"Szwedzi chcą azylu w Polsce" - głosiły tytuły tekstów na niektórych polskich portalach. W artykułach sugerowano, że co roku do Polski przybywa "kilkuset Szwedów", którzy opuszczają swój kraj, bo jest tam niebezpiecznie. Dane Urzędu ds. Cudzoziemców dowodzą, że w ostatnich pięciu latach o azyl nad Wisłą wnioskował jeden obywatel Szwecji, w dodatku bezskutecznie. W 2019 r. spadła także liczba Szwedów rejestrujących swój pobyt w Polsce.

Słowo "azyl" pojawia się zarówno w tytule tekstu z poniedziałkowego wydania "Naszego Dziennika", jak i w tytułach artykułów na portalu Polskiego Radia i wpolityce.pl. Użyte jest jednak w różnym kontekście. O ile dziennik pisze: "azyl dla Szwedów" (w domyśle: to Polska), tak strony internetowe informują, że

"Szwedzi chcą azylu w Polsce"

Polskie Radio, wpolityce.pl

W samych tekstach słowo "azyl" już jednak nie występuje. Pojawiają się natomiast różnego rodzaju dane, które nie znajdują potwierdzenia w oficjalnych źródłach.

"... aby w Polsce znaleźć spokój i normalność"

Doniesienia "Naszego Dziennika" o Szwedach masowo przybywających do Polski w swoim tekście podał dalej także portal publicznej telewizji tvp.info.

Artykuły w oparciu o te informacje opublikowały też inne prawicowe portale, m.in. Fronda, Magnapolonia, Niezależna.pl czy wSensie.pl.

Artykuł wpolityce.pl na swoim twitterowym profilu udostępniła także m.in. europosłanka PiS Beata Mazurek. "Szwedzi uciekają ze swojego kraju, aby w Polsce znaleźć spokój i normalność" - napisała była rzeczniczka rządu.

Większość komentujących ten wpis sugerowała, że doniesienia o azylantach ze Szwecji uciekających ze swojego kraju są niewiarygodne. "Zadziwiające. Tylko czemu Szwedzi nic o tym nie wiedzą?" - pytał jeden z użytkowników Twittera.

Szwedów mieszka u nas coraz mniej

Teksty Polskiego Radia, wpolityce.pl i "Naszego Dziennika" zaczynają się identycznie: "według danych Urzędu ds. Cudzoziemców, w Polsce zarejestrowało swój pobyt już 2,5 tys. obywateli Szwecji. Co roku przybywa ich kilkaset".

Wszystkie niezbędne dane dotyczące migracji obcokrajowców do Polski można znaleźć w "Zestawieniach rocznych" publikowanych co pół roku na stronach Urzędu ds. Cudzoziemców. Najnowszy obejmuje pierwsze półrocze 2019 roku.

Z danych w sekcji "Karty pobytu" można dowiedzieć się, że obecnie w Polsce legalnie przebywa 2577 Szwedów. Mimo że ta liczba odpowiada podanej w tekstach Polskiego Radia, wpolityce.pl i "Naszego Dziennika", nie potwierdza ona tez z artykułu.

W ostatnich latach w Polsce w ramach azylu nie przebywał żaden obywatel Szwecji
W ostatnich latach w Polsce w ramach azylu nie przebywał żaden obywatel Szwecji

Po pierwsze, na tę liczbę składają się wyłącznie osoby, które mieszkają w Polsce w ramach "Zarejestrowanego pobytu obywatela UE" (2158 osób), "Pobytu stałego obywatela UE" (253 osoby) i "Pobytu stałego" (166 osób). Żaden obywatel Szwecji nie przebywa w Polsce w ramach "azylu", "statusu uchodźcy", "ochrony uzupełniającej" czy jakiejkolwiek innej formy ochrony międzynarodowej oferowanej w RP.

