Miliony wyświetleń w internecie generuje nagranie mające udowadniać, że poprzez użycie ciekłego azotu można wytworzyć na jeziorze mocny lód, po którym przejdzie człowiek. Rzeczywiście, bohaterowi filmu się to udaje. A jak jest w rzeczywistości?
Film sprawia wrażenie, jakbyśmy oglądali eksperyment. Widzimy mężczyznę, który ma na plecach butlę - podchodzi do brzegu jakiegoś zbiornika wodnego i z butli rozpyla jakąś substancję tuż nad powierzchnią wody. Substancja po zetknięciu z wodą wytwarza coś, co wygląda jak lód. Na tafli wody tworzy się wąska ścieżka. Mężczyzna wchodzi na nią i idzie po tym "lodzie", jakby był on twardy i stabilny. Owa "lodowa ścieżka" bez problemu utrzymuje jego ciężar. Z kadru wynika, że film nagrano jesienią (brak liści na drzewach, ponura pogoda). O tym, co mężczyzna rozpylił z butli, informuje komentarz autora posta, który został opublikowany na platformie X 1 grudnia 2026 roku: "Czy naprawdę można zamrozić jezioro ciekłym azotem, a następnie po nim przejść?".
Mamy tu więc sugestie, że podczas nagrania lód na jeziorze powstał poprzez użycie ciekłego azotu oraz że jest on tak mocny, iż spokojnie utrzyma dorosłego człowieka. Tylko ten jeden post wygenerował niemal 290 tys. wyświetleń - a nie jest to jedyny profil, na którym ów filmik z taką tezą opublikowano.
To czternastosekundowe nagranie stało się wręcz wiralem - szczególnie w anglojęzycznych mediach społecznościowych. Generuje tam miliony wyświetleń, wywołuje setki komentarzy. A przede wszystkim pytania, czy film jest prawdziwy i czy pokazana w nim sytuacja jest w ogóle możliwa.
Kwestia pierwsza: prawdziwość filmu
Sprawniejsze oko od razu zauważy szczegóły w nagraniu, które podważają jego autentyczność. Momentami kadr lekko "pływa", obraz staje się rozmyty. Nogi mężczyzny nie zawsze stykają się z lodem, a buty "zsuwają się" z jego powierzchni, lecz mężczyzna nie wpada do wody. Na niektórych ujęciach widać, że praktycznie "chodzi po wodzie". Takie błędy są charakterystyczne dla materiałów stworzonych narzędziami sztucznej inteligencji - na co zwracało uwagę wielu komentujących film.
Jak sprawdziliśmy, film był publikowany często z różnymi opisami co do tego, jaka substancje jest w butli. Jedna z najstarszych wersji - opublikowana na Instagramie 30 listopada 2025 roku - wyróżnia się tym, że autor posta informował, iż przedstawiona sytuacja jest niemożliwa.
"To nie jest zamarznięte jezioro. To pływająca tafla lodu o grubości zaledwie 1-3 cm powstała w wyniku rozpylania materiału kriogenicznego - najczęściej ciekłego CO2 (dwutlenek węgla - red.), który natychmiast zamienia się w śnieg CO2. Ten śnieg tworzy gęstą, tymczasową lodową skorupę, unoszącą się na powierzchni wody i zdolną przez kilka sekund utrzymać ciężar człowieka dzięki sile wyporu. To filmowa sztuczka, a nie zimowa supermoc" - napisał autor posta. Podkreślał, że do zamrożenia wody potrzeba by było znacznie więcej substancji. Tak więc ten użytkownik Instagrama wyjaśniał niemożliwość pokazanej sytuacji, z tym że na przykładzie ciekłego dwutlenku węgla.
A sam film? Sprawdziliśmy jego autentyczność narzędziami służącymi do wykrywania treści generowanych przez sztuczną inteligencję. Analiza programem Hive Moderation wykazała, że w 99 proc. jest to materiał AI. Warstwa dźwiękowa (odgłos rozpylania z butli) prawdopodobniei pochodzi z innego, autentycznego nagrania, bo tu analiza pokazała 0 proc. sztucznej inteligencji.
Fragmentem nagrania, który program ocenił jako prawdopodobnie niewygenerowany przez AI (33 proc.), jest ujęcie pokazujące mężczyznę z butlą stojącego przodem do kamery. Sugerowałoby to, że ten fragment posłużył jako punkt odniesienia (zdjęcie referencyjne) dla kolejnych kadrów.
Lecz analiza programem SightEngine pokazała nieco odmienne wyniki - co tylko udowadnia, że i te narzędzia mogą się mylić co do procentowego udziału AI w nagraniu. Jeśli autor wykorzystał prawdziwe zdjęcia jako bazę do stworzenia animacji, poszczególne klatki wyglądają bardziej naturalnie i nie widać tam typowych błędów sztucznej inteligencji.
Ewentualne wątpliwości rozwiewa dr hab. Maciej Lisicki, profesor Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego: "Nagranie jest fałszywe, co widać gołym okiem. Z perspektywy fizyki dostrzec można liczne nieścisłości - w tym złamanie fundamentalnych praw natury. Po pierwsze, nie da się poruszać po wodzie bez wywoływania drgań i zaburzeń powierzchni, a w konsekwencji fal, rozchodzących się na wodzie" - wyjaśnia w analizie dla Konkret24. "Po drugie, niemożliwe jest tak natychmiastowe wytworzenie rozległej i trwałej zamarzniętej struktury, zwłaszcza takiej, która jest nieustannie oblewana i jednocześnie roztapiana przez cieplejszą wodę wokół. Sama stabilność takiej formy, brak jakichkolwiek podpór oraz głębokość jej zanurzenia budzą wątpliwości. Po trzecie, nawet przy użyciu niezwykle zimnego ciekłego azotu proces zamarzania wymaga czasu i nie może być dowolnie przyspieszany" - tłumaczy.
Co na to fizycy? "Nie jest to bezpieczne, odradzam"
Przejdźmy więc do drugiej kwestii rozpatrywanej przez wielu komentujących ten film: czy można zamrozić np. jezioro ciekłym azotem, by po nim przejść?
"Teoretycznie się da, ale w idealnych warunkach i przy użyciu astronomicznych ilości azotu" - odpowiada Krzysztof Petelczyc, adiunkt w Zakładzie Optyki i Fotoniki na Wydziale Fizyki UW, przewodniczący Warszawskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Fizycznego. Jak wyjaśnia, zamrożenie wody wymaga odebrania ogromnej ilości ciepła. Dla zobrazowania skali problemu podaje, że uzyskanie warstwy lodu o grubości ok. 10 cm (minimalnej zapewniającej utrzymanie się lodu na wodzie) na powierzchni jednego metra kwadratowego to konieczność zamrożenia blisko 90-100 kilogramów wody. "W praktyce wymagałoby to odparowania około 11 metrów sześciennych ciekłego azotu, co z pewnością nie mieści się w zbiorniku widocznym na nagraniu" - stwierdza fizyk.
"W dodatku azot nie zmroziłby wody tak jak sobie to wyobrażamy, np. po włożeniu jej do lodówki. Po zetknięciu z wodą wrze. Tworząca się para tworzy cienką warstwę izolacyjną utrudniającą dopływ i pobranie ciepła przez następne elementy objętości azotu (dlatego nie poparzymy się, oblewając sobie rękę ciekłym azotem, jeśli będzie mógł on od razu spłynąć na ziemię). Tak więc w rzeczywistych warunkach potrzeba byłoby jeszcze więcej azotu i czasu" - wyjaśnia Krzysztof Petelczyc.
Profesor Krzysztof Durka z Katedry Chemii Fizycznej Politechniki Warszawskiej najpierw podaje nam przykładowe wyliczenia - np. że by zamrozić 1 kilogram wody o temperaturze 5 stopni Celsjusza, trzeba by wylać ok. 2 litry ciekłego azotu, więc do stworzenia tafli lodu o grubości 10 centymetrów na jeziorze o powierzchni 10 hektarów z wodą o temperaturze 5 stopni, należałoby teoretycznie wylać ok. 18 milionów litrów ciekłego azotu. Czyli bardzo dużo.
Następnie profesor zwraca uwagę, że uzyskanie cienkiej i kruchej warstwy zamarzniętej wody jest stosunkowo łatwe, jednak problem pojawia się przy próbie zamrożenia grubszej warstwy. "Kolejną sprawą jest wylanie dużej ilości azotu, co prowadzi do powstania chmury zimnego azotu w stanie gazowym. Dla porównania: z jednego litra ciekłego azotu powstaje około 600 litrów gazu. Przy większych ilościach bardzo szybko pojawia się problem z oddychaniem i gwałtownym wychłodzeniem organizmu - zatem jak wylejemy go dużo, to szybko nie mamy czym oddychać i robi nam się zimno, bardzo zimno…Podsumowując: nie jest to bezpieczne. Jeśli ktoś ma ochotę to tak zrobić, odradzam" - stwierdza naukowiec w odpowiedzi na pytanie Konkret24.
Profesor Maciej Lisicki zwraca natomiast uwagę na to, że samo mrożenie, a nawet schładzanie wody wymaga ogromnych ilości energii. "Pierwsze intuicyjne założenie okazuje się mylące: fakt, że ciekły azot jest bardzo zimny (w normalnych warunkach atmosferycznych wrze przy −194 stopniach Celsjusza), nie oznacza, że momentalnie zamraża wszystko, z czym ma kontakt" - tłumaczy profesor. "W procesie mrożenia nie jest najważniejsza sama różnica temperatur między substancjami, lecz ilość energii cieplnej, która może zostać między nimi przekazana" - dodaje. W trakcie procesu zamarzania woda oddaje ciepło, ogrzewając azot, przechodząc ze stanu ciekłego w stały. W tym czasie azot, który ma znacznie niższą temperaturę wrzenia, ogrzewa się i przechodzi w stan gazowy. "Oznacza to, że woda musi oddać bardzo dużą ilość energii cieplnej, która nie może zniknąć, lecz musi zostać przekazana do otoczenia" - tłumaczy prof. Lisicki.
Ku przestrodze przypomina, że w ogóle sam proces zamarzania w warunkach naturalnych trwa bardzo długo - i powinien o tym pamiętać każdy, kto kiedykolwiek rozważał wejście na zamarznięte jezioro.
Tak więc eksperci są zgodni, że to, co widać na popularnym w mediach społecznościowych nagraniu, nie zadziała w prawdziwych warunkach. Szczególnie przy użyciu takiego sprzętu.
Źródło: Konkret24
Źródło zdjęcia głównego: x.com