18,5 mln zł z subwencji budżetowej z 2018 r. i oszczędności z 2017 r., a do tego ponad 21 mln zł ze składek członków PiS. Wśród wydatków m.in. 1,5 mln zł na ochronę, 822 tys. zł dla firmy eksperta od wizerunku czy 531 tys. zł za wynajem biur na Nowogrodzkiej. Sprawdziliśmy, na co partie wydawały i skąd pozyskiwały w ubiegłym roku pieniądze. Dziś - Prawo i Sprawiedliwość.

Zgodnie z przepisami, wszystkie partie polityczne były zobligowane do złożenia do końca marca do Państwowej Komisji Wyborczej sprawozdań finansowych, pokazujących ich wpływy i wydatki w ostatnim roku.

Z dokumentów, jakie przeanalizowaliśmy w PKW wynika, że rządząca partia Prawo i Sprawiedliwość w 2018 roku dostała 18,5 mln zł subwencji budżetowej. Mając jeszcze zapas z poprzednich lat, w 2018 roku wydała 27 mln zł, w tym 10 mln zł na cele statutowe, a 15,7 mln zł przekazała na Fundusz Wyborczy z racji zeszłorocznych wyborów samorządowych. W sumie kosztowały one partię ponad 34 mln zł.

Ze składek partia zebrała dodatkowo łącznie 21,2 mln zł.

1,5 mln na ochronę

Prawo i Sprawiedliwość, w tym prezesa Jarosława Kaczyńskiego, od lat ochrania firma Grom Group. W 2017 roku wystawiła partii faktury na łączną kwotę 1,5 mln zł (niemal w każdym miesiącu było to 135 tys. zł). W ostatnich dwóch latach były to podobne kwoty.

Jak pisaliśmy w marcu, w czasie kampanii samorządowej spółka wystawiła jeszcze dwie faktury, ale komitetowi wyborczemu PiS. Za swoje usługi między 20 sierpnia a 19 października Grom Group zainkasowała 150 tys zł. Z kolei za pracę między 23 października a 2 listopada firma dostała od komitetu wyborczego PiS 30 tys zł.

Ochroniarze towarzyszyli prezesowi Kaczyńskiemu, ochraniali partyjne konwencje oraz inne wydarzenia. Podczas październikowego wbijania słupka geodezyjnego, co miało symbolicznie wyrażać początek przekopu Mierzei Wiślanej, prezesowi PiS - według sprawozdania Grom Group - towarzyszyło 18 ochroniarzy. Dysponowali pięcioma samochodami. Z Jarosławem Kaczyńskim był tam jeszcze Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej oraz elbląski poseł PiS Jerzy Wilk.

"Szara eminencja dwóch pałaców"

W PKW znaleźliśmy informację o siedmiu przelewach z funduszu eksperckiego na łączną kwotę 822 tys. zł dla firmy PA Marketing Group, należącej do socjologa, specjalisty od wizerunku Piotra Agatowskiego. Dwie faktury opiewały na kwotę 280 tys. zł każda. Za co dokładnie płaciła partia? Nie wiadomo - w dokumentacji PKW znajdują się wyłącznie wyciągi z kont oraz wykaz faktur PiS, a nie one same.

PA Marketing Group powstała w 2003 roku. Współpracę z PiS zaczęła pięć lat temu. Jak informował "Wprost", po raz pierwszy politycy Prawa i Sprawiedliwości mieli zobaczyć Agatowskiego na spotkaniu sztabu, ale jeszcze w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku. Miał go przyprowadzić ówczesny szef sztabu, Andrzej Duda.

"'Szara eminencja dwóch pałaców' - tak po cichu mówi się o nieformalnym doradcy prezydenta Andrzeja Dudy i premier Beaty Szydło" - tak o Agatowskim pisał w 2015 "Wprost". Osoba, z którą rozmawiał tygodnik podkreślała, że Agatowski ma wpływ na istotne decyzje, zarówno w kancelarii Dudy, jak i Szydło. "To właśnie Agatowski odpowiadał za opracowanie strategii kampanii prezydenckiej i parlamentarnej" - pisał w 2015 roku "Wprost".

Jak z kolei informował w 2016 roku "Newsweek", firma Agatowskiego miała stałą umowę z Centrum Obsługi Kancelarii Prezydenta. Na jej mocy Agatowski dostawał co miesiąc 10 tys. zł netto. "Dodatkowo na przełomie lat 2015-2016, czyli w szczycie awantury o Trybunał Konstytucyjny, jego firma wystawiła prezydenckiej administracji dwie dodatkowe faktury w sumie na ponad 34 tys. zł" - podawał tygodnik.

O współpracę zapytaliśmy Krzysztofa Sobolewskiego, przewodniczącego Komitetu Wykonawczego PiS. "Wszystko jest w dokumentach. Nic więcej nie dodam w tej kwestii" -  odpisał. Żadnych szczegółów współpracy oraz zakresu usług, za jakie zostały wystawione faktury, w dokumentacji złożonej w PKW jednak nie znaleźliśmy.

Nieudane próby zmiany konstytucji. Ile kosztowały?

W kwietniu 2018 roku PiS zaprezentował wyniki ankiety konstytucyjnej. Wydana publikacja miała prawie 300 stron. Według ekspertów, obecny system powinienem przejść fundamentalną zmianę w kierunku kanclerskiego. Nadzór premiera nad ministrami wzrósłby, co doprowadziłoby do ograniczenia władzy prezydenta.

W 2017 roku skarbniczka PiS Teresa Schubert informowała portal OKO.press, że opracowanie koncepcji ankiety, "wskazanie respondentów oraz przygotowanie wyników do publikacji" partia zleciła w październiku 2016 roku prawnikom: prof. Annie Łabno, prof. Bogumiłowi Szmulikowi i prof. Bogusławowi Banaszakowi (zmarł w styczniu 2018).

Profesorowie rozesłali ankietę do ponad stu polskich naukowców, oferując za jej wypełnienie 2 tys. zł. Zrobiło to czternastu z nich: prof. Anna Łabno, dr hab. Jarosław Szymanek, prof. Bogumił Szmulik, prof. dr hab. Bogdan Szlachta, prof. dr hab. Zbigniew Pulka, dr hab. Wojciech Orłowski, dr hab. Artur Ławniczak, prof. dr hab. Jerzy Jaskiernia, prof. Jolanta Jabłońska-Bońca, prof. zw. dr hab. Dariusz Górecki, Piotr Dembicki, prof. dr hab. Janina Ciechanowicz-McLean, dr Wojciech Arndt.

Każdy z nich otrzymał obiecaną kwotę, co wynika ze złożonego w PKW wyciągu z konta bankowego. Jest też wydatek "ankieta konstytucyjna", a obok kwota 8 tys. zł.

Jak podawał portal OKO.press, prof. Szmulik w 2017 roku za opinie przygotowane na zlecenie Sejmu zarobił prawie 17,8 tys zł. Z kolei w tym samym roku na ekspertyzach dla Sejmu prof. Łubno zarobiła prawie 7,5 tys. złotych. Oboje świadczyli też usługi na rzecz ministerstwa sprawiedliwości.

- Trzeba poważnie się namyśleć nad zmianami w konstytucji - mówił podczas prezentacji wyników ankiet marszałek Sejmu Marek Kuchciński. Słuchali go obecni tam między innymi premier Mateusz Morawiecki, wicepremierzy, ministrowie, marszałkowie Senatu oraz prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska. Prezydent Andrzej Duda nie był obecny.

Miało to związek z jego własną inicjatywą zmian w konstytucji, którą wyraził wcześniej - 3 maja 2017 roku. Ogłosił wówczas chęć zwołania referendum w sprawie zmian w konstytucji. Mówił, że chce, by odbyło się ono w 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości - 11 listopada 2018 roku, albo trwało dwa dni - 10 i 11 listopada.

Jednak ani do referendum, ani do zmian w konstytucji ostatecznie nie doszło. Prezydent Duda zwrócił się w tej sprawie do Senatu. "Za" głosowało zaledwie dziewięciu senatorów PiS i Stanisław Kogut. PO była przeciw, a zdecydowana większość - 52 senatorów wstrzymała się od głosu.

Jak podał w sierpniu 2018 roku portal radia RMF FM, 610 tys. zł kosztowały objazdowe konsultacje, podczas których Kancelaria Prezydenta ustalała, jakie pytania powinny paść podczas zaproponowanego przez Andrzeja Dudę referendum konstytucyjnego. Na tę kwotę złożyło się 100 tys. zł wydane na 37 konferencji. 180 tys. złotych przeznaczono na imprezę, która odbyła się na Stadionie Narodowym, gdzie podsumowano pierwszy etap kampanii referendalnej. Kolejne 330 tys. pochłonęły koszty promocji - ulotki, spoty reklamowe i ogłoszenia w gazetach.

Zatem zeszłoroczne wydatki na obie inicjatywy konstytucyjne - PiS i prezydenta - wyniosły łącznie 648 tys. zł.

W wykazie wypłat PiS jest jeszcze kwota 20 tys. zł dla prof. Banaszaka, ale nie określono tam dokładnie, czy ma ona związek z planowanymi zmianami w ustawie zasadniczej.

Dwa razy więcej na kalendarze

Z dokumentów złożonych przez PiS w PKW można się też dowiedzieć, że łączna kwota czynszu za najem powierzchni biurowych i magazynowych wyniosła dla partii Prawo i Sprawiedliwość 531 tys. zł. Chodzi o centralę partii, znajdującą się w budynku przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. Należy on do spółki Metropol. Tuż obok mieści się budynek kojarzonej z PiS spółki Srebrna.

Jedna z faktur wystawionych za wynajem powierzchni biurowej na Nowogrodzkiej
Jedna z faktur wystawionych za wynajem powierzchni biurowej na Nowogrodzkiej Foto: Konkret24

Na obsługę prawną PiS wydał 420 tys. zł. Ponad 70 tys. zł kosztowała organizacja zeszłorocznego marszu pamięci o ofiarach Smoleńska. 632 tys. zł kosztowały gadżety - smycze, flagi, wydruk gazety, a także kalendarze, na które partia wydała w zeszłym roku 496 tys. zł. W 2017 roku było to 242 tys. zł.

W wyciągu z konta widać też dwie wpłaty dla agencji konsultingowej 4P Research Mix. Dostała łącznie 268 tys. zł. W PKW można też odnaleźć informację o przelaniu 60 tys. zł firmie doradczej Alex Stern.

W zeszłym roku PiS zapłacił też warszawskiej agencji Just Point 748 tys. zł. W tytule przelewu napisano "organizacja konwencji". Nie wiadomo, czy chodzi o jedną, czy o kilka. Cztery dni przed przelaniem pieniędzy za usługę, w Szeligach pod Warszawą odbyła się konwencja PiS. Podsumowywała trzy lata działalności ugrupowania oraz prezentowała plany na przyszłość.

- PiS udowodniło w ciągu trzech lat, że potrafi rządzić uczciwie – mówił wówczas prezes PiS Jarosław Kaczyński. – Najważniejsza jest wiarygodność, którą mamy potwierdzoną dotrzymanymi obietnicami – stwierdził z kolei premier Mateusz Morawiecki.

Wsparcie dla samych siebie

Partia Prawo i Sprawiedliwość zebrała łącznie ze składek i darowizn 21,2 mln zł.

W poprzednim roku każdy chętny mógł dołożyć się do kampanii samorządowej kandydata. Limitem było 31,5 tys. zł. Część kandydatów wpłacała na samych siebie. Na przykład Jerzy Polaczek, startujący na prezydenta Piekar Śląskich, pomógł sobie maksymalnie możliwą kwotą.

Senator PiS Grzegorz Bierecki wpłacił na rzecz Dariusza Stefaniuka 31,5 tys. zł. Ten drugi starał się o reelekcję w wyborach na prezydenta Białej Podlaskiej. Przegrał jednak z kandydatem PO. Portal OKO.press ustalił, że za rządów Stefaniuka magistrat i miejskie spółki podpisały 24 umowy na świadczenie usług z podmiotami powiązanymi z Grzegorzem Biereckim i SKOKami. Zapłaciły im co najmniej 818 tys. złotych brutto.

7,5 tys. zł wpłacił na siebie Dariusz Matecki, obecnie szczeciński radny. Stało się o nim głośno, gdy będąc zatrudnionym w Ministerstwie Sprawiedliwości relacjonował w mediach społecznościowych kampanię zabiegającego o prezydenturę w stolicy wiceministra tego resortu Patryka Jakiego. Pojawiły się pytania, czy Matecki w kampanię Jakiego angażuje się prywatnie, czy zawodowo. Na kilka dni przed nagłośnieniem sprawy, umowa z MS została zakończona. Jednak na początku tego roku stowarzyszenie Watchdog Polska ujawniło, że radny w grudniu 2018 roku nawiązał współpracę z ministerstwem na podstawie umowy cywilno-prawnej, na zajmowanie się mediami społecznościowymi. Wynagrodzenie miesięczne określono w umowie na 4008 zł brutto.

Części kandydatów pomagała rodzina. Tomasz Latos startował na fotel prezydenta Bydgoszczy. 25 tys. zł wpłaciła na kampanię Anna Latos-Bieleńska. Jak podawał "Fakt", to siostra posła PiS.

Swojemu mężowi pomogła w kampanii Justyna Żalek. Posłowi Zjednoczonej Prawicy - Tomaszowi wpłaciła 31,5 tys. zł. Sam kandydat tyle samo również wpłacił na swoją kampanię.

Z dokumentów złożonych w PKW wynika, że aż cztery osoby o tym samym nazwisku wspomogły finansowo kampanię ubiegającego się o fotel prezydenta Poznania Tadeusza Zyska. Każdy z nich wpłacił po 31,5 tys. zł. Taką samą kwotę wpłacił kandydat. Wybory przegrał.

Ile dla pracowników?

Na wynagrodzenia PiS wydał w zeszłym roku 4 mln zł. Ile i komu - dokładnie nie wiadomo. W dokumentach przekazywanych PKW w poprzednich latach można było znaleźć informację o wypłatach dla pracowników partii PiS, na przykład o pensji dyrektor sekretariatu prezesa Jarosława Kaczyńskiego Barbarze Skrzypek - ponad 10 tys. zł miesięcznie w 2017 roku. W tym roku nie znaleźliśmy tak szczegółowych informacji.


W tym tygodniu opublikujemy także materiał o wydatkach Platformy Obywatelskiej.

Autor:  Jan Kunert
Źródło:  Konkret24; oko.press, polityka.pl; rp.pl, Wprost; newsweek.pl; zdjęcie: PAP/Radek Pietruszka

Pozostałe

Ile zarabia szefostwo CBA? "To informacja ad personam"

Rzecznik CBA odmówił Konkretowi24 podania kwot rocznych i miesięcznych zarobków kierownictwa biura, twierdząc, że nie stanowią one informacji publicznej. Wiceszef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Grzegorz Ocieczek w swoim oświadczeniu majątkowym za 2018 r. zadeklarował dochód (wspólnie z partnerką) w wysokości ponad 716 tys. zł.,a jego przełożony Ernest Bejda (wraz z małżonką) - ponad 381 tys. złotych rocznego dochodu. Jaką część kwot stanowią wynagrodzenia w CBA - nie wiadomo.

Jak "zarobić" na europarlamencie? Diety, kilometrówki, pozorowana obecność

Każdy poseł do Parlamentu Europejskiego w czasie pięciu lat pełnienia mandatu otrzyma ponad pół miliona euro brutto (ponad 2,2 mln zł) podstawowego wynagrodzenia. Do tego trzeba doliczyć dzienne diety za pracę w PE, zwrot kosztów prowadzenia biura, zwrot kosztów podróży. Każdy z europosłów może miesięcznie dysponować kwotą brutto ok. 16 tys. euro.

100 miliardów więcej z UE? To wcale nie tak łatwo

Lider PO Grzegorz Schetyna zapowiedział, że po ewentualnym wygraniu wyborów do Parlamentu Europejskiego przedstawiciele Koalicji Europejskiej wynegocjują o 100 mld złotych (ok. 23 mld euro) więcej w nowym wieloletnim budżecie UE. Politycy PiS odpowiadają, że budżet przygotowała Komisja Europejska, w której to "PO ma swoich przedstawicieli". Uchwalenie tzw. Wieloletnich Ram Finansowych nie zależy jednak od woli jednego z 28 komisarzy KE czy liczby europosłów danego ugrupowania.

Wielkanocne życzenia premiera pod statystyczną lupą

Ponad 50 tys. wyświetleń na facebookowym profilu Kancelarii Premiera, ponad 1,2 tys. polubień na Twitterze, ponad 10 tys. odtworzeń na platformie YouTube miał w Wielką Sobotę minutowy filmik ze świątecznymi życzeniami premiera Mateusza Morawieckiego. Konkret24 sprawdził m.in. w danych statystycznych, czy życzenia, pokazane w tym filmie, mają szansę realizacji.

Wybory do Parlamentu Europejskiego. Wśród kandydatów rekordowa liczba urzędujących ministrów

Opozycja ruszyła właśnie z billboardową kampanią "akcja ewakuacja", krytykującą kandydowanie w eurowyborach członków rządu Prawa i Sprawiedliwości. Jak policzył Konkret24, liczba osób pełniących funkcje w rządzie i wybierających się do Brukseli jest w tym roku rekordowa. Jest ich niemal trzy razy więcej niż pięć lat temu. Do europarlamentu wybiera się też więcej urzędujących ministrów niż kiedykolwiek.