Obok znanych już argumentów ministerstwa środowiska, dotyczących zasadności prowadzenia wycinki w Puszczy Białowieskiej z powodu niszczącej działalności kornika drukarza, uwagę internautów przykuł fragment wywiadu ministra środowiska Henryka Kowalczyka, w którym stwierdził, że kornik przepoczwarza się w motyla.

W wywiadzie dla telewizji internetowej Wsensie minister środowiska Henryk Kowalczyk mówił o propozycji kolejnej wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej. Chodzi o aneksy do planu urządzania lasu na terenie trzech nadleśnictw - Białowieża, Browsk i Hajnówka. Wycinka miałaby umożliwić usuwanie drzew stanowiących zagrożenie pożarowe lub bezpieczeństwa. Na stronie internetowej ministerstwa przedstawiono je jako "dobre propozycje dla Nadleśnictw z terenów Puszczy Białowieskiej".

Chodzi o plany usunięcia prawie 155 tys m3 drzew w ciągu trzech lat. W komunikacie prasowym ministerstwo podkreśla, że 72 proc. z nich zostanie wyciętych poza właściwym obszarem puszczy, w lasach porolnych i na terenie jednostki wojskowej. Celem wycinki, jak przekonuje resort, nie jest pozyskanie drewna, a zapobieżenie pożarom, czy niebezpieczeństwu związanym z upadkiem martwych drzew na drogi, czy szlaki turystyczne. Propozycje ministerstwa są teraz w trakcie konsultacji.

Kornik motylem?

Uwagę internautów przykuły wypowiedziane w czasie wywiadu słowa Henryka Kowalczyka dotyczące walki z kornikiem drukarzem. Zdaniem ministra szkodnik poczynił już takie szkody, że puszcza "jest nie do uratowania". Zgodnie z informacjami ministerstwa, liczba obumarłych drzew w Puszczy Białowieskiej to obecnie aż 2,5 miliona.

Dalej minister stwierdził: "Nikt nie wynalazł innej metody zwalczania kornika drukarza, jak tylko wycięcie zaatakowanych drzew i wywiezienie, zanim ten kornik zacznie fruwać, czyli przepoczwarzy się z larwy na motyla". Użytkownicy mediów społecznościowych szybko wytknęli mu błąd dotyczący ostatniej części wypowiedzi.

"Według ministra (niszczenia) środowiska Henryka Kowalczyka larwa kornika przepoczwarza się w MOTYLA. Aha" - napisała użytkowniczka Twittera.

"[Minister] twierdzi, że puszcza jest nie do uratowania a larwa kornika przepoczwarza się 'na motyla'. Zdajemy sobie sprawę, że trudno być kompetentnym w każdej dziedzinie", skomentowała Fundacja Dzika Polska.

"Komisja Europejska, UNESCO i setki naukowców nie mogą się mylić. Panie ministrze - Pańscy doradcy prowadzą Pana niewłaściwą drogą, na której porażkę poniósł Pański poprzednik. Piła i siekiera nie są dobrymi narzędziami do ratowania Puszczy", stwierdził ponadto autor wpisu.

Nie motyl, ale latać potrafi

- Kornik drukarz jest chrząszczem. Chrząszcze, motyle, muchówki, błonkówki to są różne rzędy owadów. Ten brak elementarnej wiedzy u ministra leśnictwa wydaje się być nieprawdopodobny - oburza się Jacek Kurzawa, autor specjalistycznej entomologicznej strony Entomo. - Jest mi bardzo przykro, gdy pomyślę, że los jedynego, ostatniego lasu naturalnego w Europie zależy od decyzji człowieka o zupełnym braku wiedzy na temat przyrody - dodaje.

Więcej zrozumienia dla tej części wypowiedzi ministra Kowalczyka wykazuje entomolog dr hab. Tomasz Mokrzycki ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. W rozmowie z Konkret24 potwierdza, że kornik to chrząszcz, "więc nie może przepoczwarczyć się w motyla". - Tu bym za bardzo nie krytykował  ministra, ponieważ wiedza o owadach wśród Polaków jest bliska zeru, niestety - dodaje Mokrzycki i zwraca uwagę, że przyczynia się do tego także "straszenie ludzi owadami" przez niektóre media.

W wypowiedzi dla Konkret24 entomolog podkreśla jednak, że kornik drukarz potrafi fruwać. Nie latają młodsze stadia rozwojowe tego chrząszcza. "Larwa żyje pod korą", dodaje Kurzawa.

"Puszcza Białowieska jest nie do uratowania"

O ile wypowiedź ministra dotyczącą przepoczwarzania się kornika drukarza w motyla można uznać za pomyłkę, warto zwrócić także uwagę na jego argumentację dotyczącą zasadności wycinki w Puszczy Białowieskiej. Henryk Kowalczyk powtarza znane już uzasadnienie o konieczności zastosowania tej metody w walce z kornikiem drukarzem.

W wypowiedzi dla Wsensie.tv minister środowiska wyraził pogląd, że część błędów związanych z ochroną Puszczy Białowieskiej popełniono w związku z lobbingiem organizacji ekologicznych.

"Pierwszym podstawowym błędem było, że w 2012 r. zmniejszono limit wycięć drzew w Puszczy Białowieskiej" – mówił Henryk Kowalczyk i przekonywał, że decyzja ta doprowadziła do postępującej gradacji kornika. W dalszej części wywiadu podkreślał, że "w tej chwili tak naprawdę Puszcza Białowieska jest nie do uratowania, jeśli chodzi o kornika drukarza i drzewa iglaste". Minister powtarzał też, że celem propozycji nowej wycinki w Puszczy jest obecnie wyłącznie zapewnienie bezpieczeństwa, a nie obrona przed szkodnikiem.

Cięcie jest metodą, tyle że nieskuteczną

"Nikt nie wynalazł innej metody zwalczania kornika drukarza, jak tylko wycięcie zaatakowanych drzew i wywiezienie zanim kornik zacznie fruwać", twierdzi Kowalczyk. W opinii dr hab. Tomasza Mokrzyckiego ta część wypowiedzi ministra jest zgodna z prawdą.

- Instrukcja Ochrony Lasu nakazuje w nadleśnictwach wyszukiwanie zasiedlonych przez kornika drzew i usuwanie przed wylotem nowego pokolenia korników – wskazuje Mokrzycki. - Preparaty chemiczne w tym przypadku nie są skuteczne, a pułapki feromonowe bardziej służą monitorowaniu liczebności korników, wybranych kilku gatunków, niż zwalczaniu – podkreśla.

W opinii entomologa, wycinka jest skuteczna jednak przy niewielkiej liczbie osłabionych drzew. Leśnicy są wówczas w stanie wyszukać większość zasiedlonych przez korniki roślin i je wyciąć.

Przy dużej liczbie drzew nie ma jednak takiej możliwości. - Musielibyśmy zatrudnić całą armię ludzi – podkreśla Tomasz Mokrzycki. - Poza tym w Puszczy są rezerwaty, park narodowy, gdzie zawsze kornik przetrwa – dodaje.

- Musimy pamiętać, że kornik jest skutkiem choroby, a leczyć należy przyczynę, a nie objawy - komentuje Jacek Kurzawa. - Przyczyn sytuacji należy dopatrywać się choćby w nadmiernym udziale świerka (nasadzeniach) w Puszczy, które teraz kornik wyrównuje. Przyroda się sama reguluje, nie trzeba tego postrzegać zaraz jako tragedii - uważa.

"Pora przyzwyczaić się do innej puszczy"

Zdaniem dr hab. Tomasza Mokrzyckiego najważniejszym problemem jest osłabienie świerka na masową skalę, obserwowane nie tylko w Polsce.

- Świerk ma płytki system korzeniowy, więc reaguje na nawet niewielkie wahania poziomu wód gruntowych – podkreśla ekspert. - Do tego dochodzi wysoka temperatura powietrza, która skraca rozwój kornika, wydłużenie sezonu wegetacyjnego, co ma wpływ na większą liczbę pokoleń kornika drukarza w ciągu roku – dodaje.

Ekspert SGGW ze zdziwieniem odbiera słowa ministra Kowalczyka, jakoby w wyniku działalności kornika Puszcza Białowieska była "nie do uratowania". - Najwyższa pora przyzwyczaić się do innej puszczy, z dużo mniejszym udziałem świerka, a większym drzew liściastych – wskazuje Mokrzycki.

Cięcie skuteczne, jeśli wykonane w odpowiednim czasie

O trudnościach związanych ze stosowaniem wycinki jako metody walki ze szkodnikiem mówił również w 2017 roku Martin Schroeder, profesor entomologii leśnej na Szwedzkim Uniwersytecie Rolniczym w Uppsali w wywiadzie dla serwisu "Nauka w Polsce", prowadzonego przez Polską Agencję Prasową.

Profesor Schroeder przyznał, że teoretycznie można ograniczyć populację kornika poprzez usunięcie w odpowiednim czasie dużej części zasiedlonych przez niego drzew. - W praktyce szereg trudności utrudnia osiągnięcie tego celu – stwierdził Schroeder. - Przede wszystkim drzewa muszą być usunięte w momencie, gdy korniki mają wciąż formę larwy lub poczwarki – podkreślił.

Jak przekonuje Schroeder, korniki w chwili, gdy osiągną już stadium dorosłe, podczas wycinki pozostają w lesie wraz z odpadającą korą. - Okres, w którym zaatakowane drzewa powinny być usunięte, jest dość krótki – wyjaśnił w rozmowie z PAP.

Cięcia sanitarne – "ekstremalnie trudne"

Profesor Schroeder podkreślił również, że jednorazowa wycinka drzew zaatakowanych przez kornika nie rozwiązuje problemu, a las musi być monitorowany przez większość lata. - Zaatakowane drzewa wciąż mają zielone igły i mogą być rozrzucone w krajobrazie leśnym, więc ich znalezienie jest trudne – podkreślił Schroeder i dodał, że w sytuacji gdy wiele drzew atakowanych jest jednocześnie, problemem mogą być nawet ograniczone zasoby sprzętu służącego do wycinki.

- Podsumowując - uważam, że z powodu wspomnianych problemów ekstremalnie trudno jest zakończyć trwającą, wielkoskalową gradację kornika przy pomocy cięć sanitarnych – powiedział PAP profesor Schroeder. Zaznaczył jednocześnie, że fakt ten nie oznacza, że nie należy stosować cięć sanitarnych podczas gradacji kornika. - Jeśli gradacja ma miejsce w lasach gospodarczych, wycinanie grup zasiedlonych drzew może być opłacalne – podkreślił.

W opinii naukowca cięcie może powstrzymać kornika w konkretnym drzewostanie i może być opłacalne ze względu na możliwość pozyskania surowca. Schroeder dodał jednak, że koszty pozyskania drzew są relatywnie wysokie, gdy ich grupy są zbyt małe.

W wywiadzie dla "Nauki w Polsce" profesor Schroeder podkreślił również, że w przypadku, gdy celem jest ochrona procesów ekologicznych i bioróżnorodności, rozsądnym podejściem może być niepodejmowanie żadnych działań przeciwko kornikowi.

- Należy z naciskiem podkreślić, że rozmawiamy o Puszczy Białowieskiej, czyli o jedynym naturalnym lesie w Europie, a nie rozmawiamy o uprawie leśnej Lasów Państwowych, którą sobie LP posadziły - podkreśla Jacek Kurzawa. - W ostatnich latach na terenie całej Polski nasiliło się zwiększone pozyskiwanie drewna, które przyjęło rozmiary dewastacji środowiska naturalnego, w którym żyjemy, to chyba wszyscy widzą. Przeniesienie tego procesu dewastacji do Puszczy Białowieskiej jest historycznym niewyobrażalnym błędem - podsumowuje.

Autor:  Krzysztof Jabłonowski
Źródło:  Konkret24; PAP

Pozostałe

Rosyjska propaganda o klimacie: szaleni aktywiści, broń klimatyczna i depopulacja planety

"Ulubienica elit Greta Thunberg", "pociski klimatyczne" czy tajny plan "Imperium Brytyjskiego" na depopulację planety - to przykłady narracji rosyjskich mediów w artykułach negujących bądź wyrażających wątpliwości wobec zjawisk zmian klimatu. Identyfikujący rosyjską propagandę portal EUvsDisinfo zwraca uwagę na rozbieżności między treściami przedstawianymi w mediach a stanowiskiem Kremla, które w ostatnich miesiącach przeszło ewolucję.

Na "liście 500 naukowców" negujących kryzys klimatyczny podpisy m.in. działaczy górniczych z Polski

Kilkanaście portali informuje o liście otwartym do sekretarza generalnego ONZ, którego sygnatariusze uważają, że kryzys klimatyczny "nie istnieje". Według relacji prasowych oraz niektórych internautów, pod dokumentem podpisało się "500 naukowców". W rzeczywistości wśród sygnatariuszy dokumentu znaleźli się nie tylko naukowcy, lecz również aktywiści, dziennikarze czy przedsiębiorcy. Wśród podpisów można odnaleźć między innymi nazwiska trzech Polaków - związanych z górnictwem działaczy NSZZ "Solidarność".

Twierdzą, że NASA potwierdziła, że człowiek nie odpowiada za zmiany klimatu. To nieprawda

Zarówno we wpisach w serwisach społecznościowych, jak i w artykułach niektórych polskich portali, można natrafić na twierdzenie, że "NASA przyznaje, że zmiany klimatu zachodzą z powodu zmian na orbicie słonecznej Ziemi", a nie w wyniku działalności człowieka. Źródłem takich doniesień jest jednak strona prezentująca różne pseudonaukowe teorie, a przedstawione przez nią dowody wcale nie potwierdzają deklarowanych tez.

Nie, Polska nie jest liderem w ograniczeniu emisji dwutlenku węgla

W wywiadzie dla PAP wicepremier Jarosław Gowin zasugerował, że w ostatnich 30 latach w Polsce ograniczono emisję dwutlenku węgla "w stopniu zdecydowanie największym ze wszystkich krajów unijnych". Dane udostępnione przez Komisję Europejską wskazują jednak, że 16 krajów współcześnie należących do Unii Europejskiej ograniczyło emisje gazu w większym stopniu. Gowin zasugerował również istnienie "kontrowersji" w środowisku naukowców, dotyczących roli człowieka w globalnym ociepleniu. Wątpliwości ma jednak zaledwie 3 proc. uczonych.

Pseudonauka przejmuje media społecznościowe. Potrzebne większe zaangażowanie naukowców

Szukając w sieci hasła "zmiana klimatu", szybko trafisz na materiały, które im zaprzeczają. Nowe badanie sugeruje, że w kształtowaniu internetowych dyskusji wokół kryzysu klimatycznego, negujący go i zwolennicy teorii spiskowych mogą mieć przewagę nad tymi, którzy wierzą nauce. Santosh Vijaykumar z Northumbria University w Wielkiej Brytanii proponuje, jak można przeciwdziałać naukowej dezinformacji w mediach społecznościowych.

Czy hodowla bydła negatywnie wpływa na zmiany klimatu? Minister kontra dane

W mediach społecznościowych rozgorzała dyskusja, w której przywołano niedawną wypowiedź ministra rolnictwa. Podczas spotkania z przedstawicielami branży mleczarskiej Jan Krzysztof Ardanowski zapewniał, że nigdy nie zgodzi się z twierdzeniem, że hodowla bydła ma negatywny wpływ na klimat. Badacze, choć nie są zgodni w szacunkach dotyczących wielkości udziału sektora hodowlanego w całości emisji gazów cieplarnianych powstałych w wyniku działalności człowieka, nie mają wątpliwości co do jego negatywnego znaczenia dla środowiska.

"Wszyscy dobrze wiemy, że Stanley Kubrick to sfilmował". Ekspert o spiskowych teoriach wokół Apollo 11

Minęło już pół wieku od momentu lądowania Apollo 11 na Księżycu, ale wielu ludzi nadal nie wierzy, że to się naprawdę wydarzyło. Teorie spiskowe na temat tego wydarzenia sięgają lat 70., ale dziś są bardziej popularne niż kiedykolwiek wcześniej. Jedna z nich głosi, że reżyser Stanley Kubrick pomógł NASA sfałszować historyczne nagrania z sześciu udanych lądowań na Księżycu. Dlaczego nie byłoby to możliwe? Wyjaśnia Howard Berry z brytyjskiego Uniwersytetu Hertfordshire.