"Prawica chce zmusić Polki do donoszenia ciąży nawet gdy płód jest trwale i nieodwracalnie uszkodzony" – w taki sposób posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk odniosła się na Twitterze do decyzji marszałek Sejmu o nadaniu numeru druku sejmowego obywatelskiemu projektowi ustawy zakazującej aborcji. Powrót tego projektu do Sejmu wynika jednak, na co posłance zwrócili uwagę inni użytkownicy Twittera, wprost z przepisów prawa.

Zgodnie z obowiązującym prawem, tylko obywatelskie projekty ustaw nie podlegają zasadzie dyskontynuacji, i jeśli nie zostały do końca rozpatrzone w zakończonej kadencji Sejmu, to automatycznie "przechodzą" do następnej kadencji.

"Powrót okrutnego projektu fanatyków"

Sejmowa debiutantka, posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk napisała na Twitterze: "@pisorgpl szykuje powrót okrutnego projektu fanatyków #StopAborcji.Prawica chce zmusić Polki do donoszenia ciąży nawet gdy płód jest trwale i nieodwracalnie uszkodzony. Czego chce @__Lewica? By kobiety były w końcu traktowane jak ludzie - z sumieniem, rozumem, wolnością wyboru" (pisownia oryginalna).

Swój wpis opatrzyła zdjęciem strony sejm.gov.pl, na którym widnieje numer druku sejmowego obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży.

Jej wpis kilkanaście minut później skomentowała Maria Lempart, jedna z liderek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, który powstał jako wyraz sprzeciwu wobec projektów całkowicie zakazujących aborcji.

"Nadanie numeru druku projektowi, który jako obywatelski nie podlega dyskontynuacji, czyli czynność absolutnie techniczna, za którą nie idzie absolutnie nic, to powód do wpadania w medialną histerię? Aha" – napisała działaczka Strajku Kobiet.

Podobnie wskazał Patryk Wachowiec, analityk prawny Forum Obywatelskiego Rozwoju: "PiS nie 'szykuje powrotu okrutnego projektu fanatyków' tylko marszałek realizuje przepisy ustawy o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli i nadaje druk sejmowy na potrzeby pierwszego czytania (art. 4 ust. 3 w zw. z art. 13). Posłanka kręci aferę bez powodu".

Mimo tych zaprzeczeń, opinia posłanki Lewicy była podawana dalej, z reguły przez działaczy partii Razem. Narzędzie Crowdtangle wskazuje, że wpis miał zasięg ok. 7,5 tys. osób.

"Pogłoski się potwierdziły - wiemy już,  że @elzbietawitek  wyjęła z sejmowej zamrażarki projekt StopAborcji" - napisał działacz partii Razem z Krakowa.

Ponowne drukowanie projektu

Projekt ustawy antyaborcyjnej wpłynął do Sejmu 30 listopada 2017 r. Po czterech tygodniach, 10 stycznia 2018 r. odbyła się sejmowa debata nad tym projektem.

Projekt złożony przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Zatrzymaj Aborcję", reprezentowany przez Kaję Godek, całkowicie zakazuje aborcji i zakłada, że za spowodowanie śmierci dziecka poczętego grozi kara pozbawienia wolności od trzech miesięcy do lat pięciu: jeżeli sprawca działa nieumyślnie, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech. Jeżeli śmierć dziecka spowodowała jego matka, sąd może zastosować wobec niej nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia. Matka - w myśl projektu - ma nie podlegać karze, jeśli działała nieumyślnie.

Tego samego dnia Sejm rozpatrywał inny obywatelski projekt – projekt ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie, który trafił do laski marszałkowskiej miesiąc wcześniej niż projekt antyaborcyjny – 23 października 2017 r. Zakładał on m.in. zapewnienie dzieciom i młodzieży dostępu do wiedzy o świadomym rodzicielstwie, zdrowiu i seksualności człowieka; zapewnienie dostępności nowoczesnych metod i środków zapobiegania ciąży; stworzenie możliwości legalnego i bezpiecznego przerywania ciąż; zapewnienie kobiecie w ciąży pełnej opieki zdrowotnej.

Odrzucenie i przyjęcie

Projekt ustawy o prawach kobiet, firmowany wówczas przez Barbarę Nowacką, został odrzucony przewagą ośmiu głosów: za odrzuceniem głosowało 166 posłów PiS, 11 z Kukiz’15, 12 z PSL.

Z kolei projekt ustawy antyaborcyjnej, którego inicjatorką była Kaja Godek, został głosami PiS, Kukiz’15 i PSL skierowany do dalszych prac w komisjach sejmowych. I tam utknął do końca VIII kadencji.

Proces legislacyjny tego projektu nie został więc zakończony i zgodnie z prawem został przeniesiony na kolejną kadencję.

Obowiązek "przedłużenia" obywatelskiego projektu ustawy zapisano w ustawie z 24 czerwca 1999 r. o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli. Prawo do wniesienia takich projektów ma grupa obywateli, popartych 100 tys. podpisów.

W art. 4. ust. 3 napisano, że:

Projekt ustawy, w stosunku do którego postępowanie ustawodawcze nie zostało zakończone w trakcie kadencji Sejmu, w której został wniesiony, jest rozpatrywany przez Sejm następnej kadencji bez potrzeby ponownego wniesienia projektu ustawy. W takim wypadku Marszałek Sejmu zarządza ponowne drukowanie projektu ustawy oraz jego doręczenie posłom.

ustawa o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli

Marszałek Elżbieta Witek nadała więc projektowi ustawy antyaborcyjnej nr 36.

Dziedziczenie projektów

To niejedyny obywatelski projekt ustawy, jaki Sejm IX kadencji odziedziczył po poprzednim. Według "wykazu obywatelskich inicjatyw ustawodawczych znajdujących się w Sejmie (stan na 12-11-2019)" takich projektów było 16.

Na dzień 25 listopada, 10 z nich miało już nowe numery druków sejmowych, a więc mogą być już formalnie rozpatrywane. Jest wśród nich projekt zmian w Kodeksie karnym, który - jak twierdzi opozycja - zmierza do karania za edukację seksualną w szkołach; projekt ustawy o emeryturze bez podatku;  jest też projekt dotyczący zmian zasad finansowania wynagrodzeń nauczycielskich.

Wszystkie te projekty, zgodnie z ustawą o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli, od razu trafią pod obrady sesji plenarnej Sejmu, z pominięciem odpowiedniej komisji sejmowej. Tak stanowi art. 10 ust. 3 tej ustawy: jeśli projekt spełnia wszystkie wymogi ustawowe, "Marszałek Sejmu kieruje projekt ustawy do pierwszego czytania w Sejmie i zawiadamia o tym pełnomocnika komitetu" (chodzi o komitet inicjatywy ustawodawczej, który zajmuje się wszystkimi formalnościami, związanymi ze zgłaszaniem projektu ustawy).

Projekty obywatelskie są jedyną kategorią projektów ustaw, które nie podlegają tzw. zasadzie dyskontyuacji, czyli niekontynuowania prac legislacyjnych w nowej kadencji parlamentu. Prawnicy-konstytucjonaliści, np. dr Agnieszka Bień-Kacała z UMK, zaliczają ją  do "zasad nienazwanych" Konstytucji - czyli zasad "wyinterpretowanych" z przepisów ustawy zasadniczej. Wynika ona z kadencyjności parlamentu - upływ kadencji oznacza utratę przez posłów i senatorów legitymacji i sprawowania władzy.

W konsekwencji, jak zauważa prof. Marek Zubik, "następuje zamknięcie postępowania legislacyjnego" w stosunku do wszystkich projektów nieuchwalonych ustaw, także tych nieprzedstawionych prezydentowi do podpisu, jak i prezydenckich wniosków o ponowne uchwalenie ustawy (weto), których Sejm już nie zdążył rozpatrzeć.

Autor:  Piotr Jaźwiński
Źródło:  Konkret24

Pozostałe

Ile wybory kosztowały PSL, Lewicę i Konfederację? Sprawdziliśmy w PKW

Obok sprawozdań finansowych Komitetu Wyborczego Prawo i Sprawiedliwość oraz KKW Koalicja Obywatelska sprawdziliśmy dokumentację przedstawioną PKW przez trzy pozostałe komitety wyborcze, których kandydaci weszli do parlamentu: KW Polskie Stronnictwo Ludowe, KW Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz KW Konfederacja Wolność i Niepodległość.

"Karta stałego wyborcy PiS" to fake news

Rozpowszechniany w sieci fragment artykułu o "karcie stałego wyborcy Prawa i Sprawiedliwości" to fałszywa informacja. Autor grafiki wprowadził w błąd wielu użytkowników sieci. Zasugerował, że posiadacze karty będą mogli korzystać ze zniżek w komunikacji miejskiej, sklepach czy kinach.

Wśród kandydatów na prezydenta "młodziej nie było"? Sprawdzamy

Prezes Klubu Jagiellońskiego zasugerował w swoim twitterowym wpisie, że tegoroczni kandydaci na prezydenta są najmłodsi w historii. To prawda. Zarówno średnia, jak i mediana wieku do tej pory zgłoszonych kandydatów jest najniższa od 1990 roku. Trzykrotnie w wyborach startował jednak kandydat młodszy od najmłodszego w tym roku Krzysztofa Bosaka.

Internauta zmanipulował słowa Kidawy-Błońskiej. "Im wolno, mi też!"

W sobotę na Twitterze pojawiło się popularne wideo, na którym posłanka PO Małgorzata Kidawa-Błońska krytykuje europosła Bartosza Arłukowicza. W rzeczywistości jednak posłanka komplementowała stojącego obok kolegę. Do manipulacji przyznał się później internauta, który nagranie umieścił w sieci. "Im wolno, mi też!" - skwitował. Zdaniem Samuela Woolleya, eksperta ds. dezinformacji, proste manipulacje wideo będą w 2020 roku "prawdopodobnie bardziej szkodliwe" niż nagrania deep fake.

Dziewięć dni w sieci za ponad milion. Na co Koalicja Obywatelska wydała pieniądze w kampanii?

Ponad 30 milionów złotych wydał na kampanię przed wyborami parlamentarnymi Koalicyjny Komitet Wyborczy Koalicja Obywatelska. Ponad połowę tej kwoty pochłonęło korzystanie z mediów i eksponowanie plakatów. KO mocno postawiła na internet. Wśród wydatków jest także organizacja konwencji wyborczych za ponad półtora miliona zł i dwie sesje fotograficzne, które łącznie pochłonęły prawie 75 tysięcy zł.

30 mln zł na kampanię wyborczą PiS. Ponad 400 tys. zł na "cysterny wstydu"

Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość na kampanię parlamentarną w 2019 roku wydał 30 mln zł, z czego 1,2 mln zł kosztowała konwencja w Lublinie, a 438,7 tys. zł konwój określony "cysternami wstydu PO-PSL". Konkret24 sprawdził rachunki bankowe, umowy i faktury komitetów wyborczych. Dzisiaj KW Prawo i Sprawiedliwość. W piątek KKW Koalicja Obywatelska.