powtarza to dwukrotnie. Po około trzech minutach podnosi test, oświadczając ironicznie: "Tak oto, panie i panowie, mamy problem, bo mamy pozytywny wynik testu na koronawirusa w parlamencie". Na nagraniu nie widać jednak, co dokładnie pokazał test.

Gdy film trafił do polskich mediów społecznościowych, jeden z internautów stwierdził, że austriacki poseł zdemaskował w ten sposób "Covidowy Teatr".

Mówiąc o kupowaniu testów za pieniądze podatników, Michael Schnedlitz nawiązał do decyzji rządu federalnego z 4 grudnia o masowym testowaniu mieszkańców trzech austriackich krajów związkowych – Wiednia, Tyrolu i Vorarlbergu – właśnie przy użyciu testów antygenowych.

Masowe testy na koronawirusa w Austrii

"To po prostu mija się z celem"

Wirusolodzy, z którymi rozmawiał Konkret24, nie mają wątpliwości, że tak przeprowadzony test antygenowy absolutnie nie obala jego wiarygodności co do wykrywania koronawirusa - ponieważ nie został stworzony do badania takich substancji jak coca-cola. - To po prostu mija się z celem – komentuje użycie napoju jako próbki do testu dr Emilia Cecylia Skirmuntt, wirusolożka ewolucyjna z Uniwersytetu w Oksfordzie. - Coca-cola zawiera określone związki chemiczne, które jednak różnią się całym spektrum właściwości chemicznych i fizycznych od tego, do czego przeznaczone są te testy – dodaje.

Zapewnia, że podobnie niewiarygodne wyniki dałyby także inne testy, np. ciążowy, gdyby używać ich w inny sposób niż zalecony przez producenta. - Test antygenowy nie jest przeznaczony do testowania innych substancji niż krew, bo we krwi znajdują się przeciwciała, które ma wykrywać – tłumaczy Skirmuntt. - Testów ciążowych też nikt nie próbuje wykonywać na przykład na ślinie, bo po prostu nie będą działać. Ale też nikt nie próbuje wylewać na nie różnych substancji, próbując udowodnić, że nie działają – podsumowuje.

Dr hab. Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, zwraca natomiast uwagę na wartość pH coca-coli i jej niedostosowanie do testu. - Każdy test ma pewne parametry, przy jakich jest standaryzowany: temperatura, wilgotność, pH próbki badanej – wymienia. - W przypadku testów immunochromatograficznych do wykrywania antygenów SARS-CoV-2 materiałem badanym jest wymaz z błon śluzowych nosogardzieli. Ich pH będzie wynosiło 6,7-7,3. Natomiast pH Coca-Coli wynosi 2,5, a więc ta wartość jest zbyt niska dla poprawnego wykonania testu – wyjaśnia.

Dodaje, że przeprowadzone w austriackim parlamencie "badanie" ma "tyle samo wspólnego z rzeczywistością, co podobny 'eksperyment' dokonany w Polsce z sokiem jabłkowym". Albowiem pH soku jabłkowego wynosi ok. 4. - "Eksperymentatorom" takim w konkluzji warto polecić powrót do szkoły podstawowej na lekcje chemii – podsumowuje wirusolog.

Testy antygenowe "bardzo przydatne w obecnej sytuacji"

Eksperci tłumaczą, jak działają testy antygenowe i czy są przydatne w opanowywaniu epidemii COVID-19.

- Naniesiona na papier chromatograficzny badana próbka przepływa wzdłuż membrany z nitrocelulozy. Jeśli w próbce obecne są antygeny nowego koronawirusa, zostaną one związane przez przeciwciała wyznakowane koloidalnym złotem – opisuje działanie testu dr Tomasz Dzieciątkowski. - Następnie taki kompleks immunologiczny przemieszcza się pod wpływem chromatografii do obszaru reakcji, gdzie dochodzi do kontaktu ze specyficznymi przeciwciałami, które są unieruchomione na powierzchni membrany. W wyniku reakcji tworzy się złożony kompleks, który prowadzi do pojawienia się wybarwionej linii w obszarze testowym.

W prawidłowo przeprowadzonym teście patyczek z wymazem powinno się zanurzyć w roztworze buforowym, a dopiero potem zaaplikować do testera. Austriacki poseł ominął ten istotny krok, kierując wymazówkę bezpośrednio z coca-coli na test. Dodatkowo na wynik powinno poczekać się ok. 10 minut, podczas gdy Michael Schnedlitz odczytał go już po trzech.

Testy antygenowe mają być dostępne w placówkach Podstawowej Opieki Zdrowotnej

Emilia Skirmuntt dodaje, że testy antygenowe mają od 50 do 90 proc. skuteczności, "co w przybliżeniu znaczy, że nawet jedna na dwie osoby może mieć fałszywy wynik pozytywny".

- Dlatego dodatkowo do takich testów, po uzyskaniu pozytywnego wyniku, powinno przeprowadzić się test PCR, który ma ponad 95-procentową wykrywalność – tłumaczy wirusolożka. – Testy antygenowe są tylko badaniem wstępnym i tak powinny być traktowane. Są jednak o wiele szybsze niż PCR i w obecnej sytuacji bardzo przydatne – zaznacza.

Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24; Zdjęcie: Unsplash/Twitter

Pozostałe

Czy zwykłe maseczki straciły przydatność? Odpowiada "Koronawirus Konkret24"

Pojawiły się nowe warianty wirusa, które są bardziej zakaźne. Musimy zwiększyć ochronę nosa, ust i oczu poprzez profesjonalne maseczki. Dlatego w tej chwili należałoby zrezygnować z szalików, przyłbic czy maseczek z jednej warstwy bawełny, ponieważ to nas może nie uchronić przed zakażeniem - tłumaczył w programie "Koronawirus Konkret24" w TVN24 dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z COVID-19.

Poseł Braun kontra profesor Horban, czyli wraca temat amantadyny jako leku na COVID-19

Poseł Grzegorz Braun zasugerował na Facebooku, że doradca premiera ds. COVID-19 prof. Andrzej Horban "zmienił zdanie o skuteczności leczenia amantadyną", bo stał się lobbystą producentów szczepionek. Powołał się przy tym na pismo z 2009 roku. Wyjaśniamy, dlaczego prof. Horban zmienił zdanie i czy są dowody na skuteczność amantadyny w leczeniu COVID-19.

Żadnej szczepionki na HIV i na raka - a na COVID-19 w ciągu roku? Wirus wirusowi nierówny

"Wirus pojawia się w tajemniczy sposób i w ciągu 1 roku powstaje szczepionka i wszyscy powinniśmy ją przyjąć" - zastanawia się internauta, zwracając uwagę na to, że na HIV czy raka szczepionek wciąż nie opracowano. Wątpliwości co do skuteczności szczepionki na COVID-19 z powodu tego, że tak szybko powstała, powielane są w mediach społecznościowych od miesięcy. Przedstawiamy wyjaśnienia ekspertów.

Czy niezaszczepieni mogą zagrażać zaszczepionym? Odpowiada "Koronawirus Konkret24"

Szczepienia to edukacja, nauczenie naszego organizmu, jak sobie radzić z nieproszonymi gośćmi, którzy próbują wnikać do naszego organizmu – mówiła w programie "Koronawirus Konkret24" w TVN24 profesor Krystyna Bieńkowska-Szewczyk. Zmierzyła się z kolejnymi pytaniami związanymi ze szczepionką na COVID-19. Mity na temat szczepień obalała Gabriela Sieczkowska z portalu Konkret24.

Ozdrowieńcom wystarczy podanie jednej dawki szczepionki? Wyjaśniamy, skąd ta teoria

Amerykańcy naukowcy z University of Maryland School of Medicine przeprowadzili badanie na pracownikach służby zdrowia i stwierdzili, że ozdrowieńcom powinno wystarczyć przyjęcie tylko jednej dawki szczepionki na COVID-19. Badanie przytoczył w mediach społecznościowych jeden z polskich lekarzy, zaznaczając, że nie należy jego wyników traktować jako pewnik. Wyjaśniamy dlaczego.