Wypowiedź szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego wywołała falę krytyki ze strony ekspertów od obronności i uzbrojenia. Sławomir Cenckiewicz jest zaniepokojony, że ze środków SAFE "nie możemy kupować sprzętu amerykańskiego czy koreańskiego". Lecz założenia unijnego programu są powszechnie znane. Również ich cel, który jest inny, niż chciałby szef BBN.
Komisja Europejska 26 stycznia 2026 roku zaakceptowała plan Polski dotyczący wydatkowania funduszy na obronność z programu SAFE (Security Action for Europe - Instrumentu na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy). Polska wnioskowała o dofinansowanie 139 projektów na kwotę 43,7 mld euro, czyli blisko 200 mld zł.
Celem programu SAFE jest wsparcie państw Unii Europejskiej we wzmacnianiu ich potencjału obronnego. Powstał w 2025 roku w związku z rosnącym zagrożeniem ze strony Rosji oraz niepewnością co do dalszego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w Europie. SAFE przewiduje 150 mld euro wsparcia w postaci niskooprocentowanych pożyczek na zakupy sprzętu wojskowego, w dużej mierze produkowanego jednak w Europie.
Program SAFE był 26 stycznia tematem rozmowy w "Gościu Wydarzeń" Polsat News z szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomirem Cenckiewiczem. Gdy prowadzący zapytał szefa BBN, czy niemal 44 mld euro dla Polski w ramach SAFE to sukces, ten odpowiedział: "To jest jakieś postawienie na europejskie zdolności, ten cały program SAFE. Natomiast niepokoją mnie (...) wypowiedzi przedstawicieli rządu, pani minister, która jest odpowiedzialna za SAFE, która mówi, że z SAFE-u nie możemy jakby kupować sprzętu amerykańskiego czy koreańskiego" - dodał.
Po czym argumentował swoją ocenę.... polityką USA: "To nas na przykład w świetle strategii nowo ogłoszonej Narodowej Strategii Obrony - nie mylić ze strategią bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych - stawia w dość trudnej sytuacji. Dlatego że tam jeden z rozdziałów mówi właśnie o tym, że Amerykanie, że celem polityki amerykańskiej, amerykańskiego Departamentu Wojny jest to, żeby sojusznicy kupowali sprzęt wojskowy u nich".
"Dlaczego BBN nie przemianowano na Departament Interesów USA w Polsce?"
Gdy na koncie BBN w serwisie X opublikowano omówienie tego wywiadu, zacytowano tam m.in. fragment: "O programie SAFE: Ten program to oczywiście jakieś postawienie na europejskie zdolności. Natomiast niepokoją mnie wypowiedzi przedstawicieli rządu, którzy mówią, że z SAFE nie możemy kupować sprzętu amerykańskiego czy koreańskiego. To, w świetle Narodowej Strategii Obrony USA, stawia nas w dość trudnej sytuacji, bo celem polityki amerykańskiego Departamentu Wojny jest, aby sojusznicy kupowali sprzęt amerykański".
To wywołało komentarze ekspertów od obronności czy wojska oraz polityków.
"Co może niepokoić szefa BBN? Polskie bezpieczeństwo? Działania Rosji? Nie, szefa BBN niepokoi że z europejskiej pożyczki SAFE nie możemy kupować sprzętu z USA a to jest niezgodne z amerykańska Narodowa Strategia Obrony i polityką Departamentu Wojny USA" - ironizował Dawid Kamizela, ekspert z serwisu Strefaobrony.pl (pisownia wszystkich postów oryginalna). "Co tam że za pieniądze z SAFE mamy m.in. kupować polskie Borsuki czy Pioruny, wzmacniać własny przemysł zbrojeniowy i zapewniać pracę naszym specjalistom. To nie ważne. Amerykanie nie dostaną naszych pieniędzy - to jest problem BBNu" - kontynuował. I zakpił: "Dlaczego BBN nie przemianowano na Departament Interesów USA w Polsce? Byłoby prościej".
"Szef BBN swoją wypowiedzią o #SAFE udowadnia, że: nie wie o czym mówi, nie zna zasad ani krajów obecnych w SAFE, ubolewa nad tym, że pieniądze te zostaną wydane w polskim przemyśle, wykazuje służalczą wręcz postawę wobec USA. Podsumowując: to się w głowie nie mieści" - punktował z kolei Konrad Gołota, podsekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych odpowiedzialny m.in. za nadzór nad państwowym przemysłem zbrojeniowym.
Do sprawy odniósł się też m.in. Tomasz Dmitruk, redaktor serwisu DziennikZbrojny.pl: "Jak długo zajmuję się tematami związanymi z wojskiem czegoś podobnego nigdy nie widziałem, jeszcze na stanowisku szefa BBN. Kompromitacja".
Na co zwracają uwagę komentujący, jeśli chodzi o ocenę wyrażoną przez szefa BBN? Na to, że wśród ekspertów od obrony wiedza o zasadach programu SAFE jest powszechna. Że fakt, iż "niepokoją go wypowiedzi pani minister", wskazuje, jakoby Cenckiewicz nie znał zasad i celów tego unijnego instrumentu. Oraz że jego ocena jest po prostu sprzeczna z tymi założeniami.
Od kogo możemy kupić sprzęt za pieniądze SAFE
Cenckiewicz w swojej ocenie najprawdopodobniej nawiązywał do słów pełnomocniczki rządu do spraw SAFE Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej, które padły w programie "Onet Rano" 5 grudnia 2025 roku: "SAFE mówi też bardzo precyzyjnie - rozporządzenie SAFE - co możemy kupować. Jest, po pierwsze, lista wymieniona produktów, które mogą być zakupione za te pieniądze, ale też jest wskazanie, że to musi być sprzęt europejski" - tłumaczyła. Dodała, że 65 proc. komponentu danego produktu musi powstać na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Co więcej, firma produkująca tę część komponentów musi działać w UE. "Jej władze, właściciele, to wszystko musi mieć zabarwienie europejskie" - wyjaśniała Sobkowiak-Czarnecka. "Bardziej mówię o tym, [ponieważ] było dużo pytań, dlaczego na przykład nie ma tam sprzętu amerykańskiego i koreańskiego. Nie ma, bo nie spełnia kryteriów SAFE-u" - podkreśliła.
I o tych warunkach zakupu sprzętu z programu SAFE wiadomo było od dawna. Jasno wynikają z rozporządzenia Rady Unii Europejskiej z 27 maja 2025 roku ustanawiającego instrument SAFE. Już w preambule jest zapis dotyczący warunków stawianych wykonawcom i podwykonawcom zamówień z instrumentu SAFE. : "(...) muszą zatem mieć siedzibę i posiadać zarządcze struktury wykonawcze w Unii, w państwach członkowskich Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu należących do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (zwanych dalej 'państwami EOG–EFTA') lub w Ukrainie". Do realizacji zamówień muszą wykorzystywać "infrastrukturę, obiekty, aktywa lub zasoby znajdujące się na terytorium państwa członkowskiego, państwa EOG–EFTA lub Ukrainy".
Jednocześnie, oprócz państw EOG–EFTA i Ukrainy, instrument SAFE umożliwia udział w zamówieniach państwom przystępującym, krajom kandydującym i potencjalnym kandydatom na członków UE, a także państwom trzecim, z którymi Unia zawarła partnerstwo w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony. Do państw, które zawarły z UE takie partnerstwo, należą: Albania, Kanada, Japonia, Mołdawia, Macedonia Północna, Norwegia, Korea Południowa i Wielka Brytania. W tym gronie jest też wspomniana przez Cenckiewicza Korea Południowa - ale nie ma Stanów Zjednoczonych.
Współpraca z podmiotami spoza UE, państw EOG-EFTA i Ukrainy w ramach SAFE będzie ograniczona. Mogą być oni jedynie podwykonawcami od 15 do 35 proc. wartości zamówienia realizowanego w ramach SAFE, przy czym muszą spełnić jeden z dwóch warunków: - wcześniejsza współpraca z europejskim wykonawcą zamówienia przy zamówieniu obronnym (przed 28 maja 2025 roku); - wykonawca zobowiązuje się, że w ciągu dwóch lat sprawdzi, czy da się zastąpić tego podwykonawcę firmą z UE, EOG-EFTA lub Ukrainy, która spełni wymagania techniczne i czasowe i nie będzie objęta ograniczeniami (art 16. ust. 4).
Artykuł 16 ust. 10 stanowi: "Koszt komponentów pochodzących spoza Unii, państw EOG–EFTA oraz Ukrainy nie może przekraczać 35 proc. szacowanych kosztów komponentów produktu końcowego". Oznacza to, że minimum 65 proc. kosztów komponentów musi zostać poniesione w krajach UE, Ukrainie, Islandii, Liechtensteinie lub Norwegii - czyli tak jak mówiła pełnomocniczka polskiego rządu do spraw SAFE.
Z unijnego rozporządzenia wynika więc, że Korea Południowa może być podwykonawcą zamówień w ramach SAFE - ale tylko do 35 proc. wartości komponentów. Nie możemy jednak kupić od niej sprzętu wykonanego w całości w tym kraju. W przypadku Stanów Zjednoczonych współpraca w ramach SAFE nie jest możliwa, chyba że i ten kraj podobnie jak Korea Południowa zawrze z UE partnerstwo w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony.
SAFE wspiera zakup priorytetowego sprzętu obronnego, który podzielono na dwie kategorie. Do pierwszej należą: amunicja i pociski; systemy artyleryjskie, w tym systemy precyzyjnego uderzenia dalekiego zasięgu; systemy wsparcia walki lądowej, w tym wyposażenie żołnierzy i broń piechoty; małe drony (klasa 1 NATO) i powiązane systemy przeciwdziałania dronom; ochrona infrastruktury krytycznej; cyberprzestrzeń; mobilność wojskowa, w tym przeciwdziałanie mobilności.
W drugiej kategorii zaliczają się: systemy obrony powietrznej i przeciwrakietowej; zdolności morskie powierzchniowe i podwodne; drony inne niż małe drony (klasa 2 i 3 NATO) oraz powiązane systemy przeciwdronowe; strategiczne środki wspomagające, takie jak między innymi strategiczny transport powietrzny, tankowanie w powietrzu, systemy C4ISTAR, a także zasoby i usługi kosmiczne; ochrona zasobów kosmicznych, sztuczna inteligencja i wojna elektroniczna.
Projekty z drugiej kategorii "muszą spełniać bardziej rygorystyczne warunki kwalifikowalności, w tym posiadanie przez wykonawców zdolności do modyfikowania sprzętu w razie potrzeby bez ograniczeń poza UE" - czytamy na stronie Komisji Europejskiej.
Tusk: 80 procent pieniędzy z SAFE wydamy w Polsce
Kiedy możemy się spodziewać wypłaty pierwszych transz pożyczki z SAFE? Jak informował brukselski korespondent TVN24 Maciej Sokołowski: "Po decyzji KE unijni ministrowie mają kolejne cztery tygodnie na jej potwierdzenie. To oznacza, że w marcu Polska powinna podpisać umowę pożyczkową, a po jej podpisaniu napłyną pierwsze zaliczki w wysokości 15 procent kwoty, o którą wnioskujemy, czyli ponad 6 miliardów euro".
Z zapowiedzi premiera Donalda Tuska wynika, że aż 80 proc. kwoty przyznanej Polsce z SAFE "trafi do polskich firm, do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, do prywatnych, państwowych podmiotów". Przed posiedzeniem Rady Ministrów 27 stycznia premier poinformował też, że "prawie 30 projektów z ponad setki to Tarcza Wschód i granica wschodnia, więc środki te będą bezpośrednio pracowały na nasze bezpieczeństwo".
Szef BBN, reagując na krytykę jego wypowiedzi w Polsat News, tłumaczył potem w serwisie X - powtarzając jednak swoją tezę - iż rzeczywiście "ubolewa, że SAFE nie daje możliwości kontynuowania zakupów w USA i Korei" oraz że "ograniczenia SAFE dotyczące współpracy z amerykańskim przemysłem są szkodliwe dla Polski i mogą wpłynąć na dalszy rozbrat polityczny UE i USA oraz wpłynąć na nasze relacje z jedynym realnym wojskowym sojusznikiem Polski".
Źródło: Konkret24
Źródło zdjęcia głównego: Radek Pietruszka/PAP