Profesor Dariusz Stola, dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, nie będzie miał przedłużonej umowy. Decyzja o obsadzie tego stanowiska zostanie podjęta po rozpisaniu konkursu, a wybór nowego dyrektora muszą zaakceptować trzy podmioty. Jak mówią eksperci, przeprowadzanie konkursu jest prawną możliwością, nie jest jednak obowiązkiem.

W marcu 2019 roku wygaśnie kadencja profesora Dariusza Stoli na stanowisku dyrektora Muzeum POLIN. Zgodnie z przepisami, na podstawie których działa muzeum, kadencja mogłaby zostać przedłużona za zgodą trzech podmiotów, które mają wpływ na działanie placówki. Są to minister kultury, miasto stołeczne Warszawa i stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny.

Wiadomo już, że tak się nie stanie, a o obsadzie stanowiska dyrektora w kolejnej kadencji zdecyduje wynik konkursu. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego poinformowało, że "decyzja o wyborze dyrektora Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w drodze konkursu została uzgodniona z pozostałymi założycielami tej instytucji – prezydentem m. st. Warszawy Rafałem Trzaskowskim oraz przewodniczącym Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny w Polsce Piotrem Wiślickim", dodając, że miało to miejsce "podczas spotkania, które odbyło się 23 stycznia 2019 r.".

"Można było przedłużyć kadencję"

- Można było przedłużyć kadencję i myśmy zawsze się za tym opowiadali, natomiast ponieważ pan premier Gliński poprosił o to, żeby był konkurs, też byliśmy skłonni się na to zgodzić – wyjaśniał prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski w rozmowie z TVN24. Dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego profesor Paweł Śpiewak zapewniał, że "Stola się bardzo sprawdził jako dyrektor".

- To naprawdę była osoba i kompetentna, i świetnie zarządzająca, a poza tym jest naprawdę poważnym uczonym, czyli jest bardzo poważną osobą - ocenił. Jego zdaniem, obecny dyrektor "zrobił wszystko, żeby POLIN odgrywało olbrzymią rolę w Polsce", a także za granicą. Dodał, że muzeum "to jest taka wizytówka dla Polski".

Nie doszło do złamania prawa

Eksperci, z którymi rozmawiał Konkret24, potwierdzili legalność działań podjętych w sprawie decyzji o organizacji konkursu. Adwokat Zbigniew Roman wskazuje, że w sprawie dyrektora POLIN nie doszło do złamania prawa, a minister korzysta ze swoich prerogatyw. - Druga kadencja jest formą wotum zaufania wszystkich decydentów - komentuje.

- Co do zasady, w instytucjach kultury powołuje się na czas określony – dodaje mec. Grzegorz Orłowski, specjalista w dziedzinie prawa pracy. – Jest również czymś normalnym, że tę samą osobę powołuje się na stanowisko na kolejną kadencję bez konieczności przeprowadzania konkursu - podkreśla. Orłowski zwraca uwagę, że przeprowadzanie konkursu jest prawną możliwością, nie jest obowiązkiem.

Decyzja w porozumieniu

Zasady dotyczące powoływania i odwoływania dyrektora muzeum POLIN reguluje jego statut. W rozdziale trzecim dokumentu, dotyczącym organu zarządzającego muzeum, zawarty jest przepis, który wskazuje, że dyrektora placówki powołuje "organizator prowadzący rejestr, do którego jest wpisane Muzeum". W tym miejscu chodzi o ministra kultury i dziedzictwa narodowego, który prowadzi rejestr instytucji kultury.

Statut muzeum POLIN zakłada także, że aktu powołania i odwołania dyrektora należy dokonać w porozumieniu "z drugim Organizatorem i po uzyskaniu zgody Stowarzyszenia". W tym miejscu chodzi o Miasto Stołeczne Warszawa i o stowarzyszenie ŻIH – które obok ministra występują jako współtwórcy muzeum i decydują o jego działalności. Oznacza to, że decyzje o obsadzie stanowiska dyrektora nie mogą zostać podjęte bez zgody tych podmiotów.

- Wszystkie te trzy podmioty mają równe prawa, mimo że z przepisów wynikałaby pewna przewaga organu prowadzącego rejestr, czyli ministra - mówi Zbigniew Roman. - Choć dyrektor powoływany jest nominalnie przez organ prowadzący rejestr, to powołanie musi być stricte skorelowane z decyzją i stanowiskiem dwóch pozostałych decydentów. Brak zgody któregokolwiek z podmiotów eliminuje daną kandydaturę z grona osób, które mogą zostać powołane na funkcję dyrektora. Ideą, która legła u podstaw tego przepisu, było podejmowanie decyzji w sposób ugodowy. Decyzje muszą zaakceptować wszystkie trzy strony - tłumaczy.

Pełniący obowiązki dyrektora - jednostronna decyzja ministra kultury

- Jest tu (w statucie - red.) również pewnego rodzaju wentyl bezpieczeństwa – zwraca uwagę mec. Grzegorz Orłowski. - Chodzi o zapis dotyczący powołania osoby pełniącej obowiązki dyrektora – wyjaśnia. Z przepisu w statucie wynika, że minister kultury może jednostronnie powierzyć pełnienie obowiązków dyrektora wybranej przez siebie osobie na 12 miesięcy.

- Jeśli chodzi o powołanie osoby na stanowisko pełniącego obowiązki dyrektora, w przepisie nie ma mowy o uzyskaniu zgody pozostałych organów założycielskich. Należy z tego wnioskować, że w tym przypadku podmioty, które kształtowały statut, zgodziły się na to, aby zawęzić prerogatywy dwóch pozostałych podmiotów w tym konkretnym wypadku oraz delegować uprawnienia do mianowania na okres 12 miesięcy osoby pełniącej obowiązki dyrektora na osobę, która prowadzi rejestr, w tym wypadku na ministra kultury - mówi w rozmowie z Konkret24 mec. Roman i dodaje, że ten przepis ma zastosowanie w sytuacji, kiedy nie udaje się wybrać dyrektora.

- Funkcjonowanie tego typu instytucji kultury oparte jest na konsensusie – podsumowuje mecenas Orłowski. - Tam, gdzie następuje rozjazd interesów niekoniecznie związanych z tą instytucją, zaczyna to szwankować – komentuje.

- Teraz kluczowe będzie uzgodnienie między tymi trzema stronami zasad powołania komisji konkursowej - mówi mec. Roman. - Najważniejszą rzeczą jest to, aby metoda wypracowania decyzji w ramach konkursu była oparta na równowadze decyzyjnej tych trzech podmiotów. Jeśli powstanie komisja konkursowa, to musi ona składać się z tej samej liczby ludzi, odpowiadającej tym trzem podmiotom - dodaje.

Autor:  Krzysztof Jabłonowski
Źródło:  Konkret24, tvn24.pl; zdjęcie tytułowe: tvn24

Pozostałe

Informacje o śmierci Muńka Staszczyka i Krzysztofa Zanussiego to fake news

We wtorek w sieci ukazały się informacje o śmierci dwóch polskich artystów - piosenkarza Muńka Staszczyka i reżysera Krzysztofa Zanussiego. Obie są nieprawdziwe. Pierwsza pochodzi z portalu podszywającego się pod portal informacyjny Miasta Stołecznego Warszawy, a druga z fałszywego konta Olgi Tokarczuk na Twitterze.

Sprawa Mariana Banasia, czyli pytania nadal bez odpowiedzi

Na czym polegała znajomość szefa Najwyższej Izby Kontroli z osobami z krakowskiego światka przestępczego? Czy służby wiedziały o tych relacjach i i badały je? Kiedy po raz ostatni weryfikowały Mariana Banasia, który od 2001 nieprzerwanie posiada dostęp do najważniejszych państwowych tajemnic? Co znajduje się w utajnionych oświadczeniach majątkowych prezesa NIK? Wciąż mało wiemy na temat działań osoby sprawującej jedną z najważniejszych funkcji publicznych w Polsce. W historii tej nadal jest pełno luk i pytań.

Sprawa Mariana Banasia - co i kiedy robiły służby

Jak poinformowało w środę Centralne Biuro Antykorupcyjne, szef NIK Marian Banaś ma siedem dni na zgłoszenie uwag do zastrzeżeń CBA, które nie zostały wyjaśnione w trakcie trwania kontroli jego oświadczeń majątkowych. Ta zaczęła się oficjalnie w kwietniu tego roku. Wcześniej - od listopada 2018 r. - trwała analiza przedkontrolna dokumentów, o której także było publicznie wiadomo. Mimo trwającej kontroli, w tym roku Marian Banaś został powołany na najważniejsze funkcje w państwie. Podsumowujemy, co wiadomo o działaniach służb w tej sprawie.

Najwyższa frekwencja od 1989 roku, ale ciągle daleko do europejskich liderów

Frekwencja wyborcza na poziomie 61,74 proc. jest najwyższym wynikiem od pierwszych częściowo wolnych wyborów w 1989 roku. Jak ten wynik wypada jednak na europejskim tle? Nadal powoduje, że jesteśmy daleko za liderami. Nawet gminy, w których frekwencja była najwyższa, nie dogoniły europejskiej czołówki. Rysujemy frekwencyjną mapę Europy i Polski.

Wywiad ze Sławomirem Neumannem. Co wyemitowała TVN24, a co pokazały "Wiadomości" TVP1

Główny program informacyjny TVP1 wykorzystał fragmenty wywiadu ze Sławomirem Neumannem, przeprowadzonego przez dziennikarzy TVN24 i "Faktów" TVN. Wycięto jednak tylko krótki fragment kilkunastominutowej rozmowy, a oglądający mógł odnieść wrażenie, że przerwano ją w dogodnym dla polityka momencie. To wprowadzanie widzów w błąd. Na antenie TVN24 rozmowa przebiegała zupełnie inaczej.

CBA wystąpiło o ostatnie oświadczenie majątkowe Mariana Banasia dopiero po reportażu "Superwizjera"

Centralne Biuro Antykorupcyjne zwróciło się do pierwszej prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf o uwierzytelnioną kopię oświadczenia majątkowego szefa NIK. Stało się to dopiero po tym, jak "Superwizjer" TVN opisał sprawę wpisywania do oświadczeń kamienicy należącej do Mariana Banasia. Dokument był wówczas w siedzibie Sądu Najwyższego już od niemal trzech tygodni. Pierwsza prezes SN odmówiła Konkret24 ujawnienia oświadczenia szefa NIK.