Duda: "zawsze zwycięskie ugrupowanie albo miało z góry koalicję, albo większość". Nie zawsze

Źródło:
Konkret24
Prezydent: mamy dwóch poważnych kandydatów do stanowiska premiera
Prezydent: mamy dwóch poważnych kandydatów do stanowiska premieraTVN24
wideo 2/5
Prezydent: mamy dwóch poważnych kandydatów do stanowiska premieraTVN24

Andrzej Duda stwierdził, że zawsze zwycięskie w wyborach ugrupowanie albo miało większość, albo miało "z góry koalicję", więc nie było wątpliwości przy desygnowaniu premiera. A teraz według niego "jest to sytuacja nowa". Prezydent się myli: od 1991 roku na dziewięć wyborów parlamentarnych w czterech przypadkach desygnowano premiera, zanim koalicje się ostatecznie zawiązały.

Artykuł po raz pierwszy opublikowano 30 października 2023 roku. Prezydencki minister i szef Gabinetu Prezydenta RP Marcin Mastalerek zapowiedział 6 listopada w serwisie X, że "prezydent Andrzej Duda podjął już decyzję ws. tzw. pierwszego kroku", czyli tego, kogo desygnować na premiera. Decyzję Andrzej Duda ogłosi wieczorem w telewizyjnym orędziu.

Po dwóch dniach konsultacji z przedstawicielami ugrupowań, które w wyborach dostały się do Sejmu, prezydent Andrzej Duda 27 października podsumował te rozmowy na konferencji prasowej. "Mamy dzisiaj dwóch poważnych kandydatów do stanowiska premiera. Mamy dwie grupy polityczne, które twierdzą, że mają większość parlamentarną, i które mają swojego kandydata na premiera" - oświadczył prezydent. Przekazał, że kandydatem PiS jest Mateusz Morawiecki, a wspólnym kandydatem Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Lewicy jest Donald Tusk.

Następnie Andrzej Duda stwierdził: "Wszyscy wiedzą o tym, że obyczaj był taki do tej pory, że tą tekę premierowską od prezydenta otrzymywał kandydat zgłoszony przez zwycięskie ugrupowania". Po czym dodał:

No, ale też zawsze było tak, że to zwycięskie ugrupowanie albo miało z góry koalicję i nikt inny nie twierdził, że ma kandydata, który będzie miał większość, albo po prostu miało większość, jak to miało miejsce w roku 2015 czy w 2019, tak zwaną większość samodzielną.

"Dzisiaj jest inaczej. Pierwszy raz mamy taką sytuację, żeby przed tym tak zwanym pierwszym krokiem konstytucyjnym taki był stan. Jest to sytuacja nowa" - uznał prezydent.

Andrzej Duda nie ma jednak racji. Obecna sytuacja po wyborach 15 października nie jest nowa: nie po raz pierwszy bowiem w historii III RP przed decyzją prezydenta o desygnowaniu premiera zwycięska partia nie ma samodzielnej większości, a zwycięskie ugrupowanie trzech partii "z góry koalicji" (czyli formalnej umowy koalicyjnej). Przypominamy, jak postępowali w takich sytuacjach poprzedni prezydenci.

Pierwszy krok konstytucyjny

Przypomnijmy, czym jest "tak zwany pierwszy krok konstytucyjny". Konstytucja RP przewiduje trzy kroki wybrania nowego rządu po wyborach. W pierwszym to prezydent desygnuje prezesa Rady Ministrów. Desygnowany premier kompletuje rząd i przedstawia jego skład prezydentowi. Następnie prezydent powołuje premiera i pozostałych członków rządu w ciągu 14 dni od dnia pierwszego posiedzenia Sejmu. Wówczas szef rządu w ciągu kolejnych 14 dni przedstawia Sejmowi program działania jego rządu. Wygłasza expose i zwraca się z wnioskiem o udzielenie nowej Radzie Ministrów wotum zaufania. Do tego właśnie potrzebna jest większość w Sejmie, ponieważ w głosowaniu nad wnioskiem o wotum zaufania liczba głosów "za" musi być większa od liczby głosów "przeciw" i wstrzymujących się, w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów (tzw. większość bezwzględna).

Większość pozwalająca wyrazić lub odrzucić wotum zaufania dla nowego rządu to 231 posłów. W nowym Sejmie koalicja KO-Trzecia Droga-Nowa Lewica będzie miała 248 mandatów, podczas gdy Prawo i Sprawiedliwość - 194, a Konfederacja - 18.

Jeśli sejmowa większość odrzuci rząd z premierem desygnowanym przez prezydenta w pierwszym kroku konstytucyjnym, inicjatywa przechodzi do Sejmu. Nowego kandydata musi zgłosić grupa co najmniej 46 posłów. Tak wybrany kandydat na premiera również wygłasza expose i potrzebuje bezwzględnej większości w głosowaniu nad wotum zaufania, żeby zostać zatwierdzonym jako nowy premier nowego rządu. Prezydent nie może odmówić powołania i zaprzysiężenia tak wybranej Rady Ministrów.

Jako że jesteśmy jeszcze przed pierwszym krokiem, to do prezydenta należy decyzja, komu powierzy misję stworzenia rządu i uzyskania dla niego większości w Sejmie. Zdaniem Andrzeja Dudy obecna sytuacja jest bezprecedensowa - przypominamy więc dwie takie same z przeszłości - po wyborach w 1991 i 2005 roku - i jak wówczas postąpił prezydent.

Wybory w 1991 roku: zwycięska partia nie ma samodzielnej większości

W pierwszych całkowicie wolnych wyborach parlamentarnych 27 października 1991 roku nie było jeszcze progu wyborczego i do Sejmu dostały się aż 24 ugrupowania, z których siedem wprowadziło tylko jednego posła (dane za: Antoni Dudek, "Historia polityczna Polski 1989-2015"). Takie rozdrobnienie spowodowało, że żadna partia nie miała samodzielnej większości.

Więcej niż 40 mandatów zdobyły kolejno: Unia Demokratyczna (62), Sojusz Lewicy Demokratycznej (60), Konfederacja Polski Niepodległej (51), Wyborcza Akcja Katolicka (50), Polskie Stronnictwo Ludowe (50) i Porozumienie Obywatelskie Centrum (44).

Wbrew słowom prezydenta Dudy zwycięskie ugrupowanie - czyli Unia Demokratyczna - nie miała jednak "z góry koalicji". Potwierdzają to trzy wydarzenia opisane przez prof. Antoniego Dudka w książce "Historia polityczna Polski 1989-2015". Mianowicie po wyborach, "wobec braku wyraźnego zwycięzcy", na czele rządu chciał stanąć sam prezydent Lech Wałęsa. Pierwszym politykiem przyjętym przez Wałęsę po wyborach był Jacek Kuroń ze zwycięskiej Unii Demokratycznej. On jednak nie przedstawił pomysłu żadnej koalicji, a jedynie wysłuchał propozycji prezydenta, w której Wałęsa miałby zostać premierem, a Kuroń wicepremierem.

Profesor Dudek wspomina, że Kuroń nie tylko odrzucił tę ofertę, ale 3 listopada 1991 kierownictwo UD zadeklarowało, że rezygnuje z tworzenia większościowej koalicji i przedstawiło listę 11 warunków polityki gospodarczej, które miały stanowić podstawę programu przyszłego rządu z udziałem UD. Mimo to 8 listopada prezydent Wałęsa - jeszcze przed pierwszym posiedzeniem Sejmu (odbyło się 25 listopada) - zakulisowo zaproponował stworzenie nowego rządu prof. Bronisławowi Geremkowi z UD, a ten mimo wcześniejszej deklaracji kierownictwa partii postanowił poszukać większości. Rozmowy zakończyły się fiaskiem i Geremek zrezygnował po pięciu dniach. Tak więc zwycięska Unia Demokratyczna w 1991 roku nie miała ani samodzielnej większości (i w takiej sytuacji jest teraz PiS), ani zaplanowanej z góry koalicji, którą mogłaby przedstawić prezydentowi Wałęsie, co obala tezę Andrzeja Dudy.

Ostatecznie prezydent Lech Wałęsa desygnował na premiera Jana Olszewskiego z Porozumienia Centrum. Poparło go 250 posłów, a członkowie Unii Demokratycznej, mimo uzyskania największej liczby głosów w wyborach, znaleźli się w opozycji.

Wybory w 1993 i 1997 roku: jest koalicja, jest premier z koalicji

Dwa lata później w wyniku przedterminowych wyborów z 19 września 1993 roku najwięcej głosów i mandatów poselskich zdobyły Sojusz Lewicy Demokratycznej i Polskie Stronnictwo Ludowe. Rozmowy koalicyjne zaczęły się już dwa dni po wyborach - 21 września - a zakończyły się 13 października podpisaniem umowy koalicyjnej. Na jej mocy kandydatem na premiera obu partii został ówczesny prezes PSL Waldemar Pawlak. A więc polityk spoza zwycięskiego ugrupowania. I to jemu pięć dni później, 18 października, prezydent Lech Wałęsa powierzył misję utworzenia rządu.

Podobnie było cztery lata później, gdy wybory parlamentarne z 21 września 1997 roku wygrała Akcja Wyborcza Solidarność, a drugi wynik miała Unia Wolności. Rozmowy na temat utworzenia przez te ugrupowania wspólnego rządu rozpoczęły się 24 września, koalicja została potwierdzona 17 października i tego samego dnia prezydent Aleksander Kwaśniewski desygnował Jerzego Buzka na premiera.

Można więc stwierdzić, że w obu tych przypadkach została zrealizowana zasada, że prezydent powołuje premiera, za którym stoi koalicja potwierdzona zawarciem formalnej umowy.

Wybory w 2001, 2005 i 2007 roku: najpierw premier, potem koalicja

Inaczej jednak było po wyborach 23 września 2001 roku. Wygrała je koalicja SLD-Unia Pracy - zdobyła 216 mandatów poselskich, co nie wystarczało do samodzielnego sprawowania władzy. Jak pisze prof. Antoni Dudek w swojej książce, prezydent Aleksander Kwaśniewski sugerował "samodzielne tworzenie mniejszościowego rządu, w konkretnych sprawach zabiegającego o poparcie innych ugrupowań".

Lider zwycięskiego sojuszu Leszek Miller, po fiasku rozmów z Platformą Obywatelską w sprawie poparcia, 4 października 2001 roku został desygnowany przez Aleksandra Kwaśniewskiego na premiera i dopiero wtedy rozpoczął rozmowy o koalicji z PSL. Umowa koalicyjna została podpisana 9 października. Tak więc w momencie desygnowania Leszek Miller nie miał ani większości do rządzenia, ani "z góry koalicji".

Podobnie było, gdy premierem został Kazimierz Marcinkiewicz po wyborach 25 września 2005 roku. Wygrało je Prawo i Sprawiedliwość, uzyskując w Sejmie 155 mandatów; druga była Platforma Obywatelska - 133 mandaty. Po wyborach miała powstać koalicja PO-PiS, lecz sposób prowadzenia rozmów o jej zawarciu - jak pisze prof. Dudek - "nie wróżył powodzenia". 27 września 2005 roku Jarosław Kaczyński ogłosił, że kandydatem PiS na premiera jest Kazimierz Marcinkiewicz, co PO uznała za krok mający ułatwić zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego w wyborach na prezydenta. Bo równocześnie z rozmowami koalicyjnymi toczyła się kampania w wyborach prezydenckich - 23 października 2005 roku wygrał Lech Kaczyński.

Kazimierz Marcinkiewicz został desygnowany przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego na szefa rządu już 19 października, gdy toczyły się jeszcze rozmowy o utworzeniu koalicji PO-PiS. A więc w momencie desygnowania nie stała za nim żadna koalicja dająca większość do rządzenia. Ta powstała dopiero 5 maja 2006 roku, gdy do koalicji PiS i Samoobrony dołączyła Liga Polskich Rodzin.

A czy za Donaldem Tuskiem w momencie gdy prezydent Lech Kaczyński powierzał mu tekę premiera po wygranych przez PO wyborach w 2007 roku, stała już gotowa koalicja? Formalnie nie. Wybory 21 października 2007 roku wygrała PO, zdobywając 209 mandatów w Sejmie. Do rządzenia potrzebny był koalicjant. Wybór padł na PSL, deklarację o zawarciu koalicji rządowej między PO a PSL liderzy obu partii podpisali 23 listopada – dwa tygodnie po tym, jak 9 listopada prezydent Lech Kaczyński powierzył Donaldowi Tuskowi misję utworzenia rządu.

W kolejnych wyborach: w 2011, 2015 i 2019 roku prezydenci desygnowali na premierów osoby z tych ugrupowań, które w wyniku wyborów miały albo koalicyjną, albo samodzielną większość do rządzenia.

Podsumowując: prezydent Andrzej Duda myli się, mówiąc, że "zawsze zwycięskie ugrupowanie miało z góry koalicję".

Autorka/Autor:

Źródło: Konkret24

Pozostałe wiadomości

Po głośnej imprezie w hotelu poselskim Łukasz Mejza tłumaczył z mównicy sejmowej, że w nocy bronił "tradycji polegających na wspólnym, chóralnym śpiewaniu". A w rozmowie z TVN24 tłumaczył się całodniową pracą w sejmowych komisjach i na posiedzeniach. Sprawdziliśmy więc aktywność parlamentarną tego posła PiS. Nie jest to długa analiza.

Mejza tłumaczy nocną imprezę: "skoro się pracuje cały dzień....". Jak on pracuje?

Mejza tłumaczy nocną imprezę: "skoro się pracuje cały dzień....". Jak on pracuje?

Źródło:
Konkret24

Politycy Prawa i Sprawiedliwości forsują w mediach przekaz, że wraz z powrotem Donalda Tuska na fotel premiera źle się dzieje na ryku pracy. Mateusz Morawiecki jako "dowód" pokazuje mapę z firmami, które zapowiedziały zwolnienia grupowe. Jak sprawdziliśmy, takich zwolnień nie jest więcej, niż było za zarządów Zjednoczonej Prawicy. Eksperci tłumaczą, czego są skutkiem.

Narracja PiS o grupowych zwolnieniach i "powrocie biedy". To manipulacja

Narracja PiS o grupowych zwolnieniach i "powrocie biedy". To manipulacja

Źródło:
Konkret24

"Ukraińcy mają większe prawa w Polsce niż Polacy" - stwierdził jeden z internautów, który rozsyłał przekaz o przyjęciu przez Senat uchwały "o zwolnieniu z podatku dochodowego obywateli Ukrainy i Białorusi". Posty te zawierają szereg nieprawdziwych informacji.

"Senat przyjął uchwałę o zwolnieniu z podatku dochodowego obywateli Ukrainy i Białorusi"? Nic się tu nie zgadza

"Senat przyjął uchwałę o zwolnieniu z podatku dochodowego obywateli Ukrainy i Białorusi"? Nic się tu nie zgadza

Źródło:
Konkret24

"Coś się szykuje" - przekazują zaniepokojeni internauci, rozsyłając zdjęcie zawiadomienia o wszczęciu postępowania administracyjnego w sprawie samochodu jako świadczenia na rzecz jednostki wojskowej. Uspokajamy: dokument wygląda groźnie, lecz nie jest ani niczym nowym, ani wyjątkowym.

Masz SUV-a, "to go stracisz"? Kto i dlaczego rozsyła takie pisma 

Masz SUV-a, "to go stracisz"? Kto i dlaczego rozsyła takie pisma 

Źródło:
Konkret24

Po pogrzebie Damiana Sobola, wolontariusza, który zginął w izraelskim ostrzale w Strefie Gazy, internauci zaczęli dopytywać, co wokół jego trumny robiły swastyki i czy były prawdziwe. Sprawdziliśmy.

Swastyki pod trumną Polaka zabitego w Strefie Gazy? Wyjaśniamy

Swastyki pod trumną Polaka zabitego w Strefie Gazy? Wyjaśniamy

Źródło:
Konkret24

Tysiące wyświetleń w mediach społecznościowych ma fotografia dwóch mężczyzn jedzących coś na ulicy przed barem. Jeden to prezydencki doradca Marcin Mastalerek, drugi stoi bokiem, twarzy nie widać. Internauci informują, że to prezydent Duda, który podczas pobytu w Nowym Jorku poszedł ze swoim doradcą na pizzę do baru. Czy na pewno?

Duda i Mastalerek jedzą pizzę na ulicy? Kto jest na zdjęciu

Duda i Mastalerek jedzą pizzę na ulicy? Kto jest na zdjęciu

Źródło:
Konkret24

Według krążącego w sieci przekazu po zmianie prawa Ukraińcom łatwiej będzie uzyskać u nas kartę pobytu na trzy lata. A to spowoduje, że "do Polski będą ściągać jeszcze większe ilości Ukraińców". Przekaz ten jest manipulacją - w rzeczywistości planowane zmiany mają uniemożliwić to, by wszyscy Ukraińcy mogli uzyskiwać karty pobytu i pozostawać u nas trzy lata.

"Każdy, kto zechce" z Ukrainy dostanie kartę pobytu w Polsce? No właśnie nie

"Każdy, kto zechce" z Ukrainy dostanie kartę pobytu w Polsce? No właśnie nie

Źródło:
Konkret24

Ponad milionowe zasięgi generuje w polskiej sieci przekaz, że od początku lipca nie będzie można w Niemczech w weekendy jeździć samochodami osobowymi. Powodem ma być troska o środowisko. Uspokajamy: nie ma takich planów.

W Niemczech od lipca "całkowity zakaz jazdy w weekendy"? To "nieuzasadnione obawy"

W Niemczech od lipca "całkowity zakaz jazdy w weekendy"? To "nieuzasadnione obawy"

Źródło:
Konkret24

Czy Amerykański Czerwony Krzyż nie przyjmuje krwi od osób zaszczepionych przeciw COVID-19? Taką teorię, na podstawie pytań z formularza tej organizacji, wysnuli polscy internauci. Kwestionariusz jest prawdziwy, teoria już nie.

Amerykański Czerwony Krzyż "odmawia przyjmowania krwi" od zaszczepionych? Nie

Amerykański Czerwony Krzyż "odmawia przyjmowania krwi" od zaszczepionych? Nie

Źródło:
Konkret24

Internauci i serwisy internetowe podają przekaz, że polskie wojsko wysyła pracującym pierwsze powołania - że dostają "pracownicze przydziały mobilizacyjne". Wyjaśniamy, o co chodzi.

Pracownikom wysłano "pierwsze powołania do wojska"? Nie, wyjaśniamy

Pracownikom wysłano "pierwsze powołania do wojska"? Nie, wyjaśniamy

Źródło:
Konkret24

Sceptycy pandemii COVID-19 i przeciwnicy wprowadzonych wtedy obostrzeń szerzą ostatnio narrację, jakoby "niemiecki rząd przyznał, że nie było pandemii". Wiele wpisów z taką informacją krąży po Facebooku i w serwisie X. Nie jest to jednak prawda.

"Niemiecki rząd przyznał, że nie było pandemii"? Manipulacja pana profesora

"Niemiecki rząd przyznał, że nie było pandemii"? Manipulacja pana profesora

Źródło:
Konkret24

W sieci pojawiły się dramatyczny zbiór nagrań, rzekomo z potężnej burzy, która przeszła nad Dubajem. Niektóre z nich nie mają jednak nic wspólnego z ostatnimi wydarzeniami. Wyjaśniamy.

Powódź w Dubaju. Huragan i drzewo wyrwane z korzeniami? To nie są nagrania stamtąd

Powódź w Dubaju. Huragan i drzewo wyrwane z korzeniami? To nie są nagrania stamtąd

Źródło:
Konkret24

Posłanka PiS Joanna Lichocka zaalarmowała swoich odbiorców, że we Wrocławiu powstał "ruchomy meczet". W poście nawiązała do kwestii nielegalnych migrantów, Donalda Tuska i Unii Europejskiej. Posłanka mija się z prawdą. Pokazujemy, co rzeczywiście stoi przy Stadionie Olimpijskim w stolicy Dolnego Śląska.

"Ruchomy meczet" we Wrocławiu? Posłanka PiS manipuluje, tam stało i stoi boisko

"Ruchomy meczet" we Wrocławiu? Posłanka PiS manipuluje, tam stało i stoi boisko

Źródło:
Konkret24

"Głosują, jak im patroni z Niemiec każą", "lista hańby europosłów", "komu podziękować za pakiet migracyjny" - z takimi komentarzami rozsyłane jest w sieci zestawienie mające pokazywać, jak 25 polskich europosłów rzekomo głosowało "w sprawie pakietu migracyjnego". Tylko że grafika zawiera błędy i nie przedstawia, jak rzeczywiście ci europosłowie głosowali. Wyjaśniamy.

"Lista hańby europosłów"? Nie, grafika z błędami. Kto jak głosował w sprawie paktu migracyjnego?

"Lista hańby europosłów"? Nie, grafika z błędami. Kto jak głosował w sprawie paktu migracyjnego?

Źródło:
Konkret24

Według posłanki PiS Marleny Maląg proponowane przez obecny rząd "babciowe" oznacza likwidację programu wprowadzonego przez rząd Zjednoczonej Prawicy. "Znów oszukali?", "będą zabierać?" - pytała była minister rodziny. To manipulacja. Wyjaśniamy, czy rodzice rzeczywiście stracą na nowym świadczeniu.

Maląg: "babciowe" oznacza likwidację rodzinnego kapitału opiekuńczego. Co pominęła była minister?

Maląg: "babciowe" oznacza likwidację rodzinnego kapitału opiekuńczego. Co pominęła była minister?

Źródło:
Konkret24

Sugerując się tekstami niektórych serwisów internetowych, polscy internauci gratulują Słowakom, że "odrzucili pakt migracyjny" i piszą, że rząd Donalda Tuska powinien zrobić to samo. Sęk w tym, że Słowacja nic nie odrzuciła, a Polska - i Węgry - przyjmują takie samo stanowisko. Wyjaśniamy, na czym polega rozpowszechniany w internecie manipulacyjny przekaz.

Słowacja "odrzuca unijny pakt migracyjny, a Polska?" Uproszczenie i manipulacja

Słowacja "odrzuca unijny pakt migracyjny, a Polska?" Uproszczenie i manipulacja

Źródło:
Konkret24

Salon kosmetyczny z eksperymentalną terapią odchudzającą komarami jakoby działał w Gdańsku. Uchodźczyni z Ukrainy, która go prowadziła, miała na tym zarobić ponad milion złotych - wynika z rzekomego materiału stacji Euronews. Rozpowszechniają go w sieci prorosyjskie konta. Jest sfabrykowany.

Terapia odchudzająca komarami, fałszywe dokumenty i Ukrainka z milionem złotych. Nic tu nie jest prawdą

Terapia odchudzająca komarami, fałszywe dokumenty i Ukrainka z milionem złotych. Nic tu nie jest prawdą

Źródło:
Konkret24

W 2023 roku pierwszy raz od trzech lat spadła liczba osób, wobec których zarządzono kontrolę operacyjną. Wśród nich były też inwigilowane Pegasusem. Cały czas jest to jednak więcej niż przed objęciem rządów przez Zjednoczoną Prawicę.

Nie tylko Pegasus. Ile osób służby inwigilowały w 2023 roku?

Nie tylko Pegasus. Ile osób służby inwigilowały w 2023 roku?

Źródło:
Konkret24

Nowy warszawski radny PiS, a wcześniej wojewoda mazowiecki Tobiasz Bocheński postanowił uczcić Święto Chrztu Polski wpisem w mediach społecznościowych. Jednak swój post na ten temat zilustrował grafiką przedstawiającą chrzest nie Mieszka I, tylko innego władcy. 

Bocheński uczcił Święto Chrztu Polski. "Douczy się pan z okresu średniowiecza" 

Bocheński uczcił Święto Chrztu Polski. "Douczy się pan z okresu średniowiecza" 

Źródło:
Konkret24

Jordańska księżniczka Salma miała "osobiście strącić" sześć irańskich dronów skierowanych na Izrael, Iran zrobił Izraelowi "małe Drezno", a jeden z dronów zawisł na kablach elektrycznych... - tego typu informacje o ataku na Izrael rozchodzą się w polskich mediach społecznościowych. Są niepotwierdzone i fałszywe, oparte na starych zdjęciach i nagraniach.

Drony "strąciła jordańska księżniczka", a jeden "zaplątał się w kable". Fejki o ataku Iranu na Izrael

Drony "strąciła jordańska księżniczka", a jeden "zaplątał się w kable". Fejki o ataku Iranu na Izrael

Źródło:
Konkret24

Portal rzekomo z Londynu, a teksty publikowane po rosyjsku. Film wideo mający być dowodem, tylko że już skasowany, a bohater zniknął. Oto jak historia o rzekomym zakupie rezydencji króla Karola przez Ołenę Zełenską powiela schemat prokremlowskiej dezinformacji.

Zełenski "nabywa byłą rezydencję króla Karola"? Rosyjski schemat dezinformacji

Zełenski "nabywa byłą rezydencję króla Karola"? Rosyjski schemat dezinformacji

Źródło:
Konkret24, Snopes