Szczepionki powodujące autyzm, resocjalizacja przy pomocy psychologii kwantowej czy dożylne wlewy z witaminy C - takie niepotwierdzone, a nawet niezgodne z nauką teorie stają się szczególnie groźne, kiedy są głoszone w miejscach nierozerwalnie kojarzonych z wiedzą - na uniwersytetach. O tym problemie zaalarmowali w swoim liście przedstawiciele Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Raport Konkretu24.

Mając na względzie dobre imię i wysoki autorytet uczelni wyższych w Polsce, chcielibyśmy wyrazić swoje zaniepokojenie, w związku z coraz częstszymi sytuacjami goszczenia pseudonauki w placówkach akademickich - takimi słowami zaczyna się list otwarty Niezależnego Zrzeszenia Studentów z listopada, w którym członkowie największej organizacji studenckiej w Polsce alarmują o problemie.

Jak wynika z informacji zebranych przez Biuro ds. Studenckich NZS, w ostatnim czasie w budynkach akademickich co najmniej kilkukrotnie dochodziło do wystąpień i wykładów osób, których twierdzenia nie są poparte wiarygodnymi badaniami naukowymi. Przy udziale środków akademickich wydano także książkę, co do której współczesna nauka ma wiele zastrzeżeń.

"Chcemy, aby przestrzeń uczelni wyższych była dla studentów źródłem rzetelnej i sprawdzonej wiedzy, popartej szeregiem badań naukowych. (...) Sytuacją niedopuszczalną jest szerzenie w murach uczelni fałszywych i pseudonaukowych treści, które mogą tworzyć dysonans poznawczy wśród społeczności akademickiej", piszą studenci. Poparcie dla autorów odezwy zadeklarowało kilku rektorów uczelni wyższych oraz Ministerstwo Zdrowia.

Rtęć, szczepionki i Gdańsk

- Wszystko zaczęło się od spotkania z Hubertem Czerniakiem, które miało odbyć się na Uniwersytecie Gdańskim (we wrześniu 2018 r. - red) - mówi w rozmowie z Konkret24 Adam Zamczała, wiceprzewodniczący ds. studenckich w NZS i jeden z autorów listu, student właśnie UG. - Planowanym tematem były choroby cywilizacyjne i nowotwory, a konkretnie leczenie ich za pomocą dożylnych wstrzyknięć witaminy C. Informacja o tym wydarzeniu wywołała jednak protesty w środowisku studenckim uniwersytetu - tłumaczy.

Plakat spotkania z Hubertem Czerniakiem na UG
Plakat spotkania z Hubertem Czerniakiem na UG Foto: facebook

Hubert Czerniak, jak sam pisze o sobie na autorskim kanale w serwisie YouTube, jest lekarzem i w przeszłości "przez wiele lat tkwił w błędzie - dał się oszukiwać pseudoautorytetom i pseudowiedzy". Teraz "wyrwał się jednak z tej matni", a na swoim kanale "obnaża fikcję, która nas otacza - kiedy idziecie do lekarza, kupujecie leki, oglądacie telewizję, słuchacie polityków... Wszystko to wielka mistyfikacja, która ma zakuć nas w kajdany".

"Obnażanie" fikcji i manipulacji realizuje między innymi poprzez głoszenie tez o wielokrotnym przekraczaniu norm występowania rtęci i aluminium w szczepionkach, co ma powodować autyzm i uszkodzenia mózgu u osób szczepionych, przede wszystkim dzieci. W wywiadzie dla Niezależnej Telewizji Lokalnej z Radomska mówił między innymi, że szczepionki i zawarta w nich "rtęć sprawia, że stajemy się głupsi". Wśród tez, które stawia, znaleźć można m.in. twierdzenia, że "w 2025 r. ponad połowa populacji chłopców będzie autystyczna". Żadne z tych twierdzeń nie ma poparcia w nauce.

W 2015 roku Czerniak startował w wyborach parlamentarnych z listy Kukiz 15' w Piotrkowie Trybunalskim. Otrzymał 2 tysiące głosów i nie zdobył mandatu. Niepowodzeniem skończył się także jego start w wyborach samorządowych w 2018 r., w których startował z ramienia KW Wolność w Samorządzie (KORWiN) jako kandydat do Sejmiku Mazowieckiego.

Hubert Czerniak ma aktywne prawo wykonywania zawodu lekarza (specjalista chorób wewnętrznych). Od ponad roku łódzka Okręgowa Izba Lekarska prowadzi w jego sprawie postępowanie przed rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej. Ma ono charakter poufny.

Na próbę zorganizowania spotkania z Czerniakiem na Wydziale Prawa i Administracji UG zareagował pomorski oddział partii Razem, a za nim m.in. facebookowy profil "Uniwersytety dla nauki, pajace do cyrku", zajmujący się tropieniem przypadków głoszenia pseudonauki, także w murach akademickich. Zwrócono się do uczelni z prośbą o nieudostępnianie sali członkowi ruchu antyszczepionkowego.

Dzień później rzecznik prasowy Uniwersytetu Gdańskiego G poinformowała w oficjalnym komunikacie, że "Uniwersytet Gdański nie podpisał umowy na wynajem sali i [...] spotkanie to na terenie UG się nie odbędzie".

Fundacja na Rzecz Rozwoju Regionalnego i Ochrony Środowiska, która była odpowiedzialna za organizację wykładu na Uniwersytecie, nie poddała się jednak i spróbowała poszukać miejsca dla Czerniaka na innej gdańskiej uczelni. Na lokalnych portalach zaczęły się pojawiać informacje, że lekarz ze swoim wystąpieniem "Włączamy myślenie" ma się pojawić na Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu, jednak uczelnia szybko zdementowała te doniesienia, informując, że "nie wynajęła i nie wynajmie swoich obiektów żadnym podmiotom prezentującym teorie naukowo nieuzasadnione i oficjalnie nieuznawane".

Oświadczenie rzeczniczki AWFiS
Oświadczenie rzeczniczki AWFiS Foto: facebook

Następnie Czerniak opublikował w sieci film, w którym poinformował, że o ostatecznym miejscu spotkania poinformuje na dzień przed wykładem, a informację otrzymają wyłącznie osoby, które zadeklarowały chęć udziału. Miało to uniemożliwić kolejne protesty gdańskich organizacji. Jak dowiedzieliśmy się w NZS-ie, ostatecznie przeciwnik obowiązkowych szczepień wystąpił w Domu Technika, a więc poza murami akademickimi.

W nawiązaniu do odwołanego spotkania Huberta Czerniaka na Uniwersytecie Gdańskim, rzecznik prasowy UG dr Beata Czechowska-Derkacz poinformowała Konkret24, że umowy na wynajem sali nie podpisano, "gdyż na uczelni mogą się odbywać spotkania o charakterze naukowym bądź popularno-naukowym i dydaktycznym". Dodała także, "że nie ma żadnych informacji, aby wcześniej lub później Fundacja na Rzecz Rozwoju Regionalnego i Ochrony Środowiska zwracała się do UG o organizację takiego spotkania".

Znachor na uniwersytecie

Uniwersytet Gdański nie po raz pierwszy musiał zmierzyć się z kwestią wynajmowania sali osobie głoszącej pseudonaukowe teorie. Strona "Uniwersytety dla nauki, pajace do cyrku" powstała 8 listopada 2015 w wyniku protestu przeciw planowanemu wystąpieniu Jerzego Zięby właśnie na UG.

Zięba to postać zdecydowanie popularniejsza niż Hubert Czerniak. Niebędący lekarzem i niemający wykształcenia medycznego inżynier górnictwa w ciągu kilku ostatnich lat dla wielu osób rozczarowanych polską służbą zdrowia stał się medycznym idolem. Jak sam mówi, wiedzę o zdrowiu człowieka czerpie z lektury książek na ten temat. Obecnie sam także takie wydaje. Szczególną popularność zdobył dzięki dwóm częściom pozycji zatytułowanej "Ukryte terapie - czego ci lekarz nie powie", w której - podobnie jak Czerniak - promuje między innymi dożylne wlewy z witaminy C jako sposób na leczenie nowotworów. Twierdzi także, że szczepionki są niebezpieczne dla zdrowia dzieci i wywołują autyzm, a dowody naukowe i badania pokazujące, że nie ma racji, uznaje za sfałszowane.

Protest przeciwko wykładowi Zięby przeniósł się także poza sieć. Oprócz popularnego facebookowego wydarzenia "Znachor na uniwersytecie! Co na to rektor?", na którym wiele osób sprzeciwiało się spotkaniu na UG, kilkudziesięciu pracowników uczelni i studentów podpisało się pod listem otwartym do rektora uniwersytetu, w którym postulowano odwołanie spotkania. "Rozumiemy, że wynajmowanie pomieszczeń uniwersyteckich jest skutkiem strategicznego niedofinansowania nauki w Polsce, jednak cele komercyjne nie mogą przesłaniać misji Uniwersytetu, którą jest promocja wiedzy" - napisano w liście. "Teorie pana Zięby, to są kompletne pseudonaukowe brednie. Są bardzo szkodliwe, ponieważ jeżeli ktoś w nie uwierzy i podda się tym jego terapiom, to niestety może bardzo się źle skończyć dla chorego", mówił wówczas w rozmowie z TVP Info prof. Jacek Jassem, onkolog, radiolog z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Do spotkania ostatecznie doszło. Koszt wstępu na wydarzenie wynosił 150 zł. Biuro Prasowe UG w oświadczeniu przesłanym "Dziennikowi Bałtyckiemu" tłumaczyło wtedy, że "Uniwersytet Gdański nie był jego organizatorem. Salę - na zasadach komercyjnych, a zatem odpłatnie - wynajął Dziekan Wydziału. Informuję także, że na UG nie wolno organizować spotkań propagujących działania niezgodne z prawem, godzących w demokratyczny porządek i zasadę legalizmu, a w okresie kampanii wyborczych - propagandowych, zagrażających politycznej bezstronności uczelni. Spotkanie z panem Ziębą, choć budzi kontrowersje, do takich nie należy".

Nie ma i nie będzie zgody. Choć była

Nie był to jednak jedyny uniwersytecki występ Jerzego Zięby. Swoimi teoriami dzielił się także na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie w kwietniu 2016 r. i podczas konferencji naukowej "Debata o Zdrowiu" w murach Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu miesiąc wcześniej.

Zapytaliśmy te uczelnie, czy w związku z wykładami Zięby do ich władz wpłynęły jakiekolwiek skargi lub zażalenia. Otrzymaliśmy odpowiedź tylko od dolnośląskiej uczelni. - Konferencję organizował wrocławski Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich. Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu był współorganizatorem zaangażowanym w część poświęconą kwestiom żywienia i dietetyki oraz udostępnił salę na potrzeby tego wydarzenia. UPWr nie otrzymał w tej akurat sprawie żadnych oficjalnych protestów, co nie oznacza, że temat nie był dyskutowany - informuje rzeczniczka prasowa uczelni Jolanta Cianciara. - Dla wielu otwartych i myślących akademików ta sytuacja, udział nienaukowca w konferencji naukowej, stała się okazją do refleksji o tym, jak konstruować debatę, by nie pomijać i nie przemilczać wielu zjawisk, tendencji, przekonań całych grup społecznych, a równocześnie uniknąć nawet niezamierzonego popularyzowania postaw czy poglądów szkodliwych - dodaje.

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu, który był organizatorem konferencji "Debata o Zdrowiu", w korespondencji z Konkret24 informuje, że w momencie, gdy propozycja współpracy przy konferencji trafiła do rektora uczelni, w programie nie widniało nazwisko Jerzego Zięby.

"Informacje o pełnym składzie prelegentów trafiły do władz uczelni mniej więcej tydzień przed samym wydarzeniem. Wtedy rozgorzała dyskusja czy spotkanie w ogóle powinno się odbyć. Kolegium rektorsko-dziekańskie wezwało organizatorów (Komitet Organizacyjny, składający się z przedstawicieli m.in. UM - red.) w celu złożenia wyjaśnień", przekazała rzecznik Uniwersytetu, Monika Maziak i dodała: "Jako kryterium wyboru Pana Zięby podali jego popularność wśród Polaków i chęć skonfrontowania głoszonych przez niego tez wynikami badań naukowych i potwierdzoną badaniami wiedzą. Nie była to łatwa decyzja. Władze uczelni uznały ostatecznie, że korzyść płynąca z naukowej konfrontacji i tłumaczenia braku uzasadnienia dla proponowanych przez Pana Ziębę terapii jest argumentem, który pozwala na przeprowadzenie dyskusji".

Panel, w którym brał udział Jerzy Zięba, zatytułowany był "Człowiek - Żywność - Zdrowie". Dr Ryszard Kacała wprowadzając do niego mówił, że jest to debata akademicka mająca na celu przedstawienie różnych poglądów na temat żywienia, diety i chorób cywilizacyjnych na forum akademickim. "Zaprosiliśmy znamienitych dyskutantów", mówił. Jerzy Zięba został przedstawiony jako "autor, naturoterapeuta". Pozostałymi dyskutantami byli prof. dr hab. Tadeusz Trziszka (rektor Uniwersytetu Przyrodniczego), dr Henryk Różański i dr hab. Dorota Waśko – Czopnik.

Rzeczniczka Uniwersytetu Medycznego podkreśla fakt, że spotkanie miało charakter panelu, w którym pozostałymi występującymi byli lekarze i naukowcy. "Ponadto rektor prof. Marek Ziętek zobowiązał kilku profesorów naszej uczelni do obecności na spotkaniu i natychmiastowej reakcji w sytuacji promowania sprzecznych z naukowym stanem wiedzy poglądów. Takie stwierdzenia w czasie spotkania nie padły", przekazała Maziak. Mimo to, jeszcze przed wydarzeniem do władz uczelni spłynęły skargi, m.in. ze strony studentów.

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu zapewnia, że jego "stanowisko jest jasne i jednoznaczne. Nie ma miejsca na pseudonaukę w murach uczelni". Jak informuje Monika Maziak, mocno zaostrzone zostały kryteria w kwestii organizacji konferencji, spotkań, prelekcji i wykładów. By otrzymać zgodę, organizator musi podać dokładny plan i skład prelegentów. "Dzięki tej restrykcyjności udało się nam już do kilku wątpliwych naukowo spotkań nie dopuścić", przekazała nam rzecznik prasowa uczelni.

Podobne stanowisko uzyskujemy z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. - Rektor prof. Tadeusz Trziszka podkreśla, że na uczelni nie ma i nie będzie zgody na głoszenie teorii niezgodnych ze stanem wiedzy, przeczących potwierdzonym przez naukę faktom albo przeinaczającym te fakty - mówi rzecznik Jolanta Cianciara. - Doświadczenia, jak to związane z wystąpieniem pana Zięby na konferencji naukowej, poskutkowało większą uważnością i wnikliwością organizatorów różnego rodzaju spotkań na uczelni przy formułowaniu list zapraszanych gości. Mam nadzieję, że epizod sprzed prawie trzech lat nie przesłoni wielu osiągnięć badaczy i wykładowców Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu - dodaje.

Pseudonauka na półkach uniwersyteckich bibliotek

Jak sprawdziliśmy, książki Jerzego Zięby o "ukrytych terapiach" można wypożyczyć między innymi w bibliotekach uczelni wyższych - w tym medycznych w Bydgoszczy, Gdańsku, Poznaniu, Szczecinie, Wrocławiu i Katowicach. Po naszym kontakcie z przedstawicielami Śląskiego Uniwersytetu Medycznego dyrektor Biblioteki ŚUM zdecydował się podjąć konkretne działania.

Zapewniam, że ich treści [książek Jerzego Zięby - red.] nie były i nie są wykorzystywane w procesie kształcenia studentów na żadnym z prowadzonych kierunków. Nadto od roku 2015 odnotowano wyłącznie dwa udostępnienia tej pozycji na miejscu w czytelni - informuje Justyna Skolik, Kierownik Działu Karier Studenckich i Promocji Uczelni ŚUM. - Niemniej Dyrektor Biblioteki ŚUM zobowiązał się do usunięcia wskazanych pozycji z katalogu zbiorów Biblioteki Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, a zarazem ustalenia przesłanek, jakie leżały u podstaw ich zakupu, w tym np. w celu podjęcia polemiki naukowej dyskredytującej zawarte w niej treści. W takim przypadku ewentualna dostępność tych książek zostanie ograniczona do wskazanych celów - zapewnia przedstawicielka uniwersytetu.

Po tej deklaracji oba tomy "Ukrytych terapii" przestały być widoczne w zbiorach Biblioteki ŚUM i nie można ich już wypożyczyć.

Książki Zięby są dostępne jednak w innych bibliotekach uniwersyteckich. Jedną z nich jest Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie, do której zwróciliśmy się z pytaniem, czy pozycje książkowe przed dodaniem do zbiorów BUW przechodzą weryfikację treści pod kątem ich rzetelności.

W odpowiedzi Agnieszka Kościelniak-Osiak z Oddziału Promocji, Wystaw i Współpracy poinformowała, że książka Jerzego Zięby "została nadesłana do BUW w ramach ustawy o egzemplarzach obowiązkowych". W art.3 pkt. 1 tego dokumenty zapisano, że "wydawca, który udostępnia publicznie egzemplarze publikacji na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej lub za granicą, obowiązany jest do nieodpłatnego przekazania uprawnionym bibliotekom liczby egzemplarzy publikacji (egzemplarze obowiązkowe)".

W przypadku BUW, która jest biblioteką uprawnioną w rozumieniu ustawy, wydawcy zobowiązani są przekazać jeden egzemplarz każdej książki. Przepisy nie nakazują natomiast udostępniania tych pozycji do wypożyczania. Jednak zgodnie z zasadami obowiązującymi w BUW-ie każda książka, która zostaje włączona do zbiorów, automatycznie jest też udostępniania czytelnikom - na miejscu lub do wypożyczenia. Niektóre z powodów prowadzenia takiej polityki udostępniania otrzymywanych przez BUW publikacji przybliżyła p.o. Kierownika Oddziału Promocji, Wystaw i Współpracy BUW Agnieszka Kościelniak-Osiak.

- Księgozbiór BUW musi dać środowisku akademickiemu przegląd publikacji istotnych i z punktu widzenia rzetelnej wiedzy i pod kątem tropienia zdobywających niepokojącą popularność publikacji pseudonaukowych - informuje Kościelniak-Osiak.

Środowisko akademickie wydaje się być społecznością wystarczająco uzbrojoną w profesjonalne systemy wiedzy, by umieć traktować publikacje zawierające pseudonaukowe tezy wyłącznie jako materiał do badań nad różnymi aspektami zachowań społecznych, stąd też w naszych zbiorach można znaleźć pozycje kwestionujące teorię ewolucji, i odpisy dzieł zwalczających kopernikański model, i paszkwile antysemickie.

Agnieszka Kościelniak-Osiak, BUW

Status "biblioteki uprawnionej" posiadają także biblioteki uniwersyteckie w Gdańsku, Krakowie, Lublinie, Łodzi, Opolu, Poznaniu, Toruniu i Wrocławiu. Wydawnictwo miało obowiązek, zgodnie z ustawą, przekazania im egzemplarza książki Jerzego Zięby. Niektóre z bibliotek udostępniają jednak swoim czytelnikom więcej niż jeden egzemplarz tej publikacji.

W bibliotece Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu większość udostępnionych książek o "ukrytych terapiach" jest aktualnie wypożyczona.

W bibliotece UMK w Toruniu pięć na sześć książek Zięby jest obecnie wypożyczona
W bibliotece UMK w Toruniu pięć na sześć książek Zięby jest obecnie wypożyczona Foto: bu.umk.pl

W bibliotece Uniwersytetu Rzeszowskiego dostępne są po dwa egzemplarze każdego z tomów "Ukrytych terapii". Żaden z nich nie trafił tam jednak jako egzemplarz obowiązkowy, ponieważ biblioteka UR nie posiada statusu "uprawnionej".

W bibliotece Uniwersytetu Rzeszowskiego wszystkie cztery egzemplarze są wypożyczone
W bibliotece Uniwersytetu Rzeszowskiego wszystkie cztery egzemplarze są wypożyczone Foto: opac.ur.edu.pl

Największa pomyłka medycyny

W swoim liście Niezależne Zrzeszenie Studentów wymienia także spotkanie z czerwca 2017 r., które zorganizowane zostało na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, na którym prowadząca przekonywała słuchaczy, iż szczepionki są odpowiedzialne za brak inteligencji u ludzi.

Chodzi o wykład neurobiolog prof. Marii Czajkowskiej-Majewskiej, niepracującej obecnie na żadnej polskiej uczelni (wcześniej: Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego). Na spotkaniu organizowanym przez Katedrę Teorii Kultury i Sztuki z Wydziału Filozofii i Stowarzyszenie Inicjatyw Naukowych KUL prowadząca wyświetlała zebranym slajdy, z których można było się dowiedzieć między innymi, że "liczne dowody wskazują, że nadmierne, zbyt wczesne i toksyczne szczepienia są główną przyczyną autyzmu", a do produkcji szczepionek "celowo użyto toksycznych ścieków z odpadów przemysłowych".

Nie był to pierwszy raz, gdy prof. Czajkowska-Majewska publicznie wypowiadała się negatywnie na temat szczepień. W wywiadach udzielanych wcześniej (ale i później) w mediach i podczas wystąpień publicznych zdarzało się jej mówić, że "szczepienia robione na tak masową skalę i tak wcześnie podawane niemowlętom są chyba, można powiedzieć już teraz uczciwie, największą pomyłką medycyny. Doprowadziły do niebywałego wręcz okaleczenia całej populacji już dwóch generacji dzieci" (wywiad dla TV Republika z 2014 r).

Innym prelegentem spotkania był Hubert Czerniak, który ponad rok później nie dostanie pozwolenia na wykład na Uniwersytecie Gdańskim. - Uzupełnił on wykład swoimi uwagami o kanibalizmie szczepionkowym i wstrzykiwaniu obcego DNA jako niezgodnym z Pismem Świętym - mówiła jedna z uczestniczek spotkania dziennikarce lubelskiego oddziału "Gazety Wyborczej".

Dzień po wykładzie zatytułowanym "Szczepienia XXI w. Czy bezpieczne i skuteczne?" dziekan Wydziału Filozofii KUL-u poinformowała w oświadczeniu, że spotkanie odbyło się bez wiedzy uczelni. "Wykład na temat skuteczności szczepień był prywatną inicjatywą jednego z pracowników Wydziału. Osoba ta w sposób nieuprawniony oraz bez wiedzy i zgody władz Wydziału wykorzystała w tym celu infrastrukturę Uniwersytetu, logo wydziału, a tym samym jego renomę. Sprawa zostanie wyjaśniona" - zapewniono.

Zapytaliśmy rzeczniczkę KUL-u o to, czy rzeczywiście w następstwie tego wydarzenia zostały wyciągnięte konsekwencje. - Ten wykład był incydentem. Choć formalnie został zorganizowany na Wydziale Filozofii, w jednej z sal uniwersyteckich, była to w stu procentach prywatna inicjatywa jednego z wykładowców, który bez wiedzy i zgody władz wykorzystał w tym celu infrastrukturę uniwersytetu i logo wydziału - informuje Lidia Jaskuła. - Pracownik został upomniany, zwrócono mu również uwagę, że zignorował elementarne zasady organizowania wydarzeń na uniwersytecie, które są zwyczajowo i standardowo przestrzegane: odpowiada za merytoryczny poziom organizowanego wydarzenia, a jego tematyka powinna być zbieżna z obszarem jego badań naukowych - dodaje.

Wpisy i postępowanie

Osoby głoszące wątpliwe medycznie teorie na temat szczepionek nie zawsze pochodzą z zewnątrz. W lipcu ubiegłego roku profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego zaczęła publikować na swoim prywatnym koncie w serwisie Facebook wpisy, w których pisała między innymi, że woli "aby jej dziecko zachorowało na odrę, niż autyzm (...) Dziecko szczepione do 24 godzin po urodzeniu to skandal, bo nie da się wykluczyć wszelkich przeciwwskazań, a rodzic ponosi odpowiedzialność i konsekwencje do końca życia". O sprawie informowały lokalne media.

Do dzisiaj na profilu wykładowcy można zobaczyć film opublikowany przez stowarzyszenie STOP NOP, na którym o szczepieniach wypowiadają się między innymi ojciec Tadeusz Rydzyk i podróżnik Wojciech Cejrowski.

Jako że profesor była wtedy kierownikiem Zakładu Biologii Wydziału Medycznego UR, w sprawie jej wpisów interweniowała Rektor, której oświadczenie można było przeczytać na oficjalnym profilu Uniwersytetu Rzeszowskiego. "Uniwersytet Rzeszowski, hołdując dobrym praktykom akademickim jest za wolnością i swobodą wypowiedzi. Nie zmienia to faktu, że, jako instytucja, nie ponosi odpowiedzialności za prywatne poglądy pracowników", poinformowano, dodając m.in.: "Uniwersytet Rzeszowski stoi na straży rzetelności naukowej i jakości badań. Co za tym idzie – głoszenie nieudowodnionych naukowo koncepcji nie będzie tolerowane". W oświadczeniu poinformowano także, że w sprawie wszczęto postępowanie wyjaśniające.

Zapytaliśmy na rzeszowskiej uczelni, na jakim etapie aktualnie znajduje się zapowiedziane postępowanie. Dr Maciej Ulita, rzecznik prasowy UR, odpowiedział nam, "że w związku z faktem, iż Pani prof. od czasu przedmiotowego wydarzenia przebywa na urlopie (do 4 sierpnia 2019) postępowanie zostało wstrzymane do tego czasu". Zapewnił także, że do czasu zakończenia postępowania profesor UR nie będzie prowadziła zajęć ze studentami.

Nie był to koniec działań władz uniwersyteckich w tej sprawie. W następstwie wpisów pracowniczki UR tak Rektor, jak i Dziekan Wydziału Medycznego przeprowadzili z pozostałymi pracownikami rozmowy dyscyplinujące mające na celu uświadomienie wartości rzetelności naukowej.

UWM mówi "nie"

Podobne tezy dotyczące szczepionek głosiłby najprawdopodobniej dr Jerzy Jaśkowski, który miał wystąpić w listopadzie 2017 roku na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. "Głosiłby", ponieważ po raz kolejny zwycięską rolę w walce o niewynajęcie sali odegrał list otwarty studentów. Napisali bezpośrednio do rektora, argumentując, iż "osoba dr n. med. Jerzego Jaśkowskiego głosi tezy sprzeczne z obecnym stanem badań naukowych". Dodano nawet, że "osoby takie jak p. Socha [Justyna Socha - jedna z najważniejszych postaci ruchu STOP NOP - red.] czy dr Jaśkowski zagrażają bezpieczeństwu zdrowotnemu w naszym kraju".

Jerzy Jaśkowski jest doktorem nauk medycznych, specjalistą chirurgi ogólnej. Od października 2017, czyli na miesiąc przed planowanym wystąpieniem na uniwersytecie w Olsztynie, jest zawieszony w prawie wykonywania zawodu - nie może wykonywać go w żadnej formie. Krytykuje szczepienia, publikuje w sieci na stronach propagujących teorie spiskowe, gdzie komentuje także bieżące sprawy krajowe i międzynarodowe. W 2016 r. do jego działalności odniósł się Gdański Uniwersytet Medyczny, na którym Jaśkowski do 2000 r. pracował. "GUMed zdecydowanie dystansuje się wobec wypowiedzi dr. Jaśkowskiego krytykujących szczepienia, wygłaszanych podczas bezpośrednich wystąpień, jak i za pośrednictwem środków masowego przekazu" można było przeczytać w wydanym oświadczeniu.

Odpowiedź władz UWM na list studentów
Odpowiedź władz UWM na list studentów Foto: biologiaolsztyn.blogspot.com

Po protestach studentów i decyzji rektora UWM w Olsztynie o braku zgody na wynajęcie pomieszczeń uniwersytetu na wykład Jerzego Jaśkowskiego, przeniósł on swoje spotkanie poza mury uniwersytetu. Na nasze pytanie, jakie działania podejmuje UWM w celu przeciwdziałania występowaniu pseudonauki na uczelni w przyszłości, uniwersytet nie przesłał odpowiedzi.

Psychologia kwantowa

Pseudonauka propagowana na uczelniach to jednak nie tylko tezy dotyczące szczepionek. We wrześniu tego roku głośno zrobiło się o wydanej półtora roku temu książce "Resocjalizacja przez sztukę sakralną w kontekście psychologii kwantowej", której autor jest profesorem UW na Wydziale Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji UW. Sama uczelnia także wzięła udział w procesie wydania książki - współfinansowała tę publikację.

Wzrost zainteresowania pracą dra hab. Tomasza Rudowskiego związany jest z jej recenzją, jaka ukazała się w Tygodniku Polskiej Akademii Umiejętności "PAUza Akademicka". W krótkim tekście zatytułowanym "Psychologia kwantowa" dwóch uznanych fizyków kwantowych - prof. Iwo Białynicki-Birula oraz prof. Łukasz Turski - ironizuje, że "w tym dziele (pracy dr hab. Rudowskiego - red.) znajdujemy wiele nowatorskich idei na temat mechaniki kwantowej".

Pracownik Centrum Fizyki Teoretycznej PAN wraz laureatem prestiżowej Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej w dalszej części piszą także, że w książce profesora UW można znaleźć "cytaty, z których dowiedzieliśmy się, czym, jako fizycy kwantowi, się zajmujemy. Otóż zajmujemy się reinkarnacją (oczywiście kwantową)". I podają przykład takiego cytatu z książki: "Fizycy kwantowi udowodnili, że rozwój świadomości odbywa się nie tyle na drodze ewolucji Darwina, co reinkarnacji myślenia w polu kwantowej świadomości".

Dwa dni po ich druzgocącej dla książki recenzji sprawą zajął się inny pracownik Polskiej Akademii Nauk - prezes Jerzy Duszyński. W swoim wpisie na portalu Facebook pytał: "Czy prof. Tomasz Rudowski ma zajęcia i kontakt ze studentami? Czy naucza ich między innymi o psychologii kwantowej?" i apelował do Rektora UW "o wyjaśnienie sprawy i podjęcie zdecydowanych działań".

Rektor odniósł się do tych informacji w krótkim wpisie zamieszczonym w serwisie Twitter. "UW nie może tolerować niby-nauki. Sprawa osób zaangażowanych w "psychologię kwantową" powinna trafić przed Komisję ds. Etyki w Nauce", napisał.

Próbowaliśmy dowiedzieć się, czy ta sprawa rzeczywiście trafiła przed Komisję ds. Etyki w Nauce, jednak nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Postanowiliśmy więc sami odpowiedzieć na pytania zadane przez prezesa PAN, dotyczące obecnej pracy dra hab. Tomasza Rudowskiego.

Książki "Resocjalizacja przez sztukę sakralną w kontekście psychologii kwantowej" nie można już kupić na stronie wydawnictwa. W bibliotekach Uniwersytetu Warszawskiego ciągle jednak są dostępne trzy egzemplarze. Jeden trafił do BUW-u jako egzemplarz obowiązkowy. Dwa pozostałe można wypożyczyć w bibliotece Instytutu Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji, w którym wykłada prof. Rudowski. IPSiR należy do Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych, którego Dziekan wydał oświadczenie w sprawie recenzji opublikowanej w "PAUzie Akademickiej". Można w nim przeczytać między innymi, że "wydawcy i władze akademickie nie mają interdyscyplinarnych kompetencji, by jednoznacznie ocenić naukową wartość takich prac, dlatego zazwyczaj odwołują się w takich przypadkach do kompetencji recenzentów, polegając na ich wiedzy i uczciwości intelektualnej (i, oczywiście, uczciwości intelektualnej samych Autorów)".

Recenzentami pracy o psychologii kwantowej, wskazanymi przez wydawnictwo Griffin, byli prof. dr hab. Jerzy Kwaśniewski i prof. dr hab. Władysław Misiak. Obaj są współpracownikami prof. Rudowskiego z IPSiR. W swoim wpisie na temat książki prezes PAN napisał o nich, że "co najmniej powinni utracić możliwość recenzowania prac doktorskich, habilitacyjnych i wydawniczych".

W oświadczeniu dziekana WSNSiR zaznaczono, że "w najbliższych dniach przeprowadzony zostanie audyt wszystkich publikacji książkowych z ostatnich 5 lat dofinansowanych ze środków wydziałowych. Wnioski z audytu wraz z propozycjami sformalizowania zasad współpracy z wydawnictwami zostaną przedstawione na najbliższej Radzie Wydziału". Poprosiliśmy wydziałowe władze o udostępnienie nam wniosków z audytu.

W odpowiedzi Dziekan WSNSiR dr hab. Wojciech Pawlik poinformował, że w ramach audytu "analizie poddano dokumentację dotyczącą wszystkich publikacji książkowych (27 woluminów) dofinansowanych przez Wydział w ostatnich trzech latach, które ukazały się do września 2018".

Na posiedzeniu Rady Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji z 3 października 2018 roku Prodziekan WSNSiR ds. naukowych dr hab. Aneta Gawkowska przedstawiła wyniki audytu. Ustalono, że w analizowanym okresie "cztery publikacje miały tylko wydziałowych recenzentów, kiedy powinny mieć przynajmniej jednego recenzenta zewnętrznego. Po tej analizie przyjęto - jako podstawowy warunek finansowania publikacji naukowych pracowników z pieniędzy Wydziału - udział przynajmniej jednego recenzenta zewnętrznego". W odniesieniu do tych ustaleń Dziekan poinformował także, że "od czasu przeprowadzenia audytu Wydział dofinansował już kilka kolejnych publikacji i w każdej z nich wszyscy recenzenci (zwyczajowo jest ich dwóch), zatrudnieni byli na innych uczelniach. Politykę taką pragniemy kontynuować również w przyszłości".

Dziekan odniósł się też do samego przypadku książki dr hab. Tomasza Rudowskiego.

Casus tej książki jest dla nas ważnym sygnałem, jak istotne jest przestrzeganie najwyższych standardów wydawniczych, zwłaszcza jeśli dotyczą one prac o charakterze interdyscyplinarnym (a nawet interdziedzinowym, jak było w tym przypadku), a zatem wymagających większej niż zwykle staranności w doborze recenzentów dopuszczających publikację do druku, a tym samym jej ewentualne dofinansowanie ze środków Wydziału.

Wojciech Pawlik

Akademickie i ministerialne poparcie

Zapytaliśmy przedstawicieli NZS-u, z jakim odzewem spotkał się ich list. - Byliśmy pierwszą organizacją, która podjęła ten temat. Szczerze mówiąc, baliśmy się pisać ten list, bo poruszanie tego tematu było ryzykowne, ale po opublikowaniu dostaliśmy odzew, że zrobiliśmy to wręcz zbyt łagodnie - opowiada Patrycja Serafin, przewodnicząca Zarządu Krajowego NZS.

- Inicjatywę z listu poparli rektorzy Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetów Przyrodniczego i Artystycznego w Poznaniu, Uniwersytetu Techniczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy, a tekst listu został wysłany wszystkim instytutom Uniwersytetu Gdańskiego – wylicza. – Jesteśmy po rozmowie z rektorem Politechniki Warszawskiej prof. Janem Szmidtem, przewodniczącym Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich w tej sprawie i będziemy czekać na oficjalne stanowisko - dodaje.

- Poza tym oficjalnego poparcia udzieliło nam Międzynarodowe Stowarzyszenie Studentów Medycyny IFMSA-Poland - dodaje Adam Zamczała. - Oznacza to, że tak naprawdę wspierają nas studenci z wszystkich uczelni i instytutów medycznych w Polsce. To dla nas bardzo ważne, bo pseudonauka jest szczególnie niebezpieczna w tematach związanych ze zdrowiem.

- Z tego powodu także jesteśmy wdzięczni Ministerstwu Zdrowia, które w oficjalnym piśmie poparło nasze stanowisko – zaznacza przewodnicząca Zarządu Krajowego NZS. - Nie spodziewaliśmy się, że nasz apel dotrze na tak wysokie szczeble. To pokazało nam, że sprawa, o którą walczymy, jest istotna nie tylko dla środowiska akademickiego, ale również całego społeczeństwa.

W czasie obchodzonego we Wrocławiu w listopadzie Święta Nauki o zagrożeniu dla uczelni ze strony pseudonauki mówił także prof. Marek Ziętek, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

"Czuję dziś ogromną niemoc naszego środowiska w stosunku do nasilającej się aktywności różnego rodzaju ruchów antynaukowych. W najbliższej mi medycynie nie tak dawno dyskusje toczyliśmy wokół homeopatii, którą trudno nazwać nauką. Eskalacja problemu jest jednak porażająca – dziś ogromną popularnością cieszą się teorie proponujące leczenie raka witaminą C. Znachor urasta do roli guru. Poszukujący pomocy ludzie, omamieni nadzieją na ratunek, coraz bardziej przypominają sektę, gotową walczyć do upadłego w obronie swojego mentora. A ten wieszcząc kryzys medycyny nawołuje do zagrażających życiu terapii. I znajduje posłuch, bo naszego głosu w tej debacie nie słychać. Co więcej zdarza się, że przez niedopatrzenia, wzmacniamy go legitymizując głoszone teorie możliwością prezentowania ich w murach uczelni", mówił prof. Ziętek.

Tłumaczył skąd płynie największe zagrożenie "goszczenia" przedstawicieli pseudonaukowych teorii w murach uczelni: "Co mówimy społeczeństwu? Skoro osoba słynąca z leczenia raka witaminą C zapraszana jest na poważne uczelnie, to musi być w tym ziarno prawdy". Pod koniec listopada UMW przyjął jednoznaczne stanowisko w kwestii obowiązku szczepień, w którym zaznaczono, że na uczelni nie ma miejsca na głoszenie opinii czy poglądów, które nie znajdują uzasadnienia w nauce.

Nie wyrzucajmy, rozmawiajmy

Zapytaliśmy także autorów listu, jakie konkretnie rozwiązania proponują w celu walki ze zjawiskiem opisanym w ich apelu. – Najpierw trzeba uzmysłowić sobie, dlaczego pseudonauka głoszona na uczelniach jest szczególnie groźna – odpowiada Adam Zamczała. - Takie teorie przedstawiane w budynkach uniwersyteckich, nawet odpłatnie i po zakończeniu zajęć dla studentów, zyskują na wiarygodności poprzez samą obecność w miejscu, gdzie wykładana wiedza z założenia pochodzi z rzetelnych źródeł i jest potwierdzona badaniami. Zdajemy sobie jednak sprawę, że uniwersytet jest miejscem, może nawet najlepszym, gdzie powinno się prezentować różne stanowiska, różnorodne poglądy i ścierać je ze sobą, aby każdy mógł wyrobić sobie własne zdanie - dodaje.

- Dlatego też chcielibyśmy podkreślić, że nie należy zabraniać dialogu – tłumaczy Patrycja Serafin. – My chcemy debaty w temacie pseudonauki. Można zaprosić przykładowo antyszczepionkowego aktywistę i doświadczonego lekarza, a następnie skłonić ich do akademickiej dyskusji. W praktyce jest to jednak bardzo trudne do zrobienia, ponieważ zwykle takie osoby nie chcą konfrontować swoich tez.

- Po publikacji listu nawiązaliśmy współpracę z Forum Akademickim [ogólnopolski miesięcznik informacyjno-publicystyczny - red.] i wspólnym celem jest właśnie organizacja wspomnianej debaty – nakreśla plany przewodnicząca Zarządu Krajowego NZS-u. – Wiemy, że to będzie trudne, ale to jest nasz pomysł na kontynuację planu zawartego w liście. Jeśli ostatecznie zaproszenie dwóch stron okaże się niemożliwe, może chociaż zorganizujemy konferencję na temat tego, jak robi się badania naukowe. Wszystko po to, żeby pokazać młodym ludziom podstawy tworzenia wiedzy oczekiwanej od uniwersytetu, który, podkreślę raz jeszcze, jest miejscem prezentowania różnych postaw, ale zawsze jako konfrontacji przeciwnych stanowisk, a nie komercyjnego, opłaconego wykładu promowanego logiem uczelni wyższej.

O komentarz do obecności pseudonauki na polskich uczelniach poprosiliśmy Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, jednakże przesłane odpowiedzi nie odnoszą się do treści przesłanych przez nas pytań.

Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24; Zdjęcie tytułowe (ilustracyjne): Pexels

Pozostałe

Rosyjska propaganda o klimacie: szaleni aktywiści, broń klimatyczna i depopulacja planety

"Ulubienica elit Greta Thunberg", "pociski klimatyczne" czy tajny plan "Imperium Brytyjskiego" na depopulację planety - to przykłady narracji rosyjskich mediów w artykułach negujących bądź wyrażających wątpliwości wobec zjawisk zmian klimatu. Identyfikujący rosyjską propagandę portal EUvsDisinfo zwraca uwagę na rozbieżności między treściami przedstawianymi w mediach a stanowiskiem Kremla, które w ostatnich miesiącach przeszło ewolucję.

Na "liście 500 naukowców" negujących kryzys klimatyczny podpisy m.in. działaczy górniczych z Polski

Kilkanaście portali informuje o liście otwartym do sekretarza generalnego ONZ, którego sygnatariusze uważają, że kryzys klimatyczny "nie istnieje". Według relacji prasowych oraz niektórych internautów, pod dokumentem podpisało się "500 naukowców". W rzeczywistości wśród sygnatariuszy dokumentu znaleźli się nie tylko naukowcy, lecz również aktywiści, dziennikarze czy przedsiębiorcy. Wśród podpisów można odnaleźć między innymi nazwiska trzech Polaków - związanych z górnictwem działaczy NSZZ "Solidarność".

Twierdzą, że NASA potwierdziła, że człowiek nie odpowiada za zmiany klimatu. To nieprawda

Zarówno we wpisach w serwisach społecznościowych, jak i w artykułach niektórych polskich portali, można natrafić na twierdzenie, że "NASA przyznaje, że zmiany klimatu zachodzą z powodu zmian na orbicie słonecznej Ziemi", a nie w wyniku działalności człowieka. Źródłem takich doniesień jest jednak strona prezentująca różne pseudonaukowe teorie, a przedstawione przez nią dowody wcale nie potwierdzają deklarowanych tez.

Nie, Polska nie jest liderem w ograniczeniu emisji dwutlenku węgla

W wywiadzie dla PAP wicepremier Jarosław Gowin zasugerował, że w ostatnich 30 latach w Polsce ograniczono emisję dwutlenku węgla "w stopniu zdecydowanie największym ze wszystkich krajów unijnych". Dane udostępnione przez Komisję Europejską wskazują jednak, że 16 krajów współcześnie należących do Unii Europejskiej ograniczyło emisje gazu w większym stopniu. Gowin zasugerował również istnienie "kontrowersji" w środowisku naukowców, dotyczących roli człowieka w globalnym ociepleniu. Wątpliwości ma jednak zaledwie 3 proc. uczonych.

Pseudonauka przejmuje media społecznościowe. Potrzebne większe zaangażowanie naukowców

Szukając w sieci hasła "zmiana klimatu", szybko trafisz na materiały, które im zaprzeczają. Nowe badanie sugeruje, że w kształtowaniu internetowych dyskusji wokół kryzysu klimatycznego, negujący go i zwolennicy teorii spiskowych mogą mieć przewagę nad tymi, którzy wierzą nauce. Santosh Vijaykumar z Northumbria University w Wielkiej Brytanii proponuje, jak można przeciwdziałać naukowej dezinformacji w mediach społecznościowych.

Czy hodowla bydła negatywnie wpływa na zmiany klimatu? Minister kontra dane

W mediach społecznościowych rozgorzała dyskusja, w której przywołano niedawną wypowiedź ministra rolnictwa. Podczas spotkania z przedstawicielami branży mleczarskiej Jan Krzysztof Ardanowski zapewniał, że nigdy nie zgodzi się z twierdzeniem, że hodowla bydła ma negatywny wpływ na klimat. Badacze, choć nie są zgodni w szacunkach dotyczących wielkości udziału sektora hodowlanego w całości emisji gazów cieplarnianych powstałych w wyniku działalności człowieka, nie mają wątpliwości co do jego negatywnego znaczenia dla środowiska.

"Wszyscy dobrze wiemy, że Stanley Kubrick to sfilmował". Ekspert o spiskowych teoriach wokół Apollo 11

Minęło już pół wieku od momentu lądowania Apollo 11 na Księżycu, ale wielu ludzi nadal nie wierzy, że to się naprawdę wydarzyło. Teorie spiskowe na temat tego wydarzenia sięgają lat 70., ale dziś są bardziej popularne niż kiedykolwiek wcześniej. Jedna z nich głosi, że reżyser Stanley Kubrick pomógł NASA sfałszować historyczne nagrania z sześciu udanych lądowań na Księżycu. Dlaczego nie byłoby to możliwe? Wyjaśnia Howard Berry z brytyjskiego Uniwersytetu Hertfordshire.