Dyskusja o tym, czy w Polsce wykonuje się wystarczająco, czy za mało testów na koronawirusa, nie cichnie. Sporne są także metody przedstawiania danych o testach. Często są niejasne – jak pokazuje przykład z konferencji ministra zdrowia.

Na konferencji prasowej 20 marca, w której udział wziął m. in. Łukasz Szumowski, zapytano ministra, kiedy w Polsce będzie można liczyć na powszechne testy na koronawirusa – w odpowiedzi przedstawił, ile testów wykonywano w poszczególnych krajach na takim etapie rozwoju epidemii, na jakim jest Polska.

Minister kolejno porównał liczbę wykonanych testów na 1 mln mieszkańców czterech krajów: Polski, Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych w momencie, gdy odnotowywano tam podobną liczbę przypadków zakażenia koronawirusem.

"Gdy było 212 zakażonych, Francja przeprowadzała 17,5 testu na milion mieszkańców" - mówił minister Szumowski. "Wielka Brytania w momencie, gdy miała 373 zakażonych, przeprowadzała 388 testów na milion mieszkańców. Stany Zjednoczone, gdy miały 350 zakażonych, przeprowadzały 10 testów na milion mieszkańców" - wyliczał.

"My w Polsce mamy dane na 387 przypadków zakażonych: przeprowadzaliśmy 344 testy na milion mieszkańców" - powiedział Szumowski. "Widzicie państwo, że naprawdę ilość testów na etap, na którym jesteśmy, jest stosunkowo dobra w porównaniu z innymi krajami" - stwierdził.

W sobotę 21 marca w głównym wydaniu "Wiadomości" TVP 1 o 19.30 w jednym z materiałów pojawiła się grafika powołująca się na dane przytoczone przez Szumowskiego. Na planszy "Liczba testów na milion mieszkańców" pominięto dane dotyczące Wielkiej Brytanii (według Szumowskiego miała więcej testów na 1 mln mieszkańców niż Polska) i zaokrąglono w dół do 17 liczbę testów na 1 mln mieszkańców Francji.

"USA przy 350 zakażonych - 10 testów; Francja przy 212 zakażonych - 17 testów; Polska przy 387 zakażonych - 344 testy" - informowała plansza. Materiał udostępniono na twitterowym profilu "Wiadomości".

Dyskusyjne przedstawienie danych

Grafika pokazana w "Wiadomościach" wywołała dyskusję w sieci. "Do sporządzenia grafiki użyto danych biorąc pod uwagę to samo zjawisko. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, iż w przypadku Polski użyto danych z ostatnich 24h przed publikacją materiału. W przypadku USA i Francji z 29 lutego 2020" - stwierdził autor jednego z wpisów na Twitterze.

Internauci zarzucający materiałowi manipulację dyskutowali nad przyjętą w zestawieniu metodologią. "Obrazek ma pokazać, że testów robimy najwięcej na 1 milion mieszkańców. W przypadku Polski użyto danych z ostatnich 24h przed publikacją materiału. W przypadku USA i Francji z 29 lutego 2020" – zauważył jeden z nich.

Skąd minister miał dane?

Konkret24 sprawdził dane przedstawione przez ministra Szumowskiego i "Wiadomości". Wykorzystaliśmy dostępne oficjalne statystyki o testach na koronawirusa i informacje o populacjach państw z oficjalnych źródeł.

Minister nie wskazał, z których dni pochodzą liczby dla każdego z państw. Dla Polski podał liczbę 387 zakażeń - nie ma takiej w oficjalnych raportach dziennych udostępnianych przez Ministerstwo Zdrowia w mediach społecznościowych. W dniu konferencji (20 marca) według oficjalnych statystyk w Polsce u 425 osób stwierdzono zarażenie koronawirusem; od 3 marca do tego dnia wykonano łącznie 13 072 testów, co dawało 340 testów na 1 mln mieszkańców – a więc mniej, niż przytoczył minister dla liczby 387 zakażonych.

Szumowski podał wskaźnik dla wielkiej Brytanii, gdy w kraju 373 zakażonych. Jest to stan z 10 marca br. Brytyjskie strony rządowe podają jednak tylko aktualną liczbę wykonanych testów, brak tam danych historycznych. Wykaz łącznie wykonanych testów danego dnia epidemii opublikował jednak dziennik "The Independent" - według niego do 10 marca przetestowano 26 261 osób, co dawało ok. 395 testów na 1 mln mieszkańców. Czyli nieco więcej, niż wskazał minister Szumowski (388 – przyp. red.).

Francja: nie 17 a 115 testów na milion mieszkańców

W opublikowanym 15 marca przez francuską Narodową Agencję Zdrowia Publicznego zestawieniu danych nie ma dnia, w którym we Francji zaraportowano łączną liczbę 212 zakażeń (a taką podał minister Szumowski). Sprawdziliśmy, w jakim okresie liczba zakażonych koronawirusem była zbliżona do liczby przypadków w Polsce, którą posłużył się polski minister.

Uwzględniając informację, że w oficjalnym zestawieniu nie uwzględniono 11 przypadków, które pojawiły się między 24 stycznia a 18 lutego, było to 6 marca. Wtedy we Francji odnotowano łącznie 360 przypadków zakażeń, wykonano łącznie 7695 testów - co dawało 115 testów na 1 mln mieszkańców. Nie 17,5 - jak podawał minister Szumowski, a za nim "Wiadomości".

Dane o testach w USA różne według różnych źródeł

Oficjalne dane amerykańskiej agencji Centers for Disease Control and Prevention (CDC) o wykonywanych w Stanach Zjednoczonych testach na koronawirusa są niekompletne i spływają z opóźnieniem - wskazuje "The New York Times". Brak pełnej informacji o wykonywanych testach to efekt decentralizacji systemu opieki zdrowotnej w USA.

COVID Tracking Project to baza danych o wykonywanych w Stanach testach, stworzona i prowadzona przez wolontariuszy, są wśród nich badacze, dziennikarze, programiści i studenci. Dane zbierano najpierw na potrzeby materiału dziennikarzy z magazynu "The Atlantic", potem projekt postanowiono kontynuować. Na bieżąco zbiera informacje bezpośrednio od stanowych departamentów zdrowia, śledzi lokalne raporty i konferencje prasowe. Według tak pozyskanych danych w Stanach do 25 marca wykonano 418 810 testów - znacznie więcej niż podaje CDC – 94 514 (stan na 25 marca).

Przypomnijmy, że minister Szumowski podał, iż Stany Zjednoczone, gdy miały 350 zakażonych, przeprowadzały 10 testów na 1 mln mieszkańców.

W zestawieniach CDC nie znaleźliśmy takiej łącznej liczby przypadków, najbliższa to 423 – u tylu osób wykryto koronawirusa do 7 marca. Według CDC do 7 marca wykonano łącznie 12 018 testów. To dawało 36 testów na 1 mln mieszańców - o 26 więcej niż podał polski minister zdrowia.

Według danych COVID Tracking Project 7 marca stwierdzono koronawirusa u 341 osób. Do tego dnia wykonano 2150 testów, czyli ok. 9 na 1 mln mieszkańców. Te dane są bliższe tym podanym przez ministra Szumowskiego.

Ile testów na milion mieszkańców: wskaźnik zwalczania epidemii

Jak zwracali uwagę internauci, minister wykorzystał na konferencji w przypadku Polski danych z ostatnich 24 godzin, a w przypadku USA i Francji - z innych dni.

Konkret24 zapytał Emilię Skirmuntt, wirusolożkę z Uniwersytetu w Oksfordzie, czy wskaźnik liczby testów na 1 mln mieszkańców należy porównywać, biorąc pod uwagę najnowsze dostępne dane czy liczbę stwierdzonych zakażeń. - Oba rodzaje porównań mówią nam o czymś innym – tłumaczy badaczka. - Porównywanie wskaźnika w różnych krajach w danym dniu pokazuje, gdzie występują problemy w testowaniu albo gdzie epidemia wygasa lub dopiero ma wybuchnąć. W krajach z niską liczbą testów na milion mieszkańców prawdopodobnie brakuje testów lub odpowiedniego sprzętu do ich przeprowadzania. Niska wartość wskaźnika może być dla WHO informacją, że należy bliżej obserwować sytuację epidemii w tym kraju – mówi Skirmuntt.

- Żeby zobaczyć, jak wyglądała sytuacja epidemii, porównywałabym kraje przy podobnej liczbie przypadków: na przykład jak wyglądał wskaźnik, gdy miały po tysiąc rozpoznanych zachorowań – stwierdza wirusolożka. - Najważniejsza jest liczba wykonanych testów – podkreśla Emilia Skirmuntt. - Dzięki nim wykryjemy więcej ukrytych ognisk wirusa, które mogą nie być groźne dla ich nosicieli, ale stanowią potencjalne niebezpieczeństwo dla innych – dodaje.

Takie samo pytanie zadaliśmy prof. Robertowi Flisiakowi, prezesowi Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych (PTEiLChZ). Zdaniem profesora wskaźnik liczby testów na milion mieszkańców nie powinien być porównywany między krajami. - Powinniśmy obserwować, jak szybko wskaźnik przyrasta w danym kraju. Jeśli narasta wolno, to znaczy, że istnieje problem ukrytych zakażeń stanowiących rezerwuar wirusa w społeczeństwie – mówi.

Prezes PTEiLChZ tłumaczy: - Liczba testów na milion mieszkańców pozwala na śledzenie dynamiki prowadzenia testów w danym okresie. To liczba ilustrująca fakty, a z faktami się nie dyskutuje. Dziś to jedyny obiektywny wskaźnik aktywności w zwalczaniu pandemii. Nie możemy porównywać na przykład liczby zmarłych na koronawirusa, bo ta liczona jest inaczej w Niemczech, a inaczej we Włoszech.

Odnosząc się natomiast do danych o liczbie testów w różnych krajach podanych na konferencji przez ministra Łukasza Szumowskiego, prof. Flisiak stwierdza: - Minister Szumowski nie uwzględnił tego, że jeśli jakiś kraj wykonuje więcej testów, może wykryć więcej przypadków zakażeń bezobjawowych i w ten sposób zapobiec niekontrolowanemu szerzeniu się epidemii. W przypadku utrudnionego dostępu do placówek testujących liczba zakażonych będzie pozornie stabilnie niska.

Rzecznik nie wie, że Francuzi i Włosi raportują liczbę testów

W poniedziałek 23 marca gościem porannego programu TVN24 był rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz. Zapytany o różnice w liczbie testów na 1 mln mieszkańców w innych krajach europejskich i Polsce, odpowiedział: "To ja mam pytanie do pana redaktora: skąd pan redaktor ma wyniki o przeprowadzanych testach na milion mieszkańców?". Sugerował, że dziennikarz opiera swoją wiedzę na danych z Wikipedii.

"Otóż Niemcy nie raportują o wykonanych testach, Francuzi nie raportują, Włosi nie raportują" - twierdził rzecznik ministerstwa. Nie jest to prawdą.

Włochy i Francja regularnie publikują statystyki przeprowadzanych testów na koronawirusa. W pierwszym kraju robi to ministerstwo zdrowia, w drugim - Francuska Narodowa Agencja Zdrowia Publicznego.

Źródła informacji o liczbie testów wykonywanych w trzech wymienionych przez rzecznika krajach wskazał również dziennikarz "Gazety Wyborczej" Bartosz Wieliński, prostując błędy rzecznika resortu.

Za tygodnikiem "Stern" dziennikarz wskazał, że Niemieckie Stowarzyszenie Szpitali (DKG) poinformowało w zeszłym tygodniu o liczbie przeprowadzanych testach na koronawirusa. Do połowy marca w Niemczech przetestowano 167 009 próbek w 148 laboratoriach, z czego 6540 dało wynik pozytywny.

Dane o liczbie testów w przeliczeniu na mieszkańców państw na całym świecie zbiera i wizualizuje portal Our World In Data prowadzony przez naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego.

Autor:  Gabriela Sieczkowska
Źródło:  Konkret24; zdjęcie: PAP/Jakub Kaczmarczyk

Pozostałe

Rzetelnie o koronawirusie. Nie daj się nabrać na pseudonaukę

Sensacyjne odkrycia naukowców, przełomowe badania nad koronawirusem? Ostrożnie! Wśród tysięcy publikowanych artykułów o epidemii COVID-19 są teksty nierzetelne i fałszujące rzeczywistość. Podpowiadamy, jak się nie dać nabrać na pseudonaukę.

Drugie życie świątecznego drzewka jest możliwe, ale trzeba wiedzieć, jak o nie dbać

Czy świąteczne drzewko kupione w doniczce może wiosną rosnąć np. w miejskim parku albo w ogrodzie? Tak twierdzą organizatorzy akcji zachęcających do wybierania takich choinek. Jak zauważają internauci, nie każde takie drzewko ma jednak szanse na to, by się przyjąć w gruncie. Żeby choinkę posadzić ponownie, trzeba o nią odpowiednio zadbać. Eksperci podpowiadają jak.

Smog w Polsce to "kompletna bzdura"? Popularna mapa niczego nie dowodzi

Kilka tysięcy osób polubiło i udostępniło artykuł o "mapie smogowej", która miała ujawniać, że Polska jako najbardziej skażony kraj w Europie "to kompletna bzdura". Tekst podano dalej m.in. na oficjalnym koncie prezydenta Andrzeja Dudy. Mapa pokazuje jednak stężenie dwutlenku azotu, który jest tylko jednym, nie najgroźniejszym, ze składników smogu. W przypadku tych najgroźniejszych, Polska jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych państw w Europie.

Polska emituje mniej CO2 niż Chiny, Iran i Indie? Nie w przeliczeniu na mieszkańca

Ostatnie dostępne raporty i dane statystyczne potwierdzają informacje, zawarte w popularnym twitterowym wpisie, że wśród zestawionych 11 państw świata Polska emituje najmniej dwutlenku węgla. Te same raporty pokazują jednocześnie, że w przeliczeniu na mieszkańca i PKB - Polska wyprzedza kilka krajów z tego zestawienia. Jest też krajem z jednym z najwyższych w Europie rocznych wzrostów emisji CO2.

"Głupia sprawa", czyli o co chodzi w sporze o dziurę ozonową

Tomasz Wróblewski udostępnił na Twitterze tekst informujący, że dziura ozonowa jest najmniejsza od czasów kiedy ją wykryto. W twitterowym wpisie dziennikarz zasugerował, że w związku z tymi doniesieniami można spodziewać się, "że cały ten raban z zakazami emisji trzeba będzie szybko zastąpić troską o coś innego". Nie jest pewne, jakiego rodzaju emisje miał na myśli Tomasz Wróblewski. Wiadomo jednak, że w wyniku globalnego ograniczenia emisji szkodliwych freonów dziura ozonowa staje się coraz mniejsza.

Rosyjska propaganda o klimacie: szaleni aktywiści, broń klimatyczna i depopulacja planety

"Ulubienica elit Greta Thunberg", "pociski klimatyczne" czy tajny plan "Imperium Brytyjskiego" na depopulację planety - to przykłady narracji rosyjskich mediów w artykułach negujących bądź wyrażających wątpliwości wobec zjawisk zmian klimatu. Identyfikujący rosyjską propagandę portal EUvsDisinfo zwraca uwagę na rozbieżności między treściami przedstawianymi w mediach a stanowiskiem Kremla, które w ostatnich miesiącach przeszło ewolucję.