Jedni utrzymują, że to "pierwszy polski prom z programu PiS", drudzy - że za czasów PiS projekt promu właściwie podzielił los słynnej stępki. Jeszcze zanim prom Jantar Unity zacumował w Szczecinie, politycy obu stron rozpoczęli propagandę sukcesu - swojego. I obie strony wprowadzają opinię publiczną w błąd.
Kolejka chętnych ustawiła się w niedzielę 19 stycznia na nabrzeżu w Szczecinie, chcąc wejść na pokład promu Jantar Unity. Stał tam od czwartku, a już 20 stycznia rozpocznie regularne kursy na linii Świnoujście - Trelleborg (Szwecja). To pierwszy od ponad 30 lat prom zbudowany dla polskiego armatora - Unity Line. To także największa jednostka w polskiej flocie promowej operującej na Bałtyku z nowoczesnym napędem LNG wspomaganym układem bateryjnym (hybryda).
Zdjęcia zacumowanego w Szczecinie promu z napisem "Polsca" obiegły media tradycyjne i społecznościowe. A ponieważ Jantar Unity prezentuje się naprawdę widowiskowo, amatorzy doceniają jego nowoczesny wygląd, zaś znawcy żeglugi morskiej długą linię ładunkową czy hybrydowe silniki. Wagę wydarzenia podkreślają opisy typu: "pierwszy polski prom od 30 lat", "największy w naszej polskiej flocie".
Jednocześnie politycy rozpoczęli w ubiegłym tygodniu w mediach społecznościowych propagandę sukcesu - przy czym każda z partii rządzących w ostatnich latach sobie ów sukces przypisuje.
Marchewka: "dowieźliśmy tę inwestycję". Gróbarczyk: "pierwszy polski prom z programu PiS"
Pierwszy był wiceminister infrastruktury Arkadiusz Marchewka z Koalicji Obywatelskiej, który w resorcie odpowiada właśnie za żeglugę morską. "Zobaczcie, jaki to kolos" - mówił, stojąc pod promem, na nagraniu zamieszczonym 15 stycznia 2026 roku w mediach społecznościowych. "To nasz nowy prom Jantar wybudowany polskiej stoczni dla naszego, polskiego armatora. Mogę powiedzieć wprost: dowieźliśmy tę inwestycję" - dodał. Po czym krytykował poprzedni rząd, podkreślając, że "jeszcze dwa lata temu ten projekt nie miał finansowania i tonął w długach". "Niewiele brakowało, a pewnie skończyłby jak rdzewiejąca stępka, która była symbolem niespełnionych obietnic i nieudolności poprzedniego rządu" - stwierdził Marchewka (pisownia postów oryginalna).
Ale kilka godzin później nagranie tego samego promu zamieścił minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej w rządzie Zjednoczonej Prawicy Marek Gróbarczyk, który... również napisał o stępce. "Śmialiście się ze stępki, to teraz patrzcie" - rozpoczął wpis. "Pierwszy polski prom z programu PiS zaprojektowany i zrealizowany w polskiej stoczni cumuje w Szczecinie przy Wałach Chrobrego. Jednostka będzie obsługiwała trasę Świnoujście-Trelleborg na rzecz polskiego armatora. Dodam jeszcze, że drugi prom 'Bursztyn' jest na ukończeniu. Chyba jednak to Tuskowi musi być łyso..." - dodał.
W komentarzach pod oboma wpisami szybko zaczęły się polityczne przepychanki. "Co za bzdety. Prom wybudowała stocznia prywatna a nie państwowa jak zakładał 'talent' poniżej i cały PiS. Powstał… w Gdańsku, nie w Szczecinie" - kpił minister energii Miłosz Motyka z PSL. "Program Batory dzięki któremu powstają promy w polskich stoczniach (oczywiście jako szczecinian żałuje, że nie w Szczecinie) jest zasługą Premiera Mateusza Morawieckiego i ministra Marka Gróbarczyka. Dziś ci ktorzy najglosniej krzyczeli, że ten program jest zły wystawiaj piersi po ordery" - ripostował europoseł PiS Joachim Brudziński.
Obserwatorów polskiej sceny politycznej ta licytacja na zasługi zapewne nie dziwi. Nie po raz pierwszy politycy zaprzeczają dokonaniom swoich oponentów. W tym jednak wypadku manipulują obie strony, wprowadzając opinię publiczną w błąd. A prawda - jak zwykle - jest bardziej złożona.
Prolog
Licytację na zasługi w powstaniu promu Jantar Unity obie strony politycznego sporu zapowiedziały już wcześniej. Marek Gróbarczyk we wrześniu 2025 roku pokazał na Facebooku nagrania promu - "efektu programu Batory" - który wypłynął wtedy na pierwsze próby morskie. "Kiedy powróci z morza, zobaczycie na nim w kamizelce ratunkowej chwalącego się Tuska - tak jak na morskich farmach" - napisał.
Zaś wiceminister Arkadiusz Marchewka na kilka dni przed zjawieniem się promu w Szczecinie "spodziewał się, że kiedy w czwartek, 15 stycznia prom przypłynie do Szczecina na zaplanowany dwa dni później chrzest, politycy PiS będą przekonywać, że jego powstanie to ich zasługa" (za "Gazetą Wyborczą").
Te proroctwa się spełniły: według politycznych narracji albo jedni "budowali", a drudzy "niszczyli" - albo jedni zbudowali, a drudzy przypisywali sobie ich zasługi. Wróćmy więc do 2017 roku i słynnej stępki, którą obecnie wspominają obie strony.
Akt I: stępka
Stępkę, czyli dno kadłuba promu, położono czerwcu 2017 roku w stoczni w Szczecinie. Na uroczystości pojawili się m.in. premier Mateusz Morawiecki, który symbolicznie wbijał pierwsze nity w stępce., i ówczesny minister Marek Gróbarczyk. W ten sposób hucznie zapowiedziano start programu "Batory". Dzięki niemu w szczecińskiej stoczni miały powstać promy dla Polskiej Żeglugi Bałtyckiej.
Dziwi jednak, że Marek Gróbarczyk w 2026 roku przypomina stępkę, bo przecież ona stała się symbolem niespełnionej obietnicy i nieudanej inwestycji jego rządu. Ponadto nie ma nic wspólnego z promem prezentowanym teraz w Szczecinie - to pierwsza manipulacja.
W maju 2021 roku, gdy stępka nie została rozbudowana ani o centymetr, ukazał się raport Najwyższej Izby Kontroli, w którym alarmowano, że realizacja programu "Batory" jest zagrożona. Według kontraktu pierwszy prom miał być gotowy do lipca 2020 roku. Nie był, a mimo to projekt w tamtym momencie pochłonął już 14 mln zł. Sama stępka, z której nigdy nie powstał prom, kosztowała - według różnych szacunków - od 500 do nawet 700 tys. zł. Ostatecznie przerobiono ją na platformę do napraw statków na morzu.
W politycznej świadomości pozostanie symbolem fiaska programu "Batory" w szczecińskiej stoczni, w której nie złożono żadnego zapowiadanego promu.
Akt II: promy gdańskie, nie szczecińskie
Wróćmy do promu Jantar Unity, który powstał nie w Szczecinie - a w Gdańsku. Pół roku po krytycznym raporcie NIK, w listopadzie 2021 roku, Marek Gróbarczyk - już jako wiceminister infrastruktury - ogłosił, że promy dla Polskiej Żeglugi Morskiej i Bałtyckiej jednak powstaną. Zamiast państwowej stoczni w Szczecinie zlecenie na trzy statki dostała jednak prywatna stocznia "Remontowa" z Gdańska, a zleceniodawcą była spółka Polskie Promy, w której udziały ma Skarb Państwa i Polska Żegluga Morska.
Podkreślmy: w komunikacie Ministerstwo Infrastruktury nie informowało wtedy, by była to kontynuacja programu "Batory".
Gdy jednak dwa lata później, w listopadzie 2023 roku, wodowano kadłub pierwszego z promów - właśnie Jantar Unity - Ministerstwo Infrastruktury (jeszcze pod rządami Zjednoczonej Prawicy) chwaliło się, że statek powstał "w ramach programu 'Batory'" - co, jak przeczytacie dalej, było manipulacją.
Był to ostatni akord zagrany przez ministra Marka Gróbarczyka w tej historii.
Akt III: "To nigdy nie był projekt 'Batory'"
Po zmianie władzy nadzór nad gospodarką morską przejął Arkadiusz Marchewka. W "Gazecie Wyborczej" tak wspominał swój początek: "W pierwszym tygodniu mojej pracy w Ministerstwie Infrastruktury przyszedł do mnie prezes Gdańskiej Stoczni 'Remontowa' i powiedział, że od ponad dziesięciu miesięcy nie dostaje ona pieniędzy i jest na skraju niewypłacalności".
Trudną sytuację finansową zagrażającą budowie promów potwierdzili dwaj prezesi kluczowych dla Jantar Unity podmiotów: Holdingu Remontowa, do którego należy gdańska stocznia, i spółki Polskie Promy. Pierwszy - Adam Ruszkowski - w grudniu 2024 roku przyznał, że "przyjęty przez poprzedni rząd plan finansowania projektu nie wytrzymał próby czasu, powodując narastanie trudności płatniczych, aż do gróźb całkowitego wstrzymania produkcji". Drugi - Paweł Pluto-Prądzyński - był bardziej dosadny: "W grudniu ubiegłego roku projekt, mówiąc kolokwialnie, wisiał na włosku. Nie było finansowania na budowę promu NB101" (dzisiejszego Jantar Unity - red.).
W 2024 roku przy udziale wiceministra Marchewki stworzono więc nowy plan finansowy, a rząd zgodził się na zasilenie spółki Polskie Promy ponad miliardem złotych. "Tylko postawa ministra Marchewki oraz pracowników Ministerstwa Infrastruktury pozwoliła dokończyć proces finansowania pierwszej jednostki i dzisiaj to dofinansowanie jest zakończone" - stwierdził prezes Pluto-Prądzyński w grudniu 2024 roku. I dodał ważne zastrzeżenie:
Rozpoczęliśmy proces przemodelowania projektu, bo to, co było wcześniej nie wpisuje się w realia rynku. Obecnie to jest zupełnie inny projekt, niż był na początku. To, co trzeba jasno powiedzieć: to nigdy nie był i nie jest projekt "Batory".
Epilog
Kto więc jest ojcem sukcesu promu Unity Jantar? Marek Gróbarczyk, za którego czasów podpisano umowę na jego budowę, czy Arkadiusz Marchewka, którego "postawa" umożliwiła finansowanie?
Prawda jest taka, że ani bez jednego, ani bez drugiego prom Jantar Unity nie stałby dzisiaj w Szczecinie. Prezes spółki Polskie Porty uważa, że budowa Jantar Unity nigdy nie była częścią projektu "Batory" zapowiadanego przez PiS, ale faktem jest, że w momencie zmiany rządów kadłub tego promu był już zwodowany. Bez wsparcia nowego kierownictwa Ministerstwa Infrastruktury ten kadłub mógłby skończyć jak słynna szczecińska stępka.
O ile więc cały projekt "Batory" będzie się kojarzył już zawsze z nieszczęsną stępką (jako symbolem porażki PiS), to sama budowy promu Jantar Unity jest przykładem inwestycji rozpoczętej przez jeden rząd, a kontynuowanej przez drugi. Niezależnie od tego, jak bardzo ta ocena nie pasuje do politycznych narracji.
Źródło: Konkret24
Źródło zdjęcia głównego: Marcin Bielecki/PAP