Od 17 kwietnia 2026 roku Prokuratura Regionalna w Katowicach prowadzi śledztwo w sprawie działalności firmy Zondacrypto. To wywodząca się z Polski, ale zarejestrowana w Estonii giełda kryptowalut. Na początku kwietnia okazało się, że wielu klientów nie może wypłacić środków zdeponowanych na tej platformie. 6 kwietnia portale money.pl i Wirtualna Polska ujawniły analizę firmy Recoveris, według której spadek rezerw bitcoinów wyniósł ponad 99 procent. Jak podał money.pl, z Zondacrypto wypłacono do innej giełdy ponad 76 mln zł.
Ujawnienie afery Zondacrypto skierowało uwagę polityków i opinii publicznej na zawetowane przez prezydenta Karola Nawrockiego ustawy mające regulować rynek kryptowalut w Polsce. Rozpoczął się spór: czy gdyby taka ustawa weszła w życie, zapobiegłaby aferze Zondacyrpto oraz czy pomogłaby teraz w ściganiu winnych i pomocy poszkodowanym.
Obóz rządzący przekonuje, że gdyby rządowa ustawa (najpierw jedna, potem druga) nie została zawetowana, można by było pomóc poszkodowanym w aferze. Tak twierdzą w publicznych dyskusjach politycy Koalicji Obywatelskiej, tak utrzymuje minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, który w "Faktach po Faktach" TVN24 przekonywał: "Pierwszego dnia wejścia ustawy w życie moglibyśmy podjąć działania, dzięki którym Komisja Nadzoru Finansowego mogłaby wykreślić Zondacrypto". Wskazał, że "zarejestrowane podmioty działające z zagranicy również byłyby objęte tą ustawą".
Oponują politycy opozycji, szczególnie Konfederacji. Sławomir Mentzen na platformie X napisał, że "odpowiedzialność za tę sytuację ponosi KNF oraz rząd Donalda Tuska, a przyjęcie ich ustawy nie zmieniłoby w sprawie Zondy nic". Europoseł Prawa i Sprawiedliwości Michał Dworczyk w Polsat News pytał: "Które to przepisy miałyby uchronić Polaków przed kwestiami, przed zdarzeniami, które miały miejsce? Nie ma takich przepisów w tej ustawie i to jest kłamstwo".