Lekarzom, którzy szczepią przeciw COVID-19, grozi nawet 25 lat więzienia za udział w Narodowym Programie Szczepień, który jest eksperymentem medycznym - taki fałszywy przekaz krąży w mediach społecznościowych. Jego źródłem jest wypowiedź prawniczki oparta na manipulacji. Zainterweniowała już Naczelna Rada Lekarska, oburzona groźbami pod adresem lekarzy.

Szanowni państwo, odpowiadacie, ponosicie pełną odpowiedzialność karną co najmniej z ośmiu paragrafów" - przestrzega lekarzy szczepiących przeciw COVID-19 radca prawny Katarzyna Tarnawa-Gwóźdź. W nagraniu dostępnym w serwisie YouTube prawniczka przekonuje ich o grożących im karach za takie szczepienie. Według niej lekarzom grozi nawet 25 lat więzienia lub dożywocie "za branie udziału w Narodowym Programie Szczepień, który jest jednym wielkim eksperymentem medycznym prowadzonym na Polakach".

Film zatytułowany "Apel prawnika do lekarzy - albo się opamiętacie, albo będziecie siedzieć" do 14 czerwca miał ponad 104 tys. wyświetleń. 3,4 tys. internautów zostawiło pod nim pozytywną reakcję.

Manipulacyjny film o rzekomo karnej odpowiedzialności lekarzy za szczepienia przeciw COVID-19
Manipulacyjny film o rzekomo karnej odpowiedzialności lekarzy za szczepienia przeciw COVID-19 Foto: Youtube

"Ciekaw jestem, czy takie wypowiedzi są zgodne z obowiązującym prawem w naszym kraju i czy takie spotkanie miało miejsce. (...) Straszenie lekarzy karą więzienia za udział w programie szczepień to jakiś kompletny absurd" - napisał czytelnik, który przesłał nam ten film do sprawdzenia.

Ma rację, straszenie więzieniem lekarzy za to, że szczepią przeciw COVID-19, nie ma żadnych podstaw prawnych.

"Brawo dla odważnej Pani prawnik"

Katarzyna Tarnawa-Gwóźdź argumentuje w omawianym nagraniu, że wprowadzony w 2020 roku do polskiego prawa przepis nazywany potocznie "klauzulą dobrego samarytanina" zwalnia z odpowiedzialności karnej za ewentualne błędy związane z leczeniem i diagnozowaniem COVID-19 - ale nie zwalnia już z odpowiedzialności prawnej związanej z podawaniem szczepionki. "Odpowiadacie również cywilnie w zakresie odszkodowawczym w pełnym zakresie" - przekonuje i wzywa wszystkich lekarzy, "żeby zastanowili się nad tym, co robią".

Rząd zapewnia, że nie rezygnuje ze szczepionek firmy AstraZeneca

Internauci chętnie komentowali nagranie: "Brawo dla odważnej Pani prawnik!!!"; "W szpitalach mamy ubojnie narodu"; "Miód na moje uszy! Muszą ponieść odpowiedzialność za śmierć tysięcy ludzi" (pisownia wszystkich wpisów oryginalna). Autor jednego z popularnych komentarzy przekonywał, że więzienie grozi także innym pracownikom służby zdrowia: "Od kierowców karetek, pielęgniarki do samej góry!!! wszyscy doskonale wiedzą w czym uczestniczą, przytulają tchurze kasę i siedzą cicho! Nie będzie litości będą SIEDZIEĆ!!!!!" - napisał.

Nagranie z wystąpieniem prawniczki krąży też na Facebooku. Popularny post z filmem ma już ponad 300 udostępnień i blisko 300 fejsbukowych reakcji. "Brawo"; "Wreszcie właściwe myślenie... Tych konowałów wreszcie trzeba ustawić" - komentowali internauci.

Film pojawił się również na Facebooku
Film pojawił się również na Facebooku Foto: facebook

Konferencja "Plandemia jako zjawisko społeczne"

Nagranie jest fragmentem wystąpienia radcy prawnej Katarzyny Tarnawy-Gwóźdź na konferencji "Plandemia jako zjawisko społeczne. Kontekst interdyscyplinarny" zorganizowanej przez organizację Front Wolności w maju tego roku. Ponad trzygodzinny zapis spotkania jest na YouTube. Katarzyna Tarnawa-Gwóźdź przekonywała, że przepisy wprowadzone w Polsce w związku z epidemią COVID-19 są sprzeczne z obowiązującym prawem. "Wszystko, czego dotknęłam się do tej pory, a mianowicie czy to pod kątem szczepień, czy pod kątem testów, czy pod kątem maseczek to się nic nie trzyma, mówiąc kolokwialnie, kupy" - mówiła. We fragmencie wideo krążącym w sieci nie wyjaśnia szczegółowo, dlaczego lekarze mieliby obawiać się udziału w Narodowym Programie Szczepień.

Zapytaliśmy mecenas Tarnawę-Gwóźdź, na jakiej podstawie mówi o szczególnej odpowiedzialności prawnej lekarzy. W odpowiedzi przesłała nam obszerny zbiór materiałów, m.in. opublikowany przez siebie tekst, którego kopie można znaleźć w sieci. Przekonywała w nim, że szczepienia przeciw COVID-19 są eksperymentem medycznym. Podkreślała, że szczepionki zostały dopuszczone do użytku warunkowo i wciąż są w fazie badania klinicznego. Cytowała przepisy ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, w myśl których "eksperymentem leczniczym [jeden z dwóch określonych w ustawie rodzajów eksperymentu medycznego] jest wprowadzenie nowych albo tylko częściowo wypróbowanych metod diagnostycznych, leczniczych lub profilaktycznych w celu osiągnięcia bezpośredniej korzyści dla zdrowia osoby chorej". Przypomniała, że w przepisach tej samej ustawy podkreślono, iż eksperyment medyczny może być przeprowadzony po uzyskaniu zgody jego uczestnika. Podobny zapis znajduje się w konstytucji.

Prawniczka przesłała nam też pismo Okręgowego Inspektoratu Pracy w Łodzi z lutego tego roku, w którym napisano, że szczepienia są eksperymentem medycznym. "Proszę zwrócić uwagę na treść pisma PIP w Łodzi oraz fakt, iż ubezpieczyciele odmawiają ubezpieczonym, którzy poddali się szczepieniu wypłaty odszkodowania w ramach ubezpieczenia na życie właśnie z powodu poddania się eksperymentowi medycznemu" - pisze mecenas Tarnawa-Gwóźdź w przesłanej nam odpowiedzi.

Jej opinie skonfrontowaliśmy z dostępnymi publicznie informacjami o szczepionkach oraz ze stanowiskami instytucji związanych z tym tematem. Wbrew twierdzeniom prawniczki lekarzom wcale nie grozi odpowiedzialność karna za udział w Narodowym Programie Szczepień. Lekarzom grozi odpowiedzialność za rażące zaniechania lub za działania sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną - a w  świetle aktualnej wiedzy szczepienia przeciw COVID-19 są uzasadnione i potrzebne.

Szczepienia przeciw COVID-19 nie są eksperymentem medycznym

W Konkret24 pisaliśmy już o powielanej w sieci tezie, jakoby szczepienia przeciw COVID-19 były eksperymentem medycznym. To nieprawda.

Szczepionki - jak wszystkie produkty lecznicze - przed wprowadzeniem na rynek wymagają uzyskania pozwolenia na dopuszczenie do obrotu. W przypadku szczepionek przeciw COVID-19 odpowiada za to Komisja Europejska. Zgodnie z unijnymi procedurami wydawania pozwoleń dla produktów leczniczych stosowanych u ludzi nadzór nad nimi sprawuje Europejska Agencja Leków (EMA).

To prawda - jak pisze pani mecenas - że szczepionki zostały wprowadzone do obrotu warunkowo. Ale to oznacza, że są dodatkowo badane i monitorowane. "Szczepionki przeciwko COVID-19 są opracowywane zgodnie z tymi samymi wymogami dotyczącymi jakości, bezpieczeństwa i skuteczności, jak w przypadku innych produktów leczniczych. Procedury rejestracyjne zostały skrócone do minimum, ale badania wykonywano według najwyższych standardów bezpieczeństwa, podobnie jak w przypadku innych szczepionek. Wydanie pozwolenia oznacza zatem, iż jakość, bezpieczeństwo i skuteczność takiego produktu leczniczego została udowodniona na podstawie odpowiednich badań klinicznych, przedklinicznych i chemiczno-farmaceutycznych" - informowało Ministerstwo Zdrowia w stanowisku przesłanym naszej redakcji w maju tego roku. Resort podkreślił, że podawanie w ramach Narodowego Programu Szczepień zarejestrowanych w ww. trybie szczepionek nie jest ani eksperymentem medycznym, ani badaniem klinicznym w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 5 grudnia 1996 roku o zawodzie lekarza i lekarza dentysty oraz ustawy z dnia 6 września 2001 roku Prawo farmaceutyczne.

Dalej ministerstwo wyjaśniało: "Należy podkreślić, że posługiwanie się terminem 'eksperyment leczniczy (medyczny)' oznacza konieczność spełnienia wymagań określonych w rozdziale 4 ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodzie lekarza i lekarza dentysty - w tym definicji, celu, zasad kierowania eksperymentem, zasad udziału w eksperymencie czy zawarciu umowy ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej na rzecz uczestnika oraz osoby, której skutki eksperymentu mogą bezpośrednio dotknąć".

"Ponadto eksperyment medyczny może być przeprowadzony wyłącznie po wyrażeniu pozytywnej opinii o projekcie przez niezależną komisję bioetyczną. Żadna z powyższych okoliczności nie zachodzi w przypadku prowadzenia szczepień w ramach Narodowego Programu Szczepień" - tłumaczył resort.

Rzecznik Praw Pacjenta: "utożsamianie warunkowego dopuszczenia do obrotu produktu leczniczego z eksperymentem medycznym jest bezpodstawne"

W stanowisku Rzecznika Praw Pacjenta z maja tego roku czytamy: "Szczepienia ochronne przeciwko COVID-19 realizowane w ramach Narodowego Programu Szczepień absolutnie nie stanowią eksperymentu medycznego. Łączenie czy też utożsamianie warunkowego dopuszczenia do obrotu produktu leczniczego z eksperymentem medycznym jest całkowicie bezpodstawne. Być może wynika ono z fragmentarycznego odczytania obowiązujących przepisów prawa albo nieprawidłowego rozumienia obu terminów".

Jak wyjaśnia Rzecznik Praw Pacjenta, dopuszczenie do obrotu, także to warunkowe, oznacza pełną możliwość stosowania produktu leczniczego w zarejestrowanych wskazaniach. Użycie dopuszczonych na rynek produktów w leczeniu lub zapobieganiu chorób w ramach standardowych świadczeń zdrowotnych nie skutkuje udziałem w eksperymencie medycznym. "Wbrew pojawiającym się - ale niepopartym rzetelnymi analizami opiniom – ewentualne nieprawidłowości po stronie osób wykonujących zawód medyczny związane z kwalifikacją do szczepienia czy też samym podaniem szczepionki są objęte zakresem obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej podmiotu wykonującego działalność leczniczą za szkody będące następstwem udzielania świadczeń zdrowotnych albo niezgodnego z prawem zaniechania udzielania świadczeń zdrowotnych" - wyjaśniał rzecznik w komunikacie.

Szczepienia niemowląt na COVID-19 już wkrótce? Pfizer rozpoczął badania

Szczepienie przeciw COVID-19 jest zgodne z aktualną wiedzą medyczną

O to, czy lekarze mogą odpowiadać prawnie za udział w Narodowym Programie Szczepień, zapytaliśmy Marcina Andrzejewicza, radcę prawnego specjalizującego się w prawie medycznym i procesowym. "Nie ma mowy o jakiejś nadzwyczajnej odpowiedzialności, tak wymierzonej w kierunku lekarzy, jak i przedstawicieli innych zawodów medycznych" - podkreśla Andrzejewicz w przesłanej nam analizie. Zaznacza, że lekarz zawsze odpowiada za brak dołożenia należytej staranności. "Można z pewnym uproszczeniem przyjąć, że odpowiedzialność zaczyna się od działania lub zaniechania sprzecznego z aktualną wiedzą medyczną" - tłumaczy.

Na naszą prośbę Andrzejewicz odniósł się także do "klauzuli dobrego samarytanina", czyli przepisu z ustawy z 28 października 2020 roku o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19. Artykuł 24. tej ustawy zwalnia lekarzy z odpowiedzialności karnej za niektóre przestępstwa w okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii. Podkreślono, że chodzi o udzielanie świadczeń zdrowotnych w szczególnych okolicznościach. Odpowiedzialności nie uniknie za to lekarz, który w danych okolicznościach dopuścił się rażącego zaniedbania.

Według Marcina Andrzejewicza "klauzula jest nieprecyzyjna i nie objęła problemu kompleksowo". "Zawiera też pewne zwroty niedookreślone, które mogą nastręczać problemu w procesie interpretacji" - uważa prawnik. Jego zdaniem mówiąc o klauzuli w kontekście szczepień na COVID-19, odchodzimy od sedna problemu, bo zgodnie z aktualną wiedzą medyczną szczepienia przeciw COVID-19 są uzasadnione, na co dowodem jest warunkowe dopuszczenie szczepionek do obrotu.

Ryzyko poniesienia odpowiedzialności? Tak, za negowanie szczepień

Owszem, lekarze powinni się liczyć z ryzykiem poniesienia odpowiedzialności za działania sprzeczne z aktualnie dostępną wiedzą medyczną - ale za negowanie szczepień bądź nakłanianie pacjentów do ignorowania obowiązków wynikających z kalendarza szczepień. "Jestem w stanie przytoczyć kilka orzeczeń sądów lekarskich, które nakładają na lekarzy kary takie jak zawieszenie w prawie wykonywania zawodu" - podkreśla Marcin Andrzejewicz. Zaznacza, że wykonywanie zawodu lekarza czy jakiegokolwiek innego zawodu medycznego zawsze łączy się z ryzykiem poniesienia odpowiedzialności. Ewentualne negatywne konsekwencje zawsze wiążą się z naruszeniem obowiązku działania z należytą ostrożnością i starannością, w trosce o dobro pacjenta.

Sytuacje, w których lekarz odpowiada własnym majątkiem, są niezwykle rzadkie. "Chroni go system ubezpieczeń obowiązkowych, a także formuły, na podstawie jakich wykonuje świadczenia w szpitalach czy innych podmiotach leczniczych" - wyjaśnia Marcin Andrzejewicz.

"W sprawie szczepionek dochodzi do dezinformacji. Kto i po co to robi?"

Naczelna Rada Lekarska interweniuje

Zawiadomienia o filmie z wystąpieniem Katarzyny Tarnawy-Gwóźdź trafiły już do Naczelnej Rady Lekarskiej. Zdaniem jej prezesa, prof. Andrzeja Matyi, sprawą wypowiedzi z filmu powinny się zająć organy państwowe. "Szczególnie, że te wszystkie działania antyszczepionkowców są sprzeczne z rządową kampanią szczepień" - zaznacza prof. Matyja. Działania władz w walce z ruchami antyszczepionkowym i antycovidovym ocenia jako bierne.

Profesor Matyja poinformował nas, że skierował już pismo do Rzecznika Dyscyplinarnego Okręgowej Izby Radców Prawnych w Katowicach w sprawie wypowiedzi prawniczki. Argumentował w nim, że jej wystąpienie demonstruje negatywny stosunek do lekarzy jako grupy i narusza ich godność. "Przede wszystkim sformułowanie gróźb wobec lekarzy stoi w sprzeczności z zasadami wykonywania zawodu radcy prawnego" - podsumował prof. Matyja.


Za zgłoszenie tematu dziękujemy czytelnikowi. Zachęcamy do śledzenia i oznaczania nas w mediach społecznościowych i kontakt mailowy: konkret24@tvn24.pl. Temat zgłosić także można poprzez przycisk "zgłoś do sprawdzenia" na naszej stronie.

Autor:  Krzysztof Jabłonowski
Źródło:  Konkret24; zdjęcie: Shutterstock

Pozostałe

Wiceminister zarzuca prezydent Gdańska sprzedaż miejskiej spółki Francuzom. To nieprawda

Wiceminister Grzegorz Witkowski podczas konferencji prasowej nad Odrą zarzucił prezydent Gdańska Aleksandrze Dulkiewicz, że sprzedała miejskie przedsiębiorstwo wodociągowe francuskiemu inwestorowi, a po awarii przepompowni ścieków nikt nie poniósł odpowiedzialności. Obie tezy są nieprawdziwe. Prezydent Dulkiewicz nie tylko nie sprzedała spółki Francuzom, lecz za jej kadencji miasto odkupiło od nich wszystkie udziały.

Banderowskie flagi przy pomniku polskiej armii? Wyjaśniamy, skąd te barwy

"Dlaczego nikt tych szmat nie zdejmie?", "gdzie są mieszkańcy tej miejscowości?" - pytają oburzeni internauci, komentując zdjęcie pomnika 1 Armii Wojska Polskiego, przy którym mają powiewać flagi ukraińskich nacjonalistów. Jednak choć flagi są rzeczywiście czerwono-czarne, nie mają nic wspólnego z banderowcami.