Szczepionka działa w ten sposób, że zawiera tylko kawałek materiału genetycznego wirusa, który przenosi informacje o białku powierzchniowym. To ono powoduje w naszym organizmie powstanie odporności - wyjaśniał w programie "Koronawirus Konkret24" doktor Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej.

Wraz z falą koronawirusa uderzyła jeszcze jedna - fala dezinformacji. W programie "Koronawirus Konkret24" zaproszeni eksperci obalają mity i rozwiewają wątpliwości związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa, wpływem epidemii na nasze codzienne funkcjonowanie oraz szczepionkami na COVID-19. Kwestie i tematy poruszane w programie przekazała redakcja Konkret24.

W kolejnym programie do części z nich ustosunkował się specjalista w dziedzinie terapii zakażeń doktor Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej.

"Nie ma wirusa, który został wyizolowany, więc nie ma celu dla szczepionki"? Dr Grzesiowski tłumaczy

"Nie ma wirusa, który został wyizolowany, lub którego istnienie wykazano, tak więc nie ma celu dla szczepionki"

Doktor Paweł Grzesiowski: Byłoby to piękne, ale niestety jest to całkowicie niemożliwe i nieprawdziwe stwierdzenie, dlatego, że wirus nie tylko jest, ale doskonale się rozprzestrzenił i niestety pochłania kolejne ofiary, w tym również śmiertelne. Pamiętajmy, że prawie 90 milionów osób do dziś zachorowało.

Właśnie obchodzimy rocznicę odkrycia tego wirusa i ponad wszelką wątpliwość mogę to powiedzieć - odkrycie, to znaczy stwierdzenie jego materiału genetycznego i wykazanie, że jest on odpowiedzialny za chorobę COVID-19. Przypomnę, że od tego czasu mamy już kilkadziesiąt tysięcy szczepów tego wirusa potwierdzonych na całym świecie. Są specjalne konsorcja, które badają te szczepy i natychmiast publikują te dane.

Jeżeli ktoś nie wierzy w istnienie koronawirusa, zapraszam na pokaz tych danych i zapoznanie się z nimi. One są w otwartej przestrzeni dostępne w każdej chwili i tam znajdziecie państwo dane na temat tego, że jest to wirus RNA, wirus pochodzenia zwierzęcego, jest to wirus pochodzenia odnietoperzowego i jest trzecim przedstawicielem tak zwanej grupy betakoronawirusów atakujących białko AC2, które w organizmie odpowiada za jego przyłączenie, które - niestety - ma człowiek i wiele innych gatunków ssaków.

Absolutnie zaprzeczam tej tezie. Wirus jest potwierdzony metodami naukowymi i niestety widzimy go w życiu jako wywołującego ciężkie zakażenie.

Dr Grzesiowski: nie jest możliwe, żeby zespół pocovidowy powstał po szczepionce

"Szczepionka na SARS-CoV-2 wywołuje zespół pocovidowy"

Doktor Paweł Grzesiowski: Jest to twierdzenie absolutnie błędne. Zespół pocovidowy jest to grupa objawów, które towarzyszą ozdrowieńcom, którzy doznali najprawdopodobniej uszkodzenia wielonarządowego na skutek mechanizmu zwiększonej wykrzepialności, czyli krew w maleńkich naczyniach wykrzepiła się i doszło do mikrozatorów, mikrozakrzepów, co uszkodziło różne narządy.

My do końca jeszcze nie wiemy, jaka jest przyczyna tego zespołu pocovidowego w szczegółach, ale te osoby mają zaburzenia psychologiczne, zaburzenia pamięci, koncentracji, ale też i problemy z płucami, z sercem, z nerkami. Jest to wielonarządowy zespół, którego absolutnie nie obserwujemy po szczepionce.

Szczepionka działa w ten sposób, że zawiera tylko kawałek materiału genetycznego wirusa, który przenosi informacje o białku powierzchniowym, białku S tego wirusa, które powoduje w naszym organizmie powstanie odporności.

Nie jest możliwe, żeby zespół pocovidowy powstał po szczepionce.

"Szczepionki są pospiesznie wprowadzane na rynek i nie zostały należycie zbadane - bo Europejska Agencja Leków złagodziła zalecenia"

Doktor Paweł Grzesiowski: Nie jest to absolutnie prawdziwe stwierdzenie. Po pierwsze testy nad szczepionkami o technologii mRNA zaczęto robić jeszcze pod koniec XX wieku. Przede wszystkim te technologie były wykorzystywane do eksperymentalnych szczepionek przeciwko rakowi. Po wybuchu pandemii wirusa SARS-1 w 2002 roku zaczęto przygotowywać szczepionkę właśnie na bazie mRNA koronawirusa, tyle że jak wiadomo wirus uległ samoeliminacji i zaprzestano tych prac. Natomiast w dalszym ciągu doskonalono metodologię produkcji tych szczepionek. A więc tak naprawdę ostatni rok służył tylko przystosowaniu istniejącej szczepionki do nowego koronawirusa. W tym okresie przeprowadzono wszystkie niezbędne badania kliniczne, które objęły ponad 30 tysięcy lub 40 tysięcy osób, w zależności od producenta. Nie było tutaj żadnych złagodzonych warunków rejestracji.

Rejestracja jest pełna, ale pod warunkiem dalszej obserwacji efektywności i bezpieczeństwa tych szczepionek. Do końca okresu 24 miesięcy będzie obserwowana ta szczepionka i producent został zobowiązany do przedstawienia wyników tej obserwacji. To jest jedyny warunek przy rejestracji europejskiej. Natomiast zarówno odpowiedzialność producenta jest pełna za produkt, jak i te warunki rejestracji były dokładnie takie same, jak przy innych szczepionkach.

"Nie zakończyła się czwarta faza badań klinicznych szczepionki, dlatego skutki uboczne szczepienia mogą być poważne"

Doktor Paweł Grzesiowski: Nie zgadzam się z tą tezą, ona jest błędna. Czwarta faza badań trwa, dla tych preparatów, które przeszły rejestrację, właściwie w nieograniczonym czasie. Te badania, które zaczęto mniej więcej w połowie 2020 roku będą trwały do połowy 2022 roku i one pokażą np., czy odporność poszczepienna utrzymuje się rok, dwa, czy będzie na tyle dobra po dwóch latach, że nie będzie trzeba podawać drugiej dawki przypominającej. Natomiast czwarta faza badań jest fazą porejestracyjną i ona trwa dla każdego produktu leczniczego właściwie nieograniczony czas. Zbierane są wówczas wszystkie dane na temat bezpieczeństwa określonego leku. Szczepionki również podlegają tego typu obserwacji.

Autor:  RG
Źródło:  Konkret24; zdjęcie: tvn24

Pozostałe

Utylizacja szczepionek "gigantycznym skandalem"? Nie, to trzeba uwzględniać

Na 789,6 tys. dawek szczepionek na COVID-19 dostarczonych do punktów szczepień w Polsce odsetek zutylizowanych dawek wynosił 0,24 proc. Przedstawiciele rządu przekonują, że to mało. Danych porównawczych nie ma. Normy WHO dopuszczają wyższe wskaźniki utylizacji szczepionek. WHO rozróżnia "marnotrawstwo zamkniętych fiolek" i "marnotrawstwo otwartych fiolek".

Niepożądane odczyny poszczepienne zaledwie u 0,03 procent zaszczepionych osób

Do połowy stycznia niepożądane odczyny poszczepienne wystąpiły w Polsce u 0,03 proc. osób, które dostały szczepionkę na COVID-19. Żaden z odczynów nie był groźny dla życia. Resort zdrowia i pytani przez Konkret24 eksperci oceniają, że jest to dobry wynik, potwierdzający profil bezpieczeństwa szczepionki.

"Komisja Europejska zamówiła zbyt mało szczepionek"? Wyjaśniamy procedurę

Eurodeputowany PiS Adam Bielan ocenił, że Komisja Europejska "zamówiła niestety zbyt mało szczepionek". Nie tylko Polska oczekuje na więcej dawek. Problemem jest nie wielkość zamówień ze strony Komisji Europejskiej, tylko niedobór mocy produkcyjnych i niezgłaszanie się kolejnych producentów do Europejskiej Agencji Leków, by dopuściła ich szczepionki do obrotu w UE.

13 popularnych fake newsów o szczepionkach na COVID-19. Przestrzegamy

Twierdzenia, że szczepionka na COVID-19 nie przeszła wymaganych badań klinicznych, że nie przetestowano jej na wystarczającej grupie osób, że spowoduje zmiany w DNA bądź prowadzi do niepłodności - nie są prawdziwe. Nawet jeśli powtarzają je osoby z tytułami naukowymi czy lekarze.