Po tym, jak podpisana przez prezydenta ustawa wygasiła część świadczeń dla obywateli Ukrainy przebywających w Polsce, temat ich rzekomych "przywilejów" co rusz ożywa w sieci. Teraz chodzi o samochody na ukraińskich rejestracjach, które często nie mają ważnych badań technicznych, co budzi sprzeciw części Polaków. Szczególnie że w drugiej połowie marca w sieci zaczęto rozpowszechniać fragment programu "Gość Radia Zet", gdy gościem był minister infrastruktury Dariusz Klimczak (PSL).
W filmie opublikowanym 19 marca na platformie X widzimy moment, gdy prowadzący czyta jedno z pytań od słuchaczy: "Czy to prawda, że auta na ukraińskich rejestracjach nie muszą przechodzić badań technicznych?". Na co szef resortu odpowiada krótko: "Tak, to prawda". W treści posta sparafrazowano pytanie zadanie ministrowi: "Czy to prawda, że auta na ukraińskich rejestracjach, które jeżdżą po naszych drogach od kilku lat nie muszą przechodzić badań technicznych?" (pisownia postów oryginalna). Post wyświetlono ponad 155 tysięcy razy, niemal tysiąc razy podano go dalej.
Takie samo nagranie wcześniej opublikował jeden z użytkowników TikToka. "Bez Przeglądu" - dodał w opisie. Ten post wyświetlono ponad 320 tys. razy.
Odpowiedź ministra oburzyła wielu komentujących. "I to mówi minister, żenada"; " Czy on to mówi na serio?"; "Nie mogę tego słuchać"; "Koszmar co się dzieje". Niektórzy komentowali, że to "kolejny przywilej" dla Ukraińców w Polsce. "No, można? Im wszystko można, leczenie, dotacje, mieszkania a My za to wszystko płacimy"; "Brawo, jesteśmy sługami" - pisali. Część dopytywała: "A niby czemu?"; "Może to ktoś wytłumaczyć?".
Wytłumaczenia wymagają w tym wypadku dwie kwestie: jak brzmiała pełna odpowiedź ministra i dlaczego taka właśnie była.
Jak odpowiedział minister Klimczak
Rozsyłany fragment nagrania pochodzi z rozmowy w "Gościu Radia Zet" 19 marca. Prowadzący program Bogdan Rymanowski rzeczywiście zadał wtedy jedno z pytań internautów: "Czy to prawda, że auta na ukraińskich rejestracjach, które jeżdżą po naszych drogach, od kilku lat nie muszą przechodzić badań technicznych?". Odpowiedź ministra Klimczaka była jednak znacznie dłuższa - w sieci rozsyłana jest po prostu ucięta wersja.
Bo naprawdę Klimczak odpowiedział: "Tak, to prawda. I nie tylko ukraińskich, każdego obcokrajowca". Dalej wyjaśniał: "To przepisy międzynarodowe, tak zwana Konwencja Wiedeńska. Natomiast ja nie zamierzam na to patrzeć bezczynnie. Bo my po dwudziestym drugim roku trochę jesteśmy w innej sytuacji. Mamy mnóstwo gości, pracowników z Ukrainy i tak naprawdę taka osoba, która przyjeżdża zza granicy, ona w ogóle nie musi rejestrować samochodu, my nie możemy sprawdzić badań technicznych, ubezpieczenie i tak dalej".
Następnie Klimczak mówił o projekcie ustawy, który ma rozwiązać ten problem: "W konsultacjach międzyresortowych już mam ustawę, w której zamierzam doprecyzować prawo międzynarodowe w taki sposób, że do roku każdy spoza granic naszego państwa może jeździć na swoich blachach, po roku musisz automatycznie przerejestrować, to samo, zrobić przegląd u naszego polskiego diagnosty i ubezpieczyć".
Tak więc ucięcie pełnej odpowiedzi ministra Klimczaka powoduje, że internauci sądzą, iż taki "przywilej" dotyczy jedynie aut z ukraińskimi rejestracjami - to manipulacja. A brak wyjaśnienia, dlaczego tak jest, dodatkowo wprowadza w błąd.
Co mówi Konwencja Wiedeńska
Konwencja Wiedeńska o ruchu drogowym z 1968 roku ułatwia międzynarodowy ruch, nakazując wzajemne honorowanie tablic rejestracyjnych i praw jazdy z krajów-stron. Polska jest stroną Konwencji od 1984 roku. Na świecie uznaje ją 101 państw, w tym większość krajów Europy: Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Ukraina, Słowacja, Czechy (wyjątkiem w regionie jest Irlandia). Konwencji nie podpisały m.in.: USA, Kanada, Chiny, Indie, Japonia.
Jeśli chodzi o kwestię przeglądów zagranicznych pojazdów, kluczowy jest art. 3 oraz art. 39-41 konwencji. Wynika z nich, że jeśli pojazd jest sprawny, zarejestrowany w państwie-stronie konwencji i dopuszczony tam do ruchu (tj. spełniający jego wymogi, w tym badań technicznych), powinien być uznawany przez inne państwa-strony konwencji - bez konieczności ponownej rejestracji czy dodatkowych badań.
W praktyce oznacza to, że jeśli auto ma ważne dopuszczenie do ruchu w kraju rejestracji - np. w Ukrainie czy Niemczech - to w Polsce nie można wymagać przeglądu technicznego, dopóki pojazd uczestniczy w ruchu międzynarodowym, tj. przebywa czasowo w Polsce, a nie jest na stałe rejestrowany.
Podsumowując: pojazdy na zagranicznych rejestracjach nie są zwolnione z badań, tylko uznawane są badania wykonane w innym państwie, jeśli jest ono stroną Konwencji Wiedeńskiej o ruchu drogowym.
Źródło: Konkret24
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock