Pszczoły "zagrożeniem dla środowiska"? Co zakłada resortowy projekt

pszczoły
Pszczoły, Warszawa
Źródło: adwer/Kontakt24
Doniesienia o tym, jakoby rząd stwierdził, że pszczoły "stanowią zagrożenie dla środowiska" i "zostały uznane za szkodniki", poruszyły wielu internautów. Temat nagłaśniają między innymi prawicowi politycy. Ile jest prawdy w tych twierdzeniach?

"Ministerstwo Klimatu uznało pszczoły za zagrożenie dla środowiska. Ludzie Tuska chcą systemowego niszczenia pszczelarstwa" - napisał 19 kwietnia na Facebooku poseł PiS Michał Woś (pisownia wszystkich postów oryginalna). Podobny wpis tego samego dnia zamieściła europosłanka PiS Małgorzata Gosiewska. Zaś dzień wcześniej Rafał Mekler z Konfederacji napisał na platformie X: "Kolejny wróg środowiska - tym razem pszczoły". A Krzysztof Ciecióra, poseł PiS i były wiceminister rolnictwa, stwierdził: "szaleńcy z Ministerstwa Klimatu uznali pszczoły za zagrożenie". Jego wpis wyświetlono niemal 200 tys. razy.

FAŁSZ
Politycy prawicy alarmują o rzekomych działaniach ministerstwa klimatu
Politycy prawicy alarmują o rzekomych działaniach ministerstwa klimatu
Źródło: x.com, Facebook

Przekaz o tym, jakoby polski rząd chce zniszczyć pszczelarstwo, niesie się w ostatnich dniach szeroko w sieci. Tezę o tym, że resort Hennig-Kloskiej uznał pszczoły za niebezpieczeństwo, rozpowszechniają również anonimowi internauci. "Gdyby ktoś nie wiedział. Pszczoły jedne z najbardziej pożytecznych stworzeń na świecie w uśmiechniętej 3 RP @donaldtusk i KO13XII zostały uznane za szkodniki i będą zwalczane. Nawet komuniści w samym środku PRL-u I ZSRR na to nie wpadli" - napisał np. jeden z nich na platformie X 19 kwietnia, a post wygenerował ponad 13 tys. wyświetleń. Jeszcze większą popularnością cieszy się post z X, którego autor stwierdził: "Szaleńcy z Ministerstwa Klimatu uznali pszczoły za zagrożenie. To absurd wymierzony w pszczelarzy, rolnictwo i bezpieczeństwo żywnościowe". Podobnymi doniesieniami internauci dzielili się także na Facebooku.

FAŁSZ
Internauci powielali twierdzenie o uznaniu przez rząd pszczół za "zagrożenie dla środowiska"
Internauci powielali twierdzenie o uznaniu przez rząd pszczół za "zagrożenie dla środowiska"

Niektórzy rozpowszechniający tę informację sugerują nawet, że resort chce doprowadzić do wyginięcia pszczół. "Czy szaleńcy z MKiS będą stosować powszechnie chemię przeciw pszczołom, a może tylko zatrują ule?"; "Ta władza tępi wszystko, co pożyteczne i działa"; "A jeszcze niedawno mówili że pszczół brakuje i muszą być pod ochroną" - piszą.

Temat podchwyciły prawicowe serwisy, pisząc w nagłówkach: "Pszczoły na celowniku minister klimatu" czy "Urzędnicy Hennig-Kloski mają kolejnego wroga. Na celowniku tym razem... pszczoły".

Brzmi absurdalnie? Owszem, bo sprawę zmanipulowano, a sam problem uproszczono. I żadne decyzje nie zapadły.

Prace w ramach Krajowego Planu Odbudowy Zasobów Przyrodniczych

W dyskusji o pszczołach chodzi tak naprawdę o Krajowy Plan Odbudowy Zasobów Przyrodniczych (KPO ZP). To dokument, który ma być realizacją unijnych wymagań zawartych w przyjętym w czerwcu 2024 roku rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie odbudowy zasobów przyrodniczych. Celem rozporządzenia jest rewitalizacja ekosystemów na obszarach lądowych i morskich Unii Europejskiej do 2050 roku.

Zgodnie z wymogami rozporządzenia państwa członkowskie muszą przygotować krajowe plany odbudowy zasobów przyrodniczych i przekazać je Komisji Europejskiej do 1 września 2026 roku. Polska rozpoczęła pracę nad swoim planem w listopadzie 2024 roku. Koordynuje je Ministerstwo Klimatu i Środowiska.

Chodzi o ochronę dzikich zapylaczy, a nie likwidację pszczół

Skąd wziął się temat pszczół? Jest on związany z dokumentem przygotowanych w ramach KPO ZP dotyczącym ochrony zapylaczy. To dlatego, że ochrona owadów zapylających jest jednym z punktów unijnego rozporządzenia. Artykuł 10 rozporządzenia nakłada na państwa członkowskie obowiązek "zwiększenia różnorodności gatunków owadów zapylających" oraz odwrócenia trendu spadkowego ich populacji poprzez "wdrożenie adekwatnych i skutecznych działań".

Chodzi o takie owady jak np. trzmiele czy inne dziko żyjące pszczoły.

W związku z art. 10 unijnego rozporządzenia powołana przez resorty grupa robocza ds. populacji owadów zapylających przygotowała projekt KPO ZP w tym zakresie. W zespole znaleźli się przedstawiciele ministerstwa klimatu, a także: resortu rolnictwa, Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, parków narodowych, jednostek samorządu terytorialnego, uczelni wyższych, instytutów naukowych, organizacji pozarządowych, a także edukatorów przyrodniczych.

Przygotowany przez nich dokument został opublikowany w marcu 2026 roku. Zawiera propozycje siedmiu środków mających na celu odbudowę różnorodności populacji owadów zapylających. Jeden z tych środków to "ograniczenie negatywnego wpływu hodowli pszczoły miodnej na populacje dzikich zapylaczy". Zespół doprecyzował, jak miałaby wyglądać tego realizacja. Wskazano m.in. na:

  • wprowadzenie obowiązku rejestracji pasiek;
  • wprowadzenie regulacji dotyczących maksymalnego dopuszczalnego zagęszczenia uli w miastach;
  • zmniejszenie liczby pasiek na dachach budynków powyżej dwóch kondygnacji, likwidację pasiek na dachach instytucji publicznych;
  • ograniczenie gospodarki pasiecznej na obszarach objętych ochroną rezerwatową i w parkach narodowych;
  • stopniowe ukierunkowanie polskiego pszczelarstwa na hodowlę lokalnie przystosowanych odmian pszczół miodnych, powiększenie obecnych obszarów ochrony rodzimych podgatunków i zaostrzenie kontroli utrzymywanych tam podgatunków pszczół;
  • kontrolę liczebności populacji hodowlanej pszczoły miodnej na obszarach występowania dziko żyjących rodzin pszczoły miodnej.

Właśnie ten dokument niektórzy internauci i politycy załączają do postów. Pismo stało się podstawą zarzutów wobec ministerstwa, że "uznali pszczoły za zagrożenie dla środowiska".

Jednak jest to teza będąca dużym uproszczeniem i wynikiem manipulacji. Po pierwsze, chodzi o konkretny gatunek - hodowlaną pszczołę miodną, a nie o całą grupę owadów. Po drugie, nigdzie nie opisano tego gatunku jako "zagrożenia dla środowiska". Po trzecie, w projekcie nie ma mowy o tym, że celem jest eliminacja pszczół ze środowiska, tylko chodzi o utrzymanie równowagi liczebnej pszczoły miodnej i dzikich zapylaczy.

Pszczoły miodne a dzikie zapylacze. Problem przepszczelania

Dlaczego regulacje związane z hodowlą pszczoły miodnej miałyby pomóc dzikim zapylaczom? Na to pytanie odpowiada w rozmowie z Konkret24 doktor nauk weterynaryjnych Anna Gajda, kierowniczka Pracowni Chorób Owadów Użytkowych Instytutu Medycyny Weterynaryjnej SGGW w Warszawie. Zna problem, bo między innymi ją zaproszono do grupy roboczej ds. populacji owadów w ramach KPO ZP.

- Pszczoły miodne są zwierzęciem hodowlanym, a dzikie zapylacze nie. W związku z tym te drugie nie mają swojego pszczelarza, który się nimi opiekuje. Poza tym nie mają swoich lekarzy weterynarii, a zapadają na choroby jak każde inne zwierzęta - wyjaśnia ekspertka. - Ale nie tu leży problem. Aby przyroda, w tym także ekosystemy rolne funkcjonowały prawidłowo, potrzebna jest różnorodność biologiczna, a znacząca przewaga jednego gatunku wpływa na występowanie innych - mówi. I podkreśla:

Absolutnie nie chodzi tu o "wyprowadzenie pszczoły miodnej z miast, lasów czy wsi", tylko o działania zapobiegające niekontrolowanemu powiększaniu populacji pszczół hodowlanych, tak zwanemu przepszczelaniu danego terenu. To poniekąd już się dzieje, gdyż od tego roku każdy, kto posiada rodziny pszczele, musi je zgłosić do Powiatowego Lekarza Weterynarii. Nie chodzi o zabranianie hodowli pszczół miodnych, a jedynie próbę utrzymania równowagi i status quo.
dr Anna Gajda, SGGW

Dlaczego to kluczowe? - Dlatego, że pszczoły dzikie i hodowlane mają współdzieloną pulę patogenów i w miejscach wysokiego napszczelenia dochodzi do znacznie szybszego ich rozprzestrzeniania - odpowiada ekspertka. - Ponadto na określonym terenie mamy skończoną liczbę roślin nektaro- i pyłkodajnych, a w przypadku monopolizacji przez zbyt dużą liczbę uli dla dzikich zapylaczy może zabraknąć pokarmu. Wielu doświadczonych pszczelarzy też widzi problem w niekontrolowanym stawianiu pasiek w pobliżu już istniejących. I taki problem chcemy rozwiązać - wyjaśnia. 

Dalej tłumaczy: - Dzikie pszczoły często przenoszą się do miast, gdyż na terenach rolniczych, gdzie jest dużo rodzin pszczelich, często nie wystarcza dla nich pożywienia. Nie oznacza to, że pszczelarstwo miejskie należy zlikwidować – absolutnie nie! Należy jednak podchodzić do niego z głową i dbałością też o inne pszczoły. To samo dotyczy utrzymywania pszczół w lasach - podkreśla dr Gajda.

Naukowczyni z SGGW przyznaje: - Już kilku zaniepokojonych pszczelarzy do mnie w ostatnich dniach dzwoniło i denerwowało się, że chcemy wyplenić pszczołę miodną. Zaznaczmy od razu: zupełnie nie o to chodzi. W planie, nad którym pracujemy i który będzie jeszcze szeroko konsultowany, także ze środowiskiem pszczelarskim, nie chcemy likwidacji pasiek czy ich wypędzania skądkolwiek. Chcemy zachować status quo przy jednoczesnym przyszłościowym zadbaniu również o inne zapylacze. To jest niestety realny problem - populacje dzikich pszczół i trzmieli drastycznie się zmniejszają, one rzeczywiście wymierają, trzeba więc im trochę pomóc - wyjaśnia ekspertka. Podkreśla:

Absolutnie nie twierdzimy, że pszczoła miodna jest zła. Po pierwsze to jest sojusznik środowiska, a po drugie sojusznik rolnictwa ogółem. Nie da się mieć takich plonów, jakich potrzebujemy i wyżywić tylu ludzi, ile wyżywiamy bez jej udziału. Natomiast pamiętajmy o dysproporcji. Potrzebujemy wszystkich około 400 gatunków pszczół, aby zarówno rolnictwo, jak i dzika przyroda mogły prawidłowo funkcjonować.
dr Anna Gajda, SGGW

Zmniejszająca się populacja zapylaczy nie jest zresztą nowym tematem. Komisja Europejska zwróciła na to uwagę już w 2018 roku w przygotowanej "Inicjatywie UE dotyczącej owadów zapylających". Wskazano wówczas, że wiele gatunków dzikich zapylaczy "jest na skraju wyginięcia". Natomiast Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody w październiku 2025 roku alarmowała, że ok. 10 proc. dzikich pszczół w Europie zagrożonych jest wyginięciem.

To dopiero projekt, trwa faza prekonsultacji

Doniesienia o tym, jakoby rząd "uznał pszczoły za szkodniki" wywołały oczywiście reakcję branży pszczelarskiej. W mediach społecznościowych przedstawiciele pasiek i członkowie internetowych grup pszczelarskich alarmują, że takie działania "uderzają w sektor pszczelarstwa", że pszczelarzy czeka "trudny okres".

Inni zastanawiają się, czy doniesienia prawicowych polityków są prawdziwe; dopytują o szczegóły. Widząc takie komentarze, jakie przytaczamy wyżej, obawy pszczelarzy - o których wspominała także dr Gajda - mogą być w jakiś sposób uzasadnione. Jednak cała ta nagłaśniana narracja, jakoby resort klimatu i środowiska "uznał pszczoły za zagrożenie dla środowiska", jest manipulacją. Zbyt dużym uproszczeniem i pomijaniem sedna problemu.

Przede wszystkim nie zapadły jeszcze żadne decyzje. Komentowany dokument to nadal wstępny projekt - w treści zaznaczono, że to jest pierwsza wersja i że udostępniono ją w ramach prekonsultacji.

Nic nie jest więc przesądzone, a Polska ma czas do września 2026 roku, by przedstawić Komisji Europejskiej swoje KPO ZP. Później KE będzie miała sześć miesięcy na przeanalizowanie dokumentu i przedstawienie do niego ewentualnych uwag. Po otrzymaniu uwag Polska będzie miała kolejne sześć miesięcy, by się do nich odnieść.

Czytaj także: