W niektórych mediach pojawiła się nieprawdziwa informacja, jakoby Traveler Alert - nowa funkcja aplikacji Tinder - miała ostrzegać osoby LGBT+ o potencjalnych zagrożeniach dla tej społeczności w Polsce. Zgodnie z oficjalną informacją od właścicieli aplikacji, Traveler Alert funkcjonuje w 70 krajach, gdzie związki homoseksualne są karane przez prawo. Nie ma wśród nich Polski.

Gdy użytkownik Tindera znajdzie się w kraju, w którym według twórców aplikacji, obowiązuje prawo dyskryminujące ludzi ze względu na orientację seksualną lub gdzie osoby LGBT nie mogą czuć się bezpiecznie, aplikacja wyśle mu specjalne ostrzeżenie. Na liście potencjalnie niebezpiecznych miejsc znalazło się 70 państw i regionów, m in. Afganistan, Tanzania i...Polska – czytamy w artykule Sputnik Polska z 26 lipca, zatytułowanym "Homofobia w Polsce? Tinder będzie ostrzegał swoich użytkowników, że w Polsce jest niebezpiecznie".

W dalszej części tekstu autor spekuluje o przyczynach takiej sytuacji. "Wydarzenia podczas niedawnego Marszu Równości w Białymstoku i głośna sprawa naklejek Gazety Polskiej 'Strefa wolna od LGBT' odbiły się szerokim echem także w światowej prasie i być może w pewnym stopniu wpłynęły na obecność Polski na liście Tindera", stwierdza.

Jako pierwszy na te fałszywe doniesienia Sputnika zwrócił uwagę portal EUvsDisinfo, prowadzony przez jedną z unijnych agend.

"Wstyd dla Polski", piszą internauci

Jak jednak sprawdziliśmy, Sputnik nie był jedyną redakcją, która 26 lipca opublikowała informację o rzekomym funkcjonowaniu ostrzeżeń od aplikacji w Polsce. Pisała o tym także Wirtualna Polska - godziny publikacji wskazane na obydwu stronach wskazują, że jako pierwszy informację podał polski portal.

Już na początku artykułu o nowej funkcji randkowej aplikacji czytamy: "Osoby LGBT, które korzystają z Tindera, będą ostrzegane przed miejscami, gdzie ich orientacja seksualna może być piętnowana. Dostaną "Traveller Alert". Na liście jest także Polska". Autor artykułu powołuje się na informacje polsatnews.pl - tam jednak w tekście na temat ostrzeżeń nie zamieszczono informacji, by zostały one wprowadzone w Polsce. Portal Polsat News powołuje się jedynie na brytyjski "The Independent", który przywołał przykład Polski i niedawne wydarzenia wymierzone w społeczność LGBT, m.in. "propozycję stref wolnych od LGBT".

Wielu internautów uwierzyło w tę informację, czemu dali wyraz komentując i przekazując ją dalej za pośrednictwem np. Twittera. Wielu z nich nie kryło negatywnych emocji, wywołanych przez te doniesienia.

"Stało się. Osiągnęliśmy ten poziom. Tinder wprowadzi alerty dla użytkowników ze środowisk LGBT. Będą oni ostrzegani przed lokalizacjami, w których mogą spotkać ich zagrożenia, trudności i szykany. Na liście znalazło się 69 krajów. W tym Polska", czytamy w poście, który na Twitterze uzyskał prawie 1200 retweetów i 4400 polubień.

Oto niektóre odpowiedzi na tweet:

"Jeśli państwo nie potrafi to chwała firmie komercyjnej za próby ochrony zdrowia i życia. Brawo Tinder i tylko Polski żal..."

"Polska cała będzie w tych alertach"

"wstyd dla Polski, ale jednak to prawda"

"Skoro państwo ma to gdzieś, tinder musi interweniować" - komentowali internauci.

Nie, alertu w Polsce nie będzie

24 lipca Tinder rzeczywiście ogłosił, że nowa funkcja aplikacji, Traveler Alert (z ang. Ostrzeżenia dla podróżnych) będzie dostępna dla użytkowników, którzy oznaczyli się w niej jako LGBTQ+. Ostrzeżenie wyświetli się im, jeśli odwiedzą jedno z prawie 70 państw, w których związki homoseksualne są karane przez prawo.

W odpowiedzi na pytania Konkret24, Tinder przesłał komunikat prasowy, potwierdzający, że alert wprowadzony jest tylko w krajach, gdzie związki homoseksualne są uznawane za przestępstwo. Wśród nich nie ma Polski.

Aby ustalić, gdzie należy zastosować alarm, Tinder skorzystał z danych tegorocznego raportu State-Sponsored Homophobia, który od 2006 r. monitoruje aktualne przepisy prawne na świecie, dotyczące orientacji seksualnej. Przygotowuje go ILGA, Międzynarodowe Stowarzyszenie Lesbijek i Gejów - federacja organizacji środowisk LGBT, działająca 1978 r. na rzecz zapewnienia równych praw lesbijkom, gejom, osobom biseksualnym, transseksualnym i interseksualnym.

Z informacji przekazanych nam przez Tindera wynika także, że obecnie alert dotyczy 69 krajów - w czerwcu tego roku Botswana zdekryminalizowała związki homoseksualne. - Nasz zespół będzie aktualizował listę krajów, w przypadku wystąpienia jakichkolwiek zmian, tak jak w przypadku Botswany - czytamy w odpowiedzi otrzymanej od Tindera.

W 11 krajach grozi kara śmierci

Państwa, w których związki homoseksualne są prawnie karane (w momencie publikacji raportu w Botswanie trwały prace nad zmianą prawa) oznaczone są na mapie ILGA kolorami od żółtego po ciemno-bordowy. Nie ma wśród nich Polski, która zgodnie z ustaleniami raportu należy do grupy państw zapewniających osobom LGBT ochronę zatrudnienia (kolor jasnoniebieski).

Mapa praw dotyczących orientacji seksualnej przygotowana przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Lesbijek i Gejów (ILGA)
Mapa praw dotyczących orientacji seksualnej przygotowana przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Lesbijek i Gejów (ILGA) Foto: Międzynarodowe Stowarzyszenie Lesbijek i Gejów (ILGA) / ilga.org

Autorzy raportu podkreślają, że w 2019 roku 70 państw (raport powstał przed zmianami prawnymi w Botswanie - red.) nadal kryminalizuje czynności seksualne osób tej samej płci - 68 na podstawie wyraźnych przepisów prawa i dwa - Egipt oraz Irak - de facto. W 31 krajach grozi za to do ośmiu lat więzienia (m.in. Uzbekistan, Turkmenistan, Libia, Maroko), w 26 krajach jest to kara od 10 lat pozbawienia wolności do dożywocia (m.in. Zambia i Tanzania), a w 11 jest to kara śmierci (m.in. Iran, Pakistan, Jemen, Arabia Saudyjska).

Dziewięć państw na świecie zapewnia konstytucyjną ochronę praw osób LGBT+ (m.in. Meksyk, Boliwia, Nepal, Szwecja i Portugalia), 52 daje im szeroką ochronę (m.in. Wielka Brytania, Francja, Kanada, Brazylia), a 73 ochronę zatrudnienia (m.in. Polska, Ukraina, Wenezuela). W ośmiu ochrona ta jest ograniczona lub nierównomierna (m.in. w USA i Argentynie).

W 55 krajach brak jest ochrony, jak i kryminalizacji związków homoseksualnych – do nich zaliczają się m. in. Rosja i Chiny, ale twórcy raportu podkreślają, że w tych krajach istnieją legalne ograniczenia w korzystaniu z wolności ekspresji orientacji seksualnej czy legalnej zmiany płci.

Jak działa alert?

"Nasza społeczność LGBTQ nie będzie już automatycznie pojawiać się w aplikacji Tinder, gdy otworzy ją w tych obszarach (70 krajach, w których związki homoseksualne podlegają karze - przyp. red.)" – czytamy w komunikacie na oficjalnej stronie Tindera. Po aktywacji alertu, użytkownicy będą mogli ponownie wybrać, czy chcą mieć profil prywatny czy publiczny (taka opcja istniała także wcześniej). Jeśli użytkownik zdecyduje się na pokazanie profilu, a wcześniej dodał do niego orientację seksualną lub tożsamość płciową, informacja ta nie będzie wyświetlana, dopóki nie opuści obszaru objętego alertem – tłumaczy nową funkcjonalność Tinder.

Wprowadzając ostrzeżenie, twórcy aplikacji chcą "upewnić się, że użytkownicy są świadomi potencjalnych zagrożeń", by mogli "zachować szczególną ostrożność i nie narażać się nieświadomie na niebezpieczeństwo bycia sobą".

Sputnik powołuje się na "The Independent"

Portal EU vs Disinfo, który jako pierwszy zdementował doniesienia o umieszczeniu Polski na liście ostrzeżeń popularnej aplikacji, uznaje artykuł Sputnika "Homofobia w Polsce? Tinder będzie ostrzegał swoich użytkowników, że w Polsce jest niebezpiecznie" za przykład prokremlowskiej propagandy anty-LGBT.

Zwraca uwagę, że fake news powołuje się na artykuł The Independent, informujący o nowej funkcji aplikacji. Nie znajdziemy w nim jednak informacji, że alert będzie wyświetlany także nad Wisłą.

Autorka tekstu, Sabrina Barr, przytacza dwa przykłady wydarzeń z Polski, które dotyczą sytuacji społeczności LGBTQ+ w kraju - sprzedaż "Gazety Polskiej" wraz dodatkiem naklejki z hasłem "Strefa wolna od LGBT" oraz słowa Jarosława Kaczyńskiego, który stwierdził, że ideologia LGBT jest zagrożeniem dla polskiej tożsamości, narodu i państwa polskiego. Te krótkie wzmianki pozbawione komentarza znajdują się na samym końcu tekstu. Autorka nie pisze, że alert pojawi się w Polsce.

W Polsce oprócz Wirtualnej Polski, informację, że Tinder będzie ostrzegał użytkowników w Polsce, zamieścił na Twitterze 28 lipca także portal Wirtualne Media. W przeciwieństwie do wpisu, w samej treści linkowanego artykułu czytamy jednak jedynie, że w raporcie Polska jest przedstawiona jako kraj, w którym "co prawda przynależność do mniejszości seksualnych nie jest karana przez prawo, jednak środowiska LGBT wciąż są u nas pozbawione ochrony ze strony państwa i nie posiadają szeregu praw dostępnych dla innych obywateli. W tej sytuacji może się okazać, że po przyjeździe do Polski użytkownicy Tindera także zostaną ostrzeżeni przez aplikację za pomocą Traveller Alert".

Tweet WirtualneMedia.pl: Tinder wprowadza ostrzeżenia dla użytkowników LGBT. Będą alarmowani o zagrożeniach w konkretnych krajach, w tym w Polsce.
Tweet WirtualneMedia.pl: Tinder wprowadza ostrzeżenia dla użytkowników LGBT. Będą alarmowani o zagrożeniach w konkretnych krajach, w tym w Polsce. Foto: Twitter.com

Sytuacja LGBT w Polsce: jest potrzeba większej ochrony prawnej

Zgodnie z tegorocznym raportem ILGA, Polska zapewnia mniejszościom seksualnym prawa pracownicze.

- Od 2004 roku istnieje w Kodeksie Pracy zapis zakazujący dyskryminacji osób homoseksualnych w pracy. Polska musiała go zaimplementować, chcąc wejść do UE, jest częścią prawa unijnego. I w zasadzie jest to jedyny zapis prawny, który wprost chroni w Polsce osoby ze względu na ich orientację - wyjaśnia dla Konkret24 adwokat i działacz na rzecz praw LGBT Krystian Legierski.

- Od lat toczy się batalia, aby kryminalizować akty nienawiści wobec osób LGBT. Obecnie, jeśli ktoś kogoś pobije za to, że jest LGBT, to zostanie skazany za naruszenie nietykalności cielesnej. Artykuły 119 i 257 Kodeksu Karnego przewidują surowsze kary za przemoc i znieważenie ze względu na narodowość, religię czy też rasę ofiary. Nie dotyczą one pobić motywowanych orientacją seksualną - mówi Legierski. - Były próby, aby grupy chronione zapisami obu tych artykułów zostały rozszerzone o mniejszości seksualne, ale te działania nie odniosły skutku. Co jest absurdalne w sytuacji, gdy jest to jedna najbardziej narażonych na hejt i przemoc grup w Polsce - dodaje.

Art. 119. § 1. Kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną wobec grupy osób lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Art. 257. Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Kodeks Karny, Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r

- W wielu krajach zachodnich przemoc motywowana orientacją seksualną obok motywowanej nienawiścią religijną czy rasową uważana jest za bardziej szkodliwą niż przemoc pozbawiona takiej motywacji. Przemoc z nienawiści i jej fizyczne skutki nawet jeśli są takie same jak w przypadku przemocy bez podobnej motywacji, to konsekwencje psychologiczne są już znacznie poważniejsze - tłumaczy prawnik i aktywista. - Mamy tu do czynienia z traumą, z której jest trudniej wyjść, ponieważ nie jest to zwykła przemoc – ofiary nie doświadczyły jej z przypadku, nie mogą sobie powiedzieć, że na ich miejscu mógłby być każdy. Mają przekonanie, że są na ciągłym celowniku ze względu na swoją nieodłączną cechę lub tożsamość - mówi Legierski.

Ostatnie wydarzenia wokół społeczności LGBTQ w Polsce komentuje dla Konkret24 także Marta Abramowicz, była prezeska Kampanii Przeciw Homofobii, działaczka na rzecz praw człowieka i osób LGBT.

- To, co wydarzyło się w Białymstoku oraz późniejsze wypowiedzi arcybiskupa Jędraszewskiego, to nagonka i szczucie na osoby LGBTQ. Bez względu na to, jaka jest sytuacja prawna tej grupy Polsce – a ta nie jest najlepsza, m.in. nie przysługuje im, jak w wielu innych krajach na świecie, ochrona przed dyskryminacją ze względu na orientację — władza i tak ją ignoruje - uważa aktywistka.

Tinder to aplikacja randkowa dostępna w ponad 190 krajach. Według szacunków BBC w 2017 r. miała około 57 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie.

Autor:  Gabriela Sieczkowska
Źródło:  Konkret24, Sputnik Polska, Tinder, The Independent, Wirtualne Media, Noizz, Wiadomości WP, ; Zdjęcie: TVN24

Pozostałe

Nie, nikt nie "aresztował" choinki z bombkami nawiązującymi do konstytucji

W sieci pojawiła się grafika z informacją: "PiS aresztował choinkę bożonarodzeniową". Chodzi o drzewko z bombkami dekorowanymi napisem "Konstytucja", które stanęło w jednym z krakowskich sądów. Grafika jest fotomontażem, a pokazywana na niej choinka jest z ubiegłego roku. Wbrew sugestiom autora grafiki, drzewko nie zostało ani "aresztowane", ani skonfiskowane.

Sejmowe oświadczenie szefa NIK. Czego nie powiedział Marian Banaś?

W środę szef Najwyższej Izby Kontroli wygłosił z kartki oświadczenie. Opinia publiczna nie usłyszała jednak odpowiedzi na wiele pytań stawianych od ponad dwóch miesięcy. Marian Banaś nie wytłumaczył m.in. "niejasnych przepływów sporych sum" między nim a pasierbem krakowskiego przestępcy. Nie wspomniał, że jego współpracownicy, zwolnieni z resortu finansów urzędnicy, zamieszani - zdaniem prokuratury - w wyłudzenia VAT, uniknęli dyscyplinarek. Nie mówił o tym, że w 2005 roku umowę na dzierżawę krakowskiej kamienicy podpisał z firmą syna.

Emilewicz: liczba mieszkań "jest niewystarczająca". Polska w tyle Europy

W programie "Rozmowa Piaseckiego" minister rozwoju Jadwiga Emilewicz - pytana o swoje pomysły na poprawę obecnej sytuacji mieszkaniowej - przyznała, że liczba mieszkań na tysiąc mieszkańców w Polsce "jest niewystarczająca" i "jesteśmy rzeczywiście daleko w statystykach europejskich". To prawda - Polska w takim zestawieniu za 2017 rok zajmuje ostatnie miejsce w UE razem ze Słowacją.

Jedno selfie i fala krytyki. Posłanka Lewicy tłumaczy chronologię zdarzeń

Wspólne zdjęcie posłanek Lewicy z marszałek Sejmu Elżbietą Witek zostało zrobione dzień przed budzącym kontrowersje, anulowanym głosowaniem nad kandydaturami nowych członków Krajowej Rady Sądownictwa. Posłanki przekonywały Witek do wprowadzenia w Sejmie tzw. feminatywów. Część internautów uwierzyła jednak, że fotografia powstała po głosowaniu, co spotkało się z falą krytyki.

"Duda hajluje już jako prezydent"? Nie. To przerobione zdjęcie

W mediach społecznościowych pojawiło się zdjęcie, na którym widać polskiego prezydenta z dłonią uniesioną w charakterystyczny sposób. To powrót przeróbki zdjęcia, które zrobił prezydencki fotograf pod koniec 2015 roku podczas wizyty Andrzeja Dudy na poligonie pod Orzyszem.