Wylanie gnojowicy pod domem ministra rolnictwa było rzekomo powodem aresztowania protestującego rolnika - przekonują niektórzy politycy i internauci. Doniesienia o "areszcie za gnojówkę" to uproszczenie. Postawione zarzuty dotyczą czegoś innego.
Parlament Europejski 21 stycznia poparł wniosek o skierowanie umowy handlowej między Unią Europejską a krajami Mercosuru do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, aby sprawdzić zgodność porozumienia z unijnymi traktatami. Oznacza to, że głosowanie w sprawie ratyfikacji umowy w PE zostanie opóźnione o co najmniej kilka miesięcy.
Na początku stycznia większość państw członkowskich wyraziła zgodę na podpisanie porozumienia. Przeciwko były tylko Polska, Francja, Austria, Irlandia i Węgry, dlatego też 9 stycznia Rada Unii Europejskiej zatwierdziła umowę handlową z państwami Mercosuru, której sprzeciwiają się europejscy, w tym polscy, rolnicy. Tego dnia rolnicy protestowali w Warszawie. Doszło też do incydentu pod domem ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego z Polskiego Stronnictwa Ludowego, o którym głośno zrobiło się w sieci i mediach.
Pod posesją polityka rozlano gnojówkę, a mężczyzna podejrzany o popełnienie tego czynu trafił na dwa miesiące do aresztu tymczasowego. Wielu internautów pomyślało, że to właśnie samo rozlanie gnojowicy było przyczyną aresztowania. I ta interpretacja wywołała oburzenie wśród części polityków oraz internautów.
"Polski rolnik wylał gnojowicę pod domem ministra - to już jest w areszcie i ma postawione zarzuty"
"A jednak areszt za gnojówkę. Szokujące? Chyba w Polsce Tuska nic z tych rzeczy już nas nie zdziwi. Zażalenie pewne. Na efekty przyjdzie poczekać. Człowieka żal" - napisał 12 stycznia w serwisie X Jerzy Kwaśniewski, adwokat i prezes Instytutu Ordo Iuris. Trzy dni później Waldemar Buda, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, w serwisie X stwierdził: "Dzisiaj nie ma czasu, żeby przedstawić akt oskarżenia mordercy z Wenezueli, który zamordował młodą dziewczynę w Toruniu a rolnik, który wylał gnojowicę pod domem ministra z PSL siedzi z zarzutami w areszcie. Komuna wróciła" (pisownia oryginalna).
Podobnie przekonywał działacz Konfederacji Maciej Jóźwiak. "7 miesięcy w Toruniu bestia z Wenezueli zamordowała Polkę - po 7 miesiącach nie ma jeszcze postawionych zarzutów. Ale gdy Polski rolnik wylał gnojowicę pod domem ministra - to już jest w areszcie i ma postawione zarzuty! Tak właśnie działa (anty) Polski rząd" - czytamy w poście w serwisie X.
Kolejny polityk Konfederacji Paweł Usiądek tak opisywał zdarzenie w serwisie X: "Po proteście rolników w Warszawie doszło do głośnego incydentu pod domem ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego. 35-letni rolnik z Lubelszczyzny wylał gnojowice pod jego domem. Prokuratura postawiła mu zarzuty. Grozi mu do 5 lat więzienia, a jego rodzinie nędza". W ocenie Usiądka "najbardziej bulwersujący jest jednak fakt, że wobec mężczyzny zastosowano tymczasowy areszt, mimo braku realnych przesłanek do tak drastycznego środka".
"Chcą aresztować rolnika za to, że protestował pod domem ministra"
W podobnym tonie sprawę relacjonowały niektóre media. "Skandal? Chcą aresztować rolnika za to, że protestował pod domem ministra. Ordo Iuris obiecuje pomoc" - głosi tytuł tekstu na portalu wPolsce24 z 12 stycznia.
Kilka dni później, w jednym z komentatorskich materiałów Kanału Zero na YouTube, Robert Mazurek opowiadał, że minister Krajewski "padł ofiarą tych, no co tu gadać, awanturników, tych śmierdzieli, którzy mu wylali gnojownicę przed posesję (...)". "To oburzające. I nawet tam interweniowała policja i prokuratura stawia zarzuty, zatrzymuje tych ludzi, no bo to jest jednak skandal, prawda? I minister Krajewski się bardzo, ale to bardzo oburzył, że mu śmierdzi pod domem" - z przekąsem mówił Mazurek. Współprowadzący Krzysztof Stanowski dodał, że "takie osoby, które to robią, nie powinny chodzić na wolności". "One powinni siedzieć w więzieniu na zawsze" - ironizował Mazurek.
Stanowski wspomniał, że dziennikarka Radia Zet Beata Lubecka "przypomniała pewien fakt panu ministrowi". Mazurek tłumaczył - okazało się, że kilka lat temu pod domem posła Kazimierza Gwiazdowskiego z PiS też wylano gnojowicę. "Tam mu rzeczywiście strasznego syfu pod domem narobiono. Wiecie, kto to zrobił? Zrobił to niejaki Michał Zarzecki, a niejaki Michał Zarzecki jest teraz, uwaga, szefem gabinetu politycznego Stefana Krajewskiego" - przekonywał. "Czyli nie można wylewać gnojowicy pod warunkiem, że nie jest to dom pisiora, bo wtedy można" - ironizował Stanowski. "Tak, wtedy można, a nawet trzeba. I tego się nauczcie. Jakbyście mieli wolną gnojowicę, to pamiętajcie: pod dom posła PiS-u. Tylko pamiętajcie: PiS-u, a nie PSL-u" - mówił Mazurek.
Internauci: "Co za kraj!", "Tuskaszenko pewnie szczęśliwy"
W narrację o "areszcie za gnojówkę" weszli i niektórzy internauci. "Za wylanie gnojówki przed posesją Ministra Rolnictwa, 2 miesiące aresztu tymczasowego. To ile musiałby dostać Kołodziejczak za te wszystkie jego 'akcje' pod domami polityków PiS-u?" - 12 stycznia pytał jeden z użytkowników serwisu X.
"W. Karpiński ma postawione zarzuty: przyjęcia łapówki wys. 5 mln zł, prania brudnych pieniędzy oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Mimo to pozostaje na wolności dzięki immunitetowi europarlamentarzysty. Rolnik za wylanie gnojówki siedzi w areszcie. Co za kraj!"; "Areszt dla rolnika za wylanie gnojowicy. Jprdl. Tuskaszenko pewnie szczęśliwy" - pisali kolejni. "Marcin Z. spędzi dwa miesiące w areszcie za rozlanie gnojowicy przed domem ministra rolnictwa. Czyn ten spotkał się z powszechnym potępieniem agresji politycznej i zakłócania spokoju rodzinnego" - głosi jeden z facebookowych postów.
Określenia w rodzaju "areszt za gnojówkę" są nośne i budzą emocje. Tylko że wprowadzają w błąd.
Wylana gnojówka to nie wszystko. Były też groźby, znieważenie
O sytuacji sam minister Krajewski poinformował w studiu telewizyjnym wieczorem 9 stycznia. Jak opisywał, tego dnia przed jego domem została wylana gnojowica. "Próba zniszczenia ogrodzenia, jak widzimy, zostały tam liny, pasy, którymi próbował wyrwać ogrodzenie. Doszło też do gróźb karalnych" - powiedział polityk Polskiego Stronnictwa Ludowego w programie "Debata Gozdyry" w Polsat News. Groźby padały w stosunku do jego samego i do innych ministrów polskiego rządu, uszczegółowił szef resortu rolnictwa. Według Krajewskiego mężczyzna, który wylał gnojówkę i kierował groźby, nie jest rolnikiem i pracuje w branży meblarskiej.
Dzień później podlaska policja w komunikacie opublikowanym w X poinformowała o zatrzymaniu w Zambrowie 35-letniego mieszkańca woj. lubelskiego, "który przed jedną z posesji rozlał gnojowicę oraz kierował groźby karalne". 12 stycznia policja przekazała, że "35-latek, który rozlał nieczystości przed jedną z posesji i kierował groźby karalne z powodu przynależności politycznej, a także publicznie znieważył konstytucyjne organy RP" decyzją sądu trafił na dwa miesiące do aresztu.
Zatrzymany mężczyzna przyznał się do wylania około 500 litrów nieczystości przed posesją (na zamieszczonym w sieci nagraniu mówił o 1000 litrach - red.). Jednak to nie wszystko - "kierował też groźby wobec funkcjonariuszy publicznych oraz wobec osoby znajdującej się na posesji i osób jej najbliższych", czytamy w policyjnym komunikacie z 12 stycznia. Funkcjonariuszom tłumaczył, że to "forma jego protestu".
Z doniesień służb wiemy też, że "policjanci ustalają również czy nieczystości, które zostały wylane przed posesją, mogły spowodować zagrożenie dla życia lub zatrucie środowiska" i dopiero "po otrzymaniu wyników badań laboratoryjnych zostanie określona odpowiedzialność mężczyzny w tym zakresie".
Śledztwo przeciw Marcinowi Z. wszczęła Prokuratura Rejonowa w Zambrowie (Podlaskie). Z. jest podejrzany o to, że "w dniu 09 stycznia 2026 roku stosował groźbę bezprawną w stosunku do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z powodu jego przynależności politycznej". Dalej szczegółowo opisano w komunikacie wydarzenia z 9 stycznia - podejrzany przyjechał busem pod posesję należącą do Stefana Krajewskiego i "po założeniu liny transportowej na ogrodzenie jego posesji, zrzucił ze swojego pojazdu zbiornik typu mauser przed bramą w/w posesji, w wyniku czego doszło do wylania ok. 500 litrów substancji ciekłej koloru brązowo - zielonego". Następnie podejrzany "odjechał sprzed posesji, a następnie powrócił, wszedł na jej teren i w rozmowie z żoną ministra kierował do niej słowa nawiązujące do działalności politycznej jej męża oraz groźby karalne popełnienia przestępstwa na szkodę jej lub osoby jej najbliższej, które z uwagi na okoliczności zdarzenia, wzbudziły w niej uzasadnioną obawę ich spełnienia".
Prokuratura pisze, że podejrzany zamieszczał nagrania i zdjęcia dokumentujące te wydarzenia na Facebooku, "w których jednocześnie kierował groźby karalne z powodu ich przynależności politycznej wobec Premiera RP, ponownie Ministra Rolnictwa, Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, Ministra Spraw Zagranicznych oraz Prezydenta Warszawy z zamiarem, by groźby te do w/w dotarły, znieważając tym samym publicznie konstytucyjne organy RP" (pisownia oryginalna).
Dalej w komunikacie są wymienione artykuły Kodeksu karnego, o których złamanie podejrzewa Marcina Z. prokuratura (119 ust. 1, 226 ust. 3, 190 ust. 1). Artykuł 119 ust. 1 Kk dotyczy stosowania przemocy lub groźby bezprawnej wobec osoby lub grupy osób z powodu ich przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej lub wyznaniowej. Przepis ma na celu ochronę przed przestępstwami motywowanymi nienawiścią. Artykuł 226 ust. 3 Kk odnosi się do znieważenia konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, np. rządu czy Sejmu, w sposób publiczny. Za to artykuł 190 ust 1 Kk dotyczy gróźb karalnych, czyli takich, które polegają na grożeniu popełnieniem przestępstwa na szkodę innej osoby, a groźba ta wzbudza w niej uzasadnioną obawę, że zostanie spełniona. Jak wspominaliśmy, policja bada, czy wylane nieczystości mogły "spowodować zagrożenie dla życia lub zatrucie środowiska". Od ustaleń zależeć będzie dalszy bieg sprawy i ewentualna kwalifikacja prawna czynu.
"W toku składanych wyjaśnień [podejrzany] wyrażał niezadowolenie z prowadzonej przez rząd polityki dotyczącej umowy z krajami Mercosur, a także z powodu braku zgody na wjazd do Warszawy strajkujących rolników" - dodała prokuratura.
Obecnie mężczyźnie grozi kara pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat.
Tuż po komunikatach policji i prokuratury o sprawie oraz stawianych zatrzymanemu zarzutach szeroko informowały polskie media, m.in. TVN24, RMF FM, Onet czy Polska Agencja Prasowa. Tak więc już 12 stycznia było wiadomo, że mężczyzna nie trafił do aresztu tylko z powodu wylania gnojowicy pod domem ministra.
Decyzja o areszcie. Uzasadnione obawy, że podejrzany może spełnić swoje groźby
"Prokuratura wnioskowała o trzy miesiące aresztu, zambrowski sąd rejonowy zdecydował zastosować ten środek zapobiegawczy na dwa miesiące" - poinformowała prokurator Dorota Leszczyńska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Łomży.
Skąd decyzja o aż dwumiesięcznym areszcie? Rzecznik Sądu Okręgowego w Łomży Jan Leszczewski wyjaśnia, że sąd uzasadnił to tym, iż istnieje uzasadniona obawa, że podejrzany może spełnić swoje groźby, czyli popełnić przestępstwo przeciwko zdrowiu lub życiu, zwłaszcza że takim zachowaniem grozi.
"Podejrzany szczycił się swoimi występkami, publikując [nagrania] w mediach społecznościowych. Zachowanie podejrzanego przed i po popełnieniu przestępstwa uzasadnia obawy, że może popełnić kolejne przestępstwo" - mówił sędzia Leszczewski, odnosząc się do uzasadnienia zambrowskiego sądu. Dodał, że w śledztwie konieczne są do wykonania inne czynności związane z ustaleniem okoliczności zdarzenia i z osobą podejrzanego. Postanowienie sądu nie jest prawomocne, przysługuje na nie zażalenie do sądu drugiej instancji.
Wspomniany Instytut Ordo Iuris informuje, że reprezentuje 35-latka i przygotowuje zażalenie na postanowienie o areszcie tymczasowym. Według organizacji "wypowiadane przez rolnika groźby nie rodzą obaw ich realizacji, a nawet gdyby sąd uznał potrzebę wprowadzenia środków zapobiegawczych, to wystarczający byłby zakaz zbliżania się do ministra rolnictwa".
Rzeczniczka ministerstwa rolnictwa: "trywializowanie tej sytuacji (...) jest nie tylko nieuczciwe, ale i niebezpieczne"
18 stycznia Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi opublikowało na X komunikat swej rzeczniczki Iwony Pacholskiej. Odniosła się w nim do tez, które padły w materiale Kanału Zero. "Pewien mężczyzna, który nie jest nawet rolnikiem, przyjeżdża pod dom Ministra Rolnictwa Stefana Krajewskiego. Grozi jego Żonie, straszy dzieci, wylewa gnojowicę, niszczy bramę posesji, a następnie nagrywa film, w którym mówi, że 'pewne osoby powinny wisieć'. I ten człowiek jest dziś przedstawiany jako 'bohater'. Pomagają w tym niektórzy politycy oraz media różnego kalibru - od społecznościowych po portale, które same określają się jako poważne" - czytamy we wpisie (pisownia oryginalna). Rzeczywiście podejrzany mężczyzna informował w sieci, że jest z zawodu cieślą.
Jak oceniła rzeczniczka MRiRW, "trywializowanie tej sytuacji hasłami w rodzaju: 'Ministrowi rolnictwa gnojówka śmierdzi', bo to się dobrze klika, jest nie tylko nieuczciwe, ale i niebezpieczne".
Źródło: Konkret24
Źródło zdjęcia głównego: Facebook