Michał Wawer z Konfederacji przekonuje, że mimo nieobecności Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego, którzy uciekli na Węgry, ich procesy mogą się rozpocząć. Z prawnikiem tłumaczymy, że sytuacja obu polityków nie jest taka sama.
Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości, poseł i wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości został objęty azylem politycznym i ochroną międzynarodową przez władze Węgier, które uznały, że w Polsce grożą mu prześladowania polityczne. 12 stycznia poinformował o tym fakcie jeden z obrońców Ziobry, mecenas Bartosz Lewandowski. Sam Ziobro w rozmowie z dziennikarzem Pawłem Łukasikiem powiedział, że azyl przyznano mu 22 grudnia 2025 roku. Polityk wystąpił też o azyl dla swojej żony, Patrycji Koteckiej-Ziobro.
Prokuratura w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości zamierza postawić byłemu ministrowi sprawiedliwości 26 zarzutów. Chodzi między innymi o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, która wyrządzała szkody w mieniu Skarbu Państwa "w celu osiągnięcia korzyści osobistych i majątkowych" i bezprawne nabycie systemu Pegasus za 25 mln zł.
To już drugi polityk PiS z azylem politycznym na Węgrzech. W grudniu 2024 roku taką ochronę uzyskał Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości w czasie, kiedy tym resortem kierował Zbigniew Ziobro. Tym samym Romanowski uniknął aresztu tymczasowego, o którym zdecydował sąd w związku z prokuratorskimi zarzutami.
Wawer: proces ani Romanowskiego, ani Ziobry nie ruszył "nie wiadomo dlaczego"
Azyl dla Ziobry był jednym z tematów rozmowy gości programu "7. dzień tygodnia w Radiu Zet" 18 stycznia 2026 roku.
"Mi się nie podoba, że ten azyl został przydzielony. Nie podoba mi się też, że pan Ziobro i pan Romanowski uciekają za granicę. Choć z drugiej strony rozumiem, też ich wątpliwości, czy w Polsce tutaj czeka ich godne traktowanie w areszcie i czy czeka ich uczciwy proces" - stwierdził poseł Konfederacji Michał Wawer. Nawiązał tym samym do wcześniejszych słów obecnego w studiu posła Polski 20250 Pawła Śliza o tym, że trzeba pozwolić sądowi zająć się tą sprawą.
To pozwólcie sądowi zająć się tą sprawą, dlatego że proces ani Romanowskiego, ani Ziobry nie ruszył. Nie wiadomo dlaczego.
"Dlatego, że ich nie ma" - odparł Paweł Śliz, poseł Polski 2050. "Ale oni nie są niezbędni, żeby ten proces ruszył - nie, nie" - kontrował z rozbawieniem poseł Konfederacji. "Ale jak? Do postawienia zarzutów Zbigniew Ziobro musi być" - przekonywał Śliz. I dodał: "Czy kogoś bez postawienia zarzutów można sądzić? Nie no, bądźmy poważni. Przecież Zbigniewowi Ziobro trzeba postawić zarzuty". Jednak Wawer upierał się: "Można jak najbardziej postawić zarzuty i złożyć akt oskarżenia pod nieobecność osoby podejrzanej".
Wtedy wtrącił się prowadzący program Andrzej Stankiewicz: "To dlaczego za rządów Prawa i Sprawiedliwości Giertychowi nie postawiono zarzutów, jak siedział we Włoszech?". Tu Wawer nadal obstawał przy swoim, odpowiadając tylko: "Zapewne z tego samego powodu, z którego [zarzuty] nie są teraz stawiane Ziobrze i Romanowskiemu. Zarówno wtedy, jak i teraz rząd jest zainteresowany robieniem szopki medialnej". Nie poddawał się też poseł Śliz, który dopytywał Wawra o podstawę prawną. Tej jednak polityk Konfederacji nie podał.
Czy obecność Ziobry i Romanowskiego jest niezbędna, aby ich procesy ruszyły? Prawnik tłumaczy, że sytuacje obu polityków wcale nie są takie same ani proste.
Sprawa Ziobry. Proces nie rusza, bo nie usłyszał zarzutów
Obecnie nie można rozpocząć procesu Zbigniewa Ziobry. Najpierw musiałby usłyszeć zarzuty postawione przez prokuraturę. Zgodnie z polskim prawem warunkiem wszczęcia postępowania sądowego jest właśnie wcześniejsze postawienie zarzutów przez prokuraturę. Oznacza to konieczność stawienia się podejrzanego w prokuraturze, albo - w razie niestawienia się - jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie.
Tymczasem przebywający za granicą Ziobro ani nie stawił się w prokuraturze, ani jak dotąd nie został zatrzymany. W tym kontekście mecenas Zbigniew Krüger z kancelarii Krüger & Partnerzy w rozmowie z Konkret24 przywołuje artykuł 313 Kodeksu postępowania karnego, który stanowi:
Jeżeli dane istniejące w chwili wszczęcia śledztwa lub zebrane w jego toku uzasadniają dostatecznie podejrzenie, że czyn popełniła określona osoba, wydaje się postanowienie o przedstawieniu zarzutów, ogłasza je niezwłocznie podejrzanemu i przesłuchuje się go, chyba że ogłoszenie postanowienia lub przesłuchanie podejrzanego nie jest możliwe z powodu jego ukrywania się lub nieobecności w kraju.
"Ukrywanie się lub nieobecność podejrzanego w kraju nie oznacza jednak, że można zakończyć postępowanie i skierować akt oskarżenia do sądu bez ogłoszenia mu zarzutów. W takiej sytuacji - zgodnie z treścią artykułu 71 paragraf 1 kpk - za podejrzanego uważa się osobę, co do której wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutów" - pisze adwokat. W przekazanej Konkret24 analizie prawnik tłumaczy, że samo wydanie takiego postanowienia "jest wystarczające (i konieczne) do stosowania środków zapobiegawczych, np. tymczasowego aresztowania, złożenia wniosku o uchylenie immunitetu itp.".
"Ogłoszenie zarzutów i przesłuchanie podejrzanego, jako wymóg przewidziany w art. 313 kpk, pełni funkcję gwarancyjną i realizuje prawo do obrony. Jeżeli podejrzany nie stawia się na wezwanie to konieczność ogłoszenia zarzutów i przesłuchania podejrzanego może stanowić podstawę do jego zatrzymania i tymczasowego aresztowania, a gdy nie przebywa na terytorium Polski, także do złożenia wniosku o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania czy ekstradycję" - wyjaśnia dalej mecenas Krüger.
Prawnik tłumaczy też, skąd może brać się błędne przeświadczenie o możliwości zakończenia postępowania i skierowania aktu oskarżenia pod nieobecność podejrzanego. "Artykuł 313 kpk wprowadza obowiązek niezwłocznego ogłoszenia postanowienia i przesłuchania podejrzanego. Ostatnie zdanie tego przepisu dotyczy właśnie tego obowiązku niezwłocznego ogłoszenia i przesłuchania. Natomiast druga część tego zdania - 'chyba że ogłoszenie postanowienia lub przesłuchanie podejrzanego nie jest możliwe z powodu jego ukrywania się lub nieobecności w kraju' - znaczy tylko tyle, że jeżeli podejrzany przebywa za granicą lub się ukrywa, to prokurator nie ma obowiązku niezwłocznego ogłoszenia mu zarzutów i przesłuchania go. Nie oznacza to jednak, że można skierować akt oskarżenia, prowadzić sprawę i skazać podejrzanego pod jego nieobecność" - stwierdza.
Co, gdyby Ziobro usłyszał zarzuty przed otrzymaniem azylu w obcym kraju? Krüger przyznaje, że w takiej sytuacji proces mógłby się toczyć i możliwe byłoby wydanie wyroku nawet bez jego obecności w kraju. O takiej sytuacji piszemy w dalszej części artykułu.
W przypadku osoby z przyznanym azylem pojawiłby się problem egzekwowania ewentualnej kary - państwo, które udziela ochrony prawnej, nie wyda osoby skazanej, jeśli przebywa pod jego ochroną - zauważa adwokat.
Sprawa Romanowskiego. Formalnie proces jest dopuszczalny, ale...
Sprawa Marcina Romanowskiego jest nieco inna. W przeciwieństwie do Ziobry usłyszał część zarzutów stawianych mu przez prokuraturę. 15 października 2024 roku prokurator z Zespołu Śledczego nr 2 Prokuratury Krajowej ogłosił Marcinowi Romanowskiemu postanowienie o przedstawieniu 11 zarzutów w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. Zarzuty te dotyczą przestępstw polegających m.in. na udziale w zorganizowanej grupie przestępczej, nadużyciu uprawnień i przywłaszczenia powierzonego mienia.
19 grudnia 2024 roku Sąd Okręgowy w Warszawie na wniosek prokuratury wydał wobec niego Europejski Nakaz Aresztowania (ENA). Później w grudniu tego samego roku polityk informował, że uzyskał azyl polityczny na Węgrzech. W październiku 2025 roku postanowienie o ENA zostało uzupełnione - na wniosek prokuratura - o nowe zarzuty. Łącznie jest ich 19. W grudniu 2025 roku polski sąd uchylił ENA. Warszawska prokuratura pod koniec grudnia ponownie złożyła wniosek o wydanie ENA wobec polityka. Ma go rozpatrzyć nowy sędzia.
"Sam fakt uzyskania azylu za granicą niewątpliwie utrudnia prowadzenie postępowania, ale nie zawsze je blokuje. Jeżeli bowiem zarzuty zostały skutecznie ogłoszone - jak w sprawie pana Romanowskiego - prokuratura może skierować akt oskarżenia do sądu i tym samym doprowadzić do rozpoczęcia procesu, nawet w trybie zaocznym, chociaż nie jest to takie proste" - podkreśla mec. Zbigniew Krüger.
Dlaczego możliwy jest tryb zaoczny? "Jeszcze kilka lat temu, przed nowelizacją Kodeksu postępowania karnego, usprawiedliwiona nieobecność oskarżonego całkowicie wyłączała możliwość prowadzenia procesu. Ta zasada została jednak zmieniona właśnie w czasie, gdy ministrem sprawiedliwości był Zbigniew Ziobro" - zauważa prawnik. "W uproszczeniu: obecność oskarżonego na rozprawie przestała być obowiązkiem, a stała się jego prawem. Wystarczy, że zostanie on prawidłowo zawiadomiony o terminie rozprawy i nawet jeśli nie stawi się, choćby z powodu choroby, sąd może prowadzić postępowanie" - tłumaczy (wytłuszczenie od redakcji).
Mecenas Krüger zaznacza, że ze względu na charakter sprawy sąd może uznać obecność oskarżonego za konieczną. "I należałoby się spodziewać, że sąd skorzystałby właśnie z takiej możliwości w sprawie Marcina Romanowskiego. Oskarżony przebywa na Węgrzech, uzyskał azyl, a sprawa ma wyraźny kontekst polityczny, zatem poważnie wątpię, aby sąd zdecydował się prowadzić proces pod jego nieobecność" - wyjaśnia. "Formalnie jest to dopuszczalne i to dzięki zmianom w Kodeksie postępowania karnego wprowadzonym za czasów ministra Ziobry" - dodaje prawnik.
Prawnik przypomina, że zgodnie z art. 338 kpk, jeżeli akt oskarżenia spełnia warunki formalne, to należy doręczyć go oskarżonemu. "Teoretycznie doręczenia można dokonać na adres wskazany przez oskarżonego podczas przesłuchania, jednak w sytuacji pana Romanowskiego, gdy powszechnie wiadome jest, że przebywa za granicą i objęty jest ochroną międzynarodową (azylem), tego typu doręczenie i rozpoczęcie procesu mogłoby być uznane - w mojej ocenie słusznie- za naruszenie prawa do obrony" - ocenia mecenas Krüger. "Oskarżony powinien mieć zapewnione rzeczywiste prawo do obrony, w tym możliwość poznania podstaw oskarżenia, ustosunkowania się do nich i złożenia wniosków dowodowych. Problem doręczenia aktu oskarżenia jest zatem realny" - stwierdza.
Źródło: Konkret24
Źródło zdjęcia głównego: Wojtek Jargiło/PAP