Co więcej, liczba obywateli Szwecji z zarejestrowanym pobytem w Polsce w stosunku do 2018 r. spadła. Na początku 2018 roku Urząd ds. Cudzoziemców odnotował 2613 takich osób, równo rok później było ich już 2594, a do końca czerwca tego roku liczba spadła o kolejne 17 osób.

Nakładając zestawienia szwedzkich kart pobytu w Polsce na czas zwiększonej migracji do Europy, której początek zwykle datuje się na 2015 rok, różnica w liczbie Szwedów legalnie mieszkających w Polsce wynosi niecałe 15 proc. (2245 w 2015 r. i 2577 w 2019 r.). Za wzrost odpowiada jednak wyłącznie zmiana liczby Szwedów z "zarejestrowanym pobytem obywatela UE". Także w tym okresie żaden obywatel tego skandynawskiego kraju nie przebywał w Polsce jako azylant, uchodźca czy inna osoba chroniona prawem międzynarodowym.

Jeden wniosek i odmowa

W ciągu ostatnich pięciu lat żaden Szwed nie przebywał w Polsce w ramach azylu. Czy obywatele tego skandynawskiego kraju w tym czasie składali jednak wnioski o taką lub inną ochronę międzynarodową w Polsce?

Takie dane również znajdują się w zestawieniach rocznych Urzędu ds. Cudzoziemców. Na ich podstawie można ustalić, że w 2018 roku łącznie złożono 25 wniosków o udzielenie azylu w Polsce, w tym jeden pochodził od obywatela Szwecji. Dane osób składających tego typu wnioski są utajniane, dlatego w zestawieniu podano jedynie, że wnioskujący o azyl był mężczyzną.

Argumentacja Szweda nie była jednak wystarczająca dla organów decydujących o przyznawaniu statusu azylanta. W raporcie za I półrocze 2019 podano, że wniosek Szweda został odrzucony.

Był to jedyny wniosek o azyl pochodzący od obywatela Szwecji w ostatnich pięciu latach.

Brak azylantów ze Szwecji w Polsce potwierdza także międzynarodowy urząd zajmujący się udzielaniem ochrony międzynarodowej - Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw uchodźców (UNHCR) działający pod egidą ONZ.

W udostępnionym na oficjalnej stronie urzędu narzędziu można znaleźć dokładne dane dotyczące wniosków i decyzji w sprawach uchodźców i azylantów, udzielanych w konkretnych krajach. Po wprowadzeniu odpowiedniego zapytania system nie zwraca żadnych wyników, co oznacza, że żaden obywatel Szwecji nie przebywał w Polsce w ramach azylu politycznego od 1951 roku, a więc od początku gromadzenia danych przez UNHCR.

Z bazy tej wynika także, że jedyny Szwed, który złożył wniosek o azyl w naszym kraju, zrobił to w 2017 r.

Dzielnice bez policji i karetek? To nieprawda

Głównym powodem rzekomych masowych wyjazdów Szwedów do Polski ma być strach. "Jako podstawową przyczynę ucieczki z kraju [Szwedzi - red.] wymieniają bezpieczeństwo swoje i rodziny", "Trudno żyć w miastach, w których nie można bezpiecznie wyjść z domu po zmroku" - pisał "Nasz Dziennik". "W blisko 80 miastach istnieją dzielnice praktycznie opanowane przez islamistów, gdzie obowiązuje szariat, a szwedzkie władze nie mają nic do powiedzenia" - zaznaczał portal wpolityce.pl powołujący się na doniesienia dziennika. "Największa to Rinkeby w Sztokholmie. Nie pokazuje się tam policja, nie wjeżdża karetka, panuje chaos" - dodawali autorzy tekstu.

Prawdziwość doniesień o tzw. strefach "no-go" w Szwecji podważał już jednak np. w 2017 roku amerykański portal fact-checkingowy Snopes. Autorka tekstu wskazywała, że według doniesień na temat takich miejsc, miałyby być one oficjalnie określane przez policję jako wyjęte spod kontroli, a funkcjonariusze mieli nie podejmować tam żadnych interwencji.

Erik Jansaker, szef policji południowych części Malmoe, które często jest przedstawiane jako miasto z wieloma strefami "zabronionymi", przekazał, że takie pojęcie jak "strefy no-go" zupełnie nie występuje w dokumentach policyjnych. Zaprzeczył temu także funkcjonariusz Johannes Schulz, który regularnie patroluje dzielnicę Rosengard w Malmoe. To miejsce często jest wskazywane jako strefa, której nie odwiedza i nie kontroluje policja.

W tekście Snopes wyjaśniono, że rzeczywiście zarówno Rosengard, jak i inna dzielnica Malmoe - Seved - funkcjonują w policyjnych strukturach jako "strefy problematyczne". Wynika to z faktu, że liczba pochodzących stamtąd spraw, m.in. o zabójstwa, jest wyższa niż w innych punktach miasta. Nie oznacza to jednak, że policja nie pojawia się tam na patrole czy interwencje.

Mechanizm powstawania mitów o strefach bez wstępu dla służb wyjaśniał w rozmowie ze Snopes funkcjonariusz Schulz. - Nie sądzę, aby istniały „strefy no-go”, ale rozumiem, dlaczego ludzie tak je odbierają. Za każdym razem, kiedy coś dzieje się tutaj w Rosengard, jest to wielka rzecz w mediach. Więc ludzie, których nigdy tu nie ma, czytają to. Na przykład rok temu trzy samochody spłonęły w nocy w Rosengard i tej samej nocy jeden samochód spłonął w całkiem dobrej dzielnicy w Malmoe. Nie widziałem ani jednej linijki w gazecie o tym drugim wydarzeniu - mówił szwedzki policjant.

Strefy szczególnie narażone na przestępczość

Do tematu "stref no-go" odniósł się także szwedzki rząd. Jak można przeczytać w publikacji z 2017 r., szwedzka policja zidentyfikowała 61 regionów kraju, w które zanotowały wzrost przestępczości i społecznych niepokojów. 23 z nich są na takie zagrożenia szczególnie narażone. "To właśnie je czasem nazywa się strefami no-go", piszą szwedzkie władze.

"Nasz Dziennik" - a za nim prawicowe portale - sugerował, że jest ich 80. Publikacje informowały także, że są to "dzielnice praktycznie opanowane przez islamistów, gdzie obowiązuje szariat, a szwedzkie władze nie mają nic do powiedzenia".

Jak w czerwcu poinformowała szwedzka policja, w 2019 r. liczba regionów zagrożonych zwiększoną przestępczością spadła z 61 do 60. - Widzimy pozytywny trend - mówił Mats Lofving ze szwedzkiej policji, prezentując wyniki. Wśród regionów wskazanych przez szwedzką policję jest wymienione w artykule "Naszego Dziennika" Rinkeby w Sztokholmie. Jest to jedno z miejsc szczególnie narażonych na przestępczość. W porównaniu jednak do 2017 r. policja zauważa pozytywne zmiany.

Szwedzki rząd w raporcie z 2017 r. tłumaczył co dokładnie policja rozumie przez "regiony szczególnie narażone". Są to zatem obszary "charakteryzujące się niskim statusem społeczno-ekonomicznym, gdzie przestępcy wywierają wpływ na społeczność lokalną. Wpływ ten jest powiązany z kontekstem społecznym tego obszaru, a nie odzwierciedla zamiaru przestępców przejęcia władzy i kontroli nad lokalną społecznością". Szwedzka policja przyznaje, że praca w tych obszarach bywa utrudniona, ale zaprzecza by funkcjonariusze tam się nie pojawiali, a tym bardziej, by nie obowiązywało tam szwedzkie prawo.

W raporcie szwedzkiej policji można poznać więcej szczegółów na temat takich regionów - jako ich największy problem (przede wszystkim w Sztokholmie, Goteborgu i Malmoe) wskazuje sprzedaż narkotyków oraz związane z tym konflikty pomiędzy różnymi grupami przestępczymi.

Aktualizacja 11.08.2019

Na temat statystyk dotyczących szwedzkich azylów w Polsce wypowiedziała się także Ambasada Szwecji w Polsce. W piątek 9 sierpnia na oficjalnych profilach placówki na Facebooku i Twitterze opublikowano wpisy, w których powołano się na dane Urzędu ds. Cudzoziemców, na podstawie których w ciągu ostatnich trzech lat wniosek o azyl w Polsce złożył jeden Szwed.

Ambasada Szwecji o azylach
Ambasada Szwecji o azylach Foto: Twitter

W drugim wpisie podkreślono także, że "według Urzędu Statystycznego w Szwecji w grudniu 2018 zarejestrowanych było 92 759 Polaków. W 2018 do Szwecji wyjechało 3817 Polaków, a 1783 otrzymało szwedzkie obywatelstwo".


Tekst zaktualizowano 11 sierpnia 2019 o wpisy oficjalnego konta Ambasady Szwecji w Polsce.

Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24; Zdjęcie tytułowe: Alex/Pexels

Pozostałe

Czy za rządów PiS policja kupiła system LRAD do rozpędzania tłumów? Sprawdzamy

Po zdecydowanej reakcji policji podczas protestu przedsiębiorców w Warszawie w internecie krąży informacja, że za rządów Prawa i Sprawiedliwości policja kupiła system LRAD - czyli broń akustyczną do tłumienia demonstracji. Rzeczywiście, dysponuje sześcioma pojazdami z tym systemem, ale kupionymi wcześniej i mogą służyć jedynie jako głośniki do podawania komunikatów.

Drogie truskawki? Tak, ale to nie najlepszy wskaźnik zmian cen żywności

Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy na targu w Garwolinie wywołała w mediach społecznościowych dyskusję o nadzwyczajnie wysokich cenach truskawek. Rzeczywiście: teraz są droższe niż przed rokiem. Lecz zdaniem ekspertów za wcześnie wyrokować co do całego sezonu. Czy ceny spadną, będzie zależeć nie tylko od pogody, ale też od tego, ilu pracowników z zagranicy przyjedzie do zbierania truskawek.

Tłum w Wadowicach? Był, ale nie taki jak na starym zdjęciu

Porównując zdjęcia z demonstracji przedsiębiorców w Warszawie i z obchodów 100-lecia urodzin Karola Wojtyły w Wadowicach, internauci zarzucili policji stosowanie podwójnych standardów. Zwracali uwagę, że nieprzestrzeganie przepisów o dystansowaniu społecznym spotkało się z jej stanowczą reakcją tylko w pierwszym przypadku. I choć internauci posłużyli się archiwalnym zdjęciem, w Wadowicach rzeczywiście był tłum.

"Są aż tak zaniedbane?" To nie jest zdjęcie z Janowa Podlaskiego

Jeszcze zanim posłanki PO skontrolowały stadninę w Janowie Podlaskim, w sieci zaczęto rozpowszechniać grafikę zestawiającą zdjęcia dwóch koni i sugerującą, że jedno zrobiono w stadninie przed objęciem w Polsce rządów przez PiS, a drugie po. Fotografie pochodzą jednak z innych miejsc.

"Ci panowie z długą bronią to do ochrony przed wirusem"? Nie, chcieli się zaprezentować

Szerokim echem w mediach społecznościowych odbiła się konferencja wiceministra sprawiedliwości Michała Wójcika, na której przekazał górnikom i ich rodzinom maseczki wyprodukowane przez więźniów. Internautów zdziwiła obecność na konferencji uzbrojonych i zamaskowanych mężczyzn. Lecz wbrew sugestiom komentujących nie byli oni tam po to, by ochraniać maseczki czy ministra.