Poseł PiS Michał Wójcik ostrzega, że rząd "prowadzi kraj na ścianę". Przekonuje, że "nikt nie chce kupować polskiego długu" mimo tego, że polskie obligacje są oprocentowane wyżej niż obligacje innych państw UE. A jak jest naprawdę?
W "Kawie na ławę" w TVN24 21 grudnia politycy dyskutowali o wetach prezydenta Karola Nawrockiego dotyczących trzech ustaw. Kilka dni wcześniej prezydent podpisał 15 ustaw, trzy zawetował. Wśród niepodpisanych są nowelizacje ustawy o podatku akcyzowym i ustawy podnoszącej opłatę cukrową. Stawka akcyzy miała wzrosnąć w roku 2026 o 15 proc. (zamiast 10 proc.), a w roku 2027 - o 10 proc. (zamiast 5 proc.) - według założeń tylko w 2026 roku dałoby to niemal 2 mld zł wpływów do budżetu państwa. Z kolei wyższa opłata cukrowa dałaby ok. 1,15 mld zł wpływów. Prezydent swoje decyzje uzasadniał tym, że w kampanii wyborczej obiecywał niepodnoszenie podatków.
Podczas dyskusji w studiu poseł PiS Michał Wójcik utrzymywał, że ponieważ sytuacja budżetu państwa jest zła, to rząd potrzebował nowych środków - dlatego przygotował te ustawy. Polityk złą sytuację budżetu państwa powiązał - z jego zdaniem - złą sytuacją finansową obywateli. Wójcik mówił do obecnych w studiu przedstawicieli koalicji rządzącej: "Przecież wy (rząd - red.) nas na ścianę prowadzicie". Potem zaczął mówić o obligacjach skarbowych i wdał się w dyskusję z prowadzącym Konradem Piaseckim. Ten fragment dyskusji przytaczamy z niewielkimi skrótami:
Michał Wójcik: Ja zadam jedno pytanie (do polityków koalicji - red.): jaka jest rentowność dziesięcioletnich obligacji polskich? Wie ktoś z was czy nie? Rentowność? Nie wiecie. Konrad Piasecki: Ja mogę panu powiedzieć - 4,75 [procent]. Wójcik: Nie, więcej, ponad 5 [procent]. (Następnie Piasecki dopytuje, czy na rynku polskim czy zagranicznym, dla polskiego obywatela, czy dla firm – na co Michał Wójcik tłumaczy, że "obligacje to obligacje"). Wójcik: Ja o tym mówię, szanowni państwo, dlatego, że dzisiaj jesteśmy w tragicznej sytuacji budżetowej i pan (do Piaseckiego - red.) to doskonale wie – nie w złej, w tragicznej. Jesteśmy prowadzeni na ścianę, nikt nie chce kupować tego polskiego długu po prostu. Żeby opchnąć obligacje, to dzisiaj trzeba płacić dużo więcej… Piasecki: Nie, nie, panie pośle, przepraszam, nie ma pan racji. Wójcik: Ale jak nie mam racji? Piasecki: Firmy zagraniczne [kupują] - akurat popyt na polskie obligacje jest gigantyczny, zupełnie pan nie ma racji. Wójcik: 5,3 procent. A greckie obligacje ile? 3,7 [procent]. A niemieckie? 2,8 [procent]. A jaka jest kondycja gospodarki w takim razie? Piasecki: Wie pan, że obligacje są związane z poziomem stóp procentowych. Za stopy procentowe odpowiada Rada Polityki Pieniężnej. Za czasów rządów Mateusza Morawieckiego była wyższa opłacalność obligacji. Poseł PiS jednak cały czas utrzymywał, że ma rację, jeśli chodzi o polskie obligacje, ich oprocentowanie i brak chętnych na nie wśród inwestorów.
Ekonomista: bzdura
O ocenę wypowiedzi posła Wójcika poprosiliśmy ekonomistę i analityka rynków finansowych Marka Zubera, wykładowcę Akademii WSB. - Wójcik ma rację jeśli chodzi o stwierdzenie "obligacje to obligacje". Mamy co prawda dwa rodzaje obligacji, czyli hurtowe i detaliczne, ale dywagacje o rentowności dotyczą zawsze hurtowych. Nie ma czegoś takiego jak rynek krajowy i zagraniczny. Jest jeden rynek obligacji tworzony przez banki. To jeden z tak zwanych rynków międzybankowych - tłumaczy ekonomista. - Obecnie około 70 procent obligacji kupują instytucje krajowe, głównie banki, a jedynie około 30 procent instytucje zagraniczne - dodaje.
Jednak stwierdzenie posła Wójcika, że "nikt nie chce kupować polskiego długu", ekonomista stanowczo odrzuca: - Bzdura. Choć dodaje: - Na razie nie mamy specjalnych problemów ze sprzedażą obligacji, ale moim zdaniem stąpamy po cienkim lodzie.
Marek Zuber zaznacza, że sporą część winy za to ponosi Prawo i Sprawiedliwość. - Przed przejęciem władzy przez obecną koalicję rentowność obligacji była wyższa. Ona spadła głównie przez spadek stóp procentowych. Absolutny rekord rentowności w ostatnich latach to październik 2023 i ponad 9 procent rentowności - tłumaczy Zuber. Przypomina, że wtedy zdarzył się jedyny przypadek - w ciągu ostatnich 35 lat - gdy odwołano aukcję polskich obligacji dla inwestorów. Rządził wtedy Mateusz Morawiecki. Jednak według Zubera tak jak ówczesny premier nie był odpowiedzialny za wysoką rentowność polskich papierów dłużnych, bo za to głównie odpowiadała sytuacja w Wielkiej Brytanii, tak samo teraz nie można winić obecnego rządu za wysokie oprocentowanie obligacji.
Dane: inwestorzy chętnie kupiliby więcej
A wracając do tezy posła Wójcika, jakoby nikt nie chciał kupować polskich obligacji - co pokazują dane?
Zacznijmy od obligacji detalicznych. Ministerstwo Finansów chwali się, że w listopadzie 2025 roku sprzedało obligacje za ponad 5,1 mld zł. "Najchętniej kupowanymi instrumentami były obligacje 3-letnie – TOS (37% udział w strukturze sprzedaży), nabywcy indywidualni przeznaczyli na ich zakup kwotę 1.868,2 mln zł oraz 1-roczne – ROR (33%) ze sprzedażą na poziomie 1.676,6 mln zł" - informuje resort.
Choć, z drugiej strony, listopadowa sprzedaż obligacji detalicznych - jak pisze Bankier.pl - "to wynik aż o 19% niższy niż we wrześniu, lecz zarazem o 12,9% wyższy niż w listopadzie 2024 roku. Był to także najsłabszy miesięczny rezultat w 2025 roku".
A co z obligacjami hurtowym? Dane o nich również są dostępne na stronie ministerstwa. Ostatni przetarg na obligacje i bony skarbowe odbył się 8 grudnia. Ministerstwo Finansów sprzedało obligacje sześciu serii za łącznie nieco ponad 12 mld zł, ale inwestorzy byli chętni na więcej - chcieli obligacji za prawie 15 mld zł. Ze sprzedaży obligacji 10-letnich, o których mówił Wójcik (seria DS1035), uzyskano ponad, 1,7 mld zł.
Zaś na dodatkowej aukcji sprzedano jeszcze obligacje za ponad 570 mln zł.
Potem doszło jeszcze do operacji zamiany. "Inwestorzy zamieniali obligacje z terminem wykupu ustalonym na przyszły rok na nowe, dłuższe serie" - pisze w komentarzu dla Parkiet.pl. Andrzej Bebłociński z Domu Maklerskiego Trigon. "Zainteresowanie taką operacją było warte blisko 15 mld zł, MF zdecydował się na oferty warte prawie 12 mld zł" - wyjaśnia.
Dane pokazują więc, że jest zupełnie inaczej niż twierdził Michał Wójcik - wciąż są chętni na kupno polskiego długu.
Zdaniem Marka Zubera wyższe oprocentowanie polskich obligacji niż obligacji w innych krajach unijnych mówi bowiem dużo nie tyle o stanie gospodarki, ile o stanie finansów publicznych. - Główny powód wyższej rentowności to wyższe stopy procentowe: u nas 4 procent, w strefie euro to 2,15 procent, stąd koszt emisji długu, koszt obligacji jest wyższy w Polsce niż w Grecji czy Niemczech. To wynika z poziomu stóp procentowych: w tamtych krajach stopy są niższe. Gdyby sytuacja finansów publicznych była lepsza w Polsce, rentowność obligacji byłaby niższa - wyjaśnia ekonomista.
Źródło: Konkret24
Źródło zdjęcia głównego: Marcin Obara/PAP