Centralne Biuro Antykorupcyjne zwróciło się do pierwszej prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf o uwierzytelnioną kopię oświadczenia majątkowego szefa NIK. Stało się to dopiero po tym, jak "Superwizjer" TVN opisał sprawę wpisywania do oświadczeń kamienicy należącej do Mariana Banasia. Dokument był wówczas w siedzibie Sądu Najwyższego już od niemal trzech tygodni. Pierwsza prezes SN odmówiła Konkret24 ujawnienia oświadczenia szefa NIK.

Centralne Biuro Antykorupcyjne prowadzi od 16 kwietnia kontrolę oświadczeń o stanie majątkowym Mariana Banasia. Postępowanie obejmuje dokumenty złożone w latach 2015-2019, gdy Banaś był kolejno wiceministrem i ministrem finansów, a potem został prezesem Najwyższej Izby Kontroli. Planowany termin zakończenia kontroli CBA przypada na drugą połowę października, czyli już po wyborach parlamentarnych.

W ciągu tych pięciu lat, z racji pełnionych funkcji, Banaś złożył osiem oświadczeń o stanie majątkowym, z czego pięć jest dostępnych dla wszystkich w sieci. Dokumentów za lata 2017 i 2018 r., złożonych do Ministra Finansów, nie ma na stronie resortu. Nie jest znane również oświadczenie złożone 5 września pierwszej prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzacie Gersdorf. Trafiło tam po objęciu przez Banasia fotela prezesa Najwyższej Izby Kontroli.

Reportaż "Superwizjera"

21 września w "Superwizjerze" TVN można było obejrzeć reportaż Bertolda Kittela. Dziennikarz sprawdzał między innymi, dlaczego Marian Banaś nie wpisał do publicznie dostępnego oświadczenia informacji o zabezpieczeniu na hipotece kamienicy na krakowskim Podgórzu, która - jak wynika z oświadczenia majątkowego i zapisów w księdze wieczystej - należy do prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Dziennikarz trafił na prowadzony w tej kamienicy hotel na godziny. Tam stanął oko w oko z przestępcą skazanym prawomocnym wyrokiem.

Marian Banaś uciekał przed pytaniami autora reportażu o kamienicę, choć Kittel zadawał mu je bezpośrednio. Dopiero po emisji reportażu prezes NIK wydał oświadczenie w sprawie przedstawionej w reportażu kamienicy. Podkreślił, że nie jest już jej właścicielem, "nie zarządzał pokazanym w materiale hotelem", a wynajął go w przeszłości "na podstawie umowy zawartej zgodnie z prawem".

Jak podkreślono w materiale "Superwizjera", w 2016 roku Banaś zadeklarował, że sprzeda kamienicę, ale wówczas do tego nie doszło. Kamienica stała się zabezpieczeniem dla kredytu na kwotę ponad 2,6 miliona złotych przyznanego przez Bank Ochrony Środowiska firmie, której współwłaścicielem jest syn obecnego szefa NIK.

Najnowsze oświadczenie nadal "zastrzeżone"

30 sierpnia Marian Banaś został powołany przez Sejm na stanowisko prezesa Najwyższej Izby Kontroli. 5 września złożył oświadczenie o stanie majątkowym do I Prezes Sądu Najwyższego - poinformowało Konkret24 biuro prasowe SN.

- Prezes skorzystał z przysługującego mu prawa i nie zdecydował się na upublicznienie swojego złożonego w dniu wyboru oświadczenia o stanie majątkowym. Zgodnie z przepisami przekazał je I Prezes Sądu Najwyższego - poinformował pod koniec września Konkret24 Zbigniew Matwiej, kierownik wydziału prasowego Najwyższej Izby Kontroli. Gdy dopytywaliśmy wówczas, czy prezes Banaś nie zdecyduje się na ujawnienie dokumentu nawet po doniesieniach "Superwizjera", Matwiej odpowiedział, że "nie ma takich informacji".

Nieupublicznienie oświadczenia jest zgodne z przepisami, bowiem art. 10 ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne mówi o tym, iż oświadczenia majątkowe najważniejszych osób w państwie (w tym szefa NIK) "stanowią tajemnicę prawnie chronioną i podlegają ochronie przewidzianej dla informacji niejawnych o klauzuli tajności 'zastrzeżone', określonej w przepisach o ochronie informacji niejawnych, chyba że osoba, która złożyła oświadczenie, wyraziła pisemną zgodę na ich ujawnienie".

Gersdorf nie ujawnia

Zgodnie z przepisami, "w szczególnie uzasadnionych przypadkach" osoba uprawiona do odebrania oświadczenia o stanie majątkowym może - pomimo braku zgody osoby składającej - ujawnić znajdujące się tam informacje.

Taką osobą dla szefa NIK jest I Prezes Sądu Najwyższego. Dlatego też zwróciliśmy się do prof. Małgorzaty Gersdorf z wnioskiem o udostępnienie oświadczenia NIK, zwracając uwagę, że w świetle ustaleń "Superwizjera" TVN, szef jednej z najważniejszych instytucji w Polsce powinien mieć nieposzlakowaną opinię i nie powinien niczego ukrywać przed opinią publiczną.

Prezes Gersdorf wydała oficjalną decyzję odmawiającą nam udostępniania dokumentu. Wskazała, że zgodnie z przepisami, oświadczenie posiada klauzulę "zastrzeżone", a prezes NIK nie wyraził zgody na jego ujawnienie. Jej zdaniem sprawa ujawnienia złożonego przez Banasia dokumentu nie należy do kategorii "szczególnie uzasadnionych przypadków".

"Należy zauważyć, że w istniejącym stanie prawnym istnieje szereg organów zobowiązanych i uprawnionych do badania treści oświadczeń majątkowych składanych przez osoby pełniące funkcje publiczne. Brak jest zaś informacji wskazujących, że organy te nie spełnią swoich ustawowych zadań w odniesieniu o oświadczeń złożonych przez pana Mariana Banasia" - pisze do Konkret24 prof. Gersdorf.

Wniosek CBA po reportażu "Superwizjera" TVN

Jak równocześnie podała I Prezes Sądu Najwyższego, 25 września Centralne Biuro Antykorupcyjne "wystąpiło do Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego z wnioskiem o przekazanie uwierzytelnionej kopii oświadczenia o stanie majątkowym złożonego przez pana Mariana Banasia w związku z objęciem funkcji Prezesa Najwyższej Izby Kontroli".

We wrześniowym piśmie CBA skierowanym do SN, które otrzymaliśmy oficjalnie z SN, jest adnotacja "bardzo pilne".

PRZECZYTAJ WYSTĄPIENIE CBA (imię i nazwisko funkcjonariusza zostało zanonimizowane przez SN, reszta danych - przez Konkret24).

Mimo że od 16 kwietnia CBA prowadzi kontrolę wcześniejszych oświadczeń o stanie majątkowym Mariana Banasia, to o dokument złożony we wrześniu Biuro zwróciło się dopiero cztery dni po emisji "Superwizjera" TVN. W Sądzie Najwyższym to oświadczenie Banasia znajdowało się już 20 dni.

Zapytaliśmy CBA o to, kiedy funkcjonariusze zwrócili się o oświadczenie majątkowe prezesa NIK złożone do Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Temistokles Brodowski, rzecznik tej instytucji odpisał nam jedynie, że "wszystkie informacje, które Centralne Biuro Antykorupcyjne mogło podać, znajdują się na naszej stronie internetowej". Nie ma tam informacji, o którą pytaliśmy.

Szef NIK na bezpłatnym urlopie

Po emisji materiału "Superwizjera" TVN szef NIK poinformował Polską Agencję Prasową w oświadczeniu, że łączenie jego osoby z działalnością przedstawioną w materiale Bertolda Kittela jest "oszczerstwem i pomówieniem".

"Nie zarządzałem pokazanym w materiale hotelem. Byłem właścicielem budynku, który na podstawie umowy zawartej zgodnie z prawem wynająłem innej osobie. Osoba ta prowadziła tam działalność hotelową. Obecnie nie jestem właścicielem tej nieruchomości" - podkreślił Banaś.

"Materiał odbieram jako próbę manipulacji, szkalowania i podważania dobrego imienia nie tylko mojej osoby, ale również kierowanych przeze mnie instytucji. W związku z nieprawdziwymi informacjami skieruję sprawę na drogę sądową" - zapowiedział.

24 września w oświadczeniu zamieszczonym na stronie NIK Marian Banaś poinformował, że "kierując się nadrzędnym interesem dobra publicznego i potrzebą zachowania autorytetu Najwyższej Izby Kontroli podjąłem decyzję, że od 27 września do czasu zakończenia kontroli oświadczeń majątkowych prowadzonej przez Centralne Biuro Antykorupcyjne udaje się na urlop bezpłatny".

Autor:  Jan Kunert
Źródło:  Konkret24; zdjęcie: Wojciech Olkuśnik/PAP, CBA

Pozostałe

Czy Pawłowicz i Piotrowicz mogą zostać sędziami TK? Wątpliwości narastają

By zostać sędzią Trybunału Konstytucyjnego trzeba spełniać te same warunki, co w przypadku sędziów Sądu Najwyższego. W związku z tym politycy spierają się, czy byli posłowie PiS, Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz, mogą kandydować do Trybunału Konstytucyjnego ze względu na przekroczenie wieku, w którym sędziowie Sądu Najwyższego przechodzą w stan spoczynku. Również głosy prawników są w tej kwestii podzielone.

Słupek Kaczyńskiego przekazany miejscowej ludności? "To jest taki fejk"

Popularne w mediach społecznościowych zdjęcie nie przedstawia słupka geodezyjnego wbitego przez Jarosława Kaczyńskiego podczas symbolicznej inauguracji budowy kanału na Mierzei Wiślanej. To fotografia prywatnej i w zamierzeniu autorów żartobliwej instalacji w jednej z kawiarni w Krynicy Morskiej-Piaskach. Wielu komentujących zdjęcie oburzało się uznając instalację za formę uhonorowania inauguracji przekopu Mierzei Wiślanej.

Nie, hasło "Żydzi, PO i SLD do gazu" nie pojawiło się na Marszu Niepodległości

Po**by, debile, popaprańcy, inkwizytorzy - internauci obrażają kobietę ze zdjęcia, które w poniedziałek obiegło sieć. Na fotografii widać jak trzyma kartkę z hasłem: "Żydzi, PO i SLD do gazu". To jednak przeróbka. Zdjęcie pochodzi z zeszłorocznego Marszu Niepodległości, a napis na kartce był zupełnie inny.

Fałszywe doniesienia o senatorach PO przechodzących do klubu PiS

W sieci pojawił się artykuł o tym, że trzech senatorów Platformy Obywatelskiej "zadeklarowało zmianę barw". Oznaczałoby to, że PiS zyska tym samym większość w izbie wyższej parlamentu. Informacje te są jednak nieprawdziwe – jeden z wymienionych nie będzie już senatorem, dwóch zaprzeczyło doniesieniom. Także wiele innych wskazówek na stronie pokazuje, że informacjom tym nie należy wierzyć.

Tak, żołnierze mogą wejść do restauracji z bronią, ale ta musi być zabezpieczona

Zaskoczenie niektórych internautów wywołało zdjęcie z restauracji szybkiej obsługi, na którym widać broń przewieszoną przez ramię jednego z żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej. Regulamin Ogólny Sił Zbrojnych nie zabrania wchodzić żołnierzom do takich miejsc z bronią. Są oni jednak zobowiązani odpowiednio ją przenosić i zabezpieczać. Według opinii rzecznika Wojsk Obrony Terytorialnej, żołnierze WOT postępowali zgodnie z obowiązującymi ich zasadami i nie stanowili zagrożenia dla innych.

Negatywne skutki zakazu handlu w niedziele "są mitem"? Efekty zakazu w raportach i sondażach

Mówiąc o perspektywie zmian w projekcie ograniczania handlu w niedziele, wicepremier Jacek Sasin powołał się na raport Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, z którego "bardzo jasno wynikało, że te negatywne skutki, o których tak wiele słyszeliśmy, nie są faktem, ale są mitem". Do tego dokumentu zgłaszano jednak zastrzeżenia, a temat skutków niehandlowych niedziel podejmowały także inne, nieresortowe opracowania.