Pełnomocnik austriackiego biznesmena, który miał przygotować budowę wieżowca w Warszawie, mecenas Jacek Dubois zasugerował, że prokuratura ujawnia wybranym dziennikarzom wyniki postępowania w tej sprawie. Pod określonymi warunkami może to być zgodne z prawem, choć przepis na to pozwalający budzi kontrowersje.

Zapytaliśmy warszawską prokuraturę o to, czy dokumenty ze sprawy dotyczącej Geralda Birgfellnera i oskarżeń kierowanych m.in. w kierunku Jarosława Kaczyńskiego i spółki Srebrna, były przekazywane dziennikarzom. Przyjrzeliśmy się też przepisom, na mocy których taka sytuacja jest prawnie możliwa.

Telefon od "rządowego" dziennikarza

W czwartkowym programie "Tak jest” na antenie TVN24 mecenas Dubois relacjonował kolejne przesłuchanie swojego klienta Geralda Birgfellnera w warszawskiej prokuraturze. - Wychodzę z przesłuchania i po trzech godzinach do mnie dzwoni dziennikarz rządowy, związany z mediami rządowymi, który doskonale zna treść przesłuchania i zadaje mi pytania, które mają w ewidentny sposób zdyskredytować mojego klienta - powiedział. Jak dodał, prokurator przekazał informację o postępowaniu dziennikarzowi, który "w ciągu sekundy wiedział, jak sformułować pytania i rozstrzygnął, kto to jest tutaj czarną owcą".

Choć taka sytuacja, o ile miała miejsce, może budzić zdziwienie, to jest zgodna z polską procedurą karną, a przepis, który to umożliwia, istnieje od 20 lat. Został wzmocniony przez ostatnią nowelizację ustawy o prokuraturze w styczniu 2016 r.

Za zgodą prezesa sądu i prokuratora

Informowanie o toczącym się postępowaniu przygotowawczym umożliwia art. 156 kodeksu postępowania karnego. Ten artykuł otwiera rozdział 17 kpk "Przeglądanie akt i sporządzanie odpisów". Umożliwia on stronom, obrońcom, pełnomocnikom i przedstawicielom ustawowym dostęp do akt – i sądowych, i prokuratorskich. Za zgodą prezesa sądu, jak zapisano w par. 1, "akta te mogą być udostępnione również innym osobom".

Podobnie brzmi ostatnie zdanie par. 5 – "Za  zgodą prokuratora akta w toku postępowania przygotowawczego  mogą  być w wyjątkowych wypadkach udostępnione innym osobom. Prokurator może udostępnić akta w postaci elektronicznej". Kpk nie precyzje ani kategorii "wyjątkowych przypadków", ani kategorii "innych osób" – mogą to być wszyscy, którzy nie są stronami postępowania, a więc np. dziennikarze, naukowcy czy politycy. Pozostawia to do uznania prokuratora.

Poprzedni kodeks postępowania karnego, uchwalony jeszcze w czasach PRL, w 1969 r., w art. 142  dopuszczał, by "inne osoby" miały dostęp do akt sądowych za zgodą prezesa sądu. Prokurator zaś miał prawo zezwolić na przeglądanie akt z postępowania przygotowawczego, sporządzanie z nich odpisów, ale dotyczyło to jedynie oskarżonego i jego obrońców.

Ujawnianie "innym osobom" akt sądowych i akt ze śledztwa za zgodą prezesa sądu i prokuratora wprowadziła nowelizacja kpk z 1997 r.

Tajemnice ze śledztw na konferencjach ministra

Ujawnianie informacji z toczących się śledztw jako metoda prowadzenia polityki było jednym z zarzutów, który opozycja opisała w uzasadnieniu wniosku o postawienie Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu za jego działania jako ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w pierwszym rządzie PiS w latach 2006-2007.

Przypomniano w nim m.in. konferencję prasową ministra Ziobry w sprawie zatrzymania dr Mirosława Garlickiego, ówczesnego ordynatora Oddziału Kardiochirurgii Szpitala MSWiA w Warszawie i słowa ministra , iż "już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie". Wspomniano także o konferencji prasowej Jerzego Engelkinga – zastępcy Prokuratora Generalnego, na której 31 sierpnia 2007 r. Janusz Kaczmarek, Jaromir Netzel, Konrad Kornatowski i Ryszard Krauze zostali - za wiedzą i przyzwoleniem Zbigniewa Ziobro - przedstawieni opinii publicznej jako źródła rzekomego "przecieku" informacji z postępowania w  sprawie tzw. "afery gruntowej".

Ale zarzuty związane z ujawnieniem tajemnicy śledztwa Zbigniew Ziobro otrzymał w innej sprawie. Na przełomie 2005/2006 wydał polecenie krakowskiemu prokuratorowi, by ten w siedzibie PiS zapoznał Jarosława Kaczyńskiego z aktami śledztwa w sprawie "mafii paliwowej". Zbigniew Ziobro bronił się powołując się na treść właśnie art. 156 kpk. W lipcu 2008 r. do Sejmu trafił wniosek o uchylenie Ziobrze immunitetu. Ale w tej sprawie on sam, we wrześniu 2008 r., zrzekł się parlamentarnej ochrony. W listopadzie 2009 r. śledztwo umorzono, bo - jak relacjonowała "Gazeta Wyborcza" - śledczy nie byli w stanie ustalić "czy było to działanie na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, i czy taka szkoda w ogóle wystąpiła".

Ujawnianie bez konsekwencji

W styczniu 2016, dwa miesiące po zmianie władzy, Zbigniew Ziobro doprowadził do nowelizacji ustawy o prokuraturze, która daje mu w kwestii informowania o toczących się śledztwach niemal wolną rękę.

Artykuł 12 znowelizowanej ustawy prawo o prokuraturze brzmi:

§1. Prokurator Generalny, Prokurator Krajowy lub inni upoważnieni przez  nich  prokuratorzy  mogą  przedstawić  organom  władzy  publicznej,  a  w szczególnie uzasadnionych przypadkach także  innym  osobom, informacje dotyczące działalności prokuratury, w tym także informacje dotyczące konkretnych spraw, jeżeli informacje takie mogą być istotne dla bezpieczeństwa państwa lub jego prawidłowego funkcjonowania.

§2. Prokurator Generalny oraz kierownicy jednostek organizacyjnych prokuratury mogą przekazać mediom osobiście, lub upoważnić w tym celu innego prokuratora, informacje z toczącego się  postępowania przygotowawczego lub  dotyczące działalności prokuratury, z wyłączeniem informacji niejawnych, mając na uwadze ważny interes publiczny.

Co ważne, do przekazywania tych informacji nie jest już potrzebna zgoda prokuratora prowadzącego postępowanie, a wszelkie konsekwencje związane z ujawnieniem takich informacji ponosi Skarb Państwa. "Prokurator Generalny lub upoważniony przez niego prokurator nie będą ponosili w tym wypadku odpowiedzialności cywilnej i majątkowej" – napisano w uzasadnieniu do tego projektu.

Przecieki kontrolowane usankcjonowane

Poselski projekt tej ustawy był przedmiotem sejmowej debaty 27 stycznia 2016 r. "Teraz już prawo oczywiście nie stanie na drodze w realizacji nacisków politycznych na prokuratorów prowadzących sprawę i w ręcznym sterowaniu śledztwami,  podsłuchami  na  żądanie, w prowokacjach wobec  opozycji, w oskarżycielskich konferencjach prasowych, wynoszeniu z prokuratury informacji ze śledztw, publicznym ferowaniu wyroków czy kontrolowanych przeciekach, specjalnościach pana ministra Ziobry" – mówił poseł Witold Zembaczyński z Nowoczesnej.

Na zarzuty w tej sprawie odpowiadał ówczesny wiceminister sprawiedliwości (po wejściu w życie tej ustawy Prokurator Krajowy) Bogdan Święczkowski. "W historii ostatnich pięciu lat mieliśmy do czynienia z sytuacjami, kiedy społeczeństwo nie było prawidłowo i rzetelnie informowane o różnego rodzaju postępowaniach przygotowawczych, co oprowadziło do wielu problemów, także politycznych" – powiedział. I przywoływał przykład afery Amber Gold. "Szkoda, że prokuratura szerzej nie informowała o ustaleniach, być może zapobiegłoby to innym czynom zabronionym, np. związanym z piramidami finansowymi".

W tym przepisie, jak mówi dla Konkret24 Marek Tatała, prawnik z Fundacji Obywatelskiego Rozwoju, nie chodzi o przekazywanie fachowej wiedzy na temat konkretnej sprawy, a o "wykorzystanie tej wiedzy do tworzenia politycznego przekazu, który można wykorzystać jako narzędzie do walki politycznej".  I przypomina analizę FOR z 2016 r., w której wskazywano, że to "Prokurator Generalny – Minister Sprawiedliwości będzie decydował o tym, jakie informacje z konkretnego śledztwa lub dochodzenia może przekazać mediom". Co prawda, będzie to mógł czynić w "szczególnie uzasadnionych przypadkach", ale to on będzie decydował co jest tym przypadkiem, "i w praktyce nie będzie podlegać żadnej kontroli".

"Ustawa nie ma zastosowania"

1 marca Konkret24 na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej zapytał rzecznika warszawskiej prokuratury okręgowej, czy na podstawie przytoczonych wyżej przepisów kpk i prawa o prokuraturze prowadzący przesłuchania Gerarda Birgfellnera informowali jakichkolwiek dziennikarzy, a  w szczególności dziennikarzy TVP, o treści tych przesłuchań.

W odpowiedzi z 5 marca rzecznik prokuratury, prokurator Łukasz Łapczyński stwierdził, że ze względu na to, iż  "czynności sprawdzające w sprawie z zawiadomienia Geralda B. pozostają w toku" to  "informacje i materiały w/w czynności objęte są tajemnicą postępowania." Jak dodał w pisemnej odpowiedzi, "informacje dotyczące postępowania m.in. w zakresie zarejestrowania postępowania w Prokuraturze, etapu czynności sprawdzających, kar porządkowych, stanowiska Prokuratury w zakresie wniosku o wyłączenie prokuratora, udostępniane były mediom, w tym Redakcji tvn24 w komunikatach prasowych rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Warszawie."

Rzecznik stwierdził  ponadto, że "dostęp do akt i informacji z toczących się postępowań karnych regulowany jest przepisami Kodeksu postępowania karnego, natomiast ustawa z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej - zgodnie z jej art. 1 ust. 1 - nie ma wówczas zastosowania".

 

tekst uzupełniony 5 marca 2019 r. o odpowiedź Prokuratury Okręgowej w Warszawie

Autor:  Piotr Jaźwiński
Źródło:  Konkret24

Pozostałe

Oskarżenia o nepotyzm ministra zdrowia okazały się fake newsem

Na oficjalnym profilu jednej z polskich partii politycznych dużą popularność zdobyła grafika głosząca, że firma brata ministra zdrowia wprowadziła do badań klinicznych lek na nowotwory. Sytuacja miała zbiec się w czasie z wycofaniem innych preparatów z listy leków refundowanych. Wpis wywołał oburzenie internautów i oskarżenia o nepotyzm wobec ministra. Tymczasem sytuacja sugerowana na grafice nie miała miejsca.

Pół miliarda drzew rocznie? Sprawdzamy, czy plan premiera jest realny

Zasadzimy w tym roku około 500 milionów drzew – powiedział premier Morawiecki podczas wystąpienia na konwencji Prawa i Sprawiedliwości w Katowicach. Mimo niedowierzania wielu internautów, polityków i mediów, nie jest to deklaracja nierealna. Nie będzie także trudna do wykonania – Lasy Państwowe sadzą taką liczbę drzew co roku już od lat 90.

Kim jest lobbysta? Sprawdzamy przepisy

Na zaproszenie wicemarszałka Ryszarda Terleckiego doszło do spotkania w gmachu Sejmu posłów oraz osób z Ministerstwa Zdrowia z przedstawicielami jednego z koncernów tytoniowych. Nie wiedziała o nim Kancelaria Sejmu. Nie było protokołowane. Lobbing w Polsce reguluje ustawa, ale jest przez ekspertów krytykowana.

Czterokrotnie pełnomocnik, 20 tysięcy i służbowe auto

Michał Woś - obecny minister do spraw pomocy humanitarnej - w marcu 2018 roku stracił stanowisko wiceministra sprawiedliwości po zapowiedzi premiera Morawieckiego o redukcji liczby wiceministrów. Jeszcze tego samego dnia został powołany na stanowisko eksperta i pełnomocnika Ministra Sprawiedliwości do czterech obszarów tematycznych. Jego pensja wzrosła dwukrotnie - do 20 tys. zł - podaje NIK i wytyka, że do zatrudnienia Wosia potrzebna była specjalna zgoda, ponieważ nie spełniał warunków formalnych.

Fałszywe zdjęcie europosłów PiS w Parlamencie Europejskim

Użytkownicy mediów społecznościowych masowo udostępniają fotografię delegacji Prawa i Sprawiedliwości w Parlamencie Europejskim. Do oryginalnego zdjęcia, które znalazło się na profilu Beaty Mazurek, w programie graficznym dodano drewniane krzyże. "Poprawiony" obraz wywołał falę komentarzy.

Jacek Saryusz-Wolski odszedł z PO czy został wyrzucony?

Dziennikarka tygodnika "Sieci" zapytała w wywiadzie europosła Jacka Saryusza-Wolskiego o powody jego odejścia z PO. "Zaprotestowałem przeciwko zdradzie polskich interesów przez Donalda Tuska" - odparł. Tymczasem, biuro prasowe PO poinformowało Konkret24, że europoseł zgodnie ze statutem nigdy nie złożył pisemnej rezygnacji, a z partii został wyrzucony w 2017 roku jednomyślnie podjętą uchwałą zarządu.

"Oni są agresorami", "to koń trojański USA w Europie". Rosyjskie media o Polsce

Amerykanie będą strzelać do Rosji rękami Polaków, a Polacy są niewdzięczni i zapomnieli, że to dzięki Rosji odzyskali niepodległość - to tylko część narracji, jaką można było usłyszeć w rosyjskiej telewizji państwowej po wizycie prezydenta Dudy w Białym Domu. "Nie spodziewałem się, że będą stosować tak ostre porównania" - mówi polski korespondent, który został zaproszony do jednego z telewizyjnych programów.