Prezydent wetuje ustawę o SAFE. Sześć manipulacji w orędziu

Karol Nawrocki
Prezydent: nie podpiszę ustawy o SAFE
Źródło: prezydent.pl
Europejski program SAFE grozi Polsce utratą kontroli nad siłami zbrojnymi, jest niczym konsumencki kredyt frankowy, a jedyną realną alternatywą jest ustawa "SAFE zero procent" - takimi argumentami prezydent Karol Nawrocki uzasadniał zawetowanie ustawy o SAFE. Wyjaśniamy, które jego tezy wprowadzają opinię publiczną w błąd.

Prezydent Karol Nawrocki poinformował w orędziu 12 marca, że nie podpisze ustawy wdrażającej unijny mechanizm dozbrajania SAFE. Mówił, że inwestycje w obronność są konieczne, ale "muszą być prowadzone mądrze, odpowiedzialnie i w sposób, który nie ogranicza suwerenności państwa".

Przypomnijmy: program SAFE (ang. Security Action for Europe) ma na celu wsparcie państw Unii Europejskiej w zwiększaniu ich zdolności obronnych. Komisja Europejska przewidziała na SAFE 150 mld euro (ponad 630 mld zł) w formie niskooprocentowanych pożyczek - to niskie oprocentowanie (około 3 procent w skali roku) i długi okres kredytowania są uważane za największe zalety SAFE. Fundusze mają być przeznaczone na systemy obrony powietrznej i przeciwrakietowej, drony, amunicję oraz pociski czy na rozwój technologii sztucznej inteligencji wykorzystywanych w obronności. Polska miała być potencjalnie największym beneficjentem programu: mogła pożyczyć 43,7 miliarda euro, czyli około 185 miliardów złotych.

"Od początku projekt SAFE budził wiele pytań i wątpliwości" - mówił w orędziu Karol Nawrocki. Bo rzeczywiście, od kilku tygodni trwa polityczny spór co do tego, czy SAFE się Polsce opłaci, czy nie. Zdaniem rządu jest to najlepsza możliwa okazja do szybkiego zmodernizowania polskiej armii - w obecnej sytuacji politycznej czas ma znaczenie - a ponad 80 proc. pieniędzy ma zostać wydane w polskim przemyśle zbrojeniowym. Opozycja (Prawo i Sprawiedliwość, Konfederacja) utrzymują, że pożyczka w ramach SAFE jest nieopłacalna, oznacza drastyczny wzrost długu publicznego, a skorzystają na tym głównie Niemcy. 27 lutego 2026 roku Sejm przyjął jednak poprawki Senatu do ustawy wdrażającej program SAFE - i ustawa trafiła na biurko prezydenta.

Karol Nawrocki w orędziu przekonywał, że odbył "szereg spotkań i rozmów z ekspertami oraz zainicjował specjalne poprawki do tej ustawy w procesie legislacyjnym", ale "odrzucono zasadniczą część proponowanych zmian", a "rządzący wybrali wariant konfrontacji". Jego zdaniem "postanowiono tę sprawę wykorzystać do eskalacji społecznej polaryzacji". Następnie tłumaczył, dlaczego wetuje ustawę. Jednak wyjaśniając swoją decyzję, prezydent kilka razy wprowadził opinię publiczną w błąd. Przedstawiamy, które wypowiedzi mają charakter manipulacyjny.

Manipulacja 1: SAFE jak kredyt frankowy

"Mechanizm SAFE jest ogromnym kredytem zagranicznym, zaciąganym na 45 lat w obcej walucie, którego koszt odsetek może wynieść nawet 180 miliardów złotych. (...) Można porównać to do kredytów frankowych. (...) Ten kredyt obciąży na długie lata nasze dzieci i wnuki".

Tę część wypowiedzi trudno traktować nawet jako argument - to straszenie obywateli "ogromnym kredytem w obcej walucie", rzucanie kwoty w miliardach, ale bez wyjaśnienia warunków tego obciążenia oraz jak wygląda zazwyczaj spłata kredytów. - W mojej ocenie to typowa socjotechnika – komentuje słowa prezydenta ekonomista i analityk rynków finansowych Marek Zuber. - Jeśli spojrzymy na alternatywę, czyli zaciągnięcie przez państwo polskie podobnego kredytu w złotych na około 45 lat, przy dzisiejszym koszcie finansowania państwa wynikającym z programu SAFE i z kosztów, po jakich Polska pożycza pieniądze na rynku, to całkowite koszty odsetkowe byłyby prawdopodobnie znacząco wyższe – stwierdza. Według niego szacunkowo mogłyby sięgać nawet 250 miliardów złotych. - Czyli zapłacilibyśmy o około 70 miliardów złotych odsetek więcej, niż wynoszą szacunkowe odsetki z unijnej pożyczki SAFE - analizuje ekonomista.

- Oczywiście, w przypadku takiej pożyczki jak SAFE występują odsetki, ale to jest oczywista cecha każdego kredytu. Jeśli zaciągamy kredyt hipoteczny, również oddajemy więcej, niż pożyczyliśmy, bo płacimy odsetki – tłumaczy Marek Zuber. Jego zdaniem "przy obecnych warunkach finansowanie w ramach programu SAFE może być tańsze niż samodzielne zadłużanie się na rynku".

Natomiast porównanie pożyczki SAFE do kredytu frankowego ekonomista ocenia jako "nie do końca trafne". - Wspólną cechą obu pożyczek jest ryzyko kursowe związane z zadłużeniem w obcej walucie, natomiast zasadnicza różnica polega na tym, że państwo polskie znajduje się w zupełnie innej sytuacji niż indywidualny kredytobiorca – wyjaśnia. Wskazuje istotną różnicę: ważne jest, kto zaciąga kredyt i w jakiej walucie ma przychody. - Osoba prywatna, która wzięła kredyt we frankach, zwykle miała dochody w złotych. W takiej sytuacji jest uzależniona od kursu walutowego. Państwo natomiast funkcjonuje w ramach bilansu płatniczego: Polska ma przychody w euro na przykład z eksportu i jednocześnie ponosi wydatki w tych walutach, między innymi na import. Mówię oczywiście o skali całej gospodarki – wyjaśnia Marek Zuber. Dodaje, że poprzez rolę Narodowego Banku Polskiego można na poziomie państwa zarządzać ryzykiem kursowym. Oraz że istnieją instrumenty finansowe pozwalające ograniczać takie ryzyko. - Dlatego porównywanie sytuacji państwa do sytuacji pojedynczego kredytobiorcy jest dużym uproszczeniem – ocenia ekonomista.

A co z argumentem, że SAFE to dług na pokolenia? Jak zauważa Marek Zuber, nawet jeśli Polska zadłużałaby się samodzielnie na podobną kwotę, i tak dług rozłożony byłby na dekady, podobnie jak SAFE. - W praktyce państwo finansuje się poprzez emisję obligacji. Najdłuższe polskie obligacje emitowane obecnie to obligacje dziesięcioletnie. Nie oznacza to jednak, że po 10 latach państwo jednorazowo spłaca cały dług gotówką z bieżących wpływów. W rzeczywistości emituje nowe obligacje, by wykupić stare. To standardowy mechanizm rolowania długu – tłumaczy ekonomista. - W efekcie, nawet gdybyśmy finansowali taki program wyłącznie poprzez emisję własnych obligacji, w praktyce i tak byłby on rozłożony na dziesięciolecia – tłumaczy.

Argument "długu na długie lata" skrytykował ekonomista Ignacy Morawski, zastępca redaktora naczelnego "Pulsu Biznesu". "Dług na pokolenia. Tu nie ma alternatywy. Zadłużenie tak działa, każdy import będziemy musieli finansować u dostawcy uzbrojenia: w Korei, USA, Niemczech itd. Dług na 40-50 lat może być akurat bezpieczniejszy, bo choć płacimy łącznie więcej, to mamy w tym czasie też łącznie wyższe dochody" – napisał na platformie X.

Manipulacja 2: "SAFE zero procent" realną alternatywą

"Przedstawiłem więc realną alternatywę dla eurokredytu SAFE. To Polski SAFE zero procent, czyli koncepcja Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych. (...) Apeluję do wszystkich sił politycznych o pilne prace nad prezydenckim projektem ustawy o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych, pozwalającym sfinansować rozwój armii na poziomie równym lub wyższym od europejskiego SAFE".

Prezydent rzeczywiście przedstawił własny projekt ustawy o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych - tak zwany polski "SAFE zero procent". Jednak trudno postrzegać go jako "realną alternatywę" - w projekcie tej ustawy nie ma zagwarantowanych żadnych konkretnych środków na polski "SAFE zero procent". Zamiast planu finansowania, zapisano jedynie, że środki funduszu pochodzą z wpłaty z zysku NBP, odsetek od wolnych środków i "innych tytułów". Minister finansów Andrzej Domański ocenił na X: "Żadnych pieniędzy w SAFE 0 nie ma. Zero złotych. Nie ma również żadnych gwarancji zysku z NBP. Jest za to pomysł zadłużenia BGK".

Odniósł się tu do zapisu z prezydenckiego projektu, że "SAFE zero procent" może być finansowany z kredytów, pożyczek i obligacji. Chodzi o obligacje emitowane przez Bank Gospodarstwa Krajowego, którymi ma być zasilany Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, zanim zysk z NBP w ogóle zostanie wypłacony albo jeśli w kolejnych latach wpłata z tytułu zysku z NBP będzie niższa od zakładanej. Prezydent minął się więc z prawdą, mówiąc, że ten projekt "to silna armia bez zadłużania". Obecne oprocentowanie obligacji BGK waha się między cztery a pięć procent - wyżej niż pożyczka z unijnego SAFE (około 3 procent w skali roku).

Dlatego również manipulacją jest teza prezydenta, że "SAFE zero procent" zapewnia finansowanie "na poziomie równym lub wyższym od europejskiego SAFE". Według obietnic prezesa NBP Adama Glapińskiego środki na polski "SAFE zero procent" mają pochodzić z "aktywnego zarządzania posiadanym zasobem złota". Sęk w tym, że na obecnym etapie nie wiadomo, jakie zyski z obrotu złotem uda się uzyskać NBP w przyszłości. Jak zauważał w TVN24 ekonomista Marek Zuber, przyszła wartość złota, którym ma być finansowany polski program, jest niepewna: "Może to będzie 7850 dolarów na koniec roku, a może tylko 3200 (za uncję; 13 marca 2026 to ok. 5,1 tys. dolarów - red.). Tego nie wiemy".

Ponadto wielu ekonomistów ostrzegało, że sama nazwa projektu wprowadza w błąd. - To nie jest "zero procent", to ma różnego rodzaju koszty, nawet gdybyśmy to złoto sprzedawali. Inflacyjny koszt, koszt reputacji - mówił w TVN24 członek Rady Polityki Pieniężnej Ludwik Kotecki. Zaś były członek RPP Bogusław Grabowski ostrzegał przed potencjalną inflacją wywołaną "drukowaniem pieniędzy" na "SAFE zero procent". "Zysk NBP ze sprzedaży złota byłby w dolarach, a prezes NBP przekazywałby go rządowi w złotych. Czyli równowartość tych dolarów musiałby wydrukować, dokładnie tak samo jak drukował 147 miliardów za obligacje w czasie COVID-u. Te wydrukowane, żebyśmy nie byli zalani taką samą falą inflacji, musiałby ściągnąć poprzez emisję bonów pieniężnych NBP. Czyli albo zalewa kraj inflacją, albo ponosimy koszty większe niż za SAFE" – tłumaczył 10 marca w "Kropce nad i" w TVN24.

I na koniec: środki z unijnego programu SAFE byłyby dostępne dla Polski natychmiast, czyli od marca 2026 roku, zaś na ewentualny zysk NBP będzie trzeba poczekać. Joanna Tyrowicz z Rady Polityki Pieniężnej mówiła w RMF24, że w "optymistycznym scenariuszu" ten zysk pojawi się w 2027 roku.

Manipulacja 3: NBP wypracował 185 miliardów złotych

"W ostatnim czasie Narodowy Bank Polski wypracował dla Polski ponad 185 miliardów złotych, między innymi dzięki zwiększeniu rezerw złota i trafnym decyzjom inwestycyjnym. To ogromny kapitał. Kapitał, który może pracować dla polskiego bezpieczeństwa".

Nie jest prawdą, że Narodowy Bank Polski wypracował dla Polski ponad 185 miliardów złotych (prezydent nie użył słowa "zysk", ale tak jego wypowiedź zrozumie przeciętny obywatel). Tę wartość podał Leszek Skiba, prezes Instytutu Sobieskiego i społeczny doradca prezydenta (były wiceminister finansów i prezes banku Pekao). Otóż Skiba 5 marca 2026 roku udostępnił na platformie X materiały wyjaśniające, jak można wypracować zysk na złocie. To sześć slajdów z prezentacji "Polski SAFE: wypłata zysku z rewaluacji złota". Nie wiemy, czy to całość prezentacji. Nie wiemy też, czy to stanowisko Skiby, czy kierowanego przez niego think tanku. Na jednym ze slajdów opisano "mechanizm generowania zysku przez złoto", gdzie "wzrost cen złota tworzy potencjalny zysk w bilansie NBP". W wariancie A tego mechanizmu, czyli w sprzedaży i odkupie: "NBP sprzedaje część złota po cenie rynkowej, natychmiast je odkupuje z rezerw walutowych. Stan kruszcu bez zmian – w księgach pojawi się zrealizowany zysk gotówkowy". W pierwszym roku miałoby to dać 60 miliardów złotych zysku, a na 185 miliardów oceniono łączny potencjał tej operacji – czyli jest to "kwota możliwa do uzyskania z sukcesywnej rewaluacji kolejnych porcji rezerw – z potencjałem wzrostu przy rosnących cenach złota". A więc nie jest to kwota, którą NBP już wypracował - jak stwierdził prezydent.

Tym bardziej, że sam prezes NBP Adam Glapiński 11 marca na konferencji o finansowaniu potrzeb zbrojeniowych Polski mówił o niezrealizowanym zysku, który wynika ze zmiany rynkowej wartości złota zgromadzonego w rezerwach banku centralnego. Podał, że według wstępnych danych NBP ów niezrealizowany zysk to aż 197 miliardów złotych. "To jest uboczny skutek jakby tego, że kupiliśmy aż tak dużo złota i jeszcze w większym stopniu dlatego, że złoto aż tak zdrożało, bardziej niż ktokolwiek mógł się spodziewać" - mówił Glapiński. Z kolei Ludwik Kotecki, członek Rady Polityki Pieniężnej, 12 marca w programie "Rozmowa Piaseckiego" w TVN24, pytany o realne szanse uzyskania przychodu 185 miliardów złotych przez NBP, najpierw wyjaśniał, skąd ta kwota miałaby się wziąć: "180 czy tam 190 miliardów to jest różnica między wyceną, ceną jakby zakupu tych rezerw w szczególności złota, a tym, co jest to dzisiaj warte". I kontynuował: "Czy to jest możliwe, by zrealizować ten zysk? No raczej nie. Dlatego, że po pierwsze, każda dodatkowa podaż [złota], a przy sprzedaży ona się pojawi, będzie wpływała na cenę tego złota. Czyli jak byśmy chcieli wrzucić te nasze tony złota na rynek, no to oczywiście obniżymy cenę i nie weźmiemy tej wysokiej ceny, tylko jakąś niższą. Po drugie, ona jest obarczona dużym ryzykiem, bo ceny zmieniają się codziennie, w każdej sekundzie".

Członek RPP wyjaśniał też, na czym polega "niezrealizowany zysk" i możliwa "rewaluacja". "Żeby zysk rzeczywiście się pojawił, trzeba złoto fizycznie sprzedać. Bez zmiany przepisów tego nie będzie. Co więcej (…) jesteśmy częścią Europejskiego Systemu Banków Centralnych i nasze standardy księgowe muszą być zgodne z unijnymi. Więc podejrzewam, że byłoby to niezgodne" - mówił.

Ludwik Kotecki poinformował, że "dzisiaj w planie finansowym [NBP] mamy wykazaną stratę, zapisaną stratę na 1,6 miliarda [złotych] w tym roku, po bardzo wysokiej stracie w zeszłym roku ponad 30 miliardów [złotych]". Po czym dodał: "[Ta strata] nie jest papierowa. Dużą częścią tej straty w zeszłym roku były operacje otwartego rynku, czyli przekazywanie pieniędzy bankom. Narodowy Bank Polski musiał ściągać tak zwaną nadpłynność (…) i płacił wysokie odsetki, bo stopy procentowe były nadal dość wysokie. Te pieniądze przepłynęły, ponad 20 miliardów [złotych] NBP wypłacił bankom komercyjnym w Polsce, generując swoje koszty i stratę".

Serwis Money.pl przypomniał, że ostatni raz NBP odnotował dodatni wynik finansowy w 2021 roku - 10,97 mld zł. W 2022 roku strata NBP przekroczyła 16,9 mld zł, w roku 2023 było to już -20,8 mld zł, a w roku 2024: -13,3 mld zł. 

Manipulacja 4: mechanizm warunkowości odbiera decyzyjność polskim władzom

"Problem z europożyczką SAFE nie dotyczy tylko pieniędzy. Dotyczy także zasad. O tych pieniądzach, o naszym bezpieczeństwie nie będą decydowały wyłącznie polskie władze. SAFE to mechanizm, w którym Bruksela poprzez tak zwaną zasadę warunkowości może arbitralnie wstrzymać finansowanie, a nasze państwo i tak nadal będzie musiało spłacać ten dług".

Argument o mechanizmie warunkowości nie jest nowy - to najczęściej chyba powtarzany przez opozycję zarzut wobec pożyczki w ramach SAFE. Narracja PiS i Konfederacji brzmi: gdy zmieni się rząd, Komisja Europejska będzie mogła zablokować pieniądze z programu SAFE. To właśnie powtórzył prezydent w orędziu.

Tę manipulację wyjaśnialiśmy w Konkret24 szczegółowo. Teraz więc krótko przypominamy: nie ma "warunkowości politycznej" w programie SAFE. W kluczowym dla tego programu dokumencie - unijnym rozporządzeniu z 27 maja 2025 roku ustanawiającym Instrument na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy ("instrument SAFE") - zapisano jedynie, że przepisy powinny być wdrażane w zgodzie z innym rozporządzeniem z 2020 roku, tzw. rozporządzeniem o warunkowości (rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady UE, Euratom 2020/2092). Chodzi jednak o tzw. warunkowość budżetową - czyli że ewentualne łamanie zasad państwa prawa w danym kraju musi stwarzać ryzyko nieprawidłowości przy zarządzaniu środkami unijnymi. Chodzi na przykład o defraudację, korupcję lub niewystarczającą kontrolę organów finansowych.

Jeśli Komisja Europejska uzna, że dochodzi do naruszeń wymienionych w rozporządzeniu i stwarza to zagrożenie dla prawidłowości wydatkowania funduszy unijnych, może zastosować "proporcjonalne" środki, w tym także zawieszenie wypłat dla danego kraju do czasu naprawienia naruszeń. Dlatego w nazwie rozporządzenia jest mowa o "systemie warunkowości służącym ochronie budżetu Unii".

Przy czym stwierdzenie prezydenta , że gdy Bruksela "wstrzyma finansowanie, nasze państwo i tak nadal będzie musiało spłacać ten dług" jest kolejną manipulacją - bo w takich sytuacjach państwo spłaca tylko tę kwotę, którą już otrzymało, a nie całą przyznaną w ramach SAFE.

Manipulacja 5: ograniczanie suwerenności, utrata kontroli nad siłami zbrojnymi

"Jako Prezydent Rzeczypospolitej mam obowiązek postawić pytanie zasadniczeCzy rozwiązanie, które może ograniczać suwerenność państwa w sprawach bezpieczeństwa, jest zgodne z Konstytucją Rzeczypospolitej? Nasza ustawa zasadnicza w artykule 90. dopuszcza przekazywanie niektórych kompetencji organizacjom międzynarodowym. Ale jednocześnie jasno wskazuje granicę: nie można przekazać kompetencji, które stanowią istotę suwerenności państwa. A jedną z nich jest właśnie kontrola nad siłami zbrojnymi".

W nawiązaniu do tezy o warunkowości prezydent uważa, że unijny program SAFE może ograniczać suwerenność Polski w sprawach bezpieczeństwa. Tylko że mechanizm SAFE nie ma nic wspólnego z oddawaniem kompetencji do kontroli nad siłami zbrojnymi. "Nie widzę podstaw do takiego twierdzenia. Pożyczka SAFE nie zakłada przekazania kompetencji wojskowych organom unijnym" - stwierdza w analizie dla Konkret24 doktor Mateusz Radajewski, konstytucjonalista z Uniwersytetu SWPS. Przypomina, że SAFE to tylko mechanizm finansowania niektórych potrzeb obronnych, przy którym "Polska nadal przecież będzie zachowywać pełną kontrolę nad swoimi siłami zbrojnymi".

Prezydent powołał się na art. 90 konstytucji, który tworzy podstawy przekazywania kompetencji państwa organom międzynarodowym. Jego zdaniem ustawa zasadnicza zabrania tam przekazywania takich kompetencji, które stanowią o suwerenności. Jednak zdaniem konstytucjonalisty doktora Kamila Stępniaka "zagrożenie, o którym mówił prezydent, nie występuje". "W SAFE absolutnie nie chodziło o to, żeby zbywać kompetencje, czy żeby przekazywać kompetencje organizacji międzynarodowej w zakresie kontroli nad armią" - podkreśla prawnik w analizie dla Konkret24.

Według niego retoryka o niezgodności SAFE z konstytucją to tylko szukanie powodu do zawetowania ustawy. "Ta retoryka ma po prostu umożliwić powiedzenie ludziom czegoś na zasadzie: wybijamy się na niepodległość, nie chcemy być uzależnieni od Unii Europejskiej" – podsumowuje konstytucjonalista.

Manipulacja Karola Nawrockiego w orędziu po wecie ustawy o SAFE
Sześć manipulacji w orędziu prezydenta Karola Nawrockiego po wecie ustawy o SAFE
Źródło: TVN24

Manipulacja 6: SAFE na innych zasadach niezgodny z prawem

"Przestrzegam, że wszelkie próby zagranicznego zadłużania naszego kraju w sposób pozaprawny, tylnymi drzwiami, wcześniej czy później spotkają się z odpowiedzialnością zarówno polityczną, jak i prawną".

Ta groźba prezydenta dotyczy zapewne planu B rządu. Szybko podchwycili ją politycy opozycji. Paweł Jabłoński z PiS oświadczył 13 marca na platformie X, że "jeśli Donald Tusk będzie chciał wziąć pożyczkę SAFE (pomimo weta Prezydenta), umowa będzie musiała zostać ratyfikowana". Witold Tumanowicz z Konfederacji napisał, że "jeśli rząd zdecyduje się na zaciągnięcie długu zagranicznego z pominięciem Sejmu, Prezydenta i legalnych procedur, to już teraz sąd powinien zabezpieczyć majątki premiera i ministrów na poczet spłaty".

O co chodzi w stwierdzeniu Nawrockiego o "próbach zagranicznego zadłużania kraju w sposób pozaprawny"? 13 marca Rada Ministrów przyjęła uchwałę w sprawie Programu Polska Zbrojna i upoważniła ministra obrony narodowej oraz ministra finansów do podpisania umowy dotyczącej SAFE. O możliwości takiej uchwały w razie prezydenckiego weta mówiła Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocniczka rządu do spraw SAFE. "Rząd i tak może podpisać umowę z Komisją Europejską, a ustawa, o której rozmawiamy, nie jest do tego potrzebna" – stwierdziła w radiowej Trójce. Według rządu możliwe jest zawarcie umowy wykonawczej z KE na poziomie rządu, która to umowa miałaby charakter techniczny (implementacyjny).

Senator Krzysztof Kwiatkowski wyjaśniał 13 marca na platformie X: "Czy rząd może bez zawetowanej przez Prezydenta ustawy skorzystać z pieniędzy SAFE. Tak. Podstawą do tego będzie nie tylko dzisiejsza uchwała Rady Ministrów, ale także istniejący już Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, utworzony na podst. ustawy 'o obronie Ojczyzny', której powstanie nadzorował w rządzie PiS ówczesny wicepremier J. Kaczyński".

Chodzi o ustawę o obronie Ojczyzny uchwaloną za rządów Zjednoczonej Prawicy. Kluczowy jest mechanizm z art. 45a ust. 1, który pozwala Bankowi Gospodarstwa Krajowego, za zgodą ministra finansów, zaciągać zobowiązania finansowe na rzecz wspomnianego Funduszu - bez konieczności ustawy i ratyfikacji umowy międzynarodowej.

Istotny przepis w znowelizowanej Ustawie o obronie Ojczyzny
Istotny przepis w znowelizowanej Ustawie o obronie Ojczyzny
Źródło: sejm.gov.pl

Natomiast zdaniem polityków opozycji plan B rządu i brak ratyfikacji umowy międzynarodowej w sprawie pożyczki SAFE będzie złamaniem prawa - artykułu 89 Konstytucji RP. Zgodnie z nim ratyfikacja przez Polskę umowy międzynarodowej wymaga uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie, jeżeli umowa dotyczy m.in. znacznego obciążenia państwa pod względem finansowym.

Prawnicy, z którymi rozmawialiśmy, zwracają jednak uwagę, że na tym etapie trudno przesądzać, czy plan B rządu oznacza naruszenie konstytucji. Doktor Mateusz Radajewski, konstytucjonalista z Uniwersytetu SWPS, przypomina, że konstytucja wprost pozwala na zaciąganie zobowiązań finansowych przez państwo - w art. 216 ust. 4. "Jedyna realna wątpliwość, jaką tu dostrzegam, wiąże się z tym, czy przyjęty mechanizm (pożyczka zaciągana przez BGK) nie prowadzi do obejścia art. 89 ust. 1 pkt 4 Konstytucji, który wymaga ustawowej zgody na ratyfikację umowy międzynarodowej znacznie obciążającej budżet pod względem finansowym" – przyznaje jednak prawnik. Jego zdaniem "ta kwestia generalnie ujawnia szerszy problem: na ile nasza polska konstytucja jest w szczegółach dostosowana do różnych mechanizmów, które występują w ramach Unii Europejskiej".

"W związku z tym odpowiedź na te pytania nie tyle zależy od technicznych szczegółów, których jeszcze nie znamy, lecz od przyjętej interpretacji art. 89 ust. 1 pkt 4 Konstytucji" – pisze w analizie dla Konkret24. "Można bowiem przyjąć, że odnosi się on tylko do umów międzynarodowych, a zatem nie stosuje się go do innych mechanizmów zaciągania zobowiązań finansowych przez Polskę, w tym do SAFE funkcjonującego na podstawie rozporządzenia Rady UE. Z drugiej strony, przepis ten niewątpliwie miał na celu zabezpieczenie państwa przed zaciąganiem poważnych pożyczek przez sam rząd, z pominięciem parlamentu i Prezydenta" – analizuje konstytucjonalista. "Dlatego budzić może wątpliwości czy tworzenie alternatywnych mechanizmów zaciągania takich zobowiązań nie narusza tego przepisu. Jest to zagadnienie, które w normalnych warunkach powinien rozstrzygnąć prawidłowo działający Trybunał Konstytucyjny" - dodaje.

Według ekonomisty Marka Zubera nawet bez ustawy w sprawie SAFE wciąż możemy skorzystać ze sporej części przyznanej pożyczki. - Z mojego doświadczenia w pracy ze środkami unijnymi wynika, że istnieje taka możliwość. Jednym z potencjalnych rozwiązań jest wykorzystanie funduszu funkcjonującego przy Banku Gospodarstwa Krajowego powołanego jeszcze przez poprzedni rząd – tłumaczy. Chodzi o wspomniany wyżej fundusz finansujący modernizację sił zbrojnych. W takim jednak scenariuszu środki z SAFE mogą zostać przeznaczone tylko na wydatki wojskowe. - Nie obejmowałoby to części wydatków planowanych pierwotnie na inne obszary bezpieczeństwa, takie jak policja czy infrastruktura kolejowa – zauważa ekspert.

Tak więc na obecnym etapie nie można jednoznacznie twierdzić, że plan B polskiego rządu będzie realizowany "w sposób pozaprawny, tylnymi drzwiami".

Czytaj także: