IFR, CFR - wskaźniki śmiertelności infekcji wirusem SARS-CoV-2 pojawiają się coraz częściej w internetowych dyskusjach i polemikach. Wyjaśniamy, do czego służą i jak się je oblicza.

To już jest zwykła propaganda strachu" - napisał na Twitterze 7 października publicysta Łukasz Warzecha. Skomentował tak post RMF24.pl, w którym podano dane ogłoszone tego dnia o 3003 osobach zakażonych i 75 zmarłych na COVID-19, określając je "przerażającymi".

"Przypomnę, że zakażenie to nie choroba. Przypomnę, że CFR wynosi ok. 1 proc. IFR prawdopodobnie jeszcze mniej" - argumentował Warzecha.

Z kolei gdy na profilu Polsat News podano informację o rzekomo podobnej śmiertelności COVID-19 i grypy, autor konta Fakty o COVID19 zareagował komentarzem: "Śmiertelność COVID nie jest na poziomie śmiertelności grypy. Według aktualnych badań IFR jest kilkunastokrotnie wyższy dla COVID".

Dyskusje o wskaźnika IFR i CFR coraz częściej pojawiają się w mediach społecznościowych. Są to wskaźniki śmiertelności choroby zakaźnej. Na prośbę Konkret24 Rafał Halik z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH) wyjaśnia, co dokładnie opisują i jak ich używać zgodnie z przeznaczeniem.

Druga fala pandemii w Europie

IFR - zgony wśród wszystkich zakażeń; CFR - zgony wśród potwierdzonych zakażeń

Wskaźnik IFR (infection fatality rate - wskaźnik śmiertelności infekcji) mówi o tym, jaki odsetek zakażeń kończy się zgonem. Chodzi o odsetek zgonów wśród wszystkich osób, które zostały zainfekowane zarazkiem. Nie tylko tych zdiagnozowanych, ale i tych, u których infekcja przeszła bezobjawowo, lub które o niej nawet nie wiedziały. "Nie zawsze zakażenie danym zarazkiem oznacza, że dana osoba zachoruje na daną chorobę. Przebieg choroby może być bezobjawowy, łagodny i nie dający symptomów, i dlatego nie jesteśmy w stanie 'ogarnąć', ile jest obserwowanych rzeczywistych infekcji w społeczeństwie" - wyjaśnia Rafał Halik.

Do obliczenia wskaźnika IFR wykorzystuje się m.in. modele matematyczne służące do ustalenia skali infekcji. Jak tłumaczy Rafał Halik, liczbę osób, które przeszły infekcję, można oszacować, ustalając odsetek osób po serokonwersji. Chodzi o osoby, w których krwi stwierdzono przeciwciała świadczące o przebytym zakażeniu.

Wskaźnik CFR (case fatality rate - wskaźnik śmiertelności przypadków) jest o wiele prostszy w konstrukcji. Zazwyczaj ma wartość liczbową wyższą od IFR, ponieważ uwzględnia odsetek zgonów nie spośród wszystkich infekcji, a tylko spośród potwierdzonych przypadków choroby. "W tym kontekście tak ważna jest liczba testów na COVID-19, bo wtedy diagnozujemy więcej przypadków i zwyczajnie mianownik dla CFR robi się o wiele szerszy" - wyjaśnia Rafał Halik.

"CFR można liczyć szybko i jest prostszy; IFR jest bardziej obiektywny i precyzyjny, acz trudniejszy do obliczeń" - podsumowuje epidemiolog z NIZP-PZH. Dodaje, że IFR ma walory medyczne i lepiej służy do monitorowania zjadliwości wirusa oraz wpływu ewentualnych poważniejszych mutacji na ciężkość zachorowań. CFR zaś bardziej obrazuje, czy chronimy szczególnie podatnych na chorobę, czy system ochrony zdrowia dobrze sobie radzi z epidemią i czy organizacja walki z epidemią jest właściwa.

Wskaźniki IFR dla COVID-19 - na razie szacunki

Wartość wskaźnika IFR dla COVID-19 w polskiej populacji nie jest na razie znana. "W Polsce nie wykonano do tej pory szerszych badań na reprezentatywnych próbach nt. serokonwersji, które pozwalają na oszacowanie rzeczywistej liczby infekcji korona wirusem w populacji" - informuje Rafał Halik.

Dostępne są szacunki dla innych populacji i ogólne wskaźniki - w tym wykorzystywane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), o których pisaliśmy już w Konkret24. To niepewne dane, bo w przeciwieństwie do prowadzonych od lat badań znanych chorób zakaźnych bazują na nowych, niepowtarzalnych ustaleniach. Podawane w mediach wskaźniki IFR różnią się w zależności od grupy objętej badaniem i miejsca wykonania analizy.

W dostępnym na stronie (WHO) artykule dotyczącym śmiertelności COVID-19 zacytowano badania szacujące IFR na 0,5-1 proc. Z analizy 24 badań zmierzających do ustalenia wartości współczynnika IFR dla SARS-CoV-2 opublikowanej jako preprint (czyli artykuł jeszcze nie zrecenzowany naukowo) w medycznym portalu naukowym MedRxiv wynika, że przeciętnie wskazywany współczynnik IFR dla SARS-CoV-2 wynosi 0,68 proc. (0,53-0,82 proc.).

Chiny utrzymują, że wygrały z epidemią. Oficjalne dane trudno zweryfikować

Rafał Halik zwraca uwagę na opublikowane w "The Lancet" wyliczenia IFR na podstawie infekcji populacji szwajcarskiej. Średnia wartość IFR dla SARS-CoV-2 wyniosła tam od 0,4 do 1 proc. "IFR różni się pomiędzy krajami, bo zależy też ogólnie od charakterystyki demograficznej: udziału osób starszych w populacji, sprawności działania systemu ochrony zdrowia. Przykładowo w prowincji Hubei zaobserwowano najwyższy IFR=2,9 proc., w Lombardii wskaźnik ten oszacowano od 1,1 do 1,6 proc." - wyjaśnia dla Konkret24 Rafał Halik.

Dla porównania, według danych WHO współczynnik śmiertelności IFR z powodu infekcji wirusa grypy wynosi ok. 0,1 proc. Grypa Hong Kong, która na początku lat 70. zabiła według szacunków nawet 25 tys. Polaków, miała IFR poniżej 0,5 proc.

Wskaźnik CFR dla COVID-19

Wartość CFR można obliczyć na podstawie dostępnych statystyk dla populacji. Według danych publikowanych na witrynie gov.pl od marca w Polsce na COVID-19 zachorowało 111 599 osób. Zmarło 2867 osób zakażonych koronawirusem.

Według Rafała Halika aktualnie wskaźnik CFR dla Polski wynosi ok. 2,6 proc., a dla całej Europy - 4,2 proc. "CFR ostatnio spada, bo system ochrony zdrowia lepiej sobie radzi z terapią COVID-19" - zauważa epidemiolog.

Autor:  Krzysztof Jabłonowski
Źródło:  Konkret24; zdjęcie: Shutterstock

Pozostałe

Plastik, kreda, klej w jedzeniu? "Testy" żywności wprowadzające w błąd

Podpalanie topionego sera, podgrzewanie tabletek z witaminami, skrapianie lodów cytryną i inne tego typu "testy" pokazane w popularnym wideo mają udowadniać, które produkty są naturalne, a które przetworzone. Lecz jedyne, co ten film udowadnia, to fakt, że mieszając trochę prawdy z nieprawdą, łatwo wprowadzić w błąd.

Maska i dym. To nie jest dowód, że maseczki nie chronią przed COVID-19

Kłęby dymu wydobywające się spod maseczki na twarzy - pokazujący to film na YouTube i nagrania udostępniane w mediach społecznościowych mają udowadniać, że maski nie chronią przed rozprzestrzenianiem się wirusa. Eksperci tłumaczą, dlaczego te filmy wprowadzają w błąd.

"Posłuchajcie tego dźwięku #mars2021". Sprawdzamy, co to za film

Lądowanie łazika Perseverance na Marsie było głośnym wydarzeniem, a na materiały przez niego tam nagrane świat czeka z niecierpliwością. Tymczasem w sieci już krąży film, którego Perseverance wcale nie przesłał i nie pokazuje aktualnego obrazu tej planety.

W "The Lancet" napisano, że noszenie maseczek nie chroni przed COVID-19? Tłumaczenie zmanipulowano

Najpierw na jednej ze stron internetowych ukazał się tekst o tym, że magazyn "The Lancet" poinformował o "niewielkim wpływie stosowania maski na zmniejszenie transmisji SARS-CoV-2'". Potem na Facebooku i Twitterze rozpowszechniano post treści: "prestiżowe czasopismo stwierdza, że noszenie maseczek nie chroni przed covid". Te przekazy są oparte na zmanipulowanym tłumaczeniu artykułu z "The Lancet".

"Plastikowy" śnieg w Hiszpanii. "Niech ktoś mi powie, co to jest?" Tłumaczymy

Na popularnym w sieci nagraniu kobieta podgrzewa grudkę śniegu ogniem z zapalniczki. Śnieg nie topi się, tylko pokrywa czarnym nalotem. "To jest ich cała plandemia" - stwierdza kobieta, winiąc polityków za "plastikowy śnieg". O ile obserwowana reakcja chemiczna nie jest dowodem na "plandemię", to wątek "plastikowego śniegu" nie jest nieuzasadniony.