Prezydent USA Donald Trump mówi o "doktrynie Donroego", która ma być czymś więcej niż słynna doktryna Monroego. Eksperci dostrzegają podobieństwa, ale też wskazują różnice. Co takiego ogłosił piąty prezydent Stanów Zjednoczonych James Monroe?
Wenezuelski dyktator Nicolas Maduro został schwytany wraz z żoną przez amerykańskie wojska specjalne podczas operacji przeprowadzonej 3 stycznia w stolicy kraju - Caracas. Przewieziono ich do Stanów Zjednoczonych, gdzie mają stanąć przed sądem oskarżeni o przestępstwa związane z narkotykami i terroryzmem. "Będziemy rządzić krajem do czasu, aż uda nam się przeprowadzić bezpieczną, właściwą i rozsądną transformację. Nie chcemy angażować się w to, by ktoś inny objął władzę i mielibyśmy taką samą sytuację, jak przez ostatnie długie lata" - ogłosił 3 stycznia 2026 roku prezydent USA Donald Trump na konferencji prasowej. Sugerował, że wojska USA utrzymają obecność w Wenezueli.
Trump przedstawił interwencję w Wenezueli jako pokaz amerykańskiej siły i powrót do realizacji doktryny Monroego z 1823 roku. "Zgodnie z naszą nową Strategią Bezpieczeństwa Narodowego amerykańska dominacja na półkuli zachodniej nigdy więcej nie będzie kwestionowana" - zaznaczył. Potem zażartował: "Doktryna Monroe to poważna sprawa, ale znacznie ją wyprzedziliśmy. Teraz nazywają ją dokumentem Donroe" (cytat: za PAP).
Politycy o tym, co to jest doktryna Monroego
Przekaz o powrocie do doktryny Monroego przez Stany Zjednoczone powtarzali w niedzielnych programach publicystycznych - komentując ruch Trumpa - politycy opozycji. Rzecznik prezydenta dr Rafał Leśkiewicz w Polsacie News mówił: "Warto też zwrócić uwagę na to, że to jest jakby praktyczna realizacja doktryny Jamesa Monroe'a (zapis według wypowiedzi - red.), wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych, sformułowana jeszcze w XIX wieku, w 1823 roku, a więc: odcięcie jakichkolwiek działań Europejczyków w obu Amerykach, w tym wypadku w Ameryce Południowej". Wojciech Machulski z Konfederacji tłumaczył: "No ta doktryna Monroe (zapis według wypowiedzi - red.) właśnie mówi przede wszystkim o tym, że Stany Zjednoczone muszą się skupić na półkuli zachodniej. Muszą się skupić na obu Amerykach jako na swojej strefie wpływów".
A Łukasz Michnik z Lewicy zauważył: "To nie jest tylko wyraz podejścia do neokolonialnego podejścia do półkuli zachodniej i Ameryki Łacińskiej, ale to jest też wyraz tendencji izolacjonistycznych względem Europy".
Nie po raz pierwszy od objęcia urzędu prezydenta USA przez Donalda Trumpa łączy się jego działania z doktryną Monroego - w końcu on sam to teraz przyznał. A jednocześnie politykę Putina utożsamia się z doktryną Primakowa. Na fakt, że wracamy do epoki mocarstw zwracał już uwagę np. wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski. W marcu 2025 roku tłumaczył w Radiu Zet, że "nareszcie państwa europejskie by się obudziły". "Rosja usypiała Europę różnego rodzaju wypowiedziami pokojowymi, przestawiając w istocie gospodarkę z takiej - można powiedzieć - pokojowej na wojenną. I dzisiaj mamy taki oto stan, że doktryna Primakowa, która leżała u podstaw działalności Putina, czyli po prostu powrotu Rosji do stołu decyzyjnego w świecie, jest realizowana" - tłumaczył Zgorzelski. I dodał: "Donald Trump (...) ożywił doktrynę Monroego. Czyli inaczej mówiąc: róbcie, co chcecie, a my będziemy robić, co będziemy uważali. I tak się dzisiaj dzieje w Stanach Zjednoczonych, że ta doktryna jest realizowana".
Już wówczas wyjaśnialiśmy, czy i jak bardzo można obecną sytuację polityczną tłumaczyć, przywołując doktryny polityczne, z których jedna powstała około 30 lat temu, a druga przed 200 laty. Według ekspertów - nie do końca, ale rozumienie obu tych doktryn pozwala rozumieć lepiej decyzje Trumpa i Putina.
Monroe: realizacja interesów amerykańskich, nieangażowanie się w wewnętrzne sprawy Europy
Doktryna Monroego została zaprezentowana przez piątego prezydenta Stanów Zjednoczonych Jamesa Monroego 2 grudnia 1823 roku podczas orędzia w Kongresie. Monroe przed objęciem urzędu prezydenta był senatorem, gubernatorem stanu Wirginia, sekretarzem stanu, a także ambasadorem USA we Francji i Wielkiej Brytanii.
James Monroe stawiał przede wszystkim na konieczność ochrony interesów USA - zarówno w Ameryce Północnej, jak i Południowej - przed interwencjami mocarstw europejskich. Według jego koncepcji jakakolwiek próba kolonizacji czy ingerencji politycznej będzie odbierana przez Stany Zjednoczone jako wrogi atak. Doktryna Monroego była odpowiedzią na rosnące w USA zaniepokojenie ambicjami kolonizacyjnymi Europy i na jej wejście w amerykańską strefę wpływów.
Jednocześnie USA miały się oddzielić od działań Europy i wstrzymać od ingerowania w jej sprawy. Monroe twierdził bowiem, że Europa i Ameryka są różniącymi się od siebie systemami, a więc powinny pozostać w odrębnych sferach. Doktryna zakłada więc, że USA nie angażują się w konflikty i wewnętrzne sprawy mocarstw europejskich, które ich nie dotyczą. "Nasza polityka w stosunku do Europy, która została przyjęta we wczesnym stadium wojen, które tak długo wstrząsały tą częścią kuli ziemskiej, pozostaje jednak taka sama, to znaczy nie mieszać się do wewnętrznych spraw żadnego z jej mocarstw" - powiedział prezydent podczas orędzia. Kierunek polityki zaprezentowanej w doktrynie Monroego stanowi niejako podstawę amerykańskiego izolacjonizmu.
Primakow: wielobiegunowość na arenie światowej, wzmacnianie wpływów rosyjskich
Doktryna Primakowa to rosyjska koncepcja polityki zagranicznej formułowana w latach 90. XX wieku. Jej twórcą był Jewgienij Primakow, rosyjski polityk i dyplomata. W latach 1991-1996 pełnił funkcję szefa Służby Wywiadu Zewnętrznego, a następnie został mianowany przez prezydenta Borysa Jelcyna na stanowisko ministra spraw zagranicznych. Był nim do 1998 roku, kiedy to 11 września objął urząd premiera Federacji Rosyjskiej. Pełnił go do 12 maja 1999 roku.
Doktryna Primakowa zakłada, że gwarantem bezpieczeństwa Rosji jest jej status mocarstwa oraz to, że na światowej scenie politycznej nie istnieje hegemon w postaci Stanów Zjednoczonych. Rosja miała więc dążyć do rozkładu sił i wielobiegunowości w polityce światowej - czyli układu, w którym istnieje kilka mocarstw, a Rosja jest jednym z nich i rozmawia z innymi jak równy z równym. W interesie Rosji leżało więc aktywne przeciwstawianie się dominacji USA na świecie i ograniczanie ekspansji NATO.
Według tej koncepcji oprócz silnej pozycji Rosji wobec Zachodu miała ona też odzyskać wpływy w państwach postsowieckich. Ponadto ważna jest integracja euroazjatycka - postrzegana jako strategiczny sojusz Rosji z Chinami i Indiami, który miał stanowić przeciwwagę wobec potęgi Stanów Zjednoczonych i NATO. Primakow proponował więc zmianę kierunku polityki zagranicznej Rosji: odejście od dotychczasowego podejścia euroatlantyckiego i ustępstw wobec USA na rzecz wielobiegunowości i budowania własnej pozycji międzynarodowej.
Świat jest inny, ale widać "echa doktryny"
- O realizacji tych doktryn możemy mówić, ale oczywiście w dużym uproszczeniu - komentował dla Konkret24 dr hab. Arkadiusz Modrzejewski, dyrektor Instytutu Politologii Uniwersytetu Gdańskiego. I tłumaczył: - Doktryna Monroego to koncepcja, która tak naprawdę wprowadza zasady izolacjonizmu Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza w relacjach z państwami europejskimi. To one wtedy - na początku dziewiętnastego wieku, gdy doktryna powstała - były potęgami. Dzisiaj możemy mówić o echach doktryny Monroego, bo sytuacja geopolityczna jest zupełnie inna. Już nie mamy państw europejskich jako potęg imperialnych, lecz mamy Chiny, aspirujące do bycia światowym mocarstwem, które tak naprawdę są drugą, a może nawet będą pierwszą potęgą i gospodarką światową. Tak więc obecnie, w odwoływaniu się do doktryny Monroego, może chodzić przede wszystkim o dystansowanie się Stanów Zjednoczonych od spraw europejskich i realizacji koncepcji America First.
Na pytanie, czy jako realizację tej doktryny można postrzegać na przykład decyzje administracji USA wobec Ukrainy, ekspert odpowiedział: - Warto pamiętać, że doktryna ma to do siebie, że jest w miarę uniwersalna. Została kiedyś sformułowana i nawet jeśli zostaje przemodelowana, przebudowana, zaadaptowana do określonych warunków, nadal możemy mówić o pewnej istocie tej doktryny. I tutaj tą istotą - widoczną w obecnej polityce amerykańskiej - jest to, że Stany Zjednoczone przestają być tym, kim się stały po pierwszej i po drugiej wojnie światowej, czyli światowym żandarmem, a koncentrują się na własnym interesie i na własnych sprawach. Lecz literalnie nie możemy mówić o realizacji doktryny Monroego, bo po prostu świat jest już inny.
Inaczej natomiast jest według dr. hab. Arkadiusza Modrzejewskiego w przypadku doktryny Primakowa. - Jest ona bardziej aktualna, bo powstała pod koniec dwudziestego wieku. I ona się jak najbardziej realizuje: czyli odejście od świata unipolarnego, w którym Stany Zjednoczone są hegemonem, na rzecz świata multipolarnego, w którym mamy kilku głównych aktorów w polityce międzynarodowej. A jednym z nich jest właśnie Rosja, która wraz z takimi krajami i sojuszami jak BRICS przeciwstawia się tak zwanemu globalnemu Zachodowi. To jądro owej doktryny. A biorąc pod uwagę sprzeczne interesy i systemy wartości Rosji i USA oraz całego świata zachodniego, jest ona żywa - tłumaczył ekspert.
Cherry picking: "wybieramy z doktryny to, co nam pasuje"
Z kolei dr hab. Marek Madej, politolog z Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, doprecyzowywał: - Po pierwsze, nie ma czegoś takiego wprost zadeklarowanego w jakimś dokumencie jak doktryna Primakowa. To raczej zbiór idei i założeń z lat dziewięćdziesiątych, formułowanych faktycznie głównie przez Pirmakowa jako ministra spraw zagranicznych Rosji, ale czasem dość generalnych w charakterze, które rzeczywiście są wdrażane w tym sensie, że takie cele polityka rosyjska realizuje dość konsekwentnie od dłuższego czasu, ale też dlatego, że ich ogólność pozwala na bardzo pojemną interpretację podejmowanych działań.
- Z kolei co do doktryny Monroego, jest to konkretna koncepcja ogłoszona przez prezydenta USA w 1823 roku. Wtedy USA były młodym, nowo powstałym państwem, szybko się rozwijającym, lecz słabszym od państw europejskich - wyjaśniał dr hab. Marek Madej. - Doktryna zakładała przede wszystkim swego rodzaju gwarancję amerykańskich interesów w zachodniej hemisferze - czyli w Ameryce Północnej i Południowej. USA ogłaszały, że nie będą zgadzały się na ponowną kolonizację tych obszarów czy ingerencję ze strony Europy, lecz jednocześnie nie będą się wtrącać w sprawy europejskie - dodał.
Na pytanie, czy doktryna Monroego jest znowu realizowana, wyjaśniał: - Z jednej strony, prawdą jest, że obecnie władze USA nie chcą już iść w kierunku dominacji jednego supermocarstwa (także dlatego, że to oznacza daleko idącą odpowiedzialność takiego mocarstwa za sytuację globalną), a ambicje wyrażane w kontekście Grenlandii, Kanady czy Kanału Panamskiego świadczą o przekonaniu o prawie regulowania stosunków w zachodniej hemisferze wedle własnego uznania. Z drugiej strony, trudno mówić, że to jest całkowite wycofanie się ze spraw Europy. No bo owszem, dzisiejsi liderzy USA chcą móc "uwolnić się" od problemu konfliktu w Ukrainie, ale mamy też takie działania jak wystąpienie Vance'a w Monachium, które jest postrzegane jako wprost mieszanie się w politykę wewnętrzną państw europejskich, jak choćby Niemiec. Więc według mnie to takie trochę cherry picking, czyli wybieramy z doktryny to, co nam pasuje i to realizujemy.
Tak więc o ile w przypadku doktryny Primakowa eksperci są raczej zgodni, że jedno z jej założeń - czyli koncepcję świata multipolarnego - Rosja realizuje już od dawna, to w sprawie doktryny Monroego ich zdaniem trudno mówić o dosłownym jej wypełnianiu przez administrację Donalda Trumpa, bo sytuacja geopolityczna różni się od czasów jej powstania. Wolą mówić raczej o realizowaniu części założeń.
Analityk PISM o "reaktywacji" doktryny Monroego
Na stronie Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych analityk Bartłomiej Znojek 10 grudnia 2025 roku skomentował opublikowany w grudniu wpis Donalda Trumpa z okazji 200. rocznicy doktryny oraz treść Strategii Bezpieczeństwa Narodowego w ten sposób: "obecna administracja postrzega zachodnią półkulę jako swoją strefę wpływów". "Nowe rozumienie doktryny Monroe, które prezydent nazwał swoim nazwiskiem ('Trump Corollary'), nawiązuje do tych jej interpretacji, którymi władze USA w przeszłości uzasadniały m.in. interwencje wojskowe w Ameryce Łacińskiej" - ocenił.
Według analityka: "Reaktywacja doktryny Monroe ma służyć Amerykanom, aby 'odzyskali kontrolę nad swoim losem na swojej półkuli'. Treść najnowszej NSS (Strategia Bezpieczeństwa Narodowego - red.) wskazuje jednak, że ta kontrola ma się opierać na odzyskaniu przez USA dominującej pozycji w regionie oraz na wykorzystaniu m.in. środków presji ekonomicznej i wzmocnionej obecności wojskowej. Współpraca USA z danym państwem, w tym pomoc finansowa, ma być zależna od tego, czy jego władze doprowadzą do pozbawienia pozaregionalnych 'adwersarzy' USA kontroli nad krajową infrastrukturą strategiczną (np. portami). Choć w NSS nie padają nazwy rywali, ta zapowiedź dotyczy głównie Chin. Może mieć jednak też zastosowanie do UE, która podobnie jak USA próbuje uzyskać uprzywilejowany dostęp do surowców krytycznych z Ameryki Łacińskiej".
Źródło: Konkret24
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/NICOLE COMBEAU / POOL