W lutym minister Zbigniew Ziobro mówił, że jest gotowy na dyskusję o zniesieniu okrytego złą sławą art. 212 Kodeksu karnego, który przewiduje za pomówienie nawet więzienie. Tymczasem Ministerstwo Sprawiedliwości miało wtedy już gotowy projekt nowelizacji kodeksu, zaostrzający m.in. ten artykuł. W czwartek przyjął go Sejm. Gdy zmiana wejdzie w życie, do akcji będzie mogła z urzędu wejść policja i prokuratura - nawet bez woli osoby, której dobra naruszono.

W lutym tego roku, po prawomocnym wyroku z art. 212, jaki zapadł w sprawie dziennikarza portalu wPolityce Wojciecha Biedronia, minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro zadeklarował, że jest gotowy na dyskusję z dziennikarzami o artykule dotyczącym zniesławienia i jego ewentualnym usunięciu.

Możliwość skazywania nawet na więzienie za pomówienie od lat wzbudza ogromne kontrowersje. Jego istotę stanowi pomówienie kogoś o takie postępowanie lub właściwości, które w powszechnym odbiorze mogą pokrzywdzonego poniżyć lub pozbawić zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu, prowadzenia danej działalności czy zajmowania stanowiska. Grozi za to grzywna lub kara ograniczenia wolności. Nawet rok można spędzić w więzieniu, jeśli do zniesławienia doszło w środkach masowego przekazu.

Przestępstwo ścigane jest z oskarżenia prywatnego. Oznacza to, że osoba, która poczuła się dotknięta, musi skierować do sądu pozew.

Ziobro: "Będę gotów przygotować rozwiązanie, które wprowadza dekryminalizację w tym zakresie"

- Deklaruję gotowość spotkania z przedstawicielami różnych redakcji, żebyśmy to przedyskutowali. Nie wykluczam, że jeżeli nasza wspólna rozmowa doprowadzi nas do wniosku, że rzeczą właściwszą z punktu widzenia ochrony wolności słowa jest odejście od takich rozwiązań, to będę gotów przygotować rozwiązanie, które wprowadza dekryminalizację w tym zakresie - powiedział 14 lutego Ziobro. Dodał, że rozmawiał w tej sprawie z prezesem PiS.

Kilka dni po tym wyroku do prokuratury wpłynęły dwa zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez dziennikarzy "Gazety Wyborczej" oraz polityków Platformy Obywatelskiej. Złożył je... prezes PiS Jarosław Kaczyński. W obu przypadkach powołał się na art. 212 Kodeksu karnego. Wnosił o "objęcie ścigania z oskarżenia publicznego ze względu na występujący w sprawie interes publiczny". Sprawa miała związek z publikacjami dziennika, dotyczącymi planów budowy przez spółkę Srebrna wieżowca w centrum Warszawy.

Jak pisaliśmy już w Konkret24, artykuł 212 był wielokrotnie krytykowany m.in. przez środowisko dziennikarskie, organizacje pozarządowe, ale także przez polityków - w tym przez Jarosława Kaczyńskiego. 11 lat przed tegorocznym zawiadomieniem o popełnieniu przestępstwa zniesławienia przez dziennikarzy "Gazety Wyborczej" i polityków PO, prezes PiS deklarował, że jego partia wystąpi w Sejmie z inicjatywą zniesienia tego artykułu. W kwietniu 2008 rzeczywiście Prawo i Sprawiedliwość skierowało do laski marszałkowskiej propozycje szeregu zmian w prawie prasowym i Kodeksie karnym, w tym likwidację art. 212. Projekt PiS został w Sejmie odrzucony jeszcze przed III czytaniem głosami PO, PSL i Lewicy.

O zamiarach PiS likwidacji art. 212 Kodeksu karnego prezes PiS mówił także w 2012 r., po publikacji tekstu Cezarego Gmyza "Trotyl we wraku Tupolewa". "Prawo i Sprawiedliwość podejmie odpowiednie inicjatywy legislacyjne, które będą odpowiedzią na niepokojący zanik standardów demokratycznych i wolnościowych w polskim życiu publicznym i medialnym. Prawo i Sprawiedliwość przygotowuje projekt, który zlikwiduje okryty złą sławą artykuł 212 Kodeksu karnego, pozwalający na karanie za słowo", oświadczył Kaczyński. 

Dekryminalizacja? Likwidacja? Nie. Zaostrzenie

Siedem lat później i zaledwie trzy miesiące po deklaracji ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro o ewentualnej dekryminalizacji artykułu 212, rząd Prawa i Sprawiedliwości przekazał do Sejmu projekt dużych zmian w Kodeksie karnym, zaostrzający jego przepisy, a przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

W czwartek został przez posłów przyjęty. Za przyjęciem nowelizacji głosowało 263 posłów, trzech było przeciw, trzech wstrzymało się od głosu. W głosowaniu nie wzięło udziału 143 ze 145 członków klubu PO-KO (dwóch pozostałych głosowało za przyjęciem nowelizacji). Nie głosował również żaden z posłów Nowoczesnej.

Minister deklaruje możliwość dekryminalizacji art. 212, gdy już gotowe jego zaostrzenie

Wśród zmienianych przez rząd PiS przepisów jest także art. 212.

Warto przy tym zwrócić uwagę, że gdy minister sprawiedliwości mówił 14 lutego o tym artykule, że jeżeli "rzeczą właściwszą z punktu widzenia ochrony wolności słowa jest odejście od takich rozwiązań, to będę gotów przygotować rozwiązanie, które wprowadza dekryminalizację w tym zakresie", Ministerstwo Sprawiedliwości miało już gotowy projekt nowelizacji Kodeksu karnego, wprowadzający do art. 212 dodatkowe paragrafy. Taka poprawka - z numerem 69 - znajduje się w projekcie z 25 stycznia.

Posłowie zdecydowali, że karany będzie nie tylko pomawiający, a również ten, kto w celu pomówienia będzie tworzyć fałszywe dowody lub nakłaniać innych do potwierdzenia pomówienia.

§ 2a. Tej samej karze podlega, kto w celu popełnienia przestępstwa określonego w § 1 albo po jego popełnieniu tworzy fałszywe dowody na potwierdzenie nieprawdziwego zarzutu lub nakłania inne osoby do potwierdzenia okoliczności objętych jego treścią.

Uchwalony przez Sejm przepis

Co ważne, nowelizacja nie zawiera poprawki paragrafu 4 art. 212, który mówi, że "ściganie przestępstwa określonego w par. 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego". Jak zasugerował na Twitterze dziennikarz Wirtualnej Polski Kamil Sikora, może to oznaczać, że osoby podejrzane o popełnienie czynów określonych w poprawce będą ścigane z oskarżenia publicznego, czyli z urzędu będzie mogła postępowania wszczynać zarówno policja, jak i prokuratura.

Takie rozumienie tego przepisu potwierdzili wszyscy prawnicy, z którymi rozmawialiśmy.

Wkracza policja i prokuratura

- To sytuacja typowa dla szybkiego pisania ustaw. Formalnie to nowe przestępstwo będzie można ścigać z urzędu, ale wolę przyjąć, że taka konstrukcja to bałaganiarstwo ustawodawcy - mówi adwokat Luka Szaranowicz.

- Na to wygląda, że będzie to ścigane z oskarżenia publicznego - mówi Konkret24 Piotr Kruszyński, adwokat.

- Tak należałoby przypuszczać. Widać taka była intencja ustawodawcy - ocenia adwokat Zbigniew Roman.

- Z nowej propozycji przepisów wynika, że czyn z artykułu 212 § 2a Kodeksu karnego będzie ścigany 
z urzędu. Zawsze jest domniemanie, że dany czyn jest w ten sposób ścigany, chyba że ustawa wskaże inaczej - komentuje adwokat Łukasz Chojniak.

- Wydaje się, że to przestępstwo będzie ścigane z oskarżenia publicznego, przez policję i prokuraturę - tak samo nowy paragraf interpretuje adwokat Jacek Dubois.

Za fejka za kraty?

Zdaniem mecenasa Dubois, przepis może być bardzo niebezpieczny. - Głęboko wchodzi w sferę naruszenia dóbr osobistych osoby, ale niejako poza nią, poza jej wolą, ponieważ z mocy tego przepisu policja i prokuratura będą mogły działać, niezależnie od tego, czy ta osoba, której teoretycznie dobra naruszono, złoży do sądu odpowiedni pozew - ocenia.

Zapytany, czy w ramach tego przepisu będzie można z urzędu ścigać autorów np. fejków i memów odpowiada: - W mojej ocenie, zrobienie fotomontażu kwalifikuje się jako tworzenie fałszywych dowodów, o których jest mowa w niniejszym przepisie. Może to dawać niesamowite pole do ingerencji państwa w media społecznościowe.

- Ten przepis w założeniu nie ma służyć do ścigania autorów memów czy fake newsów. To samo w sobie nie będzie przestępstwem - uważa jednak Łukasz Chojniak, ale dodaje, że fake news "może być ścigany karnie, jeśli jego autor będzie go tworzył i rozpowszechniał, aby próbować uwiarygodnić fałszywe pomówienie innej osoby". - Nie wydaje mi się, żeby to było dobre rozwiązanie - dodaje.

- Ja bym się nie obawiał, choć nie znam uzasadnienia ustawodawcy wprowadzenia takiego przepisu. Mem to nie fałszywy dowód - stwierdza Zbigniew Roman w rozmowie z Konkret24. - Zakładam, że ustawodawca inaczej sformułowałby, jeśli by chciał ograniczyć w ten sposób swobodę wyrażania się, swobodę wypowiedzi - dodaje. - Choć rzecz jasna może się zdarzyć, że ktoś będzie chciał wykorzystać instrumentalnie ten przepis po wejściu w życie. Tego nie można wykluczyć - stwierdza w rozmowie z Konkret24.

"Do kosza na śmieci"

Wśród uwag do projektu nowelizacji kodeksu karnego są między innymi te zgłoszone przez sędziów okręgu apelacji wrocławskiej. Jeszcze w lutym napisali oni, że "art. 212 par. 2a kk nie ma uzasadnienia i trudno wyobrazić sobie racjonalne funkcjonowanie takiej regulacji, jak i postępowanie dowodowe mające na celu weryfikację czy taki czyn miał miejsce". Podkreślili także, że "zasadne byłoby w ogóle zrezygnowanie z karalności czynu kwalifikowanego z art. 212 kk, a nie rozwijanie penalizacji związanych z nim zachowań".

- Moim zdaniem istotą tego przepisu była ochrona interesu wymiaru sprawiedliwości i utrudnienie popełnienia przestępstw pomówienia - ocenia Roman.

- Budowa tego przepisu jest okropna, aż oczy pieką. Bo co np. oznacza "nakłania inne osoby do potwierdzenia okoliczności objętych jego treścią"? - ocenia Luka Szaranowicz. - Miejscem tego znowelizowanego potworka jest kosz. Kosz na śmieci - dodaje.

Zapytaliśmy biuro prasowe resortu sprawiedliwości o komentarz oraz o uzasadnienie zmiany art. 212 kodeksu karnego, ponieważ żadnej argumentacji nie znaleźliśmy w uzasadnieniu projektu. Czekamy na odpowiedź.

Projekt uchwalony przez Sejm trafi teraz do Senatu, który podczas posiedzenia 24 maja będzie mógł wprowadzić w nim poprawki. Potem ustawa będzie mogła trafić do podpisu prezydenta.

Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości, w 2017 roku sądy rejonowe wydały łącznie 729 wyroków w sprawach o zniesławienie, a w pierwszej połowie 2018 roku było ich 387. Najczęściej zasądzaną karą była grzywna.

Autor:  Jan Kunert / bebi
Źródło:  Konkret24; zdjęcie: Deleece Cook/Unsplash

Pozostałe

Informacje o śmierci Muńka Staszczyka i Krzysztofa Zanussiego to fake news

We wtorek w sieci ukazały się informacje o śmierci dwóch polskich artystów - piosenkarza Muńka Staszczyka i reżysera Krzysztofa Zanussiego. Obie są nieprawdziwe. Pierwsza pochodzi z portalu podszywającego się pod portal informacyjny Miasta Stołecznego Warszawy, a druga z fałszywego konta Olgi Tokarczuk na Twitterze.

Sprawa Mariana Banasia, czyli pytania nadal bez odpowiedzi

Na czym polegała znajomość szefa Najwyższej Izby Kontroli z osobami z krakowskiego światka przestępczego? Czy służby wiedziały o tych relacjach i i badały je? Kiedy po raz ostatni weryfikowały Mariana Banasia, który od 2001 nieprzerwanie posiada dostęp do najważniejszych państwowych tajemnic? Co znajduje się w utajnionych oświadczeniach majątkowych prezesa NIK? Wciąż mało wiemy na temat działań osoby sprawującej jedną z najważniejszych funkcji publicznych w Polsce. W historii tej nadal jest pełno luk i pytań.

Sprawa Mariana Banasia - co i kiedy robiły służby

Jak poinformowało w środę Centralne Biuro Antykorupcyjne, szef NIK Marian Banaś ma siedem dni na zgłoszenie uwag do zastrzeżeń CBA, które nie zostały wyjaśnione w trakcie trwania kontroli jego oświadczeń majątkowych. Ta zaczęła się oficjalnie w kwietniu tego roku. Wcześniej - od listopada 2018 r. - trwała analiza przedkontrolna dokumentów, o której także było publicznie wiadomo. Mimo trwającej kontroli, w tym roku Marian Banaś został powołany na najważniejsze funkcje w państwie. Podsumowujemy, co wiadomo o działaniach służb w tej sprawie.

Najwyższa frekwencja od 1989 roku, ale ciągle daleko do europejskich liderów

Frekwencja wyborcza na poziomie 61,74 proc. jest najwyższym wynikiem od pierwszych częściowo wolnych wyborów w 1989 roku. Jak ten wynik wypada jednak na europejskim tle? Nadal powoduje, że jesteśmy daleko za liderami. Nawet gminy, w których frekwencja była najwyższa, nie dogoniły europejskiej czołówki. Rysujemy frekwencyjną mapę Europy i Polski.

Wywiad ze Sławomirem Neumannem. Co wyemitowała TVN24, a co pokazały "Wiadomości" TVP1

Główny program informacyjny TVP1 wykorzystał fragmenty wywiadu ze Sławomirem Neumannem, przeprowadzonego przez dziennikarzy TVN24 i "Faktów" TVN. Wycięto jednak tylko krótki fragment kilkunastominutowej rozmowy, a oglądający mógł odnieść wrażenie, że przerwano ją w dogodnym dla polityka momencie. To wprowadzanie widzów w błąd. Na antenie TVN24 rozmowa przebiegała zupełnie inaczej.

CBA wystąpiło o ostatnie oświadczenie majątkowe Mariana Banasia dopiero po reportażu "Superwizjera"

Centralne Biuro Antykorupcyjne zwróciło się do pierwszej prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf o uwierzytelnioną kopię oświadczenia majątkowego szefa NIK. Stało się to dopiero po tym, jak "Superwizjer" TVN opisał sprawę wpisywania do oświadczeń kamienicy należącej do Mariana Banasia. Dokument był wówczas w siedzibie Sądu Najwyższego już od niemal trzech tygodni. Pierwsza prezes SN odmówiła Konkret24 ujawnienia oświadczenia szefa NIK.