Minister energii od miesięcy obiecuje, że koniec mrożenia cen prądu nie oznacza gwałtownej podwyżki rachunków. Ale opozycja straszy, że drożej będzie nawet o 10 procent. Politycy się sprzeczają - my z ekspertami liczymy, jak odmrożenie cen energii może wpłynąć na wysokość naszych rachunków. Kluczowe są ich składowe.
Rok 2026 będzie pierwszym od czterech lat, w którym rząd nie będzie mroził cen prądu dla odbiorców indywidualnych. Tę decyzję ogłosił w październiku 2025 roku minister energii Miłosz Motyka. W kolejnych miesiącach kilkakrotnie zapewniał, że koniec mrożenia cen wcale nie oznacza gwałtownej podwyżki rachunków za prąd. A w listopadzie w Radiu Zet minister powiedział nawet, że liczy, iż "ceny zatwierdzane przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki będą na poziomie niższym niż te, które dzisiaj są mrożone". URE podało swoje taryfy 17 grudnia 2025 roku i tego dnia Miłosz Motyka skomentował w serwisie X, że kwota 495 zł/mWh "to spadek o 13,5 procenta względem stawki z taryf zatwierdzonych na koniec 2025 roku i mniej niż obowiązująca dziś cena maksymalna".
Komentujący ten post internauci nie podzielali optymizmu ministra. Twierdzili, że mimo tego ich rachunki będą wyższe. "Brednie. Odbiorców energii interesuje stawka końcowa a ta na skutek podwyżki opłaty dystrybucyjnej i mocowej wzrośnie"; "Jak będzie wyglądać cena na rachunku dla odbiorcy po doliczeniu całej listy opłat (część z nich wzrośnie) i podatku VAT na poziomie 23 procent (możecie obniżyć na 5 procent, ale tego nie robicie), bo wygląda na to, że i tak zapłacimy więcej"; "Mnie interesuje cały rachunek, a nie pojedyncza taryfa. A rachunki coraz wyższe" - pisali (pisownia postów oryginalna).
Motyka: "właściwie tyle samo". PiS: "wzrost o 10 procent"
Lecz minister Motyka obstawał przy swoim; 18 grudnia w "Faktach po Faktach" TVN24 zapewnił: "Jeżeli chodzi o cenę prądu, ona będzie bardzo zbliżona do tej, która jest teraz. To zależy od zużycia, ale przy średnim to będzie właściwie tyle samo, ile w tym roku".
Jednak politycy opozycji oskarżają ministra energii, że kłamie. Prawo i Sprawiedliwość również 18 grudnia opublikowało w sieci grafikę pod tytułem: "Znowu oszukali!". Informuje na niej, że od 1 stycznia 2026 roku rachunki za prąd wzrosną o ok. 10 proc.
Niezależnie od zaklęć i obietnic polityków, gospodarstwa domowe jak co roku dostały lub wkrótce dostaną nowe rachunki za energię. Czy da już teraz ocenić, czy będą wyższe czy niższe niż w 2025 roku? Najprostsza odpowiedź brzmi: "to zależy" - ale nie chcemy na niej poprzestawać. Z pomocą ekspertów od elektroenergetyki spróbowaliśmy oszacować, jaka będzie różnica między tym, ile płaciliśmy za prąd podczas mrożenia cen, a tym, ile zapłacimy po ich odmrożeniu.
Jeden rachunek, ale dwie usługi
Większość z nas otrzymuje jeden rachunek za prąd, na którym widnieje jedna kwota do zapłacenia w danym okresie rozliczeniowym. Żeby zrozumieć, za co tak naprawdę płacimy i jak może się to zmienić w 2026 roku, trzeba wiedzieć, że na tę jedną kwotę składają się: - koszty sprzedaży energii elektrycznej - koszty dystrybucji energii.
- W uproszczeniu można powiedzieć, że opłata za sprzedaż energii dotyczy samego towaru, który kupujemy od dostawcy, a opłaty dystrybucyjne dotyczącą utrzymania systemu, którym ten towar do nas trafia - tłumaczy dr inż. Wiktoria Grycan z Wydziału Elektrycznego Politechniki Wrocławskiej. - Tak naprawdę to mogłyby być - i czasami są - dwie osobne faktury, przy czym znaczna część odbiorców indywidualnych ma umowę kompleksową, gdy jednocześnie płaci za sprzedaż i za dystrybucję. To może być mylące, bo użytkownik płaci raz, lecz w rzeczywistości kupuje dwie różne usługi - zauważa.
Koszty sprzedaży rozliczane są według zużycia, czyli za każdą kilowatogodzinę (kWh) według taryf. Natomiast koszty dystrybucji to kilka różnych opłat, z których część również zależy od zużycia, a część jest odgórnie ustalana przez państwo. Jeśli kogoś interesują konkretne nazwy, to w 2025 roku wraz z zużywanymi kilowatogodzinami rosły opłaty: sieciowa zmienna, jakościowa, OZE i kogeneracyjna; zaś stałe były opłaty: sieciowa stała, przejściowa, abonamentowa i mocowa (choć tylko w drugim półroczu). W 2026 roku lekko to zmieni, co opisujemy dalej.
Do tego najczęściej dochodzi jeszcze opłata handlowa, którą sprzedawca pobiera za "obsługę administracyjną" klienta, np. za wystawianie faktur. Można by ją więc zakwalifikować do kosztów sprzedaży, ale jest stała i nie zależy od zużycia, dlatego nie wlicza się do taryf akceptowanych przez URE. Ostatnią składową rachunku są podatki: VAT i akcyza.
Podział naszych rachunków na poszczególne części jest więc skomplikowany, ale bez niego nie da się zrozumieć, jak mogą się zmienić nasze opłaty za prąd w 2026 roku.
Przejdźmy od teorii do praktyki, czyli z nazw opłat do konkretnych liczb.
Energia tańsza, lecz opłaty wyższe
Koszty sprzedaży są rozliczane według zużycia, lecz nie można podać jednej, uniwersalnej stawki za kWh. Zależy ona od taryfy, którą ustaliliśmy ze swoim sprzedawcą przy podpisywaniu umowy. Taryfy największych polskich dostawców - takich jak PGE, Tauron, Energa czy Enea - co roku zatwierdza jednak Urząd Regulacji Energetyki. Podał, że średnia cena za kWh dla gospodarstw domowych w 2026 roku wyniesie 0,495 zł, czyli 495 zł/MWh. To tę kwotę przytoczył w swoim wpisie minister Miłosz Motyka. Taryfy teoretycznie ustalane są na cały rok, jednak w wyjątkowych okolicznościach mogą być zmienione wcześniej: w 2025 roku taryfy zmieniono na ostatni kwartał.
Ta kwota jest ważna, bo właśnie koszty sprzedaży były mrożone w poprzednich latach, a od 1 stycznia 2026 roku zostaną odblokowane. Na podstawie taryf URE można już stwierdzić, że w 2026 roku sam towar, czyli prąd, będzie nieznacznie tańszy (495 zł/MWh) niż rok wcześniej (zamrożona stawka 500 zł/ MWh). Pozwala na to stabilna sytuacja na rynkach hurtowych, na których sprzedawcy kupują energię.
Nie oznacza to jednak, że rachunki automatycznie będą niższe, bo nie wolno zapominać o ich drugiej części: kosztach dystrybucyjnych. Te opłaty nie były mrożone, poza opłatą mocową w pierwszej połowie roku. Wiktoria Grycan z Politechniki Wrocławskiej podkreśla jednak, że w 2026 roku zapłacimy za nie więcej niż rok wcześniej, ponieważ stawki podniesiono. W tym kontekście szczególnie dużo mówi się o wzroście opłaty mocowej mającej zapewniać nam bezpieczeństwo energetyczne, czyli nieprzerwane dostawy prądu. Dla odbiorców indywidualnych wzrośnie ona średnio o połowę względem 2025 roku. Wyższa, choć nieznacznie, będzie też opłata OZE - ale jednocześnie zniknie opłata przejściowa, która jednak stanowiła znikomą część naszego rachunku.
Ekspertka z Politechniki Wrocławskiej podkreśla, że to, jak bardzo odczujemy wzrost tych opłat na naszych rachunkach, zależy od indywidualnego zużycia. Tłumaczy:
Opłaty dystrybucyjne będą wyższe, ale ponieważ ich stawki są bardzo różne - od groszy do kilkudziesięciu złotych - to ich wzrost bardziej odczują ci, którzy energii zużywają więcej.
Wzrost na rachunku będzie, ale na poziomie inflacji
W wyliczeniach z pomocą przyszedł nam Jędrzej Wójcik, koordynator Programu Elektroenergetyka w think tanku Forum Energii. W analizie dla Konkret24 ekspert oszacował, jak w 2026 roku może wyglądać rachunek przeciętnego, trzyosobowego gospodarstwa domowego i jak się zmieni wobec rachunku z ostatniego kwartału 2025 roku. Według tych szacunków - przy minimalnie niższych kosztach samej energii i nieco wyższych kosztach dystrybucyjnych, innych opłatach oraz podatkach - standardowe gospodarstwo zużywające 2000 kWh, zamiast 204 zł miesięcznie, zapłaci za prąd 212 zł.
Co się będzie składać na tę kwotę? Według wyliczeń Jędrzeja Wójcika za samą energię elektryczną zapłacimy tyle samo: po 83 zł w 2025 i 2026 roku. Tak więc delikatna obniżka taryfy względem tej mrożonej może być nieodczuwalna w rachunku. Pozostałe opłaty dystrybucyjne (poza mocową), nawet jeśli wzrosną, to ze względu na niewielki udział procentowy nie powinny wpłynąć zauważalnie na wzrost rachunku (w przypadku tego samego gospodarstwa domowego). Ekspert Forum Energii szacuje, że zarówno w 2025, jak i 2026 roku wyniosą łącznie ok. 71 zł.
Podwyżka na takim przykładowym rachunku bierze się więc z wyższych podatków i opłaty mocowej. Za VAT i akcyzę takie gospodarstwo domowe zapłaci miesięcznie 2 zł więcej niż w 2025 roku (wzrost z 39 na 41 zł), a opłata mocowa wzrośnie o 6 zł (z 11 na 17 zł). Podwyżka o 8 zł miesięcznie to niecałe 100 zł więcej za prąd w skali roku. Dlatego Jędrzej Wójcik podsumowuje:
W 2026 roku typowe gospodarstwo domowe (trzyosobowe) zapłaci za energię elektryczną o niecałe cztery procent więcej niż w 2025 roku, czyli niemal tyle, ile wyniosła inflacja (3,7 procent). Zmiana będzie więc w praktyce mało odczuwalna - około kilka złotych miesięcznie. I to mimo że od nowego roku ceny przestaną być "zamrożone", czyli ustalane z góry przez państwo.
Jest to zgodne z tym, co już wcześniej szacował Urząd Regulacji Energetyki. Podał on, że w najpopularniejszej w Polsce taryfie G11, przy zużyciu prądu na poziomie 1,8 MWh, rachunki dla odbiorców indywidualnych mogą być wyższe o około trzy procent, "czyli na poziomie inflacji".
Wiktoria Grycan przypomina jednak, że wiele zależy w tej kwestii od rzeczywistego zużycia energii elektrycznej w danym gospodarstwie. - Na przykład jeśli mamy w domu ogrzewanie elektryczne, podwyżki mogą być bardziej znaczące - podkreśla. - Bo wzrost o kilka procent z dużej kwoty to nominalnie więcej niż ten sam wzrost z małej kwoty - dodaje.
Minister Motyka słusznie prognozował więc, że przy średnim zużyciu cena prądu "będzie bardzo zbliżona do tej, która jest teraz". Jeśli jednak jako "cenę prądu" traktujemy wysokość naszych rachunków, to przez wzrost opłat dystrybucyjnych będą one kilka procent wyższe. Dla większości odbiorców nie powinna to jednak być podwyżka o "około 10 procent" - jak straszy PiS.
Choć powtórzmy: wszystko zależy od indywidualnego zużycia energii elektrycznej.
Taryfy z "potencjałem obniżenia rachunków". Jak to robić?
Można by więc zapytać: czy rachunki za prąd da się stale obniżyć? Jędrzej Wójcik odpowiada i jednocześnie podpowiada, że "największy potencjał do obniżenia rachunków leży w taryfach dynamicznych".
To taryfy dwu- lub trzystrefowe (G12 i G13), w których cena zależy od pory roku, a nawet pory dnia. Generalna zasada jest taka: w dzień nieco drożej niż w stałej taryfie, w nocy i w weekendy taniej. Choć ceny mogą też się różnić w zależności od pory roku, czyli siły słońca i wiatru, o czym informuje nas z wyprzedzeniem dostawca.
Oszczędności w tych taryfach może sobie zapewnić tylko poprzez umiejętne gospodarowanie zużyciem prądu. - W praktyce oznacza to, że "współpracując" z systemem, na przykład robiąc pranie albo podgrzewając wodę w bojlerze w słoneczne lub wietrzne godziny, można obniżyć koszty jeszcze bardziej - tłumaczy Jędrzej Wójcik.
- W 2025 roku ceny w taryfie dynamicznej najczęściej mieściły się w przedziale od 0 do 1,3 zł/kWh netto, jednak w nielicznych godzinach cena przyjmowała wartości ujemne -0,5 zł/kWh lub była nawet kilkukrotnie wyższa niż cena taryfowa: nawet 2,8 zł/kWh. Przypomina to nieco promocje w sklepach: da się na tym zyskać, ale wymaga to odrobiny uwagi i zmiany nawyków. Nawet częściowe przesunięcie poboru energii na tańsze godziny, czyli te, w których jest duża produkcja energii z OZE, może obniżyć miesięczne rachunki za prąd - podsumowuje ekspert.
Źródło: Konkret24
Źródło zdjęcia głównego: AdobeStock