Nigdy nie ograniczałem czasu, nigdy nie wyłączałem mikrofonów - powiedział po przegranym głosowaniu na stanowisko marszałka Senatu Stanisław Karczewski. Jednak co najmniej dwie takie sytuacje miały miejsce. Było to w czasie najgorętszych debat senackich w poprzedniej kadencji izby, gdy trwały prace nad pakietami ustaw sądowych.

We wtorek wieczorem Tomasz Grodzki został marszałkiem Senatu. Za jego kandydaturą głosowało 43 senatorów Koalicji Obywatelskiej, trzech Polskiego Stronnictwa Ludowego, dwóch Lewicy oraz trzech niezależnych.

Na jego kontrkandydata, dotychczas pełniącego tę funkcję Stanisława Karczewskiego (Prawo i Sprawiedliwość) zagłosowało 48 senatorów PiS. Senator niezależna Lidia Staroń wstrzymała się od głosu.

ZOBACZ WYNIKI GŁOSOWANIA IMIENNEGO >>>

Karczewski: nigdy nie wyłączałem mikrofonów

Były już marszałek Karczewski był po głosowaniu gościem "Faktów po Faktach" w TVN24. Ocenił, że w niektórych elementach pierwszej po wyborze wypowiedzi Grodzkiego było można odczuć ton przemówienia Andrzeja Dudy z pierwszego posiedzenia w Sejmie. - Choć te elementy konfrontacyjne, agresywne też były odczuwalne - zaznaczył.

- Myślę, że jak przyjdzie czas na ochłodzenie, na wyciszenie emocji, to będzie można w sposób merytoryczny pracować. To jest nasza rola, rola polityków. Jesteśmy wybrani przez Polaków nie po to, żeby się kłócić i stwarzać problemy polityczne, tylko po to, aby je rozwiązywać - tłumaczył. Karczewski dopytywany o elementy agresji, wyraził przekonanie, że Grodzki w sposób "niezwykle krytyczny mówił o poprzedniej kadencji".

- Sam osobiście czuję się nieco urażony, bo niezwykle dbałem o to, żeby wszyscy senatorowie Platformy Obywatelskiej mogli się wypowiadać, debatować, dyskutować - powiedział.

- Nigdy nie ograniczałem czasu, nigdy nie wyłączałem mikrofonów. Szkoda, że tego nie pamiętają. Tu była pełna swoboda prowadzenia debaty politycznej. Przykro mi, że tego nie dostrzeżono - podkreślił.

Sprawdziliśmy wypowiedź byłego marszałka. W co najmniej dwóch przypadkach wyłączył mikrofon, gdy przemawiali posłowie opozycji, i to podczas najgorętszych senackich debat poprzedniej kadencji, gdy trwały prace nad pakietami ustaw sądowych.

Nigdy nie wyłączałem mikrofonów.

Stanisław Karczewski

14 grudnia 2017

Tego dnia, izba wyższa pracuje między innymi nad nowelizacją ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz o Sądzie Najwyższym. Obie budzą ogromne emocje. W całej Polsce trwają protesty opozycji oraz jej sympatyków w obronie sądów.

Ta pierwsza nowela wprowadza wybór przez Sejm 15 członków KRS - sędziów na wspólną, czteroletnią kadencję. Dotychczas wybierały ich środowiska sędziowskie.

Ta druga wprowadza możliwość składania skarg nadzwyczajnych na prawomocne wyroki polskich sądów, w tym z ostatnich 20 lat. W SN mają powstać dwie nowe izby - Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Dyscyplinarna. Ta druga będzie prowadziła postępowania dyscyplinarne wobec sędziów i przedstawicieli innych zawodów prawniczych. Ustawa przewiduje też przechodzenie sędziów Sądu Najwyższego w stan spoczynku po ukończeniu 65. roku życia, z możliwością przedłużania tego przez prezydenta RP (poprzednio ten wiek wynosił 70 lat).

"To jest warcholstwo"

Podczas trzeciego dnia obrad Senatu - co każdy może sprawdzić w dostępnym stenogramie - senator Prawa i Sprawiedliwości Marek Martynowski zgłosił wniosek formalny o zmianę sposobu prowadzenia obrad i zamiast dalszego zadawania pytań ekspertom, przejście do dyskusji. Senator obecnej, ale i ówczesnej kadencji Bogdan Klich (PO) jest temu przeciwny. Opowiada się za dokończeniem wysłuchania sędziego Sądu Najwyższego Stanisława Zabłockiego i innych gości, w tym Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. - W przeciwnym razie oznaczałoby to kneblowanie ust zarówno opozycji, jak i senatorom partii rządzącej - ocenia.

- Czy pan apeluje do mnie, czy pan zgłasza wniosek przeciwny? Jeśli to apel, to ten apel odrzucam – odpowiada Klichowi Karczewski. Senator PO stwierdza, że zgłasza sprzeciw wobec wniosku i apeluje marszałka o respektowanie zasad izby.

- Panie marszałku, poddawanie wniosku (o przejście do debaty indywidualnej - red.) w tej konkretnej sprawie, która dotyczy wszystkich Polaków, byłoby rzeczą nie na miejscu – mówi Bogdan Klich.

Również inni senatorowie PO, w tym Bogdan Borusewicz, domagają się dokończenia wysłuchania sędziego Sądu Najwyższego i Rzecznika Praw Obywatelskich.

- Być może, gdyby się zgłosił pan Rzecznik Praw Obywatelskich... - dodaje.

- Zgłosiłem się – odpowiada wówczas Adam Bodnar.

- No dobrze, zgłosił się pan, ale jest wniosek formalny... – odpowiada marszałek Karczewski.

Dodaje że wniosek musi być przegłosowany, z uwagi na wniesiony przez Klicha sprzeciw.

Na mównicę wchodzi wówczas Klich i nie opuszcza jej aż do czasu głosowania. Podkreśla, że chce rozszerzyć uzasadnienie do złożonego przez siebie sprzeciwu do wniosku wniesionego przez senatora PiS.

- Nie udzieliłem panu głosu - odpowiada Karczewski i zwraca Klichowi uwagę, że uniemożliwia przeprowadzenie głosowania.

- Uzgodniliśmy na Konwencie, że będziemy procedować według obowiązującego porządku obrad - zwraca uwagę Klich. - To nie jest tylko kwestia przyzwoitości, to jest zasadnicza sprawa polityczna. Chcecie odebrać głos zarówno sędziemu Sądu Najwyższego, reprezentującemu SN, jak i Rzecznikowi Praw Obywatelskich, jak i nam zapisanym do pytań (...) Chcecie zakneblować nam usta, to skandal niewyobrażalny w tej izbie - mówi Klich.

Marszałek Stanisław Karczewski mówi "dziękuję bardzo, odbieram panu głos" i wyłącza mu mikrofon, mimo że Klich nadal mówi.

- I to jest właśnie wasze warcholstwo! To jest właśnie warcholstwo nie tylko w stosunku do opozycji, ale też w stosunku do wszystkich obywateli - ocenia tę sytuację Klich, który nadal mówi mimo wyłączonego mikrofonu. Marszałek wówczas przywołuje go do porządku. Grozi mu też wykluczeniem z obrad.

Po głosowaniu - które odbywało się, gdy Klich wciąż mówił do wyłączonego mikrofonu - senatorowie opozycji zwołują specjalną konferencję prasową w tej sprawie.

- Senator PiS-u, co zdarzyło się pierwszy raz, złożył wniosek o przerwanie odpowiedzi na pytania, co miało obejmować rzecznika praw obywatelskich, który czekał na zabranie głosu. Wniosek został przegłosowany, PiS uniemożliwił nam - senatorom zabranie głosu i składanie wniosków legislacyjnych. Nie mamy możliwości poprawienia ustawy o SN. To pierwszy taki przypadek, a ja w Senacie jestem czwartą kadencję. W Senacie zawsze można było zadawać pytania! - mówi wtedy senator Bogdan Borusewicz.

"Senat: Debata o Sądzie Najwyższym: Marszałek Karczewski uniemożliwił dokończenie odpowiadania na pytania prezesowi Sądu Najwyższego oraz zabrania głosu przez RPO. Wyjątkowa arogancja Marszałka i PiS" - pisze wówczas na Twitterze Marek Borowski, senator niezależny.

24 lipca 2018

Senat pracuje nad pakietem ustaw sądowych, w tym ustawy o Sądzie Najwyższym. W całej Polsce trwają protesty w obronie wolnych sądów. Sprawa budzi ogromne emocje.

Pod sam koniec pierwszego dnia posiedzenia izby wyższej parlamentu, po zarządzonej przerwie, senator PiS - ponownie jest to Marek Martynowski - składa wniosek o przejście do ostatecznego głosowania nad nowelizacją. "Ja ten wniosek uznaję za zgodny z regulaminem", mówi marszałek Karczewski. Szczegółowy przebieg obrad jest udokumentowany w dostępnym na senackich stronach stenogramie.

W tym momencie Bogdan Klich stwierdza, że głosowanie nad takim wnioskiem byłoby niezgodne z regulaminem.

- Pan, panie marszałku, nie ma nieomylności papieża w interpretacji naszego regulaminu - mówi Klich. Przerywa mu prowadzący obrady marszałek.

- Proszę pozwolić mi dokończyć - wtrąca Klich.

- Proszę mnie nie obrażać. Proszę mnie nie obrażać - odpowiada Karczewski. Klich prosi, by marszałek pozwolił mu dokończyć.

Marszałek wyłącza senatorowi Klichowi mikrofon. - Odbieram panu głos. Przepraszam - stwierdza. - Ja panu odebrałem głos, więc proszę nie mówić - dodaje po chwili. A gdy senator Klich nadal przemawia, zwraca mu uwagę, żeby nie przeszkadzał. Dodaje także, że wszystkie jego słowa wypowiedziane po wyłączeniu mikrofonu, zostaną wykreślone ze stenogramu.

Jak wynika z zapisu obrad na stronie Senatu, Bogdan Klich kilkukrotnie jeszcze powiedział "Pan zamyka nam usta". Marszałek udzielił mu upomnienia.

Kilka chwil później Senat przyjmuje nowelizację, nad którą pracował.

- Na wzór sejmu niemego sprzed wielu stuleci, uniemożliwiono nam zabranie głosu - mówią po zakończeniu obrad senatorowie opozycji.

Autor:  Jan Kunert
Źródło:  Konkret24; zdjęcie: tvn24

Pozostałe

Ile wybory kosztowały PSL, Lewicę i Konfederację? Sprawdziliśmy w PKW

Obok sprawozdań finansowych Komitetu Wyborczego Prawo i Sprawiedliwość oraz KKW Koalicja Obywatelska sprawdziliśmy dokumentację przedstawioną PKW przez trzy pozostałe komitety wyborcze, których kandydaci weszli do parlamentu: KW Polskie Stronnictwo Ludowe, KW Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz KW Konfederacja Wolność i Niepodległość.

"Karta stałego wyborcy PiS" to fake news

Rozpowszechniany w sieci fragment artykułu o "karcie stałego wyborcy Prawa i Sprawiedliwości" to fałszywa informacja. Autor grafiki wprowadził w błąd wielu użytkowników sieci. Zasugerował, że posiadacze karty będą mogli korzystać ze zniżek w komunikacji miejskiej, sklepach czy kinach.

Wśród kandydatów na prezydenta "młodziej nie było"? Sprawdzamy

Prezes Klubu Jagiellońskiego zasugerował w swoim twitterowym wpisie, że tegoroczni kandydaci na prezydenta są najmłodsi w historii. To prawda. Zarówno średnia, jak i mediana wieku do tej pory zgłoszonych kandydatów jest najniższa od 1990 roku. Trzykrotnie w wyborach startował jednak kandydat młodszy od najmłodszego w tym roku Krzysztofa Bosaka.

Internauta zmanipulował słowa Kidawy-Błońskiej. "Im wolno, mi też!"

W sobotę na Twitterze pojawiło się popularne wideo, na którym posłanka PO Małgorzata Kidawa-Błońska krytykuje europosła Bartosza Arłukowicza. W rzeczywistości jednak posłanka komplementowała stojącego obok kolegę. Do manipulacji przyznał się później internauta, który nagranie umieścił w sieci. "Im wolno, mi też!" - skwitował. Zdaniem Samuela Woolleya, eksperta ds. dezinformacji, proste manipulacje wideo będą w 2020 roku "prawdopodobnie bardziej szkodliwe" niż nagrania deep fake.

Dziewięć dni w sieci za ponad milion. Na co Koalicja Obywatelska wydała pieniądze w kampanii?

Ponad 30 milionów złotych wydał na kampanię przed wyborami parlamentarnymi Koalicyjny Komitet Wyborczy Koalicja Obywatelska. Ponad połowę tej kwoty pochłonęło korzystanie z mediów i eksponowanie plakatów. KO mocno postawiła na internet. Wśród wydatków jest także organizacja konwencji wyborczych za ponad półtora miliona zł i dwie sesje fotograficzne, które łącznie pochłonęły prawie 75 tysięcy zł.

30 mln zł na kampanię wyborczą PiS. Ponad 400 tys. zł na "cysterny wstydu"

Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość na kampanię parlamentarną w 2019 roku wydał 30 mln zł, z czego 1,2 mln zł kosztowała konwencja w Lublinie, a 438,7 tys. zł konwój określony "cysternami wstydu PO-PSL". Konkret24 sprawdził rachunki bankowe, umowy i faktury komitetów wyborczych. Dzisiaj KW Prawo i Sprawiedliwość. W piątek KKW Koalicja Obywatelska.