W sieci krąży dramatyczna historia mężczyzny, którego miała zostawić żona i który przejechał swojego syna. Jest ona przekazywana dalej od co najmniej dwóch lat, a facebookowy profil, który ostatnio opublikował ten wpis jest fałszywy. Jego zdjęcie profilowe nie jest autentyczne. Tak jak fotografie jego rzekomej żony i dzieci. Konkret24 pokazuje, jak szybko i łatwo sprawdzić autentyczność odnalezionych w internecie zdjęć.

Wpis ostatnio pojawił się na Facebooku na jednym z prywatnych, podpisanych imieniem i nazwiskiem profili. Zacytowała go na Twitterze pod koniec grudnia użytkowniczka Twittera z komentarzem "Za mocne". Jej wpis wygenerował 2,5 tysiąca polubień i ponad 600 podanych dalej.

Fałszywe alerty dla mieszkańców Podlasia

"Witam, jestem rozwiedziony z żoną od marca 2016, ona znalazła sobie nowego fagasa a ja z synem zostaliśmy sami w wielkim domu. Żeby nie było tak pusto postanowiłem zrobić mu niespodziankę i kupić małego szczeniaczka rasy Husky. Jeszcze przed wręczeniem owego prezentu niespodzianki, pech chciał że przejechałem go pod garażem. Teraz muszę pieskiem opiekować się sam, jakieś rady co dowychowania ,tresury owej rasy?" - głosi cytowany przez nią post, umieszczony wcześniej - jak widać - na jednej z internetowych grup. Autor miał też doprecyzować, że przejechał nie psa, a dziecko.

Już w pierwszym komentarzu pod wpisem internautki, pojawia się pytanie: "Fejk czy nie fejk. Oto jest pytanie". "Raczej fejk" - odpowiada.

Wpis pojawia się co jakiś czas w sieci
Wpis pojawia się co jakiś czas w sieci

Wraca jak bumerang

Łatwo można sprawdzić, czy wpis o danej treści nie pojawiał się wcześniej w sieci. Wystarczy wpisać jego fragment w wyszukiwarkę, w wyszukiwarkę Facebooka czy Twittera.

Takie działanie w przypadku historii mężczyzny, który miał przejechać swojego syna, daje rezultat w postaci wyświetlenia wpisów o identycznej treści, które pojawiały się na różnych facebookowych grupach od co najmniej dwóch lat (tzw. internetowa pasta).

Widać również, że pojawiał się na Wykopie.

Nie Krzysztof, a Marian

Łatwo można też sprawdzić autentyczność profilu na Facebooku, który ostatnio opublikował tę historię.

Jest on podpisany imieniem - Krzysztof i nazwiskiem P. Na zdjęciu profilowym przedstawiony jest mężczyzna w średnim wieku. Z pomocą odwróconego wyszukiwania obrazem Google, można szybko ustalić, że jest to zrzut ekranu z materiału TVN24, który wyemitowano kilka lat temu.

Fotografia w rzeczywistości przedstawia mężczyznę o zupełnie innym imieniu i nazwisku. Przed kamerą TVN24 opowiadał o tragicznej śmierci swojego dziecka.

Wprawdzie w materiale TVN24 nie pojawia się imię i nazwisko ojca dziewczyny, ale jego imię oraz pierwsza litera nazwiska pada w tekście fakt24.pl, który również opisuje ten rodzinny dramat (celowo ich nie podajemy oraz nie przypominamy szczegółów wydarzenia, ponieważ nie chcemy naruszać spokoju dotkniętej tragedią rodziny).

Prowadzący konto użytkownika o imieniu Krzysztof umieścił także jako zdjęcie w tle zdjęcie mężczyzny przy białym aucie. "Fajna fura", "Będzie branie" - takie komentarze pojawiły się pod fotografią.

Okazuje się jednak, że zdjęcie pochodzi z opublikowanego w październiku 2013 roku artykułu na portalu interia.pl. Jego bohater, pan Wacław (a więc nie Krzysztof), mieszkaniec jednej z podkrakowskich miejscowości, obchodzi "swój skromny jubileusz", ponieważ "użytkowany przez niego Volkswagen Passat, w rodzinnej wsi właściciela nazywany 'tupolewem', skończył właśnie 25 lat".

Nie Barbara, a Maria

Na profilu użytkownika, który podpisuje się imieniem Krzysztof, można też odnaleźć informację o jego rzekomym ślubie z użytkowniczką mającą prowadzić profil podpisany takim samym jak on nazwiskiem i imieniem Elżbieta.

Jednak w rzeczywistości na zdjęciu, wykorzystanym przez ten profil, znajduje się polska adwokat Maria Wentlandt-Walkiewicz, a fotografia pochodzi z opublikowanego w lutym 2017 roku artykułu portalu expressilustrowany.pl.

- Nie mam pojęcia, kim jest osoba, która użyła mojego zdjęcia. Jej rzekome dane nic mi nie mówią. Muszę się temu przyjrzeć. Na pewno tego tak nie zostawię - zapewnia w rozmowie z Konkret24 Wentlandt-Walkiewicz.

Fejkowe zdjęcia dzieci

Pod wpisami użytkownika podpisującego się jako Krzysztof pojawiają się wpisy autorstwa rzekomo jego dzieci - Bartka i Oliwii: "Ale fura ojciec", "Dobre ojciec".

Jednak oba zdjęcia dzieci użyte jako ich profilowe nie są autentyczne. Zdjęcie chłopca jest powszechnie dostępne, ponieważ można je skopiować z darmowych banków zdjęć. Dziewczyna na zdjęciu to 16-latka, której ciało znaleziono w czerwcu 2017 roku w Nowej Hucie. Jej fotografia została opublikowana przez internetowe portale.

Autor:  Jan Kunert
Źródło:  Konkret24; zdjęcie: Shutterstock/Twitter

Pozostałe

Historia Janusza Szymika vs pamięć Stanisława Dziwisza. Szymik: kardynał idzie w zaparte, mataczy

"Nie wiedziałem, że chodził do biskupa"; "rozmowy sobie nie przypominam"; "listu nie widziałem nigdy" – odpowiadał kardynał Stanisław Dziwisz w "Faktach po Faktach", pytany o sprawę Janusza Szymika wykorzystywanego seksualnie przez księdza. Zdaniem Szymika kardynał jego sprawą się interesował, lecz w wywiadzie nie chciał się do tego przyznać. Także ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski nie zgadza się z zaprzeczeniami kardynała.

Nowe restrykcje w pandemii a stan klęski żywiołowej: porównujemy ograniczenia

Rząd wprowadził kolejne ograniczenia, które są przewidziane w ustawie o stanie klęski żywiołowej - ale samego stanu nadzwyczajnego wciąż nie wprowadził. Prawnicy analizują dla Konkret24, które restrykcje spełniają warunki stanu klęski żywiołowej, a które już nawet poza nie wykraczają, naruszając konstytucję.

Owsiak krytykowany za wizytę w Centrum Zdrowia Dziecka. Szpital: zgodna z zasadami

Wiele krytycznych komentarzy skierowano do Jerzego Owsiaka po tym, jak na początku października odwiedził Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie Fundacja WOŚP kupowała sprzęt medyczny. Szpital zapewnił jednak, że wizyta odbyła się zgodnie z procedurami obowiązującymi w placówce i że nie obowiązywał zakaz odwiedzin. Prezes WOŚP wyjaśnił także, że nie odwiedzał chorych, a spacer po szpitalu odbył się na zaproszenie jego dyrektora.