Prawo i Sprawiedliwość straszy, że w 2026 roku zdrożeją ceny biletów w komunikacji miejskiej w dużych miastach - bo tak zdecydował rząd Tuska. To przykład, jak w jednym przekazie można podwójnie manipulować.
"Korzystasz z komunikacji miejskiej? Decyzją rządu Tuska, zapłacisz więcej!" - na początku stycznia Prawo i Sprawiedliwość opublikowało w mediach społecznościowych wpisy tej treści. Dołączono do nich ilustrację ze zdjęciami premiera Donalda Tuska, rozbitą skarbonką z logo Koalicji Obywatelskiej oraz dużym czerwonym hasłem: "Ceny biletów na komunikację miejską w górę!". Poniżej dodano: "W dużych miastach zdrożeją średnio o 10 procent". I podano jeden przykład: "Rekordowo w Krakowie: bilet 60 min +33% (z 6 do 8 zł)". Posty kończyły się zachętą do podawania dalej i hasztagiem "#idziedrogirok".
Część użytkowników uwierzyła w ten przekaz: "Masakra"; "Wszystko w górę taki nierząd"; "Złodzieje kradno i jeszcze im sie płaci"; "Chocby tusk 3krotnie opodatkowal wszystko co sie da to jego zwolennicy i tak przyznaja mu racje"; "Rudy lubi w podwyżki" (pisownia wszystkich wpisów oryginalna). Większość komentujących była jednak krytyczna - pisali, że ani Donald Tusk, ani rząd nie mają nic wspólnego z podwyżkami cen biletów w miastach: "Tusk nie jest premierem Krakowa"; "Ale to miasta decydują o podwyżce a nie rząd".
Sprawdziliśmy więc, jak to jest z podwyżkami cen biletów komunikacji miejskiej w dużych miastach.
Kraków i które miasto jeszcze?
Prawo i Sprawiedliwość w swoich wpisach pisze o "dużych miastach", gdzie średnie podwyżki cen biletów mają wynieść "średnio o 10 procent". Podano przykład Krakowa - i rzeczywiście, zgodnie z grudniową uchwałą rady miejskiej od 2 marca 2026 roku zmienia się taryfa biletowa w tym mieście, co było opisywane w mediach. "Wprowadzony zostanie bilet 15-minutowy za 4 zł, a zlikwidowany 20-minutowy za tę samą cenę. Nowością będzie bilet 30-minutowy za 6 zł" - pisał portal tvn24.pl. "Bilet 60-minutowy kosztował będzie 8 zł (dotychczas 6 zł), 90-minutowy – 9 zł (dotychczas 8 zł), 24-godzinny po mieście – 20 zł (dotychczas 17)". Podniesiono także ceny biletów okresowych - "bilety miesięczne imienne mieszkańca kosztować mają: na wszystkie linie 109 zł (dotychczas 90 zł), na jedną linię 80 zł (dotychczas 64 zł), bilet półroczny: 565 zł (obecnie 470 zł)".
Czy jednak to oznacza, że bilety zdrożeją we wszystkich "dużych miastach"? Miast powyżej 200 tys. mieszkańców jest w Polsce 13 (w porządku alfabetycznym): Białystok, Bydgoszcz, Częstochowa, Gdańsk, Gdynia, Katowice, Kraków, Łódź, Lublin, Poznań, Szczecin, Warszawa, Wrocław. Sprawdziliśmy sytuację we wszystkich z nich. O planach Krakowa donosiły media - cytowaliśmy już portal tvn24.pl. Podobnie szeroko relacjonowano plany Warszawy (więcej poniżej). Uzyskaliśmy odpowiedzi z pozostałych 11 ośrodków.
Otóż z otrzymanych przez Konkret24 informacji wynika, że jeszcze tylko jedno duże miasto zamierza podnieść ceny biletów. W listopadzie 2025 o zmianie taryfy biletowej (od 16 lutego) zdecydowały władze Lublina. Przykładowo: jednoprzejazdowy bilet normalny podrożeje z 4,60 do 5,00 zł" - zmiana o 8,7 proc., 15-minutowy bilet normalny zdrożeje z 3 zł do 3,4 zł (zmiana o (13,3 proc.), a bilet miesięczny normalny na dwie strefy podrożeje z 188 do 208 zł (więcej o 10,6 proc.). Jak podkreśla Monika Fisz z lubelskiego Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego - "dla stałych klientów (kupujących bilety okresowe) i odprowadzających podatki w Lublinie, nie będzie zmian w zakresie taryfikatora".
W większości dużych miast bez zmian
Spośród 13 miast 200-tysięcznych podwyżki cen biletów nie są planowane w 11 miastach. To: Białystok, Bydgoszcz, Częstochowa, Gdańsk, Gdynia, Katowice, Łódź, Poznań, Szczecin, Warszawa i Wrocław.
W Warszawie o braku planów podwyżek na początku grudnia 2025 roku zapewniała warszawskich radnych Katarzyna Strzegowska, dyrektorka stołecznego Zarządu Transportu miejskiego. "W 2026 r. nasza oferta na pewno się nie pogorszy, obecny plan wydatków nie zakłada też podwyżki cen biletów" - mówiła (za Warszawa.wyborcza.pl). Branżowy serwis Transport-publiczny.pl przypominał, że "Warszawa od 2013 r. utrzymuje w zasadzie niezmienioną taryfę biletową".
We Wrocławiu "ostatnia podwyżka cen biletów na komunikację publiczną miała miejsce w 2021 roku. Od tego czasu ceny biletów nie uległy zmianie, jak również nie ulegną w pierwszym kwartale tego roku" zapewnia Mikołaj Czerwiński z Wydziału Komunikacji Społecznej urzędu miasta. O braku zmian zapewniają też przedstawiciele Łodzi, Gdańska, Bydgoszczy, Białegostoku, Gdyni i Częstochowy. Także władze Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, która zarządza transportem publicznym w 41 miastach i gminach na Śląsku i w Zagłębiu w (tym w Katowicach) zapewniają "Ani nie planujemy podwyżki cen biletów w najbliższym czasie, ani też nie podnosiliśmy ich w ostatnim kwartale minionego roku. Ostatnia zmiana cen biletów miała u nas miejsce w październiku 2024".
Zmian w 2026 roku nie wprowadzają Szczecin i Poznań, bo zmieniły taryfę biletową odpowiednio od 1 maja i 1 września 2025 roku. W 2026 roku nie planują dalszych zmian. Podsumowując: teza PiS o podwyżkach cen biletów w 2026 roku w dużych miastach nie jest prawdziwa. Opiera się jedynie na przykładzie - Krakowa, co ma sugerować, że podwyżki cen biletów będą w pozostałych dużych miastach. Tymczasem z tych ponad 200-tysięcznych, taryfa biletowa zmieni się jedynie w Lublinie.
Co rząd ma do cen biletów? Nic
Na koniec wróćmy do tezy PiS, że rzekome podwyżki to "decyzja rządu". Organizowania transportu zbiorowego przez gminę (miasto) to jedno z "zadań własnych gminy" wyszczególnione w art. 7. ust. 1 pkt 4 ustawy o samorządzie gminnym z marca 1990 roku. Z kolei ustawa o publicznym transporcie zbiorowym z grudnia 2010 roku (art. 50a ust. 1) mówi o tym, że to "rada gminy może ustalać ceny za usługi przewozowe w publicznym transporcie zbiorowym w zakresie zadania o charakterze użyteczności publicznej w gminnych przewozach pasażerskich".
Tak więc to władze miast (samorządów) same ustalają ceny biletów na swoim terenie, rząd nie ma na to wpływu.
Źródło: Konkret24
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock