Zagrożenie grzybicą płuc, niebezpieczeństwo zakażenia gronkowcem, niedotlenienie organizmu, stężenie dwutlenku węgla pod maską zagrażające zdrowiu... - w internecie popularność zyskują ostatnio kolejne twierdzenia o szkodliwości noszenia maseczek. Nie są prawdziwe.

Informacje na temat rzekomych negatywnych skutków noszenia maski ochronnej na twarzy pojawiają się w ostatnich tygodniach w internecie coraz częściej - wraz z rosnącą liczbą zakażeń koronawirusem w wielu krajach.

Światowa Organizacja Zdrowia zaleca noszenie niemedycznych masek tam, gdzie występuje powszechne ryzyko transmisji wirusa, a zachowanie dystansu fizycznego jest trudne, np. w transporcie publicznym, w sklepach lub w innych zamkniętych lub zatłoczonych miejscach. Natomiast noszenie masek medycznych WHO zaleca: pracownikom służby zdrowia, wszystkich osobom z objawami sugerującymi COVID-19 (w tym z łagodnymi objawami), osobom opiekującym się podejrzanymi lub potwierdzonymi przypadkami COVID-19 poza placówkami służby zdrowia, a także osobom powyżej 60. roku życia i osobom z podstawowymi schorzeniami znajdującym się w miejscach o powszechnym zakażeniu i nie mogących gwarantować odległości co najmniej jednego metra od innych.

Maseczki czy przyłbice?

Twierdzenia na temat nieskuteczności masek pojawiły się w sieci szybko po wybuchu pandemii. W Konkret24 pisaliśmy, że eksperci zalecają noszenie maski jako środka ograniczającego rozprzestrzenianie się koronawirusa, choć nie ma wiarygodnych badań wskazujących, w jakim stopniu maska zmniejsza ryzyko transmisji SARS-COV-2. Opisywaliśmy m.in. model matematyczny chińskich naukowców pokazujący, że częstsze stosowanie skutecznych masek prowadzi do zaniku epidemii COVID-19.

Poniżej prezentujemy rozpowszechniane ostatnio w mediach informacje na temat szkodliwego wpływu noszenia maseczek, które nie mają potwierdzenia.

Noszenie maseczki nie powoduje grzybicy płuc

Użytkownicy mediów społecznościowych sugerują w postach, że maski mogą powodować grzybicę płuc. "Coviodioci - jeżdżący nawet samotnie w swoich autach w maseczkach i rękawiczkach, które nie tylko przed niczym nie chronią, ale wręcz szkodzą i to poważnie (niedotlenienie, zatrucie dwutlenkiem węgla, plus zagrożenie grzybicą płuc m. In.). Chorzy umysłowo, wierzący w teorię spiskową, że pandemia, która istnieje jedynie w mediach, jest dla nich realnym zagrożeniem" - napisał jeden z użytkowników Facebooka 13 września.

Wpis na Facebooku sugerujący, że noszenie maseczki jest szkodliwe
Wpis na Facebooku sugerujący, że noszenie maseczki jest szkodliwe Foto: tvn24 / facebook

Twierdzenie o zagrożeniu grzybicą zweryfikowały już m.in. amerykańskie redakcje Reuters, Associated Press (AP) oraz PolitiFact. Opisują, że nie ma dowodów naukowych potwierdzających tezę, że noszenie masek może prowadzić do grzybicy płuc.

"Nie ma dowodów na istnienie masek powodujących infekcje grzybicze lub bakteryjne górnych i dolnych dróg oddechowych, jak w przypadku zapalenia płuc" - powiedział AP Davidson Hamer, specjalista ds. chorób zakaźnych, profesor zdrowia globalnego i medycyny z Uniwersytetu w Bostonie. "Jedyne, co uderza w maskę, to to, co wydychasz" - komentował dla Reutersa Dr Thomas Nash, pulmonolog i specjalista od chorób zakaźnych w Szpitalu Prezbiteriańskim w Nowym Jorku. Wyjaśniał, że tylko ktoś, kto ma już infekcję grzybiczą w płucach, może prawdopodobnie zanieczyścić własną maskę - ale nie na odwrót.

Profesor Flisiak: jeżeli nie zakładasz maseczki, gdy jesteś wśród ludzi, jest to po prostu przejaw chamstwa

Maseczki nie powodują gronkowca

Popularna, rozpowszechniana na Facebooku grafika rzekomo przedstawia osoby, u których noszenie maseczki ochronnej miało wywołać zakażenie bakterią gronkowca. "Gronkowiec, efekt noszenia kagańca (czytaj maseczki). Amen?" - brzmi komentarz do grafiki opublikowanej na Facebooku 15 września.

Grafika opublikowana na Facebooku 15 września br.
Grafika opublikowana na Facebooku 15 września br. Foto: tvn24 / facebook

W drugiej połowie sierpnia o zdjęciach z tego zestawu pisały polskie portale fact-checkingowe: AFP Sprawdzam i Demagog.org. Obie redakcje ustaliły źródła poszczególnych fotografii - przedstawiają one objawy chorób skóry, których nie wywołuje zakażenie gronkowcem. We wrześniu grafikę tę jednak wciąż udostępniali kolejni użytkownicy Facebooka.

Zdjęcie w lewym górnym rogu przedstawia nastolatkę z mocno zaczerwienioną twarzą w okolicach ust. Okazuje się, że, pod koniec lipca zdjęcie to opublikowała na Facebooku matka dziewczyny, sugerując, że zmiana skórna na twarzy to efekt alergii córki na maskę. "To właśnie dlatego nosimy tę piep***ną maskę, boimy się covida, ale nie mówimy o ryzyku alergii dla naszych dzieci" - pisałą kobieta. Obecnie post jest niedostępny.

Wpis szybko zyskał popularność i sprawę opisał francuski dziennik "Le Monde". Według ekspertów jest za mało danych, by jednoznacznie ocenić, co było powodem takiej reakcji skórnej widocznej u dziewczyny - pisał Demagog.org.

Widoczne obok zdjęcie twarzy dziecka opublikowano w anglojęzycznej Wikipedii w kwietniu 2018 roku, czyli prawie rok przed wybuchem pandemii. Jest ilustracją hasła "eczema herpeticum", czyli opisu ospopodobnego wyprysku Kaposiego (choroba pojawiająca się niemal wyłącznie u dzieci w wieku do dwóch lat z atopowym zapaleniem skóry).

Kolejna fotografia twarzy dziecka dostępna jest w bankach zdjęć GettyImages i iStock - według opisów przedstawia objawy ospy wietrznej. Autorem zdjęcia jest Mixmike.

Fotografia starszej kobiety również dostępna jest w bankach zdjęć, m.in. w Shutterstock. "Portret wesołej i uśmiechniętej starszej kobiety z trądzikiem różowatym w studiu fotograficznym wyizolowany na czarnym tle" - brzmi opis w serwisie. Autorem zdjęcia jest Milan Lipowski.

Natomiast fotografia słabej jakości, na której młoda kobieta patrzy prosto w obiektyw, a pod jej oczami widoczne są sińce, została przerobiona. Oryginalne zdjęcie opublikowano na koncie valiii na  Instagramie 13 marca. Według opisu profil prowadzi 27-letnia pielęgniarka z Mediolanu. Na zdjęciu widać, że kobieta nie ma siniaków, tylko zaczerwienienia i ślady ucisku spowodowane noszeniem środków ochrony osobistej.

"Wychodzimy z sześciogodzinnych zmian z takimi twarzami. Jesteśmy zmęczeni, zrozpaczeni, z konfliktem emocji i strachem, którego nie możemy ukryć. Kiedy docieramy do pracy, oszukujemy i wiemy, że przez 6 godzin nie możemy jeść, pić i iść do toalety. Noszenie zabezpieczeń boli i sprawia, że się pocimy. Ale to nas nie przeraża. Pasja do pracy daje nam pozytywny ładunek, a ludzie, którzy nas kochają, dają nam potrzebną siłę. Mamy do czynienia z nagłą sytuacją zdrowotną, która jest prawdziwym bałaganem. Każdy z nas może jakoś pomóc. My, pielęgniarki, nie możemy zostać w domu. Kto może, niech zrobi to natychmiast" - napisała pielęgniarka w komentarzu do zdjęcia.

Nie ma dowodów, by noszenie maski powodowało zatrucie dwutlenkiem węgla

Popularne nagranie opublikowane Twitterze 8 września przez użytkownika o nazwie @Aleksan69788972 przedstawia kobietę w maseczce, która w dłoniach trzyma urządzenie przypominające miernik stężenia dwutlenku węgla - co potwierdza męski głos zza kamery: "Mamy tu typowy przyrząd do mierzenia dwutlenku węgla. Pokazuje wyniki w ppm, czyli cząstkach na milion. W tej chwili pokazuje nieco ponad 400 ppm, to przeciętna wartość notowana w dobrze wietrzonych pomieszczeniach" (tłum. z niemieckiego - red.).

Kobieta wkłada czujnik pod noszoną maseczkę, a męski głos komentuje rosnące wartości rejestrowane przez urządzenie: "Od tysiąca (ppm - przyp. red.) obniża się zdolność koncentracji. To maksymalna wartość dopuszczalna w miejscu pracy. W międzyczasie, w ciągu około minuty, osiągnęliśmy już wartość ośmiu tysięcy i zbliżamy się do maksymalnej wartości rejestrowanej przez urządzenie: dziesięć tysięcy". I dalej: "Po około jednej i pół minucie urządzenie pokazuje wartość 10-krotnie przekraczającą normę dla miejsca pracy. Ta pani będzie pracować w masce; będzie godzinami wykonywać obowiązki w warunkach 10 tysięcy ppm CO2". Nagranie odtworzono ponad 17,4 tys. razy.

"Stężenie CO2 pod maską w ciągu kilku sekund wzrasta do poziomu zagrażającego zdrowiu. I to robią s...(usunięte przez red.) naszym dzieciom w szkole każdego dnia. Nadąsana twarz #Plandemia"- głosi komentarz na Twitterze w poście udostepniającym wideo. Podało go dalej ponad 300, a polubiło 360 użytkowników.

"Przecież ona dmucha prosto w miernik. Naprawdę uwierzyła Pani, że dwutlenek węgla zostaje pomiędzy maską a nosem i ustami? Nie warto czasami pomyśleć, zanim popełni się taką bzdurę?" - pyta autorkę wpisu jeden z komentujących wideo.

Należy zauważyć, że pomiar dwutlenku węgla wykonano urządzeniem przeznaczonym do mierzenia poziomu w pomieszczeniach. Nie jest to medyczne urządzenie pomiarowe takie jak np. pulsoksymetr mierzący procent wysycenia organizmu tlenem.

"Cząsteczki dwutlenku węgla są niewielkie - o wiele mniejsze niż kropelki zawierające koronawirusa, które maski mają zatrzymywać - i nie będą uwięzione przez materiał oddychający, szczególnie w stosunkowo krótkim czasie, jak podczas podróży autobusem. Kiedy wydychasz, dwutlenek węgla przejdzie przez i wokół typu najczęściej noszonych masek. Jest mało prawdopodobne, aby się nagromadził w stopniu, który powoduje problemy zdrowotne" - wyjaśnia redakcja BBC w materiale z sierpnia, w którym zweryfikowała grafikę sugerującą, że noszenie maski może spowodować zatrucie dwutlenkiem węgla.

Twierdzenie zdementowała również Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Długotrwałe używanie masek medycznych przy prawidłowym noszeniu nie powoduje ani zatrucia dwutlenkiem węgla, ani niedoboru tlenu.

Spór o noszenie maseczek

Maseczki nie ograniczają dostępu do tlenu

Kolejne popularne a nieprawdziwe twierdzenie o negatywnych skutkach masek głosi, że noszenie maseczki może prowadzić do niedotlenienia organizmu.

Temu twierdzeniu przyjrzeli się dziennikarze BBC. "Cienki papier lub maski materiałowe nie doprowadzą do niedotlenienia. Chirurdzy operują godzinami, nosząc maski. Nie mają tego typu problemów" - mówił BBC profesor Keith Neal, ekspert od chorób zakaźnych.

Również WHO dementowało tę nieprawdziwą tezę. Maski noszone długo, ale poprawnie nie prowadzą do niedoboru tlenu - przekonuje WHO.

W opublikowanym przez brytyjski dziennik "The Independent" nagraniu lekarz publicznej służby zdrowia (NHS) mierzy sobie saturację, czyli poziom nasycenia organizmu tlenem, gdy nie ma na sobie maski oraz podczas jej noszenia.

W obu sytuacjach wynik był na tym samym poziomie: 99 proc. wysycenia. "Saturacja poniżej normy to wynik poniżej 90 proc. i zazwyczaj świadczy on o ciężkiej niewydolności oddechowej"- opisywał portal Medonet.

Nie sam wirus przechodzi przez maseczkę, tylko wydychane krople

Wielu internautów rozpowszechnia też grafikę sugerującą, że włókna maseczki chirurgicznej są zbyt duże, by zatrzymać wirusa. W polskich mediach społecznościowych materiał stał się popularny na początku sierpnia i nadal rozpowszechnia go wielu internautów, m.in. w komentarzach na facebookowych forach poświęconych negowaniu pandemii.

Komentarze pod jednym z postów na facebookowej grupie "Pandemia to ściema". Internauta opublikował pod nim grafikę informującą o nieskuteczności masek
Komentarze pod jednym z postów na facebookowej grupie "Pandemia to ściema". Internauta opublikował pod nim grafikę informującą o nieskuteczności masek Foto: tvn24 / facebook

Grafikę opisała francuska redakcja AFP, a 2 września tłumaczenie artykułu opublikował portal AFP Sprawdzam. "Wielkość cząsteczki wirusa nie ma znaczenia, ponieważ tak naprawdę liczy się wielkość kropelek, w których się on znajduje" - wyjaśniał dla AFP Julian Leibowitz, profesor patogenezy drobnoustrojów i immunologii z Texas A&M's College of Medicine. Jak dodał, jest wiele dowodów na to, że zwykłe materiałowe maseczki zmniejszają ryzyko zakażenia. "Jeśli dwie osoby, zakażona oraz zdrowa, przebywają blisko siebie w założonych maseczkach, ryzyko zakażenia jest zmniejszone o 75-90 proc." - stwierdził profesor Leibowitz.

"Złoty standard, czyli maska N-95, jest w 95 proc. skuteczna w ochronie przed wdychaniem cząsteczek wirusów. Te maski są nadal zarezerwowane przede wszystkim dla osób pracujących na pierwszej linii frontu pandemii w warunkach wysokiego ryzyka, gdzie cząsteczki wirusa znajdują się w powietrzu. Maski chirurgiczne są mniej skuteczne, a płócienne pokrycia twarzy jeszcze mniej chronią użytkownika. Jednak nawet 50-proc. redukcja transmisji wirusowej jest statystycznie istotna" - wyjaśniał z kolei pulmonolog David G. Hill w artykule opublikowanym na stronie amerykańskiego stowarzyszenia na rzecz walki z chorobami płuc.

Autor:  Gabriela Sieczkowska
Źródło:  Konkret24; zdjęcie: Shutterstock

Pozostałe

Ojciec prezydenta o "zaraźliwym zjawisku homoseksualizmu". Sprawdzamy, co na to nauka

Czy homoseksualizm może być zaraźliwy? Czy tylko nikły procent homoseksualistów jest nimi z powodów genetycznych, a reszta z powodów hormonalnych lub kulturowych? Tak sugeruje prof. Jan Duda, ojciec prezydenta, w wywiadzie dla "Newsweeka". Swoje tezy podpiera raportem naukowym z magazynu "Science". Na prośbę Konkret24 eksperci sprawdzili, czy prof. Duda prawidłowo interpretuje ustalenia naukowców.

Mamy "zimne ocieplenie"? Zimny sierpień pokazał, że klimat a pogoda to co innego

"Będziemy walczyć z globalnym oziębieniem" - kpił jeden z uczestników internetowej dyskusji, w której przekonywano, że tegoroczny zimny sierpień pokazał, iż tezy o globalnym ociepleniu są przesadzone. Tymczasem wszystkie najnowsze dane ekspertów potwierdzają, że zmagamy się z negatywnymi skutkami ocieplenia klimatu.

Korwin-Mikke: "na Antarktydzie przyrasta lodu". Teza nie do obrony

Na Antarktydzie przybywa lodu - twierdzi Janusz Korwin-Mikke. Jego zdaniem masę lodu na tym kontynencie odnawia para wodna przenosząca się z innych rejonów globu. Według posła podnoszenie się poziomu wód nie jest więc poważnym problemem. Poproszony przez Konkret24 o opinię badacz lodowców tłumaczy, czemu ta teza jest nie do obrony i dlaczego na Antarktydzie lodu ubywa.

"Z tym magnesem, co się przyczepia po szczepieniu, to ściema"? Tak. Akcja #magnetchallenge jest manipulacją

"Co jest w tych szczepionkach i jaki ma cel, że to się magnesuje?" - pytają internauci, rozsyłając w sieci filmy, na których widać, jak magnes przylega do miejsca szczepienia przeciwko COVID-19. Akcja #magnetchallenge prowadzona w sieci podsyca strach przed szczepieniami. Prawda jest taka, że w szczepionkach przeciw COVID-19 nie ma żadnych metali, a sztuczkę z magnesem może zrobić każdy.

Plastik, kreda, klej w jedzeniu? "Testy" żywności wprowadzające w błąd

Podpalanie topionego sera, podgrzewanie tabletek z witaminami, skrapianie lodów cytryną i inne tego typu "testy" pokazane w popularnym wideo mają udowadniać, które produkty są naturalne, a które przetworzone. Lecz jedyne, co ten film udowadnia, to fakt, że mieszając trochę prawdy z nieprawdą, łatwo wprowadzić w błąd.

Maska i dym. To nie jest dowód, że maseczki nie chronią przed COVID-19

Kłęby dymu wydobywające się spod maseczki na twarzy - pokazujący to film na YouTube i nagrania udostępniane w mediach społecznościowych mają udowadniać, że maski nie chronią przed rozprzestrzenianiem się wirusa. Eksperci tłumaczą, dlaczego te filmy wprowadzają w błąd.