Czarnek o systemie ETS: "wypowiadamy to". Tylko jak

Przemysław Czarnek
Przemysław Czarnek o "wypowiadaniu ETS-u"
Źródło: TVN24
"Państwo ma pojechać do Brukseli i powiedzieć: nie mamy już ETS-u w Polsce. Wypowiadamy to" - powiedział Przemysław Czarnek, poseł PiS, kandydat tej partii na premiera. Eksperci ostrzegają jednak, że takie próby mogą przynieść Polsce poważne konsekwencje.

Na konwencji Prawa i Sprawiedliwości 7 marca 2026 roku Przemysław Czarnek nie tylko został zaprezentowany jako kandydat na premiera po ewentualnych wygranych wyborach parlamentarnych w 2027 roku, ale przedstawił też podstawy programu partii. Krytykował obecny rząd, Unię Europejską i władze Ukrainy oraz obiecał walczyć m.in. z "nowym modelem rodziny" czy umową UE z Mercosur.

Dużą część swojego wystąpienia Czarnek poświęcił cenom energii w Polsce, które jego zdaniem spowodowała polityka klimatyczna UE. "Dzisiaj Polacy mają najdroższy prąd w Europie. Ceny prądu szaleją. (...) Jeśli tu dalej cena energii będzie najdroższa w Europie, najwyższa w Europie, to nie będzie tu firm, nie będzie pracy" - straszył poseł PiS i zapowiedział, że wypowie unijny system handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla, czyli ETS, który według niego przyczynia się do wysokich cen prądu. "Co musi zrobić silne państwo, stając u boku prezydenta Karola Nawrockiego, który mówi: 'Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy?' Co ma to państwo zrobić?" - pytał retorycznie i sam sobie odpowiedział:

To państwo ma pojechać do Brukseli i powiedzieć: nie mamy już ETS-u w Polsce, nie ma już żadnego ETS-u. Wypowiadamy to! Nasze firmy nie będą tego płacić.
Przemysław Czarnek, PiS
Kraków, 7 marca 2026

Dwa dni po tej konwencji Przemysław Czarnek został zapytany na antenie Radia Zet, w jaki sposób chce wyjść z unijnego systemu ETS. Odpowiedział, że "mamy nawet projekt ustawy, który idzie w tym kierunku, który będziemy proponować, ale proszę zaczekać". Dopytany, czy chodzi o obecną wersję systemu, czy planowane rozszerzenie (ETS 2), potwierdził, że planuje wyjście ze wszystkich form płatności za emisję CO2. "Nie mamy możliwości trzymania tego w Polsce i obciążania tym polskich firm. Po prostu tego nie będzie" - stwierdził Czarnek. Dodał, że Polska nie będzie płacić ewentualnych kar nałożonych za nierespektowanie przepisów o systemie ETS.

Przemysław Czarnek nie jest pierwszym politykiem, który na potrzeby wyborcze obiecuje wyjście z systemu ETS. Przypominamy, dlaczego ta zapowiedź nie ma szans realizacji i jakie może przynieść konsekwencje.

Koszty można obniżać, ale czy odrzucić?

Unijny system handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla (ETS) działa od 2005 roku na zasadzie: "kto emituje, ten płaci". Każde przedsiębiorstwo działające w branży objętej systemem i emitujące dwutlenek węgla musi kupić uprawnienie na każdą jego wyemitowaną tonę. Pozyskane w ten sposób środki trafiają do budżetu państw członkowskich, które powinny wydawać je na transformację energetyczną. Ma to skłonić przedsiębiorstwa do szukania mniej emisyjnych i bardziej ekologicznych alternatyw, których koszt - również przez brak obowiązku kupowania uprawnień do emisji CO2 - będzie mniejszy.

Obecny system ETS, tzw. ETS 1, obejmuje m.in. przedsiębiorstwa wytwarzające energię elektryczną. Ponieważ w Polsce wciąż większość prądu produkuje się poprzez spalanie węgla, ci producenci (elektrownie) emitują duże ilości CO2. Muszą więc kupować dużą liczbę uprawnień do emisji. To wpływa na wysokość rachunków za prąd. Planowane jest rozszerzenie systemu ETS o przedsiębiorstwa z nowych branż, m.in. budownictwa i transportu drogowego (ETS 2). Reforma została jednak przełożona i według obecnych deklaracji miałaby wejść w życie w 2028 roku.

Donald Tusk o rewizji ETS2
Donald Tusk o rewizji ETS2
Źródło: TVN24

Koszty uczestnictwa w ETS da się obniżać, zmniejszając udział paliw kopalnych, na przykład węgla, w produkcji energii. Wieloletnie zaniedbania w kwestii transformacji energetycznej w Polsce powodują jednak, że nasze koszty energii są jednymi z najwyższych w Europie. Politycy prawicy od kilku lat jako rozwiązanie tego problemu proponują jednak nie inwestycje w OZE, a "wyjście" z systemu ETS lub "wypowiedzenie" udziału Polski w tym systemie. Karol Nawrocki w trakcie kampanii prezydenckiej w 2025 roku wielokrotnie zapowiadał, że "odrzuci ETS" - przy pomocy Trybunału Konstytucyjnego - a poseł Konfederacji Konrad Berkowicz w sierpniu 2025 zapewniał, że rządzący "mogą wypowiedzieć system ETS".

Teraz taki krok obiecuje Przemysław Czarnek. Szanse na jego powodzenie są jednak równie nikłe co wcześniej, gdy inni politycy zapowiadali rezygnacje z ETS.

"To mówienie de facto o wyjściu z UE"

System ETS obowiązuje wszystkie kraje członkowskie Unii Europejskiej na podstawie dyrektywy unijnej z października 2003 roku. Mogłoby to wywołać pytanie, czy Polska w ogóle zgodziła się na dołączenie do systemu, skoro weszła do UE rok później. Nasz kraj zgodził się jednak przyjąć całe prawo UE obowiązujące w dniu wejścia do wspólnoty, a tym samym dołączył do systemu płacenia za emisje CO2.

W tej dyrektywie nie ma żadnej procedury wypowiedzenia przez państwo członkowskie, co już w maju 2025 roku potwierdziła w analizie dla Konkret24 profesor Anna Wyrozumska z Katedry Europejskiego Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Łódzkiego. Stwierdziła jednoznacznie, że uczestnictwo w systemie ETS nie jest dobrowolne, a tym samym nie da się go "wypowiedzieć".

Dyrektywa nie przewiduje żadnej formy "wypowiedzenia" jej przez państwo, podobnie jak każda inna dyrektywa. Dyrektywa wskazuje, które jednostki (sektory gospodarki - red.) mają obowiązek uczestniczyć w systemie. Nie ma możliwości uczestnictwa w unijnym handlu emisjami w sposób dobrowolny.
prof. Anna Wyrozumska, Uniwersytet Łódzki

Dlatego w wypowiedziach prawników na ten temat często można spotkać się z tezą, że jedyny sposób wyjścia z systemu ETS to opuszczenie Unii Europejskiej. Już w 2022 roku w ten sposób stawiała sprawę Ilona Jędrasik z Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi: "Zgodnie z prawem europejskim Polska nie może podjąć jednostronnej decyzji o wyjściu z systemu handlu uprawnieniami do emisji. Nie odniosłoby to skutku prawnego. Mówienie o wyjściu z systemu ETS jest de facto mówieniem o wychodzeniu z UE" - mówiła w rozmowie z OKO.press.

W tym samym roku także redaktor naczelny portalu Energetyka24.com Jakub Wiech przyznawał, że "opuszczenie systemu ETS możliwe jest tylko wraz z wyjściem z UE". Podkreślał, że w Unii Europejskiej nie ma możliwości jednostronnego wypowiedzenia aktu normatywnego, takiego jak dyrektywa ustanawiająca system handlu emisjami. Dotyczy to także na przykład przepisów składających się na tak zwany unijny pakt migracyjny, którego wypowiedzenie często obiecują politycy prawicy.

Niemcy chcą reformować, nie wychodzić

Profesor Anna Wyrozumska w rozmowie z Konkret24 przypominała jednak, że w dyrektywie wpisano możliwość modyfikacji systemu ETS i to właśnie tą drogą poszczególne państwa mogą próbować wpływać na kształt tego mechanizmu. Sam Przemysław Czarnek w Radiu Zet podkreślał, że "dzisiaj o absurdzie ETS-u nie mówimy tylko my". "Mówią Czesi, mówią Słowacy, mówią Węgry, mówią Niemcy nawet. Nawet Niemcy" - podkreślał.

Rzeczywiście kanclerz Niemiec Friedrich Merz w lutym 2026 roku zaapelował o zmiany w systemie ETS, podkreślając, że "powinniśmy być bardziej otwarci na jego rewizję". Jednoznacznie chce on więc działać w ramach dostępnych narzędzi zapisanych w dyrektywie o ETS, a nie podważać sensu samego uczestnictwa Niemiec w tym systemie. Podkreśla to w swojej analizie m.in. Ośrodek Studiów Wschodnich: "Ani zawieszenie systemu ETS, ani tym bardziej jego wycofanie nie są właściwie przedmiotem poważnych dyskusji w niemieckich kręgach polityczno-przemysłowych".

Obietnica Przemysława Czarnka o "wypowiedzeniu ETS" jest natomiast niewykonalna na gruncie prawa unijnego. Jednostronne wycofanie polskich firm z systemu handlu uprawnieniami do emisji groziłoby potencjalnym nałożeniem kar przez Komisję Europejską i Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Czarnek zapowiada, że Polska nie będzie ich płacić, ale w tej sytuacji KE odejmowałaby odpowiednie kwoty od funduszy unijnych wypłacanych naszemu krajowi.

Czytaj także: