Po sobotnim Marszu Równości w Białymstoku w sieci rozpowszechniano informację o czterech osobach, które miały stracić życie w wyniku ran odniesionych podczas zamieszek, do których doszło w trakcie parady. Podlaska policja zaprzecza tym doniesieniom.

Pierwszy Marsz Równości zorganizowany w stolicy Podlasia nie obył się bez incydentów. Na jego trasie ustawiły się różne kontrmanifestacje, których uczestnicy usiłowali zablokować przemarsz. Przeciwko paradzie protestowali m.in. kibice, którzy skandowali między innymi hasła: "Białystok wolny od zboczeńców", "Bóg, honor i ojczyzna", "Pedały do domu". W stronę uczestników marszu kierowano też wulgarne zawołania.

Jak napisano w komunikacie policji, "w stronę policjantów i osób biorących udział w zgromadzeniu były rzucane kamienie, butelki, kostka brukowa, petardy oraz inne przedmioty stwarzające niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia".

W związku z tymi wydarzeniami w serwisach społecznościowych rozpowszechniła się informacja, że cztery osoby poniosły śmierć w wyniku obrażeń odniesionych podczas marszu. Dużą popularnością cieszył się m.in. wpis, którego autor w bardzo emocjonalny sposób odniósł się do krążącego w sieci zrzutu ekranu z rozmowy, w której informowano o śmierci czterech uczestników Marszu. "Jeżeli są osoby, które myślą, że to co się stało w Białymstoku to normalne, to k***a jesteś najgorszym z***m na świecie" - skomentował te doniesienia. Wpis podało dalej prawie tysiąc osób.

Popularny wpis dotyczący rzekomej śmierci 4 uczestników Marszu
Popularny wpis dotyczący rzekomej śmierci 4 uczestników Marszu Foto: Twitter (wulgaryzmy zakryte przez redakcję)

Na Twitterze wpisy o domniemanych czterech ofiarach śmiertelnych marszu pojawiały się także w języku angielskim. "Dzisiaj (20.07) w Polsce w Białymstoku odbył się marsz równości. Miały miejsce homofobiczne ataki na uczestników, 4 osoby podobno zabito, 3 z nich są nastolatkami. Wiele osób przebywa w szpitalu" - napisał jeden z użytkowników. Jego wpis podało dalej ponad 1600 osób.

Anglojęzyczny wpis informujący o domniemanych ofiarach Marszu
Anglojęzyczny wpis informujący o domniemanych ofiarach Marszu Foto: Twitter

Wiele osób nie dowierzało jednak w prawdziwość doniesień o ofiarach śmiertelnych wydarzeń w Białymstoku. "To w koncu prawda ze sa ofiary smiertelne? #StrefaWolnaOdLGBT #Bialystok #MarszRownosci", "Krąży informacja o ofiarach śmiertelnych #marszrowności #białystok. Czy to prawda?", "Wiadomo czy te 4 osoby nie żyją na 100%? #Białystok" - pytali użytkownicy Twittera.

Zrzut z rozmowy

W komentarzach wielu internautów pytało o źródło doniesień o ofiarach. Większość odpowiedzi zawierała informację, że informacje pochodzą ze zrzutów rozmów między uczestnikami marszu.

W najpopularniejszych wpisach pojawiały się jednak zrzuty ekranu pochodzące wyłącznie z instagramowego profilu jednego z uczestników wydarzenia. Na udostępnionym przez niego zdjęciu nie widać, od kogo pochodzą wiadomości. Można jedynie przeczytać, że "cztery osoby nie żyją", a informacja pochodzi od "kolegi" nadawcy, który miał być w szpitalu i tam usłyszeć o śmierci trzech nastolatek i 25-latka.

Zrzut rozmowy o czterech rzekomych ofiarach Marszu
Zrzut rozmowy o czterech rzekomych ofiarach Marszu Foto: Instagram

Z dalszej części opublikowanej rozmowy wynika, że autor dopytywał się o prawdziwość doniesień o zmarłych. "Masz pewność co do tego" - pytał swojego rozmówcę. "Tak. Kolega jest w szpitalu i przywieźli jedną, a potem kolejne. Pewne jest, że 2 na pewno nie żyją" - brzmiała odpowiedź.

Sam autor zrzutów korespondencji jednak dwie godziny później sprostował swoje informacje, pisząc, że "co do tych śmiertelnych ofiar to nie ma pewności". "Jedna ze współorganizatorek mówi, że na pewno wiedzieliby, gdyby to miało miejsce, a póki co takich informacji nie mają, więc mam nadzieję, że wszyscy żyją" - dodał.

Następnie opublikował zrzut innej rozmowy na Instagramie, w której poinformowano go, że zmarła dziewczyna przyjaciółki autorki. "Czyli jednak" - skomentował te sytuację uczestnik Marszu.

Zrzut rozmowy o zmarłej uczestniczce Marszu
Zrzut rozmowy o zmarłej uczestniczce Marszu Foto: Instagram

Policja zaprzecza

Skontaktowaliśmy się z Komendą Wojewódzką Policji w Białymstoku, aby zweryfikować doniesienia o śmiertelnych ofiarach sobotniego Marszu. - Mogę zaprzeczyć tym informacjom. Według naszej wiedzy żadna z osób, które brały udział w sobotnich zgromadzeniach, nie poniosła śmierci - mówi nadkom. Tomasz Krupa, rzecznik prasowy. - Nie jestem w stanie podać informacji na temat osób rannych w wyniku tych wydarzeń. Wiemy na pewno, że do szpitala trafiła jedna funkcjonariuszka policji z Warszawy - dodał.

Policja stale informuje o osobach zatrzymanych w związku z wydarzeniami podczas Marszu Równości. W niedziele w południe na oficjalnym koncie podano, że takich osób jest już 25.

Wcześniej w oficjalnym komunikacie donoszono o 20 osobach, z których cztery są podejrzane o popełnienie przestępstw rozboju, naruszenia nietykalności funkcjonariuszy, użycia gróźb karalnych i znieważenia funkcjonariuszy. "Każdy, kto dopuścił się naruszenia prawa musi liczyć się z konsekwencjami" - napisał we wpisie rzecznik policji, Mariusz Ciarka. "Nieważne są sympatie i głoszone hasła - ważne dla nas jest przestrzeganie prawa" - dodał.

"Białystok domem dla wszystkich"

Z powodu zakłóceń trasy przemarszu, I Marsz Równości w Białymstoku zorganizowany pod hasłem "Białystok domem dla wszystkich" zakończył się nie na Rynku Kościuszki, a na placu Niezależnego Zrzeszenia Studentów. W ocenie policji w marszu wzięło udział ok. 800 osób. Służby porządkowe marszu, a także władze Białegostoku informują, że uczestników było ok. tysiąca.

- Pokazaliśmy miastu, że jesteśmy przede wszystkim radosnymi ludźmi, którzy walczą o swoje prawa, którzy są przyjaźni, którzy się cieszą, którzy po prostu robią święto w mieście, robią fajną imprezę i potrafią ze sobą żyć bez nienawiści. Pokazaliśmy, że zależy nam na akceptacji, tolerancji - mówiła dziennikarzom po zakończeniu wydarzenia Katarzyna Rosińska, organizatorka Marszu ze stowarzyszenia "Tęczowy Białystok".

Pytana o agresję, do której doszło ze strony osób idących obok marszu, powiedziała, że jako organizatorka zapobiegła wszelkim ewentualnym możliwościom, jeśli chodzi o złamanie prawa czy regulaminu. W jej ocenie, nie dochowano tego natomiast po drugiej stronie.

Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24; PAP Zdjęcie tytułowe: PAP/Artur Reszko

Pozostałe

Czy polskie zadłużenie się zwiększa? - pyta prezes Kaczyński. Sprawdzamy dane

Podczas weekendowej konwencji PiS-u w Wałbrzychu prezes Jarosław Kaczyński pytał: "Czy polskie zadłużenie się zwiększa?", i odpowiadał: "Ludziom się wmawia, że się zwiększa. Ono się zmniejsza. Bo zadłużenie liczy się w stosunku do PKB. Ten procent spada". Dane pokazują, że rzeczywiście od trzech lat notowano spadek, ale ostatni kwartał przyniósł wzrost. Ma on jednak swoje wytłumaczenie.

Plakat wyborczy zawieszony bez zgody właściciela posesji? Lepiej nie zdejmować samemu

Na platformę Kontakt24 przesłano zdjęcia materiałów wyborczych powieszonych na ogrodzeniach prywatnych posesji bez zgody i wbrew woli ich właścicieli. Zgodnie z przepisami Kodeksu wyborczego osoby, które wywiesiły plakaty, naraziły się na karę grzywny. Prawnicy zalecają jednak właścicielom nieruchomości, by w podobnych sytuacjach próbowali skontaktować się z przedstawicielami komitetów wyborczych i poprosili o usunięcie materiałów. Samodzielne zdjęcie plakatów należy traktować jako ostateczność, gdyż materiały wyborcze podlegają ochronie prawnej.

Polska Fundacja Narodowa: kontrowersje za kontrowersjami

Od niemal roku Konkret24 usiłuje dowiedzieć się w PFN, czy i kto wyjechał do USA na stypendia w ramach współpracy fundacji z amerykańską organizacją. Bez skutku. Brak transparentności to główny grzech PFN, ale są też inne kontrowersje, jak sprzeczna ze statutem organizacji akcja o sędziach "Sprawiedliwe Sądy", przerwany rejs dookoła świata, czy - jak ujawnił Onet - kosztująca ponad 20 mln zł współpraca z agencją PR, skutkująca między innymi profilami promującymi Polskę w mediach społecznościowych, które obserwuje zaledwie garstka internautów.

Na co rodziny wydają środki z 500+? Ocena Beaty Szydło a wyniki badań

Na przedwyborczej konwencji Prawa i Sprawiedliwości była premier Beata Szydło mówiła o środkach wypłacanych w ramach programu "Rodzina 500+". "Polskie rodziny zainwestowały te pieniądze właśnie w rozwój swoich dzieci, w przyszłość swoich dzieci" - zapewniała europosłanka. Jej zdaniem miały to udowadniać "wszystkie badania". Przytaczamy wyniki różnych ankiet, w których respondenci mówili o swoich wydatkach środków z programu.

Średni dochód na osobę w gospodarstwie domowym zbliży się do 2 tys. zł? Sprawdzamy słowa prezesa PiS

Podczas wystąpienia na łódzkiej konwencji Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński mówił o spodziewanym wzroście wskaźnika dochodu na jedną osobę w gospodarstwie domowym w 2019 roku. Wyraził nadzieję, że będzie on zbliżał się do poziomu 2 tys. zł. Jak sprawdziliśmy, w 2018 r. do średniego poziomu 2 tys. zł Polakom wciąż było daleko. Różnice w dochodach były zróżnicowane w zależności od regionu kraju i rodzaju prowadzonego gospodarstwa domowego.

"Polska staje się coraz bardziej krajem czystym". Sprawdzamy słowa premiera

W związku z akcjami Greenpeace, przeprowadzonymi w gdańskim porcie, premier Mateusz Morawiecki na konferencji prasowej w Karczewie polecał "wszystkim działaczom ekologicznym", żeby "zobaczyli, jaką redukcję emisji CO2 Polska wykonała w kontekście protokołu z Kioto". Rzeczywiście - w wyznaczonym przez dokument okresie spadek był kilkukrotnie większy niż zakładano. Jednak od 2014 roku emisja gazów cieplarnianych stale rośnie.

Ministerstwo nie pokazuje "Iustitii" listy sędziów delegowanych. "Pierwszy raz w historii"

O udostępnienie nazwisk sędziów delegowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości zwrócił się sędzia Arkadiusz Tomczak, członek zarządu sędziowskiego stowarzyszenia "Iustitia". Choć zaledwie siedem miesięcy temu urzędnicy przekazali taką listę, teraz powołując się na RODO oraz działania PUODO twierdzą, że nie są w stanie tego zrobić i że "procedura nie jest jeszcze zakończona".