Prawnicy Biura Analiz Sejmowych uznali w swojej opinii, że jeden z projektowanych przepisów o odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów narusza zasadę pierwszeństwa prawa Unii Europejskiej nad prawem krajowym. Podobną opinię jak sejmowi analitycy, co do zasady pierwszeństwa prawa unijnego nad krajowym, sformułował w analizie projektu posłów PiS Rzecznik Praw Obywatelskich oraz I Prezes Sądu Najwyższego. Wiceminister sprawiedliwości i wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego podkreślają z kolei, że to prawo unijne podlega kontroli polskiej konstytucji.

Pierwszeństwo prawa Unii oznacza pierwszeństwo zasady niezależności sądów i niezawisłości sędziów w krajowym porządku prawnym, a tego właśnie pierwszeństwa wymaga Konstytucja RP – stwierdza, cytowany już przez Konkret24, konstytucjonalista z UW dr Ryszard Piotrowski.

Pierwszeństwo prawa wspólnotowego "jest absolutne"

Omówienia źródeł prawa unijnego wskazują, że zasada pierwszeństwa prawa wspólnotowego nad krajowym nie została spisana w postanowieniach traktatów założycielskich Wspólnot Europejskich. Jak przypominają prawnicy Biura Analiz Sejmowych, "stosunkowo szybko została wyprowadzona z nich przez Trybunał Sprawiedliwości". TSUE ustanowił zasadę pierwszeństwa w sprawie Costa przeciwko Enel z 15 lipca 1964 r.

Jak czytamy na portalu prawa europejskiego, "w wyroku tym Trybunał orzekł, że prawa wydane przez instytucje europejskie włączają się do systemu prawnego państw członkowskich, które zobowiązane są do ich przestrzegania. Prawo wspólnotowe jest więc nadrzędne w stosunku do prawa krajowego. W ten sposób jeśli norma krajowa jest sprzeczna z przepisem wspólnotowym, władze państw członkowskich muszą stosować przepis wspólnotowy. Prawo krajowe nie jest zniesione czy uchylone, jedynie jego moc wiążąca jest zawieszona".

W opisie tej zasady podkreślono, że "pierwszeństwo prawa wspólnotowego nad prawem krajowym jest absolutne. Dlatego zasada ta stosuje się do wszystkich wiążących aktów wspólnotowych". Ta zasada gwarantuje jednolitą ochronę prawną obywateli na całym terytorium UE.

W analizie Biura Analiz Sejmowych możemy przeczytać z kolei, że "zasada pierwszeństwa jest jednoznacznie uważana za podstawową cechę i właściwość prawa unijnego jako całości (każdego jego przepisu). Bez niej działanie tego prawa nie mogłoby być efektywne, nie byłoby w stanie wywrzeć integracyjnego skutku. Negacja zasady pierwszeństwa oznaczałaby dowolność w stosowaniu prawa Unii Europejskiej, arbitralne zróżnicowanie jego stosowania w różnych państwach członkowskich".

O sprzeczności z zasadą pierwszeństwa prawa Unii Europejskiej nad prawem krajowym pisze w swojej opinii do marszałek Sejmu I Prezes SN prof. Małgorzata Gersdorf. "Projektodawca nie dostrzega przy tym, że jak zauważył Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 11 grudnia 2005 r. (…) założeniem struktury systemu źródeł prawa, ukształtowanego suwerennie przez polskiego ustrojodawcę w rozdz. III Konstytucji, jest więc pierwszeństwo stosowania unormowań wskazanej tam kategorii umów międzynarodowych przed ustawami, o ile postanowienia tychże ustaw nie mogą być (ze względu na swą treść) współstosowane z postanowieniami umów międzynarodowych".

"Konstytucja RP zachowuje nadrzędność"

"Nie jest prawdą, że zasada pierwszeństwa prawa UE ma charakter bezwzględny" – pisze z kolei Mariusz Muszyński, wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego i profesor prawa UKSW. Z jego analizy, opublikowanej w dzienniku "Rzeczpospolita" po wyroku TSUE, a przed skierowaniem do Sejmu projektu nowej ustawy o sądach, wynika, że granicą tego pierwszeństwa jest nadrzędność przepisów konstytucji.

Prof. Muszyński przywołuje art. 91 ustawy zasadniczej, który w ustępie 3 stanowi: "jeżeli wynika to z ratyfikowanej przez Rzeczpospolitą Polską umowy konstytuującej organizację międzynarodową, prawo przez nią stanowione jest stosowane bezpośrednio, mając pierwszeństwo w przypadku kolizji z ustawami".

Zdaniem autora, zasada pierwszeństwa działa pod warunkiem, "że reguła pierwszeństwa jest umocowana w umowie statuującej taką organizację, którą Polska musi związać się w drodze ratyfikacji", a zasada pierwszeństwa prawa UE nie jest umocowana wprost w traktatach unijnych. "Pochodzi ona tylko z orzecznictwa TSUE. Nie spełnia to jednak formalnego wymogu z art. 91 ust. 3 konstytucji" – stwierdza prof. Muszyński.

Prof. Muszyński, na podstawie kilku wcześniejszych orzeczeń TK stwierdza, że "Konstytucja RP zachowuje nadrzędność i pierwszeństwo wobec wszystkich aktów prawnych obowiązujących w polskim porządku konstytucyjnym, w tym także wobec aktów prawa unijnego".

Jeśli więc obowiązuje zasada nadrzędności konstytucji, to "w polskim systemie prawnym nie mogą istnieć akty normatywne (niezależnie od tego, kto je stanowi), które są z tą konstytucją sprzeczne. Dotyczy to również aktów, które nie są tworzone przez polskie organy władzy publicznej wyposażone w kompetencje prawodawcze. Mogą one być skuteczne w Polsce tylko dzięki stosownemu otwarciu polskiego systemu prawnego przez przepisy konstytucji i tylko w jej granicach" – konkluduje prof. Muszyński.

O wyższości zapisów konstytucji nad prawem unijnym mówił także wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta po wydaniu przez Izbę Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN 5 grudnia postanowienia w pierwszej z trzech spraw, których dotyczyło orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 listopada br. Izba uchyliła uchwałę KRS w sprawie z odwołania sędziego Naczelnego Sądu Administracyjnego i oddaliła wniosek prezesa Izby Dyscyplinarnej SN o przekazanie sprawy do tej Izby. Izba Pracy SN uznała przy tym, że KRS nie daje wystarczających gwarancji niezależności od organów władzy ustawodawczej i wykonawczej. Z postanowienia wynika też, że Izba Dyscyplinarna SN nie jest sądem w rozumieniu prawa UE i prawa krajowego.

- Co do treści samego orzeczenia jest ono bardzo niepokojące z prostego powodu, ponieważ skład orzekający uznał wyższość porządku prawa unijnego nad polską Konstytucją, co jest wyrokiem bezprecedensowym, z tego powodu, że od lat Trybunał Konstytucyjny zajmujący się problematyką unijną jasno podkreślał, że to polska konstytucja jest w Polsce najwyższym prawem i prawo unijne podlega kontroli polskiej Konstytucji- komentował wówczas Kaleta, dodając że polski TK w takim poglądzie nie jest osamotniony. - Jest to pogląd w zasadzie wszystkich sądów konstytucyjnych państw Unii Europejskiej - mówił Kaleta.

Na drodze do polexitu

Wszystkie trzy opinie, jakie przesłano do projektu ustawy o sądach, a więc – BAS, RPO i SN, mówią o groźbie naruszenia podstawowej zasady prawa unijnego – czyli zasady jego pierwszeństwa nad prawem krajowym. I wszystkie trzy opinie na tej samej podstawie wskazują na negatywne konsekwencje przyjęcia proponowanych rozwiązań.

Prawnicy BAS piszą, że projektowane rozwiązania będą skutkowały "naruszeniem zasady niezależności i bezstronności sądów/niezawisłości sędziów jako podstawowego składnika zasady zapewnienia efektywnej ochrony sądowej uprawnień wynikających z prawa Unii Europejskiej".

RPO zauważa, że ten projekt "prowadzi Polskę w kierunku marginalizacji w Unii Europejskiej, wycofania z europejskiej współpracy sądowej, a także rodzi ryzyko nałożenia przez TSUE na Polskę środków tymczasowych i dotkliwych kar finansowych".

Najdalej w swojej opinii idzie I Prezes Sądu Najwyższego. "Sprzeczność pomiędzy prawem polskim a unijnym, jaką Projektodawca zamierza wywołać z dużym prawdopodobieństwem prowadzić będzie do wszczęcia przez instytucje Unii Europejskiej procedury o stwierdzenie uchybienia zobowiązaniom wynikającym z traktatów, a w dłuższej perspektywie - do konieczności opuszczenia Unii Europejskiej" – napisała prof. Gersdorf.

W podobnym tonie wypowiedzieli się prawnicy – konstytucjonaliści, członkowie Polskiego Towarzystwa Prawa Konstytucyjnego: "działania te stawiają nasz kraj poza europejskim kręgiem kultury prawnej i w realny sposób wykluczają ze wspólnoty prawa, jaką jest Unia Europejska".

Autor:  Piotr Jaźwiński
Źródło:  Konkret24, rp.pl, PAP

Pozostałe

Ile wybory kosztowały PSL, Lewicę i Konfederację? Sprawdziliśmy w PKW

Obok sprawozdań finansowych Komitetu Wyborczego Prawo i Sprawiedliwość oraz KKW Koalicja Obywatelska sprawdziliśmy dokumentację przedstawioną PKW przez trzy pozostałe komitety wyborcze, których kandydaci weszli do parlamentu: KW Polskie Stronnictwo Ludowe, KW Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz KW Konfederacja Wolność i Niepodległość.

"Karta stałego wyborcy PiS" to fake news

Rozpowszechniany w sieci fragment artykułu o "karcie stałego wyborcy Prawa i Sprawiedliwości" to fałszywa informacja. Autor grafiki wprowadził w błąd wielu użytkowników sieci. Zasugerował, że posiadacze karty będą mogli korzystać ze zniżek w komunikacji miejskiej, sklepach czy kinach.

Wśród kandydatów na prezydenta "młodziej nie było"? Sprawdzamy

Prezes Klubu Jagiellońskiego zasugerował w swoim twitterowym wpisie, że tegoroczni kandydaci na prezydenta są najmłodsi w historii. To prawda. Zarówno średnia, jak i mediana wieku do tej pory zgłoszonych kandydatów jest najniższa od 1990 roku. Trzykrotnie w wyborach startował jednak kandydat młodszy od najmłodszego w tym roku Krzysztofa Bosaka.

Internauta zmanipulował słowa Kidawy-Błońskiej. "Im wolno, mi też!"

W sobotę na Twitterze pojawiło się popularne wideo, na którym posłanka PO Małgorzata Kidawa-Błońska krytykuje europosła Bartosza Arłukowicza. W rzeczywistości jednak posłanka komplementowała stojącego obok kolegę. Do manipulacji przyznał się później internauta, który nagranie umieścił w sieci. "Im wolno, mi też!" - skwitował. Zdaniem Samuela Woolleya, eksperta ds. dezinformacji, proste manipulacje wideo będą w 2020 roku "prawdopodobnie bardziej szkodliwe" niż nagrania deep fake.

Dziewięć dni w sieci za ponad milion. Na co Koalicja Obywatelska wydała pieniądze w kampanii?

Ponad 30 milionów złotych wydał na kampanię przed wyborami parlamentarnymi Koalicyjny Komitet Wyborczy Koalicja Obywatelska. Ponad połowę tej kwoty pochłonęło korzystanie z mediów i eksponowanie plakatów. KO mocno postawiła na internet. Wśród wydatków jest także organizacja konwencji wyborczych za ponad półtora miliona zł i dwie sesje fotograficzne, które łącznie pochłonęły prawie 75 tysięcy zł.

30 mln zł na kampanię wyborczą PiS. Ponad 400 tys. zł na "cysterny wstydu"

Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość na kampanię parlamentarną w 2019 roku wydał 30 mln zł, z czego 1,2 mln zł kosztowała konwencja w Lublinie, a 438,7 tys. zł konwój określony "cysternami wstydu PO-PSL". Konkret24 sprawdził rachunki bankowe, umowy i faktury komitetów wyborczych. Dzisiaj KW Prawo i Sprawiedliwość. W piątek KKW Koalicja Obywatelska